Consent musi być – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 2

consent bdsmConsent musi być – Vallarr – o bezpiecznym BDSM

Po ostatniej publikacji mam wrażenie, że muszę się cofnąć o krok, do absolutnych podstaw mojego rozumienia BDSM.
Będzie zapewne nudno, technicznie i pełne truizmów, ale trudno. Może nareszcie dzięki temu moje poglądy dla niektórych staną się wewnętrznie spójne, a w razie problemów odeślę tutaj, zamiast pisać 10 razy to samo w różnych dyskusjach. Leniwy się robię.

Absolutną podstawą BDSM jest dla mnie zgoda obu stron. Obu, nie tylko jednej, która ma na coś ochotę. Tym się BDSM różni od wielu patologii, choć dla obcego oka wygląda identycznie – bo jest zgoda obu stron, a nie tylko chęć jednej. Truizm, uprzedzałem.

Z drugiej strony spektrum jest non consensual. Żródło patologii. Wpierdol bez zgody to nie BDSM, seks bez zgody to gwałt, a nie „nonconsensual sex”. Patologia, zło, unikać, nie stawiać obok tego, co my robimy. Mam szczerą nadzieję, ze każdy się zgodzi.

Consensual BDSM jest prosty w rozumieniu. Obie strony rozmawiają, ustalają, zgadzają się na to, co ustaliły i zielone światło. Forma w zasadzie dowolna, czy kogoś kręcą kontrakty, czy zwykłe skinienie głową na pytanie „czy wszystko jest jasne?”. Tak samo zgodę można wycofać w dowolnej chwili. Absolutnie dowolnej, z dowolnego powodu. Powód można oceniać jako głupi, ale przestać trzeba bezwzględnie, natychmiast.

Niektórym (po obu stronach bata) przeszkadza trochę fakt, że to bottom udziela zgody i bez tej zgody nic nie można. Niezbyt rozumiem, skoro to podstawa i nie ma co się irytować, trzeba zaakceptować i tyle. Łącznie z faktem, że bottom może w każdej chwili zgodę wycofać i top ma pieprzony obowiązek przerwać. Tak po prostu. Inaczej zamienia się to w noncon, a ten, jak już ustaliliśmy, jest patologią i jest zły. Można się wkurzać, ale fakt, że bottom może zgodę wycofać – trzeba zaakceptować. Kto nie umie – nie nadaje się do niczego.

No dobra, wszystko pięknie, ale jeśli ktoś szuka czegoś innego niż pełnej zgody? Ależ bardzo proszę, jest cała ogromna kategoria znana jako consensual non-consent. O ile poprzednio wszystko było mniej więcej czarno-białe i proste, tak tutaj granice się rozmywają. Celowo, żeby wycisnąć z BDSM coś innego. Tę strefę lubię i o tej strefie powstał tekst o safewordzie – chociaż w consensual nie przeszkadza, to nie ma potrzeby, bo absolutnie wystarcza „nie, stop, wychodzę”.

Dla wielu w BDSM consensual non-consent (dalej CNC) jest czystym złem, bo rape play, bo katowanie, bo wizualnie wygląda bardzo inaczej, nie ma tęczy, jest ostro, jest brudno. Well, your kink is not my kink. Tutaj sam strzelę oklepanym tekstem „każdemu jego BDSM”, ale kluczową sprawą jest fakt, że to nadal jest consensual. Rape play to nadal nie jest gwałt.

Tutaj poprzednio proste zagadnienia nagle stają się trudniejsze. Pozornie. Na tyle pozornie trudne, że można do woli mącić wodę, urabiać kogoś i brzmieć prawie, że sensownie.
Bo przecież zgoda in blanco spełnia wymogi zgody. „Bo przecież się zgodziła, jest wolna ręka. Zgodziła się na to, co się umówiliśmy, a umówiliśmy się na wszystko, na co mam ochotę – więc jest consensual, jest BDSM” – tak, to jest BDSM.

Dopóki ta zgoda jest.

Ale, ale, ale… czy uległa/maso może cofnąć zgodę podczas CNC? Kiedy? Jak? „Przecież się zgodziła, nie robię nic ponad to, co ustaliliśmy, nie przesadzam, mi jest fajnie, no jak to tak to?! :<”
Zaciśnij zęby, przebolej to i zaakceptuj – tu jest tylko pozornie trudno, bo uległa/maso może w dowolnej chwili wycofać zgodę, poinformować, że nie daje to jej tego, na co liczyła, źle się poczuła, bo nie ma ochoty – powód dowolny. To, że jednej stronie jest fajnie i ma ochotę kontynuować – niczego nie usprawiedliwia, jest to kolosalny błąd. Wtedy to już nie jest BDSM, to już non consensual, który jest patologicznie zły. Te usprawiedliwienia brzmią w moich uszach jak tłumaczenia gwałciciela, że „sama chciała, widziałem, wiem lepiej niż ona”. Obrzydliwie.

Sedno mojego poprzedniego wpisu o safe word – tak, może cofnąć blankietową zgodę. Może to zrobić w dowolnej chwili. Jak? Nie ma sytuacji, w której nie da się ustalić sposobu komunikacji, jeśli obie strony ten sposób chcą mieć. Jako przykłady padły szyszka bezpieczeństwa czy śpiewanie Mazurka Dąbrowskiego. Nie da się nie uśmiechnąć, a zadanie spełnia.

Upraszczam bardzo? Odzieram CNC z brudu i magii? Być może. Ale to właśnie CNC daje możliwość przeżycia czegoś takiego w kontrolowanych warunkach. Kontrolowanych przez obie strony. Dyktowanych potrzebami obu stron, co automatycznie implikuje komunikację, gdy potrzeby nie są zaspokajane, lub coś poszło nie tak.
Consensual non-consent pozwala odtworzyć idealne pozory. Przeżyć sytuacje, których nie chcemy przeżyć realnie. Nie naprawdę, ale prawie. By poczuć te same emocje, dobre i złe. To jest gra, to jest bajka ocierająca się blisko o realność, ale pozostająca grą. Safeword jest po to, żeby grą pozostała, by rape play był nadal „play”, a nie prawdziwym gwałtem.

Jeśli ktoś – dowolna strona, wbrew pozorom, maso czy uległa też – czuje potrzebę urealnienia tego tak, by prawdziwym gwałtem się stał, maskując to CNC i dając/wymagając pełnej zgody in blanco, bez warunków, najwyżej z terminem, to nie jest to moje BDSM. Nie jest to w ogóle BDSM. To czysta patologia, nieudolnie zamaskowana. Tutaj zgoda jest nieistotna, kompletnie zredukowana do zwabienia ofiary w sytuację, w której brak zgody nic nie zmienia. Do czystej patologii, której nie życzę sobie postawionej jako pełnoprawnej koło „mojego BDSM”.

Consent musi być. Cały czas. Przebolej to i korzystaj, bo jest z czego.

.

autor: Vallarr

Przeczytaj również Safeword po mojemu – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 1

 


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  

BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • polajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz/polubisz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

4 myśli na temat “Consent musi być – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 2

  1. Consensual non-consent :)
    Zabawa drewnianymi pistolecikami w wojnę ;)
    Pytanie tylko po co tworzyc jakies tam nowe terminy angielskie – jesli mozna to napisac prostymi słowami po polsku ?
    „Bawimy się udając że to nie zabawa”
    OK

    Tylko mały niuansik bo artykuł bardzo „poprawny politycznie”
    Kilkanascie lat temu BDSM było traktowane jak patologia – dzis sadyzm to parafilia
    BDSM sie rozbuchało i rozszerzyło – dostało akceptacje wsród bardzo wielu osób

    Kto wie – moze za lat kilka to co ty nazywasz patologią w BDSM bedzie normą przyjeta jako praktyki BDSM i calkowity brak zgody osoby uległej bedzie dopuszczalny ?

  2. Vallarr – ciekawie to ująłeś. Zgadzam się z wymową tego artykułu.

    @Aser Kriel
    Wydaje się, że angielskie „consent” jest po prostu bardziej trafne niż polska „zgoda” :)

    „Bawimy się udając że to nie zabawa”
    A co innego niż zabawa to ma być Twoim zdaniem?
    Prawdziwy gwałt? A chciałbyś zostać NAPRAWDĘ zgwałconym?
    Dildo albo strap-on, przewaga fizyczna ze strony partnera i możesz SOBIE to zafundować. Spróbuj – później się wypowiadaj.
    Obrzydliwe jest takie myślenie.

  3. Aser Kriel – BDSM jest wytworem cywilizacji i w swojej definicji ma konsens.
    Jeśli miałbym sobie wyobrazić takie pseudo-bdsm to raczej po końcu cywilizacji (na skutek np wojny atomowej) i z bdsm będzie miało tyle wspólnego co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Dodaj komentarz