Carmen – opera rozpusty

opowiadanie erotyczne seks grupowyCarmen – opera rozpusty – Barman-Raven – opowiadanie erotyczne

Niewielka zachcianka, moment zawahania i… litery układające się w słowa. Sam nie wierzę, że naprawdę realizuję ten pomysł, jeszcze nie do końca ufam swojej intuicji.
– Chcę żebyśmy zrobili mały odpoczynek w relacjach wirtualnych, jeden dzień wolnego od kontaktu między nami – wciskam ENTER… i już wyobrażam sobie jak ona reaguje na tę wiadomość.
– Dziś chcesz wolne? Tylko powiedz… – doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to kolejna manipulacja z mojej strony. Ma świadomość i ja wiem, że ona ma świadomość. Tyle tylko, że tym razem planuję coś niezwykłego i potrzebuję chwili oderwania od codziennej wymiany słów za pośrednictwem internetu. Wiem, że akceptuje moją decyzję. Wiem, że się z nią nie zgadza, ale jednocześnie wiem też, że skutecznie stłumi swój bunt, że zaakceptuje nawet najmniej zrozumiałe zachowania. Jakaż zmiana w niej nastąpiła od momentu, kiedy się poznaliśmy. Nieposłuszna, krnąbrna, zapatrzona w siebie i swoje żądania… dziś jest zupełnie inna. Czy uległa? Nawet jeśli, to nie wprost wobec mojej woli. Ta uległość jest konsekwencją jej własnych żądz i rozwiązłości seksualnej. A przy tym dopasowania moich fantazji i mojego pożądania do jej potrzeb.

Mogę skupić się na przygotowaniach. Wstukuję w wyszukiwarkę adres opery… zakładka repertuar… Jest – sierpień: Carmen, Georges Bizet.

Historia idealnie dobrana do charakteru mojej kochanki… Czy będę dla mojej Obsesji jak Don Jose czy może Escamillo? Nasza historia jeszcze nie jest do końca zapisan, więc nie wiem czy będę odrzuconym, tęskniącym kochankiem, czy tryumfującym zdobywcą.

Rezerwacja. Wybieram numer na telefonie komórkowym 71 344 57 79

Do Wrocławia nie jest aż tak daleko, żebym odmówił sobie pysznego klimatu i stylu Opery Wrocławskiej. Uwielbiam lekki a jednocześnie bogaty, złoto–czerwony wystrój widowni, aksamitne obicia krzeseł i niepowtarzalny zapach tego sanktuarium muzyki. Rezerwuję lożę cesarską, zawieszoną wysoko nad proscenium. Wiem, że w czasie spektaklu będzie panował w niej intymny półmrok, ale jednocześnie oświetlenie sceny będzie pozwalało mi na obserwowanie jej reakcji. Dodatkowo chcę, by moi współspiskowcy mogli dostrzegać przesyłane przeze mnie sygnały. To będzie uczta. Nie tylko muzyczna. Ewa Vesin jako Carmen… kochanka będzie urzeczona zarówno jej głosem jak i wyglądem, Arnold Rutkowski jako Don Jose… takich mężczyzn lubi moja Obsesja, jestem pewien, że doceni również jego głęboki tenor.

Wszystko już gotowe, jeszcze tylko przekazanie daty moim spiskowcom, wyznaczenie ról, określenie sygnałów.

Forum okazało się świetnym miejscem do werbowania ludzi, dla których dreszczyk emocji seksualnych jest wystarczającym powodem, by poddać się mojej woli i realizować moje pomysły. Każda z osób wciągniętych w realizację planu ma do odegrania jasno określoną rolę.

Konkurencyjna dla sztuki rozgrywanej na scenie inscenizacja. Chcę, by dramaturgia naszego przedstawienia była równie oszałamiająca, co spektaklu Bizeta. Każda z osób wie, na co może sobie pozwolić. Każda wie, że być może to nie będzie jej czas i miejsce i że obejdzie się smakiem, a mimo to wszyscy, którzy zostali przeze mnie wybrani nie wahali się ani sekundy w pełni akceptując plan. Ustalam szczegóły, przekazuję instrukcje i zarysowuję zakres możliwych dla każdej z osób działań.

Pozostaje czekać.

Czy spodziewała się realizacji tej fantazji, tego pomysłu – jednej z tysiąca opowiedzianych sytuacji, które stwarzałem przed nią na zawołanie? Czy mogła mieć wątpliwości? Za każdym razem, kiedy prowadziłem ją w strefę mroku naszych połączonych żądz miałem wrażenie, że nie dowierza, że nie jest do końca przekonana, że wciąż nie jest pewna… I za każdym razem czułem łaskotanie próżności, gdy udawało mi się ją zaskoczyć, jej własnym podnieceniem – reakcją na widok, zapach, dotyk, na sytuację, którą specjalnie dla niej kreowałem.


Warszawa rozpalona w słońcu ledwie dyszy smrodem spalin. Tęsknota za krętymi uliczkami i tysiącem mostów Wrocławia dopada mnie coraz bardziej. Poczuć znów świeżość parków zwieszających gałęzie drzew tuż nad taflą dopływów Odry. Usłyszeć miejską ciszę i świergot ptaków w samym centrum miasta, stukot i dzwonki tramwajów, które donikąd się nie spieszą i donikąd nie pędzą.

Wsiadam do taksówki z poczuciem ulgi. Zostawiam za sobą pośpiech, zgiełk, ciągły pęd i swoje obowiązkowe życie rodzinne. Na kilkanaście godzin jestem wolny.

W Centrum zatrzymujemy się, by zabrać Obsesję. Stoi niedbale oparta o mały murek. O dziwo nie jest spóźniona. Widzę ją z daleka i czuję jak pożądanie wzbiera wewnątrz mnie, wypełniając tą dziwną energią każdą komórkę mojego ciała. Jest jak zwykle piękna, jak zwykle elegancka i jak zwykle każdy, niedbały nawet z pozoru, gest przyprawia mnie o przyspieszone bicie serca. Pomagam jej włożyć torbę podróżną do bagażnika i staram się z całych sił zapanować nad pragnieniem zgniecenia jej w uścisku. Wie jak bardzo mnie podnieca i specjalnie prowokuje pocierając się pupą o moje łono, albo ustawiając tak, bym mógł dostrzec zakończenie pończoch w rozporku spódnicy. Lubi prowokować i lubi, kiedy ulegam jej prowokacjom. Jednocześnie im bardziej się jej opieram, tym większą ma satysfakcję z przyłapywania mnie na momentach, kiedy tracę kontrolę. Wsiada do taksówki i pochyla się w moją stronę. Delikatne muśnięcie policzka ustami. Jej dłoń prowadzi moją rękę wprost pomiędzy uda. Wilgoć na końcach placów.

– Jestem dziś strasznie mokra. – Słowa potwierdzają domysły. Wczoraj zaczęła się pełnia, Obsesja jest więc w samym środku owulacji. Będzie ociekać podnieceniem, bez względu na to, co zrobię.

Taksówkarz nie pyta o drogę – podałem adres już na samym początku. Wiem, jakiej spodziewać się reakcji. Dojeżdżamy na Okęcie. Środek transportu to przede wszystkim kwestia oszczędności czasu, ale jej strach przed lataniem był dodatkowym powodem dla którego podjąłem taką właśnie  decyzję. Widzę, jak  szeroko otwiera oczy. Jak szybko oddycha.

– Nie myślisz chyba..? – kręci przecząco głową wskazując na budynek Etiudy.

– Znasz mnie… Wiesz, jakim jestem skurwysynem – uśmiecham się rozbrajająco. Podnoszę z chodnika jej torbę i prawie popycham w kierunku odprawy. Niemalże płacze, nie może złapać tchu, jest jak mała, zagubiona dziewczynka. Z jednej strony ogrania ją paniczny strach, nad którym ledwie udaje jej się panować. Z drugiej zaś widzę, jak się nakręca, jak przekazuje energię obaw i lęków swojemu wyuzdanemu umysłowi i jak przemienia się w kotkę opanowaną rują.

Słyszę jej przyspieszony oddech, kiedy zapina się ciasno w pasy bezpieczeństwa. Rozchylone poły koszuli odkrywają biust unoszący się w rytm westchnień. Przygryza palce i cichutko popiskuje, kiedy zaczynamy kołowanie na pasie startowym. W momencie, w którym koła odrywają się od ziemi wczepiona w mój tors cicho kwili, zatracając się w dotyku.

Już Wrocław. Podnosi głowę z czerwonym, odciśniętym śladem pasemka włosów na policzku.

– Spałam…? – naprawdę wygląda na zdziwioną.

– Jesteśmy na miejscu – rozczula mnie widok zaspanych oczu i gest, którym poprawia włosy.

Taksówka z lotniska. Dziś wydaję fortunę, ale dla takiego wieczoru warto. Hotel w samym centrum. Pomimo propozycji byśmy skorzystali z uprzejmości znajomych wolę mieć swobodę. Jeśli ona zechce – chcę mieć możliwość bycia sam na sam, ucieczki od planu, który z taką pieczołowitością od kilku miesięcy układałem. Z hotelu zaledwie kilka minut spaceru do Opery. Jest ciepło. Narzucony na ramiona szal powinien jej wystarczyć.

Czarna suknia Obsesji z dodatkami écru będzie idealnie dopełniać całości. Lubię to wyczucie kolorystyczne, umiejętność zgrania wizualnie całości tak, by tworzyła spójny obraz. Czuję się wtedy jak malarz, który jednym pociągnięciem pędzla dodaje wyrazu, charakteru swojemu dziełu. Dziś maluję swoją myślą i wolą realizacji. Sceneria ociekająca przepychem czerwieni i złota, a w niej moja duma i powód do zachwytów – ubrana w czerń kochanka.

Widzę jak płynie pomiędzy ludźmi, ledwie dotykając ziemi. Z gracją stawia krok za krokiem, świadomie i pewnie,  z wdziękiem i rytmem właściwym osobie, która zna i lubi swoje ciało. Widzę spojrzenia oczarowanych mężczyzn i zawistne oczy kobiet, które na jej widok mocniej przytulają się do swoich mężów. Tak jakby ten uścisk mógł ochronić ich przed czarem, jaki roztacza wokół siebie. Niesamowite, jaki efekt daje połączenie jej niewinnej postaci ze sposobem poruszania się. Na pierwszy rzut oka ma się wrażenie, że jest prawie nastolatką, z młodym i niezbrukanym fizyczną miłością ciałem. Ale jej spojrzenie, gesty, sposób bycia podpowiadają jednocześnie, że ta niewinność właśnie wyruszyła na polowanie i że każdy, kto nieopatrznie skieruje na nią wzrok ulegnie miłosnemu urokowi. Dziś wygląda oszałamiająco – na wpół odkryte plecy i ramiona, rozkloszowana czarna suknia z wąskim wcięciem w talii i dłonie okryte długimi rękawiczkami. Ideał eleganckiej kobiecości.

Idę pół kroku za nią delektując się kołysaniem jej bioder. Nozdrza wyczuwają w powietrzu smużkę zapachu jej perfum i aurę podniecenia. Obsesja wie, jakie są ogólne ramy dzisiejszego wieczoru. Zapowiedź swobody erotycznej i możliwości karmienia zmysłów naszą seksualnością jest wystarczającym powodem, by zwilgotniała w „tych” miejscach. Dodatkowo lubi być elegancka – suknia wieczorowa, dotyk rękawiczek i ekskluzywne wnętrze hotelu jest dla niej równie silnym afrodyzjakiem, co zapowiedź nadchodzącej ekstrawagancji seksualnej. Dodatkową przyjemność sprawia mi świadomość, że pod suknią Obsesja ma na sobie jedynie delikatne pończochy i ledwie kilka pasków materiału udających bieliznę. I że z każdym krokiem jej strefy erogenne są stymulowane ulubionymi kulkami gejszy i dwoma sznurami pereł przesuwającymi się wzdłuż warg sromowych.

Świdnicka jak zwykle wieczorem jarzy się kolorami lamp i neonów. Budynek Opery widoczny jest już z daleka. Jasnożółte, oblane ciepłym światłem ściany odcinają się na tle ciemniejącego granatu nieba. Swobodny spacer, by uspokoić zmysły, by dać odpocząć napiętym mięśniom.
Nie mogłem utrzymać swoich żądz na wodzy. Ona również mi w tym nie pomagała, biorąc prysznic w hotelowej łazience przy uchylonych drzwiach. Kiedy podawałem jej ręcznik, po prostu wypięła pupę w moją stronę. Nie było trudno przewidzieć reakcji. Szybki seks w strumieniach gorącej wody. Gwałtowny bieg ku spełnieniu. Mocno, bez gry wstępnej. Klask jej pośladków o moje biodra niósł się echem po łazience. Dłonie szukające punktu zaczepienia na gładkiej powierzchni glazury. Nasz wspólny pęd i głośny krzyk narastający wraz z kolejnymi falami orgazmu. Jeszcze teraz czuję napięcie ud, zamiast rozładować się i rozluźnić jestem jeszcze bardziej podniecony. Tryumfujące, po raz kolejny tryumfujące, spojrzenie kochanki.

Oddycham głęboko opanowując wzbierające pożądanie. Jeszcze ostatni papieros. Jesteśmy już na miejscu. Wchodzimy po stopniach na półpiętro. W tłumie dostrzegam znajomą twarz…kolejną… Wszyscy spiskowcy są obecni. Prawie jak sprawdzenie listy obecności, ale przydaje mi się ta świadomość. Czuję się spokojniej wiedząc, że jak do tej pory wszystko układa się według planu.

Piękne kobiety w wieczorowych kreacjach, eleganccy mężczyźni w ciemnych garniturach, jasne wnętrza w pastelowych barwach. Lubię to miejsce, wyciszam się tu i uspokajam. Obsesja rozgląda się z zaciekawieniem. Widzę, jak błyszczą jej oczy – zaniepokojone, zaszklone podnieceniem. Czy rozgląda się, szukając osób będących ze mną w zmowie? Nawet jeśli to robi, czyni to na tyle dyskretnie, że nie udało mi się tego zauważyć. Wyczuwam jej dłoń na biodrze. Zatrzymujemy się w niewielkiej odległości od czekających na spektakl widzów. Lekko opiera się o moje ramię, przestępuje z nogi na nogę. Domyślam się, że właśnie zaciska uda i mięśnie pochwy tak, by wygodniej ułożyć w sobie owalne zabawki. Spogląda na mnie spod opadającej grzywki. Diabelskie ogniki podniecenia, wyraz zabawy wyuzdaniem. Cieszą mnie chwile, kiedy jesteśmy ze sobą tak blisko, że samo spojrzenie wystarczy, by oddać pełną gamę emocji i odczuć. Bezgłośna wymiana myśli.

– Chodźmy kochanie – odrobinę ponaglam, bo chcę już na sali skorzystać z pełnego oświetlenia, by sprawdzić, gdzie siedzą moi zaufani współtwórcy dzisiejszego przedstawienia.

Loża czeka z półotwartymi drzwiami. Jeden z bileterów jest na tyle uprzejmy, że prowadzi nas wprost do zarezerwowanych miejsc.

Po wejściu pomagam kochance wygodnie usiąść, odbieram torebkę, podaję kieliszek.

Przenoszę wzrok na salę i lekko wychylony z balkonu szukam oczu wpatrzonych w nasze miejsca.

Powoli przygasają światła, szmer głosów cichnie, ostatni spóźnieni widzowie pospiesznie sadowią się na swoich może fotelach. Staję za Obsesją, kładę jej ręce na ramionach.

Oto zaczyna się przedstawienie.

Pierwsze takty…
Nie zwracam uwagi na scenę. Jestem tu i teraz dla niej. Dziś jedynym powodem mojego istnienia jest wyuzdanie i zabawa seksem. Dłońmi opartymi na jej ramionach wyczuwam drgnięcie, gdy orkiestra zaczyna muzyczną ucztę. Jest podniecona i mocno reaguje na każdy z bodźców. Każdy wyższy lub mocniej zaznaczony dźwięk mogę wyczuć wnętrzem dłoni. Kobiece ciało jest jak wyczulony instrument – spina się pod dotknięciem niewidzialnych fal kiedy muzyka nabiera natężenia i rozluźnia, kiedy rytm opada.

Pierwszy akt. Scena przed fabryką cygar. W końcu pojawia się Carmen, obiekt westchnień całego miasta. Za chwilę jeden z kluczowych, najpiękniejszych momentów – Habanera.

Uśmiecham się do własnych myśli. To właśnie Obsesja podarowała mi mój wyuzdany prezent, marzenie, coś, czego szukałem i na co czekałem. Moja delikatna sugestia została potraktowana dosłownie – tak jak sobie to wymarzyłem, tak jak tego chciałem.

Cóż może być bardziej podniecającego w cygarze, jeśli nie jego zapach?

Nasączony podnieceniem kochanki, kwaśny i cierpki smak aromatycznych liści zwiniętych w falliczny kształt.

Świadomość, że to, co trafia do moich ust jako używka było wcześniej głęboko zanurzone w jej kobiecości. Świadomość tego, że suche liście kropla po kropli nasączały się jej niespełnionym pragnieniem seksu. Świadomość tego, że jej długie palce mocno zaciskały się na obłym kształcie by zanurzyć cygaro najgłębiej jak to możliwe. Świadomość, że starała się przy tym nie zgnieść delikatnej struktury zwiniętych tytoniowych liści.

Uwielbiam jej wyuzdanie, uwielbiam perwersje, które sobie nawzajem fundujemy – dlatego jesteśmy tu oboje, dlatego na sali śledzą nas czujne oczy czekających mężczyzn.

Pochylam się w kierunku odsłoniętego dekoltu Obsesji. Dłonią odgarniam włosy z szyi. Czuję jak podsuwa się cała pod dotyk. Korzystam z tego, że moje ręce są o kilka stopni chłodniejsze od jej ciała. Za kilka minut wzburzona krew ogrzeje nawet moje zimne dłonie. Bawię się tą różnicą temperatur, gładzę delikatną skórę, przebiegam opuszkami palców po aksamitnej szyi i gładkich plecach.

Pozwalam jej wtulić twarz we wklęsłość dłoni. Obsesja jest teraz jak kotka łasząca się do swojego właściciela. Przymyka oczy i napiera na moje palce policzkiem, domagając się mocniejszego dotyku. Kolejny raz czuję fale gorąca promieniującego z samego środka mnie – te pozornie niewinne gesty i przytulania są dla nas jak preludium, zapowiedź nadchodzącego spełnienia. Czuję dreszcze podniecenia na jej ciele przy każdym ruchu. Delikatny dotyk jest w stanie pobudzić każdą komórkę ciała. Subtelność kontaktu w połączeniu z intensywnością oczekiwanego rżnięcia. Jej kontrasty, moje w nich zadurzenie. Niepowtarzalny smak naszych relacji.

Ustami wtulam się w szyję, wyczuwam niecierpliwość całego ciała, napięcie ogarniające jej ramiona, kiedy tylko ciepły oddech dotyka skóry. Moja dłoń zsuwa się z ramienia na biust. I w tym samym momencie, kiedy brutalnie zgniatam poprzez materiał pierś, przesuwam szeroko rozpostartym językiem po jej brodzie, zahaczam o usta i kończę liźnięcie na uchu. Obydwoje lubimy kontrast doznań. Widzę w półmroku loży, że zapatrzona w scenę, ledwie panuje nad drżeniem nóg. Dobrze, że nie słychać stukania obcasów o podłogę. Siedzi nieruchomo z dłońmi opuszczonymi wzdłuż tułowia.

Jestem pełen podziwu dla swobody, z jaką Obsesja poradziła sobie z długą suknią sadowiąc się na fotelu. Wygląda bosko. Oświetlone chłodnym światłem niebieskiej poświaty włosy lekko błyszczą. Rozchylone usta zapraszają, kuszą, wabią.

Jeszcze nie teraz. Ze wszystkich sił staram się zapanować nad żądzą – nie chcę popsuć całego planu. A wiem, że jeśli pozwolę sobie na zatracenie w moim uwielbieniu i jeśli moje pożądanie weźmie górę, wieczór skończyłby się dziką kotłowaniną w hotelowym łóżku przez następne kilkanaście godzin. Dziś jest ten czas, kiedy zapewniam swojej wewnętrznej bestii karmienie, dziś obdarowuję kochankę ekstrawagancją, niezwykłym splotem pomysłów i zdarzeń.

Przechodzę wokół, klękam przed kolanami kochanki. Czyżby spodziewała się gwałtowności i zaborczości? Cóż, powtarzane schematy mogą wchodzić w krew – ale nie dziś. Dziś nawet moje pieszczoty oralne mają swoje od dawien dawna określone miejsce w scenariuszu. Ona o tym nie wie, ale dla mnie świadomość kolejnych kroków jest wyswobodzeniem, daje mi dystans, którego nie mam w kontakcie z jej fizycznością. Jakże łatwo ulegam swojej obsesyjnej żądzy obdarowywania rozkoszą, jakże łatwo jest jej skłonić mnie do tego bym dawał, a nie brał.

Dziś mam swój plan. Nie jest tak szczegółowy, jak można byłoby się spodziewać, ale każdy z elementów jest wyraźnie zaznaczony i każdy ma do spełnienia swoją rolę. Mogę je dowolnie przesuwać, mogę je korygować i modyfikować, ale oznaczać to będzie rezygnację z pewnych aspektów – każdy element podlega ocenie i decyzji. Jestem pewien, że mogę narzucić swoją wolę i sprawić by „odleciała” tylko dzięki moim pomysłom. A może po prostu chcę czerpać z tej relacji dla siebie. W końcu pozwolić sobie na swobodę niedopowiedzenia, pozwolić na otwartość bez obawy, że moja partnerka w grze pt. „wyuzdanie, prowokacja i seks” popsuje efekt fałszywym akordem.

Dziś mam swój plan, ale ona go nie zna. Nawet pisane przeze mnie fantazja –opowiadanie przedstawiło jej tylko jeden z możliwych scenariuszy. Obsesja zdaje sobie sprawę z tej nieprzewidywalności i to również ją „nakręca”.

Opieram dłonie na jej kolanach. Lekki nacisk na wewnętrzną stronę nóg. Z wahaniem w oczach pozwala mi na rozszerzenie ich na boki. Widzę, że jedną z dłoni unosi ku górze, bezwiednie szykując się do obrony przed moim językiem na jej sromie. Uśmiecham się w myślach. Jest bardzo niecierpliwa. Czuję to każdym ze zmysłów. Przyspieszony oddech, napięte mięśnie, rozchylone usta, zapach podniecenia przenikający aurę perfum.

Moje palce powoli rozpoczynają wędrówkę od kolan do granicy pończoch, ku górze. Staram się by każdy z opuszków palców dotykał skóry osobno. Mocno, zdecydowanie i powoli. Spokojny spacer wzdłuż uda pozwala na rozsunięcie kolan.

W końcu jedna z dłoni dociera do kilku pasków materiału zastępującego bieliznę. Przymykam oczy, by w ciemności pod powiekami odnaleźć sekretną drogę do jej podniecenia. Palce wślizgują się w jej wnętrze. Kobieta cicho jęczy podsuwając biodra wprzód i nadstawiając się dotykowi moich ciepłych już dłoni. Ręka, która szykowała się do obrony wrażliwości teraz miota się w okolicach łona jakby nie mogła znaleźć dla siebie przystani. Wiem, że za chwilę palce spoczną na rozchylonych skrzydłach warg sromowych w natarczywym masażu łechtaczki. Wiem, że zwykle nie jest w stanie nad sobą zapanować, że podniecenie dyktuje kolejne zachowania. Wiem – i dziś na to jej nie pozwolę.

Patrzę na moją kochankę – sprawdzam czy jeszcze kontroluje sytuację. Widzę ją w kolorowej poświacie sceny, w oszałamiającym akompaniamencie orkiestry. Przygryzione w milczącym napięciu wargi, zaciśnięte powieki, nozdrza rozchylone przyspieszonym oddechem.

Oddała całą kontrolę i odpowiedzialność w moje ręce. Skupiona na sobie samej. Jeśli chcę wykorzystać tę nieuwagę muszę zrobić to szybko i sprawnie. Wiem, będzie zaskoczona.

Głośny jęk wyrywa się z gardła, kiedy poprzez obręcz zaciśniętych mięśni wyjmuję pierwszą kulkę. Unosi dłoń ku ustom próbując zdusić dźwięki. Nie panuje nad sobą, drżą jej uda, pośladki, drży cały brzuch. Jeszcze jedna kulka. Nie będę się znęcał – wyciągam ją szybkim ruchem. Kochanka głośno wydycha powietrze. Rozgląda się wokół siebie półprzytomnym wzrokiem i opada z szeroko rozłożonymi nogami na teatralny fotel. Jest całkowicie rozluźniona. Chyba nie słyszy muzyki, chyba niewiele w ogóle do niej dociera. Mam zamiar wykorzystać ten stan.

Sięgam po przygotowaną wcześniej zabawkę. Kilka liźnięć po lateksowym materiale i nieduży obły kształt jest gotów do penetracji. Wyjmuję z niej palce wciąż kontrolując czy uwaga jest skupiona na podnieceniu. Przykładam wilgotny, chłodny kształt do rozgrzanej kobiecości. Zastyga nieruchomo zaskoczona zmianą bodźców. Otwiera oczy i spogląda na mnie z góry. Znak zapytania połączony z natarczywą ciekawością.

Mocniej napieram na rozchylone płatki. Jeszcze moment i przyjmują w rozgrzane wnętrze moją niespodziankę. Obsesja aż unosi się na fotelu pod wpływem rozpychającego naporu.

Teraz mogę spokojnie usiąść obok niej. Patrzy na mnie z niedowierzaniem, jakby zapomniała, że w jej wnętrzu zostawiłem lateksową zabawkę. W oczach maluje się niepewność i zapytanie. Uspokajającym gestem przytulam ją do siebie, obejmuję ramieniem i szepczę wprost do ucha:

– Rozluźnij się… To jeszcze nie koniec. Zaufaj mi.

Napięcie opada stopniowo i powoli.

Chwila na pogodzenie się z moją decyzją. Ochłonięcie. Bunt, wściekłość, głód, pragnienie więcej.

Delikatne wibracje nie są w stanie doprowadzić do orgazmu, ale pomagają podtrzymać wysoki poziom podniecenia. Nie pozwolę na skupienie uwagi, które spowoduje, że sama zacznie zabawę obłością w pochwie. Naciskam przełącznik. Domyślam się tego, że odczuwa delikatne mrowienie i łagodne wibracje. Nie sposób, bym był w stanie sprawdzić rzeczywiste działanie jajka – jedyne, na czym mogę polegać to intuicja i wyczucie fizyczności mojej kochanki. Rozchylone uda powoli łączą się ze sobą, a dłonie, które leżały na oparciach rozluźnione zaciskają się kurczowo w pięści. Czekam na moment, kiedy natężenie muzyki wzrośnie, by wzmocnić wibracje wewnątrz niej.

Układa się ponownie na fotelu. Opuszcza suknię i zasłania napiętą obłość łydek materiałem. Muzyka powoli nabiera mocy i gwałtowności. Lekko naciskam na guzik zdalnej zabawki. Drugi stopień intensywności. Wiem, że pilot działa – niemożliwe, by z takiej odległości sygnał nie dotarł do wibrującego jądra w jej wnętrzu.

Mimo to żadnej reakcji. Obsesja wpatrzona w scenę zdaje się zupełnie nie odczuwać stymulacji w swojej pochwie. Kolejne takty, muzyka ze sceny aż przytłacza gwałtownością emocji. Kolejny nacisk na przycisk pod moim palcem. To już przedostatni poziom intensywności. Kochanka odwraca twarz od sceny, poprawia okulary i z ostentacją zakłada nogę na nogę. Przeciągły uśmiech zadowolenia i tryumfu. Zdaje się prowokować. Zdaje się popychać mnie, bym stracił panowanie. W pół ruchu wstrzymuję się przed kolejnym „podkręceniem tempa” w wibratorze. Spokojnie poczekam na efekt jej własnych onanistycznych skłonności. Wiem, że kiedy tylko straci z oczu prowokowanie mnie, odpłynie we własnej wyuzdanej przyjemności. Uśmiecham się ze spokojem. Znam jej ciało nie gorzej niż ona sama. Ufam w to, że w końcu ulegnie… sobie, mnie…podnieceniu… nastrojowi chwili…

Już można obserwować pierwsze oznaki „zapadania się w sobie”, powieki opadają pod ciężarem narastającej przyjemności, rozchyla usta w przyspieszonym oddechu, zaciska dłoń na materiale sukni. A wokół nas magia jednej z najpiękniejszych arii. Sekunda po sekundzie patrzę, jak Obsesja odpływa coraz bardziej.

Nagły kontrapunkt chóru jest odczuwalny wibracjami przechodzącymi ciało na wskroś. Zbliżamy się do kulminacyjnego momentu.

Moja opanowana do niedawna piękność nie patrzy już na scenę. Dyszy przez rozchylone nozdrza z oczami przykrytymi powiekami. Zaciska mocno uda, a widoczna w półcieniu stopa na wysokim obcasie aż drży z napięcia. Jeszcze chwila i sięgnie po czarę spełnienia.

Tout autour de toi, vite, vite,

il vient, s`en va, puis il revient …

tu crois le tenir, il t`évite,

tu crois l`éviter, il te tient.

Więc po raz kolejny tego wieczoru wzmacniam stymulację wewnątrz niej. Drgnęła jakbym dotknął ją rozpaloną dłonią. Zaciska się w sobie jeszcze bardziej. Uwielbiam patrzeć, kiedy dochodzi do momentu tuż przed. Do granicy szczytu, z którego skok kończyć się może długim szybowaniem w przestrzeni. Zawahana tuż nad skrajem. Piękna. Wyuzdana. Zachwycająca.

Ale to jeszcze nie teraz. Nie pozwolę  skończyć, dopóki nie doprowadzę jej do szału z pożądania. Dopóki choćby jeden nerw będzie opierał się i buntował.

Jednym ruchem wstrzymałem wibracje.

…si je t`aime, prends garde à toi!

Kochanka opada rozluźniona na opacie krzesła. Patrzy ciężkim spojrzeniem, pełnym zrozumienia i wyrzutu jednocześnie. A w dole, na widowni, publiczność nagradza brawami solistkę. Wiemy oboje, że wszystko, co dzieje się teraz skierowane jest na karmienie naszych pragnień. I im dłużej uda nam się powstrzymać przed spełnieniem, tym intensywniejsze zatracenie czeka nas na końcu tej drogi.

Czy oczy śledzące nas dzisiaj widzą to napięcie? Czy zdają sobie sprawę z tego, dokąd poprowadzę dzięki nim moje obsesyjne pożądanie?

Koniec aktu pierwszego. Zanim wypuszczę Obsesję z loży wysupłuję z niej wibrujące jajeczko. Dziś już nie będziemy go potrzebować.

Chwila przerwy. Jasno oświetlone schody. Uwielbiam patrzeć jak się porusza, jak biodra kręcą malutkie ledwie zauważalne kółka. Kołysanie prawie nie do uchwycenia, takie, które sprawia, że mężczyźni wokół jak oczarowani wodzą za nią wzrokiem. Całus na policzku i obiekt pożądania znika w damskiej toalecie.

Chwila na ochłonięcie. Chwila na przekazanie sygnału.

Odszukuję w tłumie znaną do tej pory tylko ze zdjęć twarz. Czarne, prostokątne oprawki, a za nimi jej spojrzenie. Wydatne usta, symetryczna twarz, ciemne włosy. Bez wątpienia to jedna ze spiskowców. Szukam w jej pobliżu męskich oczu. One dziś odegrają niemniej ważną rolę. Oto i one. Spokojne i zapatrzone. Zapatrzone w kobietę, której wyuzdanie nakarmi moją Obsesję.

Kieliszek wina, kilka kroków.

– Chyba byliśmy umówieni… – inicjatywa jest po mojej stronie. Nie mam wiele czasu – zaraz pojawi się  kochanka – a chcę by sygnał został właściwie odczytany. Różne scenariusze, różne możliwości. Kilkanaście rozmów i plan, który powoli krystalizował się w mojej głowie. Ta para oczu nie jest bezwolnym narzędziem. Tej parze trzeba dać coś w zamian. Jej oczy dostają mnie i widok Obsesji. Jego oczy dostaną dziś spełnienie jego kobiety. Ale mam też coś w zanadrzu. Ledwie możliwość, ale jestem przekonany, że kolejny raz moje kuszenie odniesie skutek.

Wymiana – jakże oficjalna wobec tego, co będzie działo się za chwilę – uścisków dłoni. Dostrzegam jej napięcie i oczekiwanie. Widzę jego oddanie i ciekawość.

– Kruku, jesteś niemożliwy… – uśmiech w tych oczach potrafi odebrać oddech, ale dziś jestem poza ich wpływem.

Podaję numer naszej loży, choć jak się okazuje robię to zupełnie niepotrzebnie. Z balkonu naprzeciwko widać było doskonale większość tego, co działo się w naszym zacienionym miejscu narastającej rozkoszy.

– Do zobaczenia – rzucam na odchodne i skupiam znów całą uwagę na Obsesji.

Opiera się mocno na moim ramieniu. Czuję zapach jej perfum i kobiecości.

– Mam nadzieję, że byłaś grzeczna… – patrzę podejrzliwie. Czyżby nie wytrzymała napięcia i po prostu zrobiła sobie „dobrze”?

– A jak myślisz? – ciągła niepewność, ciągłe granie, bezustanna prowokacja. To broń, której używamy wobec siebie bez przerwy. Na moją podejrzliwość dostaję jednak tym razem odpowiedź. Kulki gejszy grzechoczą cicho, kiedy wkłada je w moje dłonie.

– Mam już dość zabawek na dziś – delikatna sugestia, niedopowiedzenie, które mówi wszystko.

Czuję, że nie panuję nad swoimi kącikami ust, które unoszą się w uśmiechu.

– Chodźmy już. Za chwilę drugi akt.

Nie domykam drzwi od loży. Ciężka kotara i tak stłumi smugę światła.

Kolejne takty muzyki. Powstrzymuję się siłą woli, by nie spojrzeć na zegarek. Wydaje się, że to już czas.

Nachylam się w stronę mojej kochanki.

– Mówiłem, że będziemy mieli gości. Będą lada… – w połowie zdania drzwi otwierają się.

Podnoszę się by dokonać prezentacji. Bardziej jednak by wskazać miejsce i zarysować scenariusz. Już teraz na żywo – nie w wyobraźni. Ona siada obok nas, on staje za jej plecami opierając dłonie na ramionach, tak jak ja w pierwszych chwilach tego wieczoru.

Chwila na udawane skupienie na scenie. Ani Obsesja, ani ja ani – jak podejrzewam – oni, nie jesteśmy w stanie skoncentrować się na tym, co dzieje się w dole. Czuję jak palce Obsesji odnajdują moją dłoń jakby pytając: „co teraz?”

Z drugiej strony czuję ciepłą dłoń brunetki muskającą wierzch mojej ręki. Nie wypuszczam z objęć Obsesji i wychylam się w stronę karminowych ust. Jeden głęboki pocałunek. Sygnał – jak impuls inicjujący.

Czuję, jak w moją dłoń wbijają się paznokcie kochanki. Dzieliła mnie już z kobietą, ale z zasłoniętymi oczami nie miała możliwości widzieć tego jak całuję tę obcą… tę inną… Drapieżny język wibruje wewnątrz moich ust. Przyspieszone bicie serca. Rozdwojenie jaźni, która chciałaby jednocześnie oderwać się od tej kobiety i jednocześnie wpić w nabrzmiałe usta do bólu, zgnieść i zmiażdżyć. Na szczęście inne usta zastępują moje. Z zapachem obcego pocałunku na wargach odwracam się z powrotem ku Obsesji. Nie patrzy na mnie. Szeroko otwartymi oczami obserwuje jak kochanek stojący do tej pory nad ciemnowłosą pięknością całuje jej usta. Jego dłonie opierają się na jej piersiach. Miętoszą je i gniotą. Obydwoje są mocno podnieceni. Widać to w każdym ruchu, w każdym geście.

Kilka chwil zapatrzenia. Mojego w Obsesję, jej w parę całującą się tuż obok nas, ich w siebie nawzajem. Wyglądają rzeczywiście pięknie. Dwa pierwiastki – kobiecy i męski. Ona delikatna i wyniosła, on smukły i pewny.

Unoszą się, przytulają i wciąż nie przestają całować. Jakby wyjęci z realnej rzeczywistości, choć właśnie dlatego, że my jesteśmy ich widzami sprawia im to dodatkową przyjemność. Ona opada na kolana. Kilka wprawnych ruchów i jego męskość jest już na wierzchu. Ciemna loża nie skrywa szczegółów – są tak blisko, że widać każdą żyłkę na jego penisie. Jej dłoń na wystającym z rozporka fallusie porusza się rytmicznie. Nie potrzeba mu dodatkowej stymulacji. Jest silny i wyprężony, ale ten moment pozwala nam na kontakt wzrokowy. Ona i ja. Czyżby odbywała się tu gra, której wcześniej nie przewidziałem? Widzę lubieżnie wykrzywione usta, w których za moment znika żołądź. Bez urwania kontaktu spojrzeniem. Brunetka obciąga swojemu mężowi wpatrzona w moje oczy. Czuję jak nagromadzone i do tej pory kontrolowane podniecenie rozlewa się po całym ciele. Słyszę swój urywany oddech. Obok kochanka ze swobodą i dystansem przygląda się całej scenie.

Udawany dystans? Wystudiowana swoboda? Nie jestem w stanie ocenić. Pożądanie zalewa mi umysł falami hormonów. To jest jak film porno oglądany na żywo. Jak seans przygotowany specjalnie dla mnie.

Dość. Jego jęknięcie przywraca mnie rzeczywistości.

Dziś karmię się czymś innym. Nie wezmę brunetki, która kusi i wabi. Której wyuzdanie jest przyczyną obecności dziś, tu i teraz z nami. Dziś jej nie wezmę.

Spojrzenie znad okularów świadczy o tym, że jeśli nie ja, to jej mąż będzie ją miał – lada moment.

Przez muzykę przebija się mój teatralny szept:

– Zrób to. Teraz.

Nie trzeba jej dwa razy powtarzać. Podnosi się z klęczek i przesuwa w stronę krawędzi balkonu. Opiera się o parapet loży. Kilka ruchów ręki podciągającej suknię i jej pełne pośladki zostają obnażone.

Długie nogi na wysokich szpilkach, ciemne pończochy zakończone klamerkami pasa, brak innej bielizny.

Członek bez trudu odnajduje drogę pomiędzy małymi, wygolonymi na gładko  wargami sromowymi.

Ciche jęknięcie wyrywa się z ust ciemnowłosej kochanki, kiedy męskie łono dotyka jej pośladków. Mocny uchwyt na biodrach. Spokojne i wolne ruchy. Kołyszą się w rytmie dobiegającej z zaledwie kilkunastu metrów muzyki.

Kolejny raz czuję zaciśniętą dłoń Obsesji wtulającą się we mnie. Kieruję na nią swój wzrok. Zachłannie wpatrzona, z rozchylonymi ustami obserwuje scenę, którą dla niej stworzyłem. Nie pozostało już nic z dystansu, nie ma wycofania, nie ma kontroli – jest ona i jej pożądanie wywołane scenerią, która rozgrywa się na centymetry od nas. Dyszy żądzą i niespełnieniem. W powietrzu unosi się aromat seksu. Pierwotnego i dzikiego rżnięcia ujętego w ryzy cywilizacji. Słodki zapach pożądania zmieszany z wonią charakterystyczną dla starych teatrów.

Obsesja aż jaśnieje, tak bardzo jest „nakręcona”. Ależ mam na nią ochotę – pozbawioną kontroli, zapatrzoną, oderwaną od rzeczywistości. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie do końca uległa swojej żądzy.

Lekko naciskam na jej ramię. Prowokuję by wstała z siedzenia. Nierozumiejącym wzrokiem próbuje się buntować. Wymuszam powolność. Dłoń kierowana moja ręką powoli dosięga pośladka mężczyzny. Drgnął zaskoczony, ale nie wstrzymał ruchu. Wolno i systematycznie wbija się w swoją żonę – raz za razem.

Moja kochanka już ośmielona mocno łapie go za pośladek. Teraz ona nadaje rytm. Teraz ona kieruje ich ruchami. Widzę jak przygryza wargę i jak druga dłoń szuka drogi do jej własnej kobiecości. Jeszcze nie czas na spełnienie. Wstrzymuję ją mocnym chwytem.

– Pobaw się nimi – zachęcam, szepcząc wprost do ucha.

Widzę, jak jej długie palce zaciskają się na materiale spodni. Zatrzymała jego ruchy. Znów wznowiła. Nadaje inne tempo. Od wolnych, posuwistych ruchów aż po coraz szybsze i coraz gwałtowniejsze. Już po chwili pieprzyła ją nim w szybkim tempie.

– Uważaj, on zaraz skończy… – zanim zdążyłem to powiedzieć brunetka cichutko zakwiliła pod ciałem swojego męża. Napięła się i zastygła z wbitym w siebie głęboko członkiem.

Mężczyzna powoli wycofuje się z jej wnętrza, jego męskość lśni naprężona w kolorowej poświacie sceny. Z westchnieniem ulgi kobieta złączyła uda i ściąga w dół suknię. Obsesja wciąż trzyma dłoń na jego pośladku. Uśmiecham się do swoich myśli – nie mogło ułożyć się lepiej.

– Weź go sobie… – kolejny podjudzający szept.

Nie uzgadnialiśmy wcześniej takiej wersji wydarzeń. Nie było tego w planie. Ale nie wykluczałem takiej możliwości. Wiem, jak bardzo moja kochanka lubi „obciągać” – nauczyła mnie nawet, jak używać tego określenia bez dreszczu obrzydzenia, bądź chęci upodlenia. Obciągać –sprawiać przyjemność mężczyźnie ustami. Czy aby na pewno? W jej wykonaniu obciąganie było zawsze sztuką samą w sobie. Przyjemnością odbierania bodźców. Karmieniem wyuzdania. Nie wiem, kto bierze więcej – ona czy osoba „obciągana”.

Zdecydowany ruch, jeden gest i jego członek znika w ustach Obsesji.

Zmrużone oczy, dygotanie nóg, rozszerzone nozdrza. Niespełnione pożądanie w pełnej krasie. A we mnie bunt i zachwyt w jednym. Sam tego chciałem. Sam doprowadziłem do tej sytuacji. Więc teraz sam na to patrzę z emocjami odbierającymi możliwość oddychania. Czuję jak serce przestaje bić z rozpaczy i z zazdrości – moje wyśnione bóstwo z kutasem obcego mężczyzny w ustach. I jednocześnie czuję jak szczęście obdarowywania rozsadza mnie od środka. Oto ja, podejmujący decyzję oddaję jej swoją zazdrość. Wszystko, co mam – dumę samca alfa, swoją dominację, wyłączność, bycie jedynym, wszystko, co mam oddaję swojemu wyuzdaniu – ekstatycznej kochance. I ona to bierze bez wahania, bez skrupułów bez zwątpienia. Cudownie egoistyczna. Cudownie zapatrzona w siebie. Cudownie podobna do mnie.

Jej policzki zasysają jego twardość i sztywność, język omiata końcówkę penisa. Jest zaborcza i gwałtowna. Krótki sprint wspierany ruchami dłoni na podstawie członka. Jeszcze chwila… kilka sekund…

Odrywam wzrok od obciągania, by zobaczyć, co stało się z moim damskim współspiskowcem – brunetka przypatruje się Obsesji i swojemu mężowi. Czy ta sytuacja była dla niej zaskoczeniem? Być może pozwalała sobie na tego typu ekscesy, ale dziś tego nie planowaliśmy. Nie ma w niej już wyuzdania i samozadowolenia. Jest zapatrzenie. Zadziwienie i obserwacja.

Zduszony jęk. Odwracam wzrok. Zatrzymany ruch głowy Obsesji. Kilka sekund. Widzę jak kochanka odwraca głowę w moją stronę przecierając czarną rękawiczką kącik ust.

Patrzę w uśmiechnięte, rozszerzone podnieceniem oczy. I już za moment zapach jej oddechu i smak jego nasienia wymieszany w naszych zetkniętych ustach. Śliski język. Głęboko. Zaborczo. Mocno.

– Uwielbiam cię Barmanicho – spocony policzek wtulony w moje ramię. Kosmyk włosów na wilgotnym czole.

Ciche stuknięcie drzwiami jest ostatnim znakiem czyjejś obecności w naszej loży. Zostajemy sami. Wtuleni w siebie. Zapatrzeni w nasze spojrzenia, zasłuchani w nasze oddechy i wyciszającą się burzę opery. Kolejna przerwa. Dla nas ostatnia.

Następne minuty mijają jak w malignie.

Wsparta na moim ramieniu pozwala się sprowadzać krętymi schodami. Stukot obcasów na marmurowej posadzce rozbrzmiewa echem w mojej głowie. Ostatni element planu, Czy zdobędę się na to by patrzeć? Czy pozwolę bestii w nas obydwojgu przejąć całkowitą kontrolę? Czy poprzeczka, którą sam sobie zawiesiłem nie jest zbyt wysoko?

Pełen wątpliwości, pełen niepewności, pełen niewiadomej sprowadzam ją do miejsca, które albo nas zbliży jak nigdy dotąd, albo rozdzieli przepaścią nie do przekroczenia. Czuję że mi ufa, czuję jej miłość w każdym geście i w każdym spojrzeniu. Czy jestem aż tak wyuzdany by postawić to wszystko na szali erotycznych uniesień? Prowadzę ją na pozór pewny siebie, ale w środku kłębią się emocje, których nie potrafię nawet do końca nazwać. Z zewnątrz jestem opoką, spokojem, na którym może się zawsze wesprzeć, ale ja sam w sobie nie odnajduję pewności. Kocham ją jak nikogo wcześniej. Kocham miłością chorą, bo zaborczą i egoistyczną. Na każde wspomnienie o jej minionych kochankach kłuje mnie lodowata szpila zazdrości, każda niewinna informacja o kolejnym odtrąconym nawet adoratorze powoduje atak wściekłości. A dziś prowadzę ją po schodach w dół. Do podziemi Opery. Ciężkie drzwi zatrzaskują się za nami z głuchym dudnieniem. Blado–beżowa lamperia w długim korytarzu niczym nie przypomina barokowego wystroju sal nad nami. Kolejne drzwi. Odgrodzą nas od świata zewnętrznego. Żaden dźwięknie opuści piwnicy. Nie mogę pozwolić sobie na to. Dla jej i mojego bezpieczeństwa. I dla naszych połączonych pragnień.

Dochodzimy do celu. Obsesja ciekawie rozgląda się po wnętrzu. Ciemne pomieszczenie oświetlone jest jedną lampą zawieszoną nad dużym, ciężkim stołem. Reszta pokoju tonie w półmroku.

– Jesteśmy. – Mój głos brzmi grobowo, a nie chcę by się bała.

– Coś ty wymyślił, mężu? – pyta znów z kokieteryjnym uśmiechem.

– Będziesz mnie tu posuwał…? – kolejna prowokacja, którą zbywam skrzywieniem ust.

Podchodzę blisko niej. Tym razem nie odsuwa się i nie pogrywa jak ma to w zwyczaju. Jest ciepła i miękka. Przytulam moją obsesję, kochankę marzeń, ulubione wyuzdanie i moje zatracenie. Z przymkniętymi oczami, wtulona w moje ciało pozwala prowadzić się w kierunku krawędzi stołu.

Oparta o nią pośladkami dotyka mnie zachłannie. Dłonie błądzą po moich plecach, wsuwają się we włosy na karku, podniecają i dają poczucie bliskości.

Odchylam się na chwilę z dala od jej ciepłego ciała. Luzuję węzeł krawata. Kilka ruchów i stoi odwrócona tyłem z zasłoniętymi oczami. Wygląda przepięknie. Podrażniona kotka, wijąca się w objęciach własnego podniecenia i nowej sytuacji. Ciemna suknia kontrastuje z jasnym ciałem.

– Nic nie rób. Zaufaj… – szepczę wprost do ukochanego ucha.

Przechodzę wokół stołu. Tak jak ustaliłem to kilka tygodni wcześniej wokół nóg stołowych znajduję zaplecione liny z pętlami. Delikatnie zakładam je na nadgarstki kochanki. Takie bdsm przecież lubi. Spętanie, odebranie możliwości ruchu, unieruchomienie. Dziś dostanie to, czego nie potrafiła dać mi w żadnej z chwil spędzonych razem. Uległość ciała. Nie tylko umysłu. Z rozchylonych ust wydobywa się głośne westchnienie. Jeszcze kostki u nóg. Delikatnie, by nie poczuła ochoty na bunt i by nie zabolało.

Widok szeroko rozstawionych stóp na wysokim obcasie zalewa mnie falą uwielbienia i podniecenie. To właśnie Obsesja nauczyła mnie dostrzegać niuanse i smaczki w kobiecym stroju. Nie wulgarne, zwykłe, żywcem wyjęte z obrazów porno buty na koturnie, nie lateksowa różowa bielizna, ale eleganckie i dyskretne podkreślenie erotyczności kobiecego ciała. Doskonale dobrane, nawzajem uzupełniające się połączenia to pończoch z gorsetem, to długich podkolanówek z chustką zawiązaną na włosach, to znów – jak dziś – czerni satynowej bielizny z bielą pereł. Mój fetysz. Moja obsesja. Moja piękność. Moje spełnione marzenia o kobiecie.

Dyszy niespełnieniem oparta policzkiem o gładkość stołu. Naciągam liny. Kochanka pojękuje cichutko przy każdym naprężającym się postronku. Rozprostowuje i zaciska palce jakby sprawdzała dopływ krwi do dłoni. Wiem, że nie przesadziłem z siłą naciągu. Staram się być delikatnym. Nie skrzywdziłbym jej za nic w świecie.

Pochylam się nad jej wyprężonym ciałem. Czuję ulotny zapach perfum. Wdycham ledwie wyczuwalną nutkę podniecenia. Szorstkie włosy na karku drażnią moje usta, kiedy zębami chwytam za szyję. Dłoń sama znajduje drogę pomiędzy udami ciasno opiętymi w pończochy. Jeszcze moment i rozchylam cieknącą podnieceniem waginę. Kuli się i napina, ale nawet wyćwiczone mięśnie w tej pozycji nie pozwalają na chwycenie penetrującego ją palca w uścisk. Kilka ruchów i czuję jak podniecenie spływa po udzie.

– Hmmmm… – nie potrafię powstrzymać mruczenia, rodzącego się głęboko w gardle.

– Mówiłem, że będziemy mieli gości – mój głos niesie się głuchym echem po pokoju.

W odpowiedzi jej ciało miota się a ręce szukają sposobu na uwolnienie.

– Barman! Nie zrobisz tego. – Obraca głowę, gdzie przed chwilą usłyszała mój głos. Szuka miejsca, w którym jestem.

– Nie odważysz się. – Nawet w takiej chwili nie przestaje prowokować. Choć w głosie pobrzmiewają nutki niepewności.

– Znasz mnie. Wiesz jakim jestem skurwysynem… – uśmiecham się do niej, ale nie może tego widzieć.

Ostatnie sekundy. Ostatni moment by się wycofać. Sama ta sytuacja wystarczyłaby, bym mógł uznać dzisiejszy wieczór za udany. Ta nie pewność i to, że w końcu zaakceptowała moją nieprzewidywalność wystarczyłaby. Kiedyś jedna z moich kochanek w rozmowie ze swoją przyjaciółką chcąc mi dopiec powiedziała „Barmanowi wystarczy błysk w oku kobiety”. Dziś to za mało. Dziś nie jestem z kolejną kochanką. Dziś jestem z moją fascynacją i moim zatraceniem. Dziś spędzam wieczór z Obsesją – graczem nie gorszym niż ja, a momentami bardziej bezwzględnym i bardziej wyuzdanym.

Kilka kroków. W ciszy słychać tylko jej oddech i moje buty wybijające wolny rytm na betonie.

Otwieram jedne z bocznych drzwi. Tak jak się umówiliśmy – napotykam roziskrzone podnieceniem oczy mężczyzn. Gestem nakazuję milczenie. Powoli wchodzą za mną do pomieszczenia. Ciemne sylwetki w garniturach. Każdy z nich mógł obejrzeć Obsesję w trakcie spektaklu, każdy z nich wiedział, że może nie dojść do tego spotkania, że jeśli tylko bym zawahał się – ich rola skończyłaby się za drzwiami, które przed momentem otworzyłem. I każdy z nich zdecydował się podjąć wyzwanie.

Na stole jedna po drugim lądują książeczki potwierdzające ich stan zdrowia. I tak będziemy wszyscy korzystać z prezerwatyw, ale to kolejny element selekcji i sprawdzenia ich motywacji. Obok rośnie stos prezerwatyw.

Cisza i świszczący oddech kochanki przywiązanej do stołu. Wibrujące napięcie. Teraz powinienem dać kolejny sygnał. Wciąż wstrzymuję się przed wykonaniem tego kroku. Nie będzie później odwrotu. Pomimo słowa bezpieczeństwa, pomimo wszystkich zabezpieczeń, Jeden gest i jej zaufanie i moje wyczucie jej fantazji zostanie poddane próbie.

Czuję utkwione w sobie spojrzenie mężczyzn. Czuję, że czają się jak sprinterzy tuż przed wystrzałem startera. Jeden gest i moja świętość, moja ukochana zostanie splugawiona ich dotykiem. Czy tego właśnie chcę? Czy jestem na to gotowy?

Wiem przecież, że nie mogę wyjść. Nie mogę zostawić jej tu z ich buzującym podnieceniem i poczuciem anonimowości. Cokolwiek się zadzieje – muszę tu zostać do samego końca. Opanowanie i spokój przychodzą wraz z podjęciem decyzji. Kładę dłoń na odsłoniętym pośladku kochanki. Zaczynamy grę.

– Ciekaw jestem czy poznasz… – lekki klaps w odsłonięte ciało.

– Ty skurwysynie! – Z zaciśniętych ust wyrywa się przekleństwo.

– Panowie… – mówię głośno – moja Obsesja jest do waszej dyspozycji.

Żaden z nich nie spieszy się. Powoli otaczają ją wokół. Pierwsze dotknięcia są delikatne. Jakby sprawdzali czy jest prawdziwa. Kochanka wije się niezdecydowana czy poddać się przyjemności dotyku, czy uciekać od dłoni pojawiających się nie wiadomo skąd i gdzie.

Jej suknia zostaje rozpięta i zsunięta w dół. Obsesja prawie naga – w samych pończochach, staniku i kilku paskach satyny ze sznurem pereł biegnącym od wzgórka łonowego poprzez rozchylone wcześniej przeze mnie wargi sromowe pulsuje podnieceniem. Patrzę na sytuację ze spokojem, o który siebie samego nie podejrzewałem. Zaplam papierosa. Dłoń trzymająca zapalniczkę nieznacznie drży. „A jednak się denerwuję” – odnotowuję w pamięci. Jasne kłęby dymu wiją się smugami pod szerokim kloszem nad rozciągniętym kobiecym ciałem. Jestem jakby wyjęty z rzeczywistości. Stoję z boku będąc zanurzonym do granic odbierania w sytuacji. Buduję wieżę z bodźców, która ochroni mnie przed zazdrością. Buduję swój zamek obronny przed pogardą wobec jej fizyczności. Widzę, jak jest rozpalona i jak bardzo podnieca ją to, co się z nią dzieje.

Odebrany zmysł wzroku powoduje silniejszą percepcję bodźców dotykowych. Wszystko to sobie zaplanowałem i wszystko zostało przemyślane. Jedyne, czego nie byłem w stanie przewidzieć to moja reakcja.

Panuję nad sobą. Panuję nad zewnętrznością, ale nie czuję podniecenia. Jestem skupiony na jej doznaniach. Mnie tu nie ma. Uświadamiam sobie, że wszystko, co dzieje się wokół mnie jest skierowane po raz kolejny na nią. Na jej odczuwanie, na jej wyuzdanie, na jej podniecenie. Moja świadomość zdaje sobie sprawę z kontekstu sytuacji, ale nie umiem czerpać z tego pierwotnej siły, pożądania, nakręcenia. Po raz kolejny jestem narzędziem jej spełnienia. Kręcę głowa z niedowierzaniem.

Widzę zawahanie wśród mężczyzn skupionych wokół mojej fascynacji. Opacznie zrozumieli mój gest. Swoją drogą, jestem zdziwiony ich wyczuleniem. Kiwam ręką na znak, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Potwierdzam przyzwolenie. A w myślach dziwię się po raz kolejny, że znów oddałem swoje odczuwanie komuś w zamian za poczucie spełnienia.

Gaszę papierosa. Poprzez gąszcz męskich dłoni dopycham się w końcu do sromu kochanki. Jeden, dwa, trzy palce znikają w jej wnętrzu. Nie jestem brutalny. Po prostu robię to, co ona uwielbia.

Obsesja napina ramiona, widzę jak liny wpijają się w delikatne nadgarstki, które tak często całowałem. Moja dłoń porusza się rytmicznie w jej wnętrzu. Mokro i ciepło. Stanik ląduje na podłodze. Silne, duże męskie dłonie miętoszą coraz intensywniej skórę na biodrach i plecach kochanki. Szorstkość ogorzałych dłoni w połączeniu z delikatnością skóry kochanki. Przesuwają się wzdłuż linii bioder, ugniatają i lekko podszczypują. Obsesja wije się pod ich naciskiem. Jest całkowicie odkryta i całkowicie oddana ich dotykowi. Atmosfera wokół nas gęstnieje. Można wręcz fizycznie wyczuć męskie napięcie i samczą chuć.

Z głośnym mlaśnięciem wyjmuję dłoń z jej wnętrza. Nie trzeba słów. Wszyscy wiemy, że jest gotowa. Pierwszy z nich z rozpiętą bielą koszuli, spod której widać mocno umięśniona klatkę piersiową podchodzi do wypiętego tyłka kobiety. Kolejny z penisem ubranym w jasną powłokę lateksu czeka tuż obok. Odsuwam się i zapraszającym gestem wskazuję rozwarty srom.

Ciche jęknięcie mężczyzny i przeciągły jęk kobiety zlewają się w jedno. Duży penis powoli zanurza się pomiędzy udami. Po sekundzie dociera do końca. Dotyka nagim łonem jej pośladków. Zaczyna poruszać się wewnątrz niej. Posuwa ją powoli i jakby z rozmysłem. Rżnie ją tak, jak ja uwielbiam to robić. Panując nad jej gwałtownością i pośpiechem. Długie palce zaciśnięte na pośladkach wtłaczają jej biodra w powierzchnię stołu. „Skurwiel jest niezły” – wyświetla mi się w głowie, a przecież sam go wybrałem. Kolejny usadawia się na wprost jej twarzy. Opuszczone spodnie odsłaniają mocne, owłosione nogi. Wzwiedziony fallus nie szuka długo drogi do jej ust. Obsesja obejmuje go łapczywie. Patrzę oniemiały jak pokaźnej wielkości członek niknie w jej ustach. Ssie go długo i zapamiętale. Pod wpływem rytmicznych ruchów z tyłu nie udaje jej się utrzymać go w sobie. Wypada z niej na chwilę. Zaciśnięte palce na jej włosach, przytrzymana nieruchomo głowa. Moja kochanka ostatkiem sił rzuca się wprzód i chwyta go pomiędzy wargi. Wypada z niej po raz kolejny. Obsesja ciągnie językiem od nasady aż po nabrzmiałą główkę. Gorliwie oblizuje żołądź potrząsana uderzeniami bioder faceta z tyłu.

Po raz drugi tego wieczoru patrzę jak moja kochanka „obciąga” innemu facetowi. Tak jak poprzednia scena była ekscytująca, teraz nie czuję nic. Nawet najmniejszego dreszczu podniecenia, Stoję z boku i pozwalam tej dwójce pieprzyć mój obiekt westchnień i zauroczenia.

Zgrywają się w jednostajnym tempie. Ona i dwa kutasy. Z przodu i z tyłu. Kolejne dłonie miętoszą jej piersi czekając na swoją kolej.

Nie tak miało to wyglądać. Liczyłem, że ten widok sprawi, że będę wstanie przyłączyć się do nich, że pobawimy się w zgadywanie, kiedy to jestem ja, a kiedy ktoś inny. Patrzę na piękny obraz – zdaję sobie sprawę z tego, że kilka milionów facetów dałoby się pokroić za taki widok, ale nie budzi to we mnie ani samozadowolenia, ani próżnej, samczej dumy. Nawet jej podniecenie nie sprawia mi przyjemności. Nie dyryguję sytuacją. Teraz jestem tu po to, by zapewnić jej bezpieczeństwo. To wszystko. Czuję w sobie pustkę. Cholerne poczucie źle wybranego losu na loterii i cholernie gorzki smak porażki.

Panowie zmieniają się miejscami. Ten z tyłu ściąga gumkę i siada na zgiętych kolanach na wprost twarzy mojej kochanki. Obsesja oblizuje teraz na zmianę to jednego to drugiego penisa. Ten trzeci wchodzi w nią od tyłu. Na tle jego ogromnego torsu, szerokich pośladków jej drobna postura wydaje się jeszcze bardziej delikatna. Facet napina mięśnie pleców przy każdym pchnięciu. Jest jak ogromny buhaj, jak wielki tłok.. Wydaje się, że za chwilę przetnie ja tymi pchnięciami na pół. Rytmicznie. Nieustępliwie. Mocno. We trójkę kołyszą jej ciałem, drobne piersi bujają się w takt ruchów z tyłu. Po brodzie Obsesji cieknie ślina. Moje wyuzdanie. Moje zapatrzenie. Rżnięte w mojej obecności, a ja nie czuję nic! Ruchy z tyłu nabierają gwałtowności. Kochanka spazmatycznie wciąga powietrze przy każdym pchnięciu. Czerwone od uderzeń męskich bioder, pośladki kołyszą się miarowo. Widzę nadchodzący szczyt. Zauważam wszystkie najdrobniejsze wskazówki – drżenie łydek, zaciskające się dłonie, napięte mięśnie twarzy.

Widzę, że jest na skraju. Widzę, że lada moment odpłynie niesiona falami rozkoszy. I wtedy…

Niewystarczająco mocno zaciśnięta opaska zsuwa się z twarzy na szyję kochanki. Otwarte szeroko oczy, z rozszerzonymi do granic źrenicami wpatrują się bezpośrednio we mnie. Bez wyrzutu, bez wdzięczności, bez oddania i bez złości. To jest jedyne takie spojrzenie na całym świecie.

Zdławiony penisem krzyk, który narasta w jej gardle, spazmy wstrząsające całym ciałem i ani na moment nie urwany kontakt wzrokowy. Ciemne spojówki, w których tonąłem nie raz, tym razem nie kuszą i nie wabią. Nie ma w nich gry ani prowokacji. Cała Obsesja – cały ładunek emocji skierowany poprzez to spojrzenie w moją stronę.

Czuję jak z otchłani pustki wydobywam się na powierzchnię uczucia wypełniającego całego mnie. Czuję się jakby wyrosły mi skrzydła,energia zalewająca każdą komórkę ciała.

Bezgłośnie szepczę do niej

– K o c h a m  c i ę… – i kiedy wargi układają się w słowa, Obsesja traci kontakt z rzeczywistością. Krzyczy i wije się w krępujących ją więzach. Spazmy rozkoszy rzucają całym jej ciałem. Unosi się raz jeszcze i opada bezwładnie na blat stołu.

– Wystarczy panowie! – polecenia wypadają z moich ust samoistnie. Wypycham ich wręcz siłą za drzwi.

Chwila na przecięcie więzów. Okrywam ją swoim ciałem, przytulam i ogrzewam. Wciąż jest na wpół przytomna. Pomagam założyć suknię. Opiera się jak pijana o krawędź stołu.

Wtula się we mnie jak dziecko. Milczymy.

Na chwilę podnosi głowę i nieprzytomnym głosem cicho szepcze:

– Barman, ty skurwysynie…

.

autor: Barman-Raven


To może być również interesujące:

Stealthing, to nie był gwałt

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

4 myśli na temat “Carmen – opera rozpusty

  1. Doskonałe. Pisałam o tym opowiadaniu już tyle razy, a ono ciągle nie traci blasku. Cały czas zachwyca. Właściwie to nie masz w Necie godnych następców.

  2. Uwielbiam twoje teksty. Są mocne i syte. Kojarzą się z mocnym zapachem dymu i smakiem herbaty z rumem. Dobierasz słowa z niezwykłą swobodą i wyczuciem. Trafiasz w punkt i doskonale opisujesz damski punkt widzenia. To jak pragniemy być postrzegane. Nie przestawaj pisać. To byłaby wielka szkoda i ujma dla zbioru erotyków.

Dodaj komentarz