Autoerotyzm – Anna i Marta

autoerotyzmAutoerotyzm – (Anna i Marta) – techniki i pozycje dla kobiet

Poniżej przedstawimy techniki autoerotyczne jakie uznałyśmy za wyjątkowo interesujące. Przedstawimy też techniki z listów od Was. Dziękujemy za nie!
Anna i Marta

Techniki czytelniczek

Pilot Do Wieży
Witam!
Jestem w młodym wieku, dlatego poznawanie samej siebie jest dla mnie bardzo fascynujące. Do pewnego doświadczenia doszłam całkiem przez przypadek. Kiedy leżałam sobie w łóżeczku i pieściłam swoją muszelkę a wszystkie soczki były rozprowadzane po całej jej obszarze, pomyślałam że teraz gdy będzie już łatwiej można spróbować czegoś innego. Pod ręką miałam pilot, zwykły pilot od wieży stereo. Nagle wyobraźnia zaczęła ostro pracować, co dało większe podniecenie. Zaczęłam rytmicznie i dość szybko ocierać pilotem moją łechtaczkę, aż nagle po zaledwie kilku sekundach przeżyłam jeden z większych orgazmów w moim życiu. Kochając się leżałam na plecach z udami uniesionymi jak najwyżej. Jedna ręką pocierałam moją muszelkę a druga wędrowała po całym łóżku szukając czegoś, co mogłam mocno ścisnąć. Z rozkoszy prawie oszalałam. Zaczęłam paznokciami drapać w łóżko, przez co złamałam sobie jeden. Nagle opadłam cala mokra na łóżko zdyszana i pełna podziwu zaskoczenia. Gdy dotknęłam mojego skarbu była cała rozgrzana. Do dziś, choć wieża nie działa pilot leży przy łóżku tak abym miała go w zasięgu ręki. Nigdy jeszcze mnie nie zawiódł. Ważne jest jednak by był dobrze nawilżonym, w innym razie może skończyć się na oparciu i zaczerwienieniu, choć orgazm jest taki sam. Dziś zawsze po pierwszym razie jest powtórka, lecz po powtórce nie mam sił na nic Gorąco polecam. Pozdrawiam,
Merla,

Po Kąpieli
Mój ulubiony sposób samozaspokajania się odkryłam trzy lata temu, gdy miałam czternaście lat. Nie jest on może zbyt wymyślny, jednak do tej pory, mimo wielu eksperymentów z własnym ciałem, ciągle uważam go za jeden z najprzyjemniejszych sposobów by podarować sobie orgazm. Wieczorem, gdy wiem, że nikt z domowników nie będzie mi już przeszkadzał, biorę w łazience gorącą kąpiel. Podczas niej dotykam się, by stopniowo wprowadzić się w nastrój lekkiego podniecenia. Pod koniec kąpieli dolewam sporo gorącej wody, tak, by temperatura była ledwo do zniesienia. Ostatnie sekundy przed wyjściem spędzam pieszcząc palcami wargi, by stały się jak najbardziej pulchne i wrażliwe. Wychodząc z wanny uciekam owinięta ręcznikiem do swojego pokoju, gdzie czekają na mnie przygotowane duży ręcznik kąpielowy i pudełko kremu. Szybko jednokrotnie składam ręcznik wzdłuż i zwijam go ciasno w wałek. Nabieram dłonią sporo kremu nawilżającego, smaruję nim grubo wargi i dosiadam wałeczka na łóżku. Przeważnie suwam się po nim rytmicznie w tył i przód aż do orgazmu. Często pomagam sobie stymulując dłonią łechtaczkę. Prawie zawsze udaje mi się przeżyć bardzo głęboki, intensywny i całkowicie zaspokajający mnie orgazm.

Odkrycie tego sposobu na pieszczenie się zawdzięczam przypadkowi. Kiedyś uwielbiałam masturbować się w wannie (dalej lubię). Raz, gdy prawie kończyłam zastukała moja mama każąc mi natychmiast kończyć kąpiel. Przestraszona szybko wyszłam z wanny. Nie miałam nawet czasu na toaletę, więc do pokoju poszłam z zestawem kosmetyków. Tam czując wciąż silne podniecenie, instynktownie, zwinęłam ręcznik i po zamknięciu na klucz drzwi dosiadłam go na łóżku. Kiedy zrozumiałam, że jest za szorstki dla mnie wpadłam na pomysł z kremem. Nałożyłam na ręcznik prawie całe jego pudełko. Tamtego wieczoru miałam po raz pierwszy tak mocny orgazm, że czułam jak boli mnie podbrzusze od towarzyszących mu skurczów. Troszkę czułam się „brudna” i „wyuzdana”, jednak przy najbliższej okazji powtórzyłam cały scenariusz ponownie, tym razem całkowicie świadomie.
Magda,

Ogromny Wibrator
Osobiście wolę robić to po prostu paluszkami leżąc zupełnie nago w łóżku. Najczęściej stosuję technikę masażu sromu i łechtaczki oraz wsuwam palce w siebie. Są jednak dni, kiedy mam ochotę na coś wyrafinowanego. Na swoje 18-te urodziny od koleżanek w formie żartu dostałam wibrator. Nie taki zwykły, lecz ogromny o „murzyńskich” rozmiarach. Ma chyba z 30cm długości i jest bardzo gruby. W każdym razie jeszcze nie udało mi się wsunąć go w siebie całego. Pieszczę się wówczas nim, a czasami nawet czubek tego potwora wsuwam w swoją pupę. Orgazm wówczas mam kosmiczny.
Kama,

Zestaw Wibratorów
Kupiłam sobie niedawno zestaw wibratorów. Jeden gładki, z trzema różnymi nakładkami i osobny, mały do masowania łechtaczki. Coś niesamowitego. Nakładki są trzy. Jedna w kształcie męskiego członka, jedna z zakrzywiona końcówka na punkt G, i jedna analna. Lubię nabić się na którąś z nich i czuć jak wibruje od środka, dodatkowo stymulując łechtaczkę małym cudeńkiem, które ma tak silne wibracje, że już po kilku chwilach moja łechtaczka jest tak wrażliwa, że kończę silnym orgazmem. Żadne inne doznania chyba nie są tak silne jak te wyzwalane tym maleństwem i dodatkowo którymś z pozostałych wibratorów we mnie. Polecam, ale nie wiem czy taki zestaw można kupić w Polsce. Ja swój kupiłam w zagranicznym sexshopie.
Paula,

Zabawy Z Trzecią Dziurką
Moja przygoda z tą dziurką rozpoczęła się poprzez dmuchanie w nią i do tej pory uważam że jest to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy jakie mnie spotkały. Cewnik można kupić w aptece, później należy go już tylko włożyć i dmuchać . Jeśli będzie odpowiednio długi można to robić samemu. Powietrza nie trzeba wypuszczać od razu można je tam troszkę potrzymać Miłej zabawy, pozdrawiam
Magda,

W Publicznym Miejscu
Każda z nas na pewno wyobrażała sobie kiedyś, że kocha się z kimś w jakimś publicznym miejscu… Dlaczego nie pokochać się ze sobą na oczach wszystkich? Na oczach ludzi w autobusie, na uczelni, w pracy… W jaki sposób? Nic prostszego. Wystarczy znaleźć się w posiadaniu małego wibratorka, wyposażonego w regulator natężenia wibracji umieszczony na końcu długiego kabelka. Przed wyjściem z domu wkłada się taki wibratorek w pochwę – zupełnie tak jak aplikuje się tampon. (Wibrator musi być mały, żeby zmieścił się w całości do środka i nie wysuwał przy napinaniu mięśni.) Po włożeniu urządzenia, jedyne, co wystaje na zewnątrz to kabelek z włącznikiem, który dyskretnie umieszczamy w kieszeni spodni na przykład. Potem już w każdej chwili można sobie sprawiać przyjemność włączając wibrator… Powiedzmy w kolejce w sklepie. Wada? Trudno w ten sposób doprowadzić się do orgazmu, ale za to zapewniam, że niesamowitym uczuciem jest świadomość, że bawisz się wibratorem w trakcie nalewania szefowi kawy, albo w trakcie pisania egzaminu z termodynamiki Pozdrawiam,
K.,

Lewatywa Na Stojąco
Jedną z moich ulubionych zabaw autoerotycznych jest metoda tutaj uznana zaledwie za wstęp do dalszej przyjemności. Mam na myśli płytka lewatywę, wykonywana na stojąco, z jedna noga opartą na brzegu wanny. Ciało jest wtedy nieznacznie tylko pochylone do przodu. Używam do tego węża od prysznica, najczęściej osłoniętego przebita prezerwatywą. Preferuję delikatny strumień cieplej wody, tak by ciecz wypełniała mnie powoli. Już w pierwszych chwilach czuję jak nabrzmiewa moja łechtaczka, a dziurka robi się mokra. Dochodzę szybko, stymulując palcami jednej dłoni łechtaczkę, drugą przytrzymując wąż tak, by pod wpływem ciśnienia się nie wysunął. Niekiedy, gdy woda płynie wystarczająco słabym strumieniem, palce drugiej dłoni wkładam głęboko w pochwę, tak by jeszcze spotęgować uczucie absolutnego wypełnienia. Polecam, do odważnych świat należy
M.,

Z Kołderką
To było mój pierwszy sposób kochanie się ze samą sobą i do tej pory jest moim ulubionym. Na pewno nie jedna z nas już to robiła w dokładnie taki sposób . Leżąc na boku, miedzy wargami, mam skrawek kołdry. Bawiąc się mięśniami i odpowiednio napierając skrawkiem kołdrą na łechtaczkę, potrafię doprowadzić się do silnego orgazmu. Najmilej jest, kiedy ten skrawek kołdry jest praktycznie tylko pościelą, to znaczy cieniutkim skrawkiem materiału pomiędzy wargami. Wtedy właśnie drażnienie łechtaczki jest najmocniejsze. Czasami lubię zastępować ten skrawek kołdry własnym nadgarstkiem, nadgarstkiem partnera lub inna część jego ciała (nogą, ręką). Z partnerem / partnerką ta technika jest o wiele bardziej podniecająca, zarówno dla mnie jak i tej drugiej osoby… Serdecznie polecam
Kasia,

Przed Lustrem
Dobry Wieczór
Właśnie jestem po lekturze „Autoerotyzmu” i przed autoerotyzmem. Może nie przeczytałam zbyt dokładnie, ale wydaje mi się, że nie znalazłam nic na temat lustra, które jest jednym z najważniejszych „gadżetów” używanych w seksie solo. Sama bardzo lubię kochać się z sobą i ukradkiem obserwować swoje wyczyny w lustrze, na drzwiach szafy, stojącej obok mojego łóżka. To jest niezmiernie podniecające i piękne! Często siadam sobie na brzegu i dokładnie obserwuję jak rozchylam wargi, jak moja róża jest wtedy purpurowa. Lustro jest bardzo często tym, co popycha mnie do erotycznego tańca z własnymi dłońmi. Często, kiedy wychodzę z wanny owinięta w ręcznik i siadam przed lustrem żeby uczesać włosy, widok mojego pięknego ciała zaczyna mnie rozgrzewać. Zaczynam całować swoje ramiona, głaskać szyję… Zaczynam seks z kimś, kogo kocham – z sobą!
E-ameli,

Pupą Do Materaca
Witajcie:)
Przeczytałam z wielką ciekawością Waszą stronę oraz opisy technik autoerotyzmu. Mam sama jedną, która dała mi dużo radości i nauczyła mnie czerpać przyjemność z posiadania dziurki, a nie tylko groszka, zanim zakosztowałam przyjemności penetracji. Same oceńcie. Technika jest oparta na tradycyjnej metodzie, kiedy leżąc z lekko zgiętymi, rozszerzonymi udami na materacu, pieścimy okolice warg i łechtaczkę. Kiedy podniecenie osiągnie mniej więcej 4/5 stanu potrzebnego do spełnienia (lub troszkę mniej; zależy to od waszych preferencji) opieramy z całej siły pośladki o materac, a zwłaszcza okolice kości ogonowej. Dosłownie wciskamy się w niego! Równocześnie, mocno zaciskamy mięśnie pochwy, tak jakbyśmy chciały objąć coś, co znajduje się w jej wnętrzu. Tego rodzaju dociśnięcie pośladków do materaca stymuluje dodatkowo pochwę i czasami orgazm przychodzi jakby z wnętrza ciała, wyprzedzając rozkosz wywołaną pieszczotami łechtaczki. Najprzyjemniej jest, gdy oba te doznania zgrają się w czasie. Niestety ta sztuka do najłatwiejszych nie należy. Przynajmniej ode mnie wymaga dużej koncentracji, na którą nie zawsze mam ochotę. Polecam jako wspaniały sposób na zaspokojenie uczucia potrzeby penetracji bez penetracji
Lola,

Piłka z Uchwytami
Witajcie,
Trafiłam na Waszą stronę przypadkiem, ale temat mnie zainspirował . Moja technika jest być może już wam znana. Otóż mój 2 letni syn ma dużą gumową piłkę do skakania, taką, z jakiej korzysta się podczas ćwiczeń rehabilitacyjnych. Piłka jest mniej więcej półmetrowej średnicy. Ponieważ syn rzadko nią się bawi, powietrze z niej trochę uszło, co mi nie przeszkadza oczywiście Piłki tego typu posiadają dwa uchwyty do trzymania, których kształt zainspirował mnie kiedyś. Za pierwszym razem, gdy byłam sama w domu, dosiadłam tej piłki wciskając sobie jeden z uchwytów do pochwy. Kiwałam się na piłce w tył i w przód, a uchwyt we mnie dodatkowo stymulował powodując niesamowity orgazm. Po jakimś czasie odważyłam się nabić na oba uchwyty, mocno smarując drugi kremem i wciskając go do pupy. Teraz kiwanie powodowało, że gdy jeden się zagłębiał, drugi częściowo wychodził ze swojego otworu. Nigdy nie uprawiałam seksu analnego z nikim innym niż z moją piłką Pozdrawiam,
Weronika,

Techniki Anny i Marty

Klasycznie na Plecach
Pozycja klasyczna i naturalna dla większości kobiet. Leżymy w łóżku na plecach z podkurczonymi kolanami i lekko rozchylonymi udami. Dłonią pieścimy podbrzusze i okolice ud, łona. Gdy zaczyna narastać nasze podniecenie, sięgamy po naszą wilgoć by rozprowadzić ją po wargach. Masujemy całe krocze, lub skupiamy się tylko na łechtaczce, wejściu do pochwy czy ujściu cewki moczowej. Sposób pieszczenia zależy od naszych preferencji i oczekiwań. Często dochodzi do penetracji pochwy (rzadko odbytu) palcami. Szczytujemy przeważnie, tańcząc palcami o łechtaczce w rytm zbliżającego się orgazmu. Przy dłuższej stymulacji często lubię pieścić całe ciało, a zwłaszcza piersi i wewnętrzną stronę ud. Po wygranym spazmami spełnieniu uwielbiam dochodzić do siebie delikatnie wodząc palcem po mokrej szparce, co jest często wstępem do kolejnego spełnienia. Zdarza mi się w ten sposób doprowadzić siebie kilka razy pod rząd do orgazmu. Każdy następny jest dłuższy i bardziej intensywny. To działa jak narkotyk. Moja ulubiona pozycja po długiej gorącej kąpieli.
Moja ocena: 5/5 – Marta
Ta pozycja przypomina mi moje lata dziewczęce. Miłe i ciepłe wspomnienia nocy spędzonych z rumieńcami na twarzy i ręką błądzącą w spodniach pidżamy. Pamiętam pierwszy raz, gdy odważyłam się przed onanizowaniem się zdjąć spodnie! Czułam się tak perwersyjna, gdy spoczęłam półnaga na kołdrze, rozrzuciłam szeroko nogi i przyglądałam się z rwącym się oddechem jak własne palce dają mi orgazm. Dziś cenię tą technikę za jej prostotę, wygodę i możliwość masturbowania się do omdlenia następujących po sobie wielokrotnych orgazmach.
Moja ocena: 5/5 – Anna

Bicz Wodny
Tą technikę próbowały chyba wszystkie dziewczyny. Jeśli nie to polecam spróbować. Możemy bawić się pod prysznicem lub w kąpieli. Osobiście preferuję zabawę leżąc w gorącej kąpieli, trzymając między nogami końcówkę prysznica. Specjalnie, tylko do tego celu, zaopatrzyłam się w odpowiednią słuchawkę prysznica, pozwalającą uzyskać różnego rodzaju strumienie wody. Cenią sobie mocny bicz wodny, który działa cudownie nawet, jeśli znajduję się całkowicie zanurzona pod wodą. Mój ulubiony sposób na orgazm, to leżąc w wannie pełnej wody, pieścić się ostrym, pulsującym strumieniem prysznica. Uwielbiam lewą ręką rozchylać wargi, gdy strumień wody muska ich wnętrze. Orgazm na stojąco jest nieco intensywniejszy ale bardzo męczący. Zawsze po takim doświadczeniu wychodzę z pod prysznica na miękkich nogach .
Moja ocena: 5/5 – Anna
Zdecydowanie tak! Niekiedy, gdy mam potrzebę mocnych wrażeń, odkręcam słuchawkę z węża i puszczam wodę z całą jej siłą. Podczas tej pieszczoty mocno zaciskam uda, starając się kierować wodę w okolice łechtaczki. Uwielbiam, gdy mocny strumień wody wdziera się pomiędzy moje zaciśnięte wargi dając mi wspaniałe chwile. Czasami, podczas spełnienia rozchylam nogi i pozwalam by wartki strumień cieczy wtargnął do mojej pochwy. Warto to przeżyć!
Moja ocena: 5/5 – Marta

Ściskając Uda
Klasyka klasyki. Ciągle podniecająca, pomimo tego, że poznałam tak wiele różnych sposobów samozadowalania się na przestrzeni ostatnich lat. Czy muszę tłumaczyć, na czym polega? Może muszę, jeśli nie wiesz o czym mówię Siedzimy, leżymy lub stoimy. Jesteśmy ubrane lub nagie. Nie ma to znaczenia. Jedyne co ma to rytmiczne ruch zaciskające i rozluźniające nasze uda. Ocieranie się nogi o nogę, kilka ruchów biodrami i fala orgazmu zalewająca nasze ciało. Moje preferencje co do tej techniki są bardzo wyraźne Lubię siedzieć w pozycji półleżącej na kanapie, naga. Preferuję doprowadzić się do orgazmu nie dotykając dłońmi łona, które zresztą są zajęte pieszczotami piersi. Przeważnie, po pierwszym orgazmie, kontynuuję zabawę dosiadając okrakiem poduszkę, lub oparcie kanapy.
Moja ocena: 4.5/5 – Marta
Wspaniała technika na otwarcie długiej sesji miłości z samą sobą. Zawsze umiem doprowadzić się przy jej pomocy do orgazmu, jednak po wszystkim pozostaje niedosyt mocniejszych wrażeń. Dla tego jest wprost idealna by pobudzić zmysły przed zaplanowanym daniem głównym, czy to we dwoje, czy solo.
Moja ocena: 4/5 – Anna

Na Jeźdźca
Technika znana chyba nam wszystkim. Nie wierzę, by któraś dziewczyna, nigdy nie próbowała (z sukcesem), osiągnąć rozkoszy w tej pozycji . Technika prosta i bardzo uniwersalna. Polega w skrócie, na dosiadaniu jakiegoś przedmiotu w pozycji na jeźdźca (lub opierając się o podłoże), przy rytmicznym ocieraniu się niego kroczem. To, co nas różni to obiekt, jaki preferujemy dosiadać. Najczęstszym wyborem są poduszki, zwinięte kołdry, oparcia kanapy, czy własna dłoń ułożona na łóżku. Pomysłowość jest tu nieograniczona. Jedna z dziewczyn, z którą zdarzyło mi się spędzić kilka tygodni na szaleństwach, preferowała dwulitrową butelkę po coca-coli wypełnioną lodowatą lub gorącą wodą. Sama lubię ujeżdżać w łóżku ułożoną na ręczniku, pokrytą ogromną ilością żelu poślizgowego, piłeczkę tenisową. Młodsze z nas często znajdują nowe zastosowania dla wszelkiego rodzaju pluszaków. Niektórym, tak jak Annie, pozostaje ten sentyment na dłużej. Jak można podsumować? Prosto, cudownie, i mając możliwość dowolnych modyfikacji, możemy wznieść się na falach rozkoszy w nowe światy.
Moja ocena: 5/5 – Marta
Sentyment pozostaje na długo. Przyzwyczajenie druga naturą kobiety i ak sama widziałaś, osiągnęłam mistrzostwo w samozadowalaniu się na nosku mojego misia
Moja ocena: 5/5 – Anna

Spontaniczna penetracja
Umieściłam tą niby technikę tutaj, gdyż jest ona czymś tak typowym i klasycznym, dla nas wszystkich, że nie miałam serca jej pominąć. Nazwałam ją spontaniczną penetracją. Czemu? Zaraz wytłumaczę. Każda z nas przeżywa, a na pewno przeżywała we wczesnej młodości, tą nagłą potrzebę poczucia czegoś w sobie podczas masturbacji. Gdy byłam bardzo młoda moja seksualność była czymś nowym i niezbadanym, poznawanym poprzez autoerotyczne pieszczoty. Pewnego razu osiągnęłam podczas masturbacji niesamowity stan, gdy zapragnęłam mieć coś w sobie. Nie liczyło się czy może dojść do utraty dziewictwa, czy będzie bolało. Nie myślałam wtedy o tym. Byłam sama w domu, środek dnia, tuż po szkole. Leżąc przed głośno grającym, dla stłumienia odgłosów podniecenia telewizorem, bez majtek, w samej spódnicy i bluzce, zapragnęłam przed spełnieniem poczuć w sobie coś co wywoła orgazm. Nie zastanawiałam się długo. Automatycznie sięgnęłam po zwykłą, cienką, białą świecę z szuflady. Byłam tak mokra, że nie sprawiło mi żadnego kłopotu umieszczenie jej w moim wnętrzu. Pamiętam, że czując delikatny opór wsunęłam ją tak głęboko jak było to możliwe. Wsunęłam, i doznałam najpotężniejszego orgazmu, jaki kiedykolwiek do tamtej pory przeżyłam!!! Czułam wręcz jak zaciskam się na świecy. Moje biodra wyginały się w łuk a palce dopełniały rozkoszy pieszcząc łono. Było tak cudownie, że straciłam nad sobą kontrolę i jęczałam na całe gardło. Po wszystkim bałam się! Bałam się, że usłyszeli mnie sąsiedzi w przyległym ogródku, że straciłam dziewictwo, że po przyjściu rodzice zauważą, w jakiś magiczny sposób, co się stało. Bezpodstawnie. Jak się okazało, pomimo penetracji, pozostałam dziewicą. Dowiedziałam się o tym, kiedy po dwóch dniach odważyłam zbadać się palcem. Po prostu moja błona miała naturalną, sporą perforację, przez którą bez trudu mogła przejść cienka świeca. Pozostałam wierna jej wymiarom przez kilka lat. Dziewictwo straciłam dopiero sporo po tym zdarzeniu… Do dziś zdarza mi się, podczas głaskania się, nagła nieodparta potrzeba penetracji. Zazwyczaj wybieram wibrator. Sentyment do świec jednak pozostał.
Moja ocena: 5/5 – Anna
Moim pierwszym przedmiotem była rączka szczotki do włosów. Takiej małej, okrągłej. Do dziś pamiętam to wrażenie, gdy lakierowane drewno wsunęło się we mnie po włosie. Spotkało mnie to po kąpieli, gdy owinięta ręcznikiem pieściłam się siedząc na brzegu wanny. Gryzłam w orgazmie ręcznik zsunięty z ciał, by tylko moje wrzaski nie doszły do rodziców oglądających film, na parterze domku. Nie miałam poczucia „strachu”. Mimo, że była to moja pierwsza penetracja przedmiotem, nie byłam już dziewicą. Straciłam dziewictwo półtora miesiąca wcześniej onanizując się w szpagacie i penetrując palcem – nie bolało, ledwo krwawiło i nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Z łazienki wybiegłam do sypialni tylko w ręczniku… Ze szczotką. Masturbowałam się nią tej nocy trzy razy. Dziś często powraca do mnie potrzeba bycia spenetrowaną. Czy to podczas sesji autoerotyzmu, czy leżąc w ramionach innej kobiety. Znając siebie, mam zawsze pod ręką prosty, cichutki, mały wibrator. Noszę go zawsze w torebce.
Moja ocena: 5/5 – Marta

Na Brzuszku
Zastanawiałam się, czy warto opisywać tą technikę. Zastanawiałam się nie dla tego, że jest ona mało atrakcyjna, ale dla tego, że służy kobietom od wieków. Wszystkie się tak kochałyśmy z sobą. Może niektóre zastąpiły tą technikę bardziej im odpowiadającą, jednak szczerze mówiąc nie wierzę w to Zbyt miła i „komfortowa” by z niej rezygnować. Prosta i naturalna w realizacji. Ogólnie polega na położeniu się brzuszkiem na łóżku, podłodze, lub innym wygodnym miejscu. Kładziemy się na własnej dłoni, a następnie poruszając palcami, pomagając sobie ruchami bioder sprawiamy byśmy rozpłynęły się w rozkoszy orgazmu. Jest wiele sposobów na pieszczenie się w tej pozycji. Jedne preferują tylko ocierać się biodrami o palce, inne używają do tego poduszki, fałdy kołdry. Niektóre z nas zwijają dłoń w pięść lub wystawiają z niej kciuk, na który delikatnie się nasuwają. Istnieje tu spora dowolność i szerokie pole do własnych eksperymentów. Uwielbiam tą pozycję i często służy mi rozkoszą. Najbardziej lubię lekko unieść biodra do góry i pieścić się dłonią prawie do orgazmu. Gdy ten jest już bliski zaciskam uda na dłoni, przyciskam biodra do materaca i falując nimi ocieram się o dłoń aż do spełnienia.
Moja ocena: 5/5 – Marta
Następna, po klasycznej na plecach, pozycja w moim życiu. Pierwszy orgazm wykrzyczany do poduszki. Kocham się tak do tej pory, zwłaszcza, gdy czuję potrzebę tulenia . Bardzo często kocham się nasunięta, jak to ładnie określiła Marta, na własny kciuk. Uwielbiam szybko falować biodrami w orgazmie. Często zaczynam od delikatnej stymulacji, pierwszego orgazmu, po którym osiągam o wiele potężniejszy na moim kciuku. To zresztą charakterystyczne dla mnie. Przeważnie, gdy kocham się ze sobą (i nie tylko), mam, co najmniej dwa orgazmy, często trzy. Niekiedy, gdy mam naprawdę sporo czasu, jestem odprężona, zamieniam wieczór w długa zabawę, podczas której staram się osiągnąć stan permanentnego balansowania na granicy orgazmu. Mogę się wtedy cieszyć jego wybuchami tak często jak tylko mam ochotę. Właśnie ta pozycja jest jedną z tych, które umożliwiają taką multiorgazmiczną stymulację.
Moja ocena: 5/5 – Anna

Łuk Rozkoszy
Odmiana pozycji klasycznej. Leżąc na plecach wysoko unosimy biodra, kreśląc naszą sylwetką coś na kształt łuku. Pozycja często wykorzystywana w momencie orgazmu. Zwiększająca jego intensywność i długość. Dodatkowa stymulacja związana z napięciem mięśni ud, łydek i pośladków sprawia, że wrażenia są szczególnie intensywne. Nie jest to pozycja, którą stosujemy przez cały czas pieszczot. Doskonale za to sprawdzająca się w tuż przed i w trakcie trwania orgazmu. Gorąco polecam, jako urozmaicenie zakończenia autoerotycznej zabawy z sama sobą w pozycji klasycznej.
Moja ocena: 5/5 – Marta
Jeśli mogę wtrącić małą perwersyjną uwagę To polecam tą pozycje zwłaszcza, gdy lubimy bawić się również analnie. Uwielbiam kończyć w takiej pozycji sesję autoerotyczną, gdy mam w sobie małą wtyczkę analną. Czekają Cię niesamowite wrażenia, jeśli szczytując w tej pozycji, będziesz zaciskała mięśnie odbytu na wtyczce. Niestety wibrator nie nadaje się do tej zabawy. Zbyt łatwo go wypychając zaciskając się na nim. Może to troszkę perwersyjne, ale jakie przyjemne.
Moja ocena: 5/5 – Anna

Stojąc z Uniesioną Nogą
Uwielbiam wszelkie pozycje stojące! Dają mi one pewien rodzaj szczególnej satysfakcji, gdy czuję jak uginają się pode mną nogi, gdy szczytuję. Jedna z nich daje mi wyjątkowo wiele rozkoszy. Stoimy oparte dłonią lub barkiem o ścianę, opierając prawą (lub lewą) nogę na wysokim krześle, szafce nocnej, oparciu kanapy… Kochamy się szybko. Uwielbiam w kilkanaście sekund doprowadzić się do orgazmu samymi pieszczotami łechtaczki. Często szczytując opieram ciężar ciała na podniesionej wyżej nodze zaciskając mocno mięśnie ud i pośladków. Ta pozycja podnieca mnie też psychicznie, Czuję się w niej bardzo „otwarta”. Wręcz ekshibicjonistycznie wyeksponowana. Podnieca mnie to.
Moja ocena: 5/5 – Marta
Nigdy przedtem nie kochałam się w tej pozycji. Spróbowałam, polubiłam. Troszkę brakowało mi możliwości mocnego przyciśnięcia do siebie ud w chwili orgazmu. Podsumowując dostarczyła mi ona całkiem ciekawych doznań. Na pewno warta wypróbowania. Widziałam, jak kocha się w tej pozycji Marta. Osobiście preferuję troszkę wolniejsze tępo i więcej uwagi poświęcam delikatnemu „szczypaniu” sutków, zanim skoncentruję się na łechtaczce.
Moja ocena: 4.5/5 – Anna

Na piłce
Przyznam się od razu, że jest to jedna z moich ulubionych technik. Jest to równocześnie technika, którą włączyłam do mojego zestawu stosunkowo niedawno. Pierwszy raz przeczytałam o niej gdzieś przypadkiem na sieci. Zaciekawiła mnie do tego stopnia, że stałam się właścicielką wielkiej piłki wykonanej z grubego przeźroczystego tworzywa. Jedyną rzeczą, jaką musiałam zrobić, by przystosować ją do zabawy było wypuszczenie odrobiny powietrza, by przybierała łatwiej kształt mojego ciała. Zabawę z piłką rozpoczynam od nasmarowania wnętrza warg i łechtaczki odrobiną żelu poślizgowego. Następnie zakładam zwykłe bawełniane majtki i dosiadam piłkę okrakiem. Przeważnie umieszczam ją przed łóżkiem, w takiej odległości bym mogła oprzeć piersi lub głowę o jego brzeg. Piłkę dobrałam tak, by siedząc na niej ledwo dotykać kolanami podłogi. Zabawa polega na rytmicznym kiwaniu się w przód i w tył, tak, by piłka „toczyła się” pomiędzy nogami. Jej mocny ucisk na łechtaczkę i wargi jest bardzo podniecającą stymulacją. W miarę podniecenia przesuwam się tak, by opierać się na piłce łechtaczką, a następnie stopniowo zwiększam stymulacją leciutko podskakując na piłce. Myślę, że w końcowej fazie każda z was znajdzie swój rytm do spełnienia. Mam też pewną modyfikację tej pozycji. Moją ostatnią zabawę zmodyfikowałam zwijając w ciasny rulonik spora bawełnianą chusteczkę. Tak zwinięty materiał nasmarowałam obficie żelem i ułożyłam wzdłuż pomiędzy wargami. W efekcie skręcałam się z rozkoszy już po pięciu minutach tulenia się do piłki. Słowem warte polecenia. Wada: potrzeba piłki.
Moja ocena: 4.5/5 – Anna
Z mojego doświadczenia łatwiej jest utrzymać się na piłce, gdy umieścimy ją na kanapie, i siądziemy twarzą do oparcia. Miła odmiana, zwłaszcza, gdy zaczniemy same szukać jak zmodyfikować tą technikę. Osobiście wolę nie zakładać bielizny do tej zabawy .
Moja ocena: 4/5 – Marta

Gorący Balonik
Napełniamy balonik ciepłą wodą i zawiązujemy jego koniec. Balonik powinien być napełniony mniej więcej do połowy maksymalnej objętości. Smarujemy jego powierzchnię żelem i siadamy na nim na jeźdźca. Przyciskamy mocno sromem do podłogi lub łóżka i rozpoczynamy miłosny taniec. Często podczas tej techniki masuje łechtaczkę i pieszczę druga ręką piersi. Główną rozkosz czerpię z ciepła, jakie rozlewa na moje łono gorąca woda w baloniku. Osobiście preferuję wodę znacznie cieplejszą od mojego ciała. Technika prosta, miła i skutkująca wspaniałym orgazmem. Niekiedy, gdy woda jest naprawdę ciepła mam „mokry” orgazm. Preferuję to robić na podłodze sypialni, siedząc na kilku grubych ręcznikach. Nie musze się martwić wtedy o skutki ewentualnego pęknięcia balonika, czy wstrzymywać potrzebę oddania moczu podczas orgazmu. Kocham się tak zawsze, jeśli mam ochotę na mokry orgazm. Nic nie sprawia tyle przyjemności jak szczytowanie połączone z siusianiem i uczuciem przejmującego ciepła rozgrzewającego łono. Perwersyjne? I co z tego.
Moja ocena: 5/5 – Marta
Nic dodać nic ująć! Czysta, mokra rozkosz. Można troszkę zmodyfikować zabawę używając dodatkowego balonika w kształcie długiego cienkiego cygara (prezerwatywy nie nadają się). Po napełnieniu go lekko cieplejszą od ciała wodą wsuwamy, obficie posmarowawszy żelem, do pochwy. Balonik powinien być tak przycięty by tylko nieznacznie wystawał z pochwy. Następnie siadamy na pierwszy balonik i voila. To dodatkowe ciepło promieniujące z Twojego wnętrza sprawi, że mokry, głęboki orgazm murowany. Lubię eksperymentować z ciepłem wody w „wewnętrznym” baloniku, oraz tym jak bardzo jest on napompowany. Polecam poeksperymentować
Moja ocena: 5/5 – Anna

Gorący Ogórek
Prosta I bardzo skuteczna technika. Przydatna zwłaszcza, gdy pragniemy poczuć się spenetrowane, a nie mamy ochoty na zimny plastykowy dotyk wibratora czy dildo. Potrzebujemy jeden duży gruby i długi ogórek. Obieramy go ze skórki nożykiem do obierania, tak, by był zachować jego obłe kształty. Gdy jest już gotowy przygotowujemy przytulne miejsce na kanapie, łóżku lub fotelu. Pozbywamy się bielizny, lub całego ubrania, odnajdujemy żel poślizgowy i podgrzewamy szybko ogórek w mikrofalówce. Gdy jest już ciepły, lub, jeśli preferujecie gorący, smarujemy jego grubszą połowę żelem i bawimy się tak jak lubimy. Uczucie takie, jakby poruszał się we mnie trzydziesto centymetrowy gruby członek! Jeśli zdecyduję się podgrzać ogórek odrobinę wyżej niż temperatura wnętrza mego ciała i jest on grubszy niż zazwyczaj, to często popuszczam mocz podczas orgazmu. Na koniec mała uwaga. Musimy podgrzać ogórek delikatnie! Nie chcemy przecież się poparzyć lub zrobić małe bum w mikrofalówce. Jest z podgrzewaniem trochę kłopotów. Musicie niestety same poeksperymentować jak ustawić waszą mikrofalówkę. Pamiętajcie, podgrzewamy ostrożnie!!! Alternatywą jest wrzucenie ogórka na kilka minut do gorącej wody. Ja jednak nie lubię czekać
Moja ocena: 5/5 – Anna
Dzięki technice „na ogórka” dowiedziałam się jak to jest mieć w sobie męski członek. Uczucie jest cudowne, wręcz boskie! Jednak raczej pozostanę wierna kobietom i ogórkowi, niż zmienię swoją orientację Jak dla mnie rewelacja. Szkoda tylko, że nie można, ze względu na delikatność warzywa, zastąpić nim podwójnego dildo we wspólnych zabawach z Anną.
Moja ocena: 5/5 – Marta

Elektryczna Szczoteczka do Zębów
Zawsze wydawało mi się, że szczoteczka do zębów, jest najmniej erotyczną rzeczą, o jakiej kiedykolwiek pomyślałam w kontekście zabawy z samą sobą. Zmieniłam zdanie, gdy zaczęłam używać szczoteczki elektrycznej. Używając jej pierwszy raz ze zdziwieniem odkryłam jak silnie wibruje jej końcówka. Tknięta myślą zakupiłam dodatkową „extra soft”, wraz z paczką prezerwatyw i przystąpiłam do eksperymentów. Kilka prób przywiodło mnie do odkrycia źródła wspaniałych doznań. Mój sposób jest mało wymyślny, ale skuteczny. Zakładam na końcówkę szczoteczki prezerwatywę. Smaruję wargi i łechtaczkę obficie żelem poślizgowym, a następnie kreślę, wibrującą końcówką szczoteczki, koliste ruch w okolicach łechtaczki. Gdy osiągnę podniecenie, zaczynam pieścić rowek pomiędzy wargami, by w końcowej fazie skupić się na samej łechtaczce. Wrażenia są po prostu oszałamiające. Pulsacyjno wibrujące ruchy osłoniętych prezerwatywą włosków dały mi nie jeden orgazm w minionym tygodniu. Intensywny i bardzo gwałtowny.
Moja ocena: 5/5 – Marta
Interesujący sposób, bardzo mocno stymulujący. Przeżyłam cudowne chwile siedząc na brzegu wanny i zaciskając uda na wibrującej końcówce szczoteczki.
Moja ocena: 5/5 – Anna

Na Linie
Do zabawy potrzebujemy grubą linę, najlepiej wykonaną z gładkiego włókna. Moja jest dość gruba i posiada wyraźny spiralny splot. Mocuję ją w zależności od potrzeby, tak, by była na wysokości mojego krocza, gdy klęczę, lub gdy stoję. Przeważnie mocuje ją do klamki drzwi i klamki okna. Krzesła są za mało stabilne i zupełnie się nie nadają do zabawy. Technika polega na ocieraniu się nagim łonem o rozpiętą linę. Przeważnie obficie smaruję ją żelem poślizgowym, i kocham się sama z sobą w pozycji klęczącej, siedząc na mocno napiętej linie. Kocham, gdy wchodzi głęboko pomiędzy moje wargi, a ja naciskiem ciała i ruchami bioder dozuję rozkosz w miarę potrzeb. Ważne jest, by lina była odpowiednio gruba i gładka. Inaczej zamiast przyjemności może czekać nas przykre rozczarowanie. Polecam odwiedzić sklepy żeglarskie
Moja ocena: 5/5 – Anna
Miłe wrażenia. Nawet więcej niż miłe… Nie dają się jednak porównać do tego, co może ona dać, gdy używamy liny siedząc do siebie twarzami Trzeba tyko naprawdę czegoś mocniejszego niż klamki, by utrzymały linę w jednej pozycji
Moja ocena: 5/5 – Marta

Hitachi Magic Wand
Jest to wyjątkowy wibrator. Jeden z nielicznych, który służy wyłącznie (bez zastosowania dodatkowych nasadek) do masażu zewnętrznych części naszego łona. Jedyny w swoim rodzaju. Z góry powiem, że nie wiem, czy można go kupić w Polsce. Mój dostałam w prezencie od Pani. Na początku byłam zaskoczona jego wyglądem, dużą wibrującą głowicą, tym, że jest zasilany prądem z sieci, wreszcie tym jak bardzo go słychać, gdy wibruje. Po pierwszym razie sam na sam z tym urządzeniem odkryłam, co to są prawdziwe wibracje. Nigdy nie byłam tak intensywnie pieszczona jak za pomocą tego wibratora. Wrażenia są po prostu nie do opisania. Dodam tylko, że zawsze, gdy go używam, cieszę się przynajmniej kilkoma orgazmami.
Mam kilka pozycji, w jakich kocham się za pomocą niego. Moje ulubione to:
Leżę na plecach, z szeroko rozrzuconymi udami. Masuję się wibrująca głowicą wzdłuż warg, aż do momentu, gdy zbliżam się do szczytowania. Orgazm przeżywam z mocno zaciśniętymi udami, pomiędzy którymi wibruje z całej siły głowica Hitachi Magic Wand.
Druga pozycja jest pozycją półstojącą. Stoję oparta o kanapę masując moje kroczę wibratorem, gdy jestem już w miarę podniecona. Opieram wibrującą głowicę o oparcie kanapy, a sama siadam na wibrującej końcówce, tak, by znajdowała się ona w okolicach wejścia do pochwy. Teraz pieszcząc łechtaczkę doprowadzam się do momentu tuż, tuż przed spełnieniem. Gdy orgazm zbliża się wielkimi krokami, przesuwam krocze tak, by wibrator ocierał się o łechtaczkę i z całych sił przyciskam go nią do kanapy ciężarem mojego ciała. Zawsze przeżywam mocny i długi orgazm. Prawie zawsze przekrzykuję jego brzęczenie moimi spazmami rozkoszy.
Moja ocena: 5+/5 – Anna
Uffff… To było coś wyjątkowego. Rzadko mi się to zdarza, ale podczas orgazmu straciłam nad sobą kontrolę. Szlochałam głośno, zmoczyłam się… Powtórzyłam to trzy razy
Moja ocena: 5+/5 – Marta

Obcisłe Jeansy
Można nazwać tą technikę radością w plenerze. Pozwala ona cieszyć się orgazmem w dowolnym miejscu publicznym. Potrzebujemy parę dopasowanych, obcisłych jeansów. Najlepiej dobrze wykończonych w kroku i starannie zmiękczonych podczas prania. Zakładamy je bezpośrednio na gołe ciało, koniecznie bez bielizny. Powinny być tak obcisłe, by podczas zaciskania ud spodnie mocno opinały się na kroczu, a szew delikatnie wciskał się pomiędzy wargi. Nie pozostaje nam wtedy nic innego, niż usiąść sobie w jakimś spokojnym miejscu i rytmicznie zaciskając i rozluźniając uda doprowadzić się do rozkoszy. Kolejna technika polega na spacerze, podczas którego ocierający się o nasze wargi materiał doprowadzi nas do podniecenia. Odpowiednio pobudzone możemy dokończyć rozpoczęte dzieło siadając na ławce. Wadą tej techniki jest to, iż niekiedy zamiast podniecającej pieszczoty, uzyskamy niemiłe podrażnienie. Wszystko zależy od dobrania odpowiednich spodni.
Moja ocena: 4/5 – Marta
Próbowałam tej zabawy tylko raz. Na krótkim, wieczornym, spacerze z Martą byłam tak podniecona, że nie wytrzymałam by dojść do domu. Korzystając ze zmierzchu i zacisza parku, mój palec dokończył dzieło spełnienia wodząc po szwie spodni, tkwiącym głęboko pomiędzy moimi wargami.
Moja ocena: 4/5 – Anna

Woreczek Rozkoszy – Godmisz
Dla mnie wyjątkowa technika. Nie tylko ze względu na wrażenia, jakie zapewnia, ale i dla tego, że odszukałam ją w jakiś starych opisach życia w renesansowej zdaje się Polsce. Wybaczcie, nie podam gdzie można o ty przeczytać, bo zwyczajnie nie pamiętam. Przedmiot nazywa się „Godmisz” i jest w sumie woreczkiem uszytym na kształt członka z aksamitu, lub innego miękkiego materiału. Woreczek wypycha się ciasno ugotowaną, gorącą jeszcze kaszą gryczaną lub siemieniem lnianym. Mój wykonałam z pluszu i preferuję nabijać go gorącą kaszą gryczaną, a następnie zawiązywać jego koniec sznureczkiem. Po napełnieniu jest gorący i ocieka niesamowicie śliską cieczą. Głaszczę się do momentu, gdy nieco ostygnie, a następnie nabijam się na niego siedząc w kucki. Jest taki śliski, że bez trudu wchodzi we mnie, mimo, że rozmiarami zdecydowanie góruje nad męskim organem. Uwielbiam, gdy rusza się we mnie! Ciasno nabity godmisz nadaje się cudownie do seksu analnego, zwłaszcza w wykonaniu dwóch kobiet, ale to już historia na inną okazję Kocham czuć w sobie ten ogromny niesamowicie gorący i śliski przedmiot. Często mam pierwszy orgazm już w trakcie penetracji. Nigdy nie poprzestaję na jednym. Po zabawie wywracamy woreczek na lewą stronę, zmywamy resztki kaszy wodą i pierzemy. Siemie lniane nie daje się tak twardo ubić jak kasza, za to jest kilka razy bardziej śliskie. Polecam spróbować obu wariantów.
Moja ocena: 5+/5 – Anna
Mój woreczek uszyłam następnego dnia po zabawie z Anną. Pierwszy, bo posiadam ich całą kolekcję. Lubię eksperymentować z ich kształtami, długością czy pojemnością. Ten staropolski wynalazek świadczy o tym, że kobiety zawsze wiedziały, co dla nich jest najlepsze. To, co odpowiada mi w tej zabawie to możliwość uszycia godmisza na miarę. Takiego, jaki najbardziej Ci odpowiada. Do niczego nie da się porównać ciepła, jakie promieniuje z niego, gdy poruszasz nim w sobie. Kolejną zaletą, jest to, że nie potrzeba żadnego środka poślizgowego. Kasza gryczana jest w moim przekonaniu niezastąpiona. Warto poświęcić nieco czasu na uszycie woreczka i ugotowanie sporej ilości kaszy
Moja ocena: 5+/5 – Marta

Lodowa Rozkosz
Techniki tej nauczyła mnie jedna z moich pierwszych partnerek. Pamiętam jak dziś jakie wrażenie wywarło na niespełna osiemnastoletniej dziewczynie to czego dzięki niej doświadczyłam. Tak na marginesie, dzięki niej cenię, ba wręcz kocham kobiety sporo starsze ode mnie. To ona nauczyła mnie, co to znaczy kobiecy erotyzm. Wracając do tematu. Do zabawy potrzebujemy spory blok lodu. Musimy go niestety przygotować dzień / dwa dni wcześniej (w zależności od wydajności naszej zamrażarki). Potrzebujemy dużą foremkę z półokrągłym dnem. Zazwyczaj przygotowuję dwie. Jedną wypełniam czystą wodą, do drugiej wsypuję dodatkowo dwie garście szklanych kulek o średnicy około 1.5-2cm. Na miejsce zabawy zawsze wybieram łazienkę. Wcześniej przygotowuję gorącą kąpiel, a na ziemi układam kilka złożonych ręczników, tak by tworzyły postument dla bryły lodu. Gdy kąpiel i ręczniki są gotowe, rozbieram się i wyjmuję z zamrażalnika pierwszą foremkę. Lód wydobywam z niej delikatnie polewając ciepłą wodą i układam go wzdłuż na ręcznikach, półokrągłą stroną do góry. Lód wygładzam ręką nanosząc odrobinę ciepłej wody, pokrywam żelem i siadam na nim okrakiem. Wrażenie od pierwszych chwil zapiera dech w piersiach. Ponieważ lód jest naprawdę zimny ujeżdżam go z całych sił, by jak najszybciej osiągnąć orgazm. Jego lodowaty dotyk powoduje, że moja łechtaczka robi się sztywna i twarda jak kamyczek. Orgazm następuje szybko i jest wręcz wybuchowy. Modyfikacją tej techniki jest użycie lodu ze szklanymi kulkami posmarowanego obficie środkiem nawilżającym na bazie wody. Podczas suwania się na tej bryle lodu odsłaniają się stopniowo wmarznięte w nią kulki. Dodatkowe nierówności dają całkiem sporą rozkosz. Po orgazmie wskakujemy do ciepłej kąpieli, a zmiana temperatury powoduje, że jesteśmy gotowe do kolejnego szczytowania zaledwie po paru muśnięciach łechtaczki palcami. Można tez blok lodu włożyć do gorącej kąpieli i dopiero tam rozpocząć zabawę. Niestety do takiej zabawy trzeba wyprodukować lód w odpowiednio większej foremce, gdyż topi się on dość szybko.
Moja ocena: 5/5 – Anna
Bardzo „zimna” i podniecająca technika. Jedna z niespodzianek Anny, dla mnie, która sprawiła mi wiele radości przed wspólną gorącą kąpielą, pewnego piątkowego wieczoru. Swoją drogą obie myślimy, że nie każda dziewczyna może zapalić się do tej zabawy, gdyż nie wszystkie lubią tak ekstremalnie zimne doznania. Ja uwielbiam lód i często podczas masturbacji lubię włożyć do swojego odbytu lub pochwy jedną lub dwie kostki lodu. Dobrym pomysłem jest też napełnienie wąskiego długiego balonika wodą i zamrożenie go. Po wyjęciu z niego obłego, sporego sopla można bawić się nim na setki sposobów .
Moja ocena: 5/5 – Marta

Pal Rozkoszy
Ze względu na głębokie doznania, graniczące niekiedy z podniecającą stymulacją na granicy bólu, postanowiłam włączyć tą technikę do sekcji BDSM. Jest ona, dla mnie, zbliżona do przyjemności fistingu i zakresem stymulacji i intensywnością bodźców. Do zabawy potrzebujemy dużą, wręcz ogromną wtyczkę analną, lub podobne dildo. Preferuję dużą wtyczkę, za jej stożkowaty kształt, duża podstawkę i niewielką długość, pozwalającą by cała zmieściła się w mojej pochwie. Wtyczkę powinniśmy przywiązać do wąskiego taboretu, lub drewnianego krzesła z oparciem, obwiązując ją tasiemkami wokół podstawy, a następnie zawiązując je pod siedziskiem. Zabawa polega na powolnym, systematycznym „nabijaniu” się na nasz pal rozkoszy. Cała przyjemność płynie w stopniowym poszerzaniu wejścia do pochwy i sensacji z tego płynących. Lubię doprowadzić się do stanu, gdy jestem zdolna przyjąć do środka prawie całą wtyczkę i poruszając się na niej osiągnąć moment tuż, tuż przed orgazmem. Gdy fala spełnienia jest o włos ode mnie, opuszczam moje ciało całkowicie, zdecydowanym ruchem, pozwalając, by wtyczka wślizgnęła się we mnie, pokonując opór mięśni wejścia pochwy. Ta mieszanka lekkiego bólu, połączonego z cudownym wypełnieniem skutkuje natychmiastowym orgazmem. Szczytuję siedząc okrakiem na wtyczce i masując dłońmi piersi i krocze. Preferuję wtyczki krótkie, ostro stożkowe, a średnicy zbliżonej do zwiniętej kobiecej dłoni. Jeśli nie masz doświadczeń z fistingiem, radzę zacząć od dużo mniejszych rozmiarów. Czasami używam też mniejszej wtyczki do identycznej zabawy analnej. Różnica jest taka, że w tym przypadku pieszczę dłońmi krocze od samego początku stymulacji.
Moja ocena: 5+/5 – Anna
Kiedyś, była to jedyna technika, poza niewinnym wiązaniem dłoni i nóg, czy rozkoszą fistingu, jaka łączyła mnie z BDSM. Generalnie, zanim Anna nie otworzyła mnie na BDSM nie znosiłam bólu. To jednak doznanie było w tamtym czasie tak intensywnie cudownie, inne i niesamowite, że rozbudziło we mnie zainteresowanie BDSM. Często ustawiamy dwa krzesła z wtyczkami oparciami do siebie i całując się, równocześnie, „nabijamy” się na nasze pale rozkoszy. Po takim wstępie wspólny fisting jest relaksującym, głębokim dopełnieniem wspaniałego początku.
Moja ocena: 5/5 – Marta

Głęboka Analna Przyjemność
Technika specjalna. Jeśli się na nią zdecydujesz, zrobisz to na własną odpowiedzialność. To, co sprawia mi / nam przyjemność nie musi dać jej Tobie. Oparte wyłącznie na naszym, wspólnym z Martą, doświadczeniu. Technika wymagająca delikatności, ostrożności i dozy rozsądku.

Jedna z moich ulubionych technik. Wymagająca jednak dużej ilości czasu i wielu przygotowań. Obfitująca w niezapomniane przeżycia. Ogólnie mówiąc jest to długa sesja autoerotyczna, w której podniecenie budowane jest głównie poprzez bardzo głęboką stymulację odbytu. Nie jest to technika dla wszystkich. Trochę kłopotliwa i na pewno wymagająca doskonałej znajomości własnego ciała. Niezbędna przed nią jest wielokrotna lewatywa i to bardzo głęboka. Do zabawy potrzebujemy też długie, bardzo elastyczne dildo o niewielkiej średnicy. Ja używam podwójnego, 60 cm dildo wykonanego z miękkiego silikonu. Pierwszą rzeczą, jaką musimy wykonać jest lewatywa. Przeważnie dobre wyczyszczenie zajmuje mi około półtorej godziny, więc zabawę z samą sobą planuję na wieczory. Po pierwszej szybkiej lewatywie, następuje druga będąca początkiem właściwego czyszczenia. Przeważnie używam około 1-2 litra czystej wody, a samą lewatywę wykonuję w pozycji kolankowo łokciowej lub leżąc na boku. Ostatnia lewatywa jest głęboka. Używam do jej wykonania specjalnej 70 cm rurki, którą wprowadzam w siebie do samego końca. Wykonuję ją dwa razy. Ostatnim etapem jest pozbycie się z siebie całości wody, co może zająć dobre kilkanaście minut. Gorący prysznic, i przenoszę się do łóżka przykrytego ceratą, grubym prześcieradłem frotte i ogromnym kąpielowym ręcznikiem. Mam przygotowane chusteczki, mokry i suchy ręcznik, żel nawilżający, dildo.

Zabawę rozpoczynam od pieszczot i wprowadzenia do pupy sporej ilości żelu. Teraz delikatnie wsuwam dildo aż do końca odbytnicy. Następnie cała uwaga skoncentrowana jest na delikatnym pokonaniu zakola jelita grubego i stopniowym wsuwaniu dilda coraz głębiej we mnie. Doznania, jakie towarzyszą pokonaniu naturalnej krzywizny mojego wnętrza, oraz te, jakie daje mi poruszające się głęboko we mnie dildo są niepowtarzalne. Oscylują na granicy bolesnej przyjemności a swą intensywnością sprawiają, że wielokrotnie się moczę w podczas następujących po sobie orgazmach. Oczywiście poza stymulacją analną intensywne pieszczę swoje łono, zwracając szczególną uwagę na łechtaczkę.

Ponieważ, przygotowanie się i zabawa zajmują sporo czasu nigdy nie kończę na jednym spełnieniu. Uwielbiam onanizować się tak długo, aż wyczerpana kolejnymi orgazmami, nie jestem w stanie się ruszyć. Często po dwu-trzy godzinnej stymulacji moja łechtaczka jest tak nabrzmiała i wrażliwa, że musze spać bez bielizny, posmarowana obficie kojącym żelem. Jest to moja osobista technika. Bardzo szczególna i bardzo intymna. Nie znam dziewczyny, która pieściłaby się sama w podobny sposób. Technika stosowana jedynie w sytuacji, gdy bardzo, bardzo potrzebuję intensywnych doznań a w tygodniu nie mam możliwości kochania się z partnerką lub partnerem. Jest to tez wspaniała zabawa dla dwojga. Udało mi się nią zainteresować zarówno Martę jak i kiedyś Państwa.
Moja ocena: 5/5 – Anna
Zdecydowanie za skomplikowana i ekstremalna technika jak dla mnie. Wolę prostsze i mniej skomplikowane sposoby na zaspokajanie się. Wspaniała pieszczota, gdy wykonana sprawnymi dłońmi Anny!!! Same lewatywy doprowadziły mnie na skraj spełnienia. Gdy dildo przeszło przez krzywiznę jelita wiłam się w rozkosznym bólu, a orgazm przyszedł w chwilę po tym, gdy całe znalazło się we mnie. Pomimo doznań, jakich nie da się opisać niczym innym, preferuję zabawę z podwójnym dildo w klasycznym wykonaniu.
Moja ocena: 4/5 – Marta

Zabawy z Trzecią Dziurką
Technika specjalna. Jeśli się na nią zdecydujesz, zrobisz to na własną odpowiedzialność. To, co sprawia mi / nam przyjemność nie musi dać jej Tobie. Oparte wyłącznie na naszym, wspólnym z Martą, doświadczeniu. Technika wymagająca delikatności, ostrożności i dozy rozsądku.

Każda z nas na pewno doświadczyła wielu miłych wrażeń, gdy podczas pieszczot palce stymulowały okolice ujścia cewki moczowej. U mnie wrażenia z tych obszarów są wyjątkowo bogate, co sprawiło, że zaczęłam eksperymentować z moją trzecią dziurką. Okazało się, że poza klasycznym ocieraniem dziurki, wielu miłych wrażeń dostarcza jej penetracja. Po raz pierwszy straciłam tam dziewictwo, bawiąc się we wczesnej młodości termometrem lekarskim. Niekiedy, spowodowany chorobą pobyt w łóżku owocuje niecodziennymi odkryciami. Za pierwszym razem onanizowałam się w nocy przy użyciu szklanego termometru (nie polecam, może się stłuc i pokaleczyć nas) i z ciekawości, wiedziona podnieceniem zaczęłam dotykać jego mokra od śluzu końcówką trzeciej dziurki. Pamiętam moje zdziwienie, gdy pierwszy raz jego czubek wszedł w tą ciasną dziurkę. Było przyjemnie. Przez następne noce bawiłam się nim coraz intensywniej, tak długo, aż wszedł we mnie cały. Dziś lubię używać szklanej, wykonanej z przezroczystego hartowanego szkła, pałeczki do mieszania drinków. Ma ona niewielką kulkę na jednym z końców i idealnie odpowiada mi po nasmarowaniu sterylnym żelem (K-Y Johnson&Johnson) do zabaw z dziurką do siusiania. Zarówno Marta jak i Pani potrafią, po odpowiednio długiej zabawie, wsunąć w moją dziureczkę mały palec u dłoni, co wspaniale urozmaica wspólne pieszczoty. Uwielbiam pieścić się dziko do orgazmu, przyglądając się jak z mojej dziurki wystaje długa szklana bagietka. Tuż przed spełnieniem lubię wsuwać i wysuwać ją w rytm pieszczot łechtaczki. Jeśli podczas orgazmu wyciągnę ją, moja dziurka zamienia się w tryskający w rytm skurczów pochwy gejzer. Nie mam nic przeciwko mokremu seksowi, zwłaszcza temu z samą sobą.
Moja ocena: 5/5 – Anna
Całkiem miła stymulacja. Wolę jednak leżeć na plecach, z rozrzuconymi nogami, pozwalając Annie zająć się moją trzecią dziurką, niż sama pieścić się w ten szczególny sposób. Oczywiście bawiąc się z sobą zawsze głaszczę ją i sprawi mi to wiele radości. Penetracje pozostawiam na zabawy we dwoje.
Moja ocena: 4.5/5 – Marta

 



Autoerotyzm. Towarzyszy mi odkąd pamiętam. Kocham się sama ze sobą od wielu lat. Kiedy pierwszy raz poczułam, że moje ciało domaga się rozkoszy, że jestem kobietą? Nie pamiętam. Nie było to coś, co przyszło nagle. Dojrzewało ze mną stopniowo. Pierwszy raz, świadomie, dałam sobie przyjemności będąc jeszcze w szkole podstawowej. Pamiętam do dziś ile przyjemności dała mi krótka pieszczota w środku nocy.

Obudziłam się z poduszką między nogami, podniecona, wilgotna. Pragnąca ukojenia ognia, jaki narastał w moim podbrzuszu. Nie myśląc, instynktownie, przewróciłam się na brzuch, a moja dłoń wsunęła się w spodnie pidżamy, odnajdując drogę do rozkoszy. Pamiętam jak szczytowałam zaciskając uda na mojej dłoni, przyciskając z całych sił swe łono do materaca. Pamiętam jak bardzo starałam się, by moje spazmy nie obudziły rodziców. Pamiętam jak bardzo byłam zdziwiona gwałtownością mej przyjemności. Pierwszy raz moje palce tak dokładnie badały wnętrze mojego łona. Tym razem bałam się jeszcze zagłębić w moim wnętrzu. Mój palec jedyne dotarł do ciasnego wejścia, zagłębiając się na kilka milimetrów w skąpanej sokami dziurce. Od tamtej pory pozycja na brzuchu jest jedną z moich ulubionych. Oczywiście z czasem poszerzałam gamę doznań, odkrywałam swoje ciało i nowe drogi do spełnienia. Poznałam rozkosz penetracji, pamiętam pierwszy wspólny petting z chłopakiem, seks oralny, pieszczoty z dziewczyną.

Dziś, będąc z Martą, uprawiając często miłością w większym gronie partnerek, ciągle znajduję wiele rozkoszy kochając się sama z sobą. Kocham własne ciało. Lubię decydować czy przeżyć spokojny, długi i odprężający orgazm, czy rozkosz rozszarpującą mnie falami szaleństwa. Uwielbiam różnorodność pieszczot i wciąż poszukuję nowych dróg spełnienia.

Autoerotyzm jest sztuką kochani się z samą sobą. Określenia takie jak onanizm, masturbacja, czy ipsacja nie oddają w pełni tego, czym jest bycie „kochanką solo”. Pierwsze fałszywe pozostałe za płytkie. Nie chodzi przecież o proste zaspokojenie pragnień ciała przez pocieranie To coś więcej, to poszukiwanie granic rozkoszy, poznawanie siebie, uczulanie się na przyjemność. To przeciwieństwo tego, co sugeruje nazwa samogwałt. To wzbogacanie Ars Amandi, a nie gwałt zadany własnemu ego.

Gdyby nie sztuka autoerotyzmu i długie wieczory poświęcone studiowaniu własnej rozkoszy, nigdy nie poznałabym jak wiele może dać mi rozkoszy własne ciało. Nie wiedziałabym jak wiele mogę ofiarować moim partnerom umiejętnymi pieszczotami. Postaram się, poniżej, przedstawić kilka moich ulubionych technik. Od tych najprostszych, dających tak wiele radości do takich, których pewnie nigdy ktoś inny nie spróbuje. Pamiętaj jednak! To, co sprawia mi rozkosz, nie musi dać jej Tobie. Każda z nas jest inna.
Anna

Nie mogę przypomnieć sobie od jak dawna się masturbuję.
Sztuka samozadowalania towarzysz mi od dzieciństwa. Kochałam się z sobą zanim jeszcze zaokrągliły się moje piersi, a łono pokryło złotym puchem. Najpierw czerpałam nieświadoma „grzechu”, potem przyszedł moment traktowania autoerotyzmu jako słabości ciała. Wyzwoliłam się mając 14 lat. Wraz z pierwszą myślą o sobie jako lesbijce. Od tej pory pielęgnuję w sobie miłość do własnego ciała. Kocham je, jestem dla niego delikatna, a ono pod wpływem pieszczot, zabiera mnie w krainę cudownej rozkoszy.

Większość moich partnerów, z jakimi byłam, to kobiety. Gdybym miała się określić to nazwałabym siebie lesbijką. Wiem jednak jak to jest być z mężczyzną. Wolę, preferuję jednak miłość z kobietą, nad tą jaką ofiaruję mi partner. Wszystkie moje partnerki uprawiały sztukę autoerotyzmu! Umiały sprawić, że ich ciała przeszywała słodka rozkosz. Każdej z nich musiałam się uczyć od nowa, by me pieszczoty dorównały perfekcyjności ich palców. Widziałam wiele masturbujących się dziewczyn, pieszczących się dla mnie, bym mogła zgłębić zagadkę ich rozkoszy, by pobudzić i zainspirować mnie samą. Wiele widziało jak sama pieszczę me ciało, dla mnie, dla nich.

Każda z partnerek nauczyła nie czegoś nowego. Poznałam dzięki nim wiele sposobów na miłość z samą sobą. Niektóre z technik, jakich mnie nauczyły, na zawsze zagościły w moim własnym świecie autoerotyzmu. Na przykład, dzięki Annie, stałym elementem naszej sypialni stała się niepozorna, niedbale napompowana piłka. Nigdy przedtem nie wpadłabym na to, że mogę przeżywać tak cudowne chwile dosiadając jej na podłodze, wtulona policzkiem w brzeg łóżka. Do dziś uczymy się z Anną na wzajem.
W czasach, kiedy zaczynałam odkrywać moje ciało, gdy dopiero poznałam jak wiele rozkoszy mogą dać własne palce, natknęłam się na wyjątkową książkę. Książkę, która stała się mym małym intymnym przewodnikiem. Piszę o „Pasjansie Erotycznym” Szymona Kobylińskiego. Małej niepozornej książeczce w twardej okładce. Czymś, co obok pamiętnika, było najintymniejszą tajemnicą dziewczęcego świata. Czymś, co sprawiło, że spojrzałam na świat erotyzmu i autoerotyzmu inaczej niż przez pryzmat grzechu i nieczystości. Książeczce, dzięki której odkryłam jak wiele piękna jest w każdym akcie miłości z sobą. Jeśli nie znasz tej książki, radzę przeczytać. Szczerze mówiąc to ona sprawiła, że zaczęłam zadawać sobie pytanie „jak kochają się z sobą inne kobiety”.

Marta

Materiał zebrany i opracowany przez Annę i Martę, ze sporym wkładem czytelniczek ich strony „Anna i Marta”.

 


To może być również interesujące:

Erotyczna kobieta Ossowskiej – galeria na Odcienie Czerwieni

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Dotyk i zmysłowość w serii XConfessions Erika Lust

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Walery, hrabia Ostroróg, erotyka retro i akty naszych prababek


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz