Cytrynowy kolor nadziei

cipka opowiadanie erotyczneCytrynowy kolor nadziei – Hanka V. Moody – opowiadanie erotyczne

Jak zwykle przyniosła ze sobą wiatr. Ożywczy powiew. I uśmiech sięgający oczu. Najpierw rzuciła się na psa a później na mnie. Jego poczochrała za uchem a mnie po siwej brodzie.

– Jaki ty jesteś ładny – pisnęła i zaczęła ściągać szare buty i szarą kurtkę. Pod spodem miała szary sweter. Tą szarością chciała chyba przykryć całą swoją wielobarwną naturę. Nie wiem czy jej się to udawało przed innymi, bo mnie wystarczyło spojrzeć w jej oczy i widziałem cały wachlarz różnobarwnych przypraw. Od białego pieprzu przez curry po chili.

– Tia, jasne – odpowiedziałem jak zawsze – oboje wiemy, że masz spaczony gust. Może i jestem przystojny, ale nie ładny.  – Spojrzałem mimochodem w lustro na swoją 48-letnią twarz. Ona była trzynaście lat młodsza. Moja szczęśliwa liczba. Czasem patrzyłem na nią jak na córkę, która właśnie kończyła trzydzieści lat. Czasem zachowywała się jak ona. A czasem Ewka, moja córka, gdy przyjeżdżała, robiła coś, co od razu przypominało mi Ankę.

– Daj coś jeść – przeszła do kuchni i otworzyła lodówkę. Czuła się u mnie jak u siebie.

– Nie mam nic – odpowiedziałem, choć dobrze wiedziała, że to nie prawda. Już wyciągała po kolei pojemniki i zaglądała w nie. U mnie nawet jak pozornie nic nie było, to jednak zawsze coś było.

– Marchewka? Fuj – skrzywiła nos na widok surówki, ale jednak włożyła w miskę dwa paluchy, żeby posmakować. Patrzyłem jak najpierw się krzywi i robi śmieszne miny a po chwili przekręca głowę ze zdziwienia. Czekałem, wiedziałem co powie. Byłem tego pewien – ty, ale to dobre jest – i od razu się uśmiechnęła, za to jej czarne oczy pozostały okrągłe.

– A ty tu przyszłaś jeść?

– Nie, do ciebie przyszłam, porozmawiać, ale głodna jestem – uśmiechnęła się niewinnie, zamknęła w końcu lodówkę i usiadła przy stole, na którym poustawiała pojemniki z wędlinami, surówkami i wszystkim, co znalazła.

– Ja cię kiedyś zabiję, obiecuję – prychnąłem i wyjąłem dla niej sztućce i talerzyk. Droczyłem się tylko, bo była słońcem a ja lubiłem patrzeć jak je. Z zachłannością i nienasyceniem. Zupełnie tak samo jak uprawiała seks.

– Powiedz mi jeszcze kiedyś, że gruba jesteś – postawiłem przed nią herbatę i w końcu usiadłem obok.

– Oj, no weź, przecież jem tak tylko u ciebie, a nie ma mnie tu codziennie.

– Jesteś – odparłem spokojnie.

– Jak jestem? – nie zrozumiała, bo chyba bardziej interesowała ją wędzona szynka.

– W mojej głowie.

– Co? – spojrzała na mnie i przestała na chwilę żuć.

– Jesteś tu codziennie w mojej głowie – powiedziałem.

– Ty mnie jednak kochasz, co? – przekrzywiła głowę jak psiak i uśmiechnęła się swoimi pełnymi ustami.

– Nienawidzę. Mówiłem, zamorduję – parsknąłem.

– Tiaaa, jasne. Twoje życie beze mnie byłoby nudne.

– Jakoś żyłem zanim Cię poznałem – odparłem.

– Ale wtedy nie wiedziałeś jak to jest mnie znać – odcięła się. Jej mózg działał lepiej niż Viagra i duże cycki razem wzięte.

– Nie wiedziałem – westchnąłem, za to już raz dowiedziałem się jak to jest, gdy znika.

Wtedy puszczali co chwilę w radiu Anię Dąbrowską. Słowa idealnie pasowały do sytuacji. „…ciągle zbieram siebie z miejsc po tobie i znów na kawałki rozpadam się…ostatni raz szukam cię… nieprawda…”. Przypomniałem sobie jak się kurwa płacze. Stary facet, a nie mogłem powstrzymać łez. Świat bez niej zrobił się szary jak jej swetry. Odeszła, bo chciała sobie ułożyć życie. Też płakała. Życie to sztuka wyborów. Ja wybrałem zostać z żoną a ona nie zostać kochanką. Ot, historia jakich wiele. Nie o tym, że żona mnie nie rozumie i wcale ze sobą nie śpimy. Lubiłem swoją żonę, nawet ją kochałem. Lubiłem z nią rozmawiać wieczorami i po wielu latach mieliśmy całkiem niezły seks. Anka to był wypadek przy pracy. Poznaliśmy się w Internecie. Tak jak wszyscy się teraz poznają. Przez przypadek. Pod jakimś postem wywiązała się dyskusja, która przeniosła się na priv. Udowadniała mi wyższość procesu dorastania nad pozostaniem wiecznym dzieckiem a później wyższość kalafiora nad brokułem. Musiałem ją poznać. Nie chciałem nic, zobaczyć jedynie to zjawisko. Umówiła się ze mną na kawę. Gdy tylko usiadła zaznaczyła, że kawy nie pija, nie lubi. Ona poprosi piwo. Dostała więc piwo a ja zamówiłem kawę. Jak dla mnie była jakieś dziesięć centymetrów za wysoka, choć nadal piętnaście niższa ode mnie. Ja lubiłem niskie brunetki. To nie miało jednak znaczenia. Rozgadała się i już wtedy wiedziałem, że lubię z nią gadać. Ona nie wiedziała, że mam żonę. W tamtej chwili bardzo nie chciałem jej tego powiedzieć. Chciałem słuchać jak mówi. O tym całym kalafiorze. I o gotowaniu. Jakby opowiadała o poezji.

Prowadziła niewielką knajpkę na obrzeżach Olsztyna. Mimo, że lokalizacja nie była najlepsza, miała tam spory ruch. Zazdrościłem jej tego. Sam marzyłem o małym bistro, gdzie mógłbym karmić ludzi. Tymczasem pisałem artykuły do Gazety Olsztyńskiej. Praca ciekawa i czasem nawet twórcza, ale to jedzenie było moją pasją. Tak jak Anki. Było to widać w jej oczach, gdy patrzyła na soczyste pomidory, jędrne oliwki, tłuste ryby, chrupiące migdały czy krwiste mięso. Było widać w ruchach, gdy kroiła pomidory a sok skapywał jej po palcach. Wziąłem te palce wtedy do ust i zlizałem z nich słodycz. Wtedy, czyli następnego dnia po naszym pierwszym spotkaniu. Potrzebowałem ją znów zobaczyć. Westchnęła, gdy pocałowałem na koniec wnętrze jej dłoni. Poczułem zapach przypraw pomieszany z perfumami, jakie rozpyliła wcześniej na nadgarstku. To był delikatny zapach kwiatów w stanowczej mgle korzennych woni. Kontrasty. Lubiła patrzeć na kieliszek wypełniony w połowie jej ulubionym Lambrusco, oraz smak tego wina drażniący nieznacznie język. Siła i delikatność. Tak jak ona. Jęknąłem, wrażliwy na takie doznania a ona podniosła wzrok i spojrzałem wprost w czarne, świdrujące, nieprzeniknione oczy ukryte za zasłoną ciemnych, długich rzęs. Kątem oka zobaczyłem jak jej sutki twardnieją pod koszulką a ona uśmiecha się delikatnie.

Swoją knajpkę nazwała „Cytrynowy kolor nadziei”. Dla niej nadzieja, nie wiedzieć czemu, miała smak i zapach cytryn. Dla mnie nadzieja miała jej imię. Ta jej knajpa nie miała stałego menu. Poszła za przykładem francuskich bistr i codziennie serwowała coś innego. Wszystko w zależności od dnia, nastawienia i chęci właścicielki. Nigdy nie było wiadomo, co kuchnia zaserwuje, ale to właśnie miało swój urok. Poza tym każda z jej potraw miała w sobie magię, wyczuwalny smak pasji, namiętności i szaleństwa. Zapachy i smaki przenikały się i zawsze idealnie komponowały ze sobą. Do tego stopnia, że goście mruczeli z zachwytu, wcale się z tym nie kryjąc. Czasem można byłoby przysiąc, że jedząc słyszy się muzykę płynącą gdzieś z głębi duszy.

Wiedziałem, że muszę jej powiedzieć o żonie. Nie wiedziałem tylko jak i który moment jest odpowiedni. Bo przecież nie przy herbacie z miodem i cytryną, gdy rozmawialiśmy o książkach i filmach, ani nie pomiędzy jednym a drugim łapczywym pocałunkiem. Między oddechem a oddechem nie było miejsca na prawdę, którą powinienem jej wyjawić na początku. Nie umiałem, choć wiedziałem, że ostatecznie odpokutuję za to. W domu też nie było najlepiej. Magda znała mnie zbyt dobrze, by po dwudziestu latach nie zauważyć mojego zamyślania się. A odpływałem dość często do chwil spędzonych z Anną. W wyobraźni raz po raz dotykałem jej bladej skóry, która pod moim dotykiem obsypywała się gęsią skórką. Lubiłem wkładać w nią palce. Kładłem ją na plecach a ona perwersyjnie rozkładała nogi, bym mógł patrzeć na jej cipkę lepką od soków. Jej duże piersi falowały w rytm oddechu. Zamykała oczy, zawstydzona i podniecona jednocześnie, i prosiła bym do niej mówił, opowiadał co będę jej robił. Więc mówiłem jak lubię patrzeć na jej podniecenie, jak lubię, gdy rozkłada dla mnie nogi, gdy jest tak moja i tak bezwstydna. I że właśnie wkładam w nią palce, jeden po drugim i pieprzę ją nimi. Jęczała coraz bardziej, by w końcu wygiąć swoje ciało w łuk i zacisnąć uda na moim ręku. Odwracałem ją wtedy na brzuch jak szmacianą lalkę i kazałem wypinać duży, okrągły tyłek. Rozsmarowywałem jej soki między pośladkami i po nich. Gładziłem i szczypałem.

– Zerżniesz mnie? – prosiła. A ja wkładałem w nią swojego nabrzmiałego penisa i mocno posuwałem wsłuchany w jej krzyki. Była zarazem spełnieniem i nienasyceniem. Była centrum wszechświata. Była wszystkim.

Kochałem dwie kobiety jednocześnie i żałowałem, że Magda jest tak bardzo hetero. W przeciwieństwie do Anny. Jej inklinacje do kobiet poznałem, gdy pewnego razu na nasze spotkanie przyprowadziła dziewczynę w wieku lat dwudziestu, jak się później okazało, choć wyglądała na siedemnaście. Anna lubiła młode, niewinne dziewczyny. Nie, nigdy się nie pieprzyliśmy we trójkę. Opowiadała mi tylko. Patrzyłem wtedy jak gładziła tę Młodą po twarzy, jak dotykała koniuszka jej śmiesznego, małego noska a następnie naciskała na blade wargi. Tylko tyle, perfidnie zostawiła mnie z tym obrazem. Po naszym kolejnym spotkaniu jej tyłek był purpurowy od razów, jakie dostała grubą liną. Nie lubię jak się mnie prowokuje. Oddała mi siebie bez lęku. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić, ale w końcu nastał ten moment.

Nie mogłem znieść tego milczenia. Siedzieliśmy w jej kuchni na szarych krzesłach. Miałem dość udawania, dość kłamstw.

– Co kurwa masz? – jej oczy stały się zimne a ja zadrżałem pod lodowatym spojrzeniem. Wyciągnąłem rękę by złapać jej dłoń, ale ją cofnęła.

– Przepraszam, nie wiedziałem jak ci to powiedzieć. Ale to nieważne – próbowałem nieudolnie ratować sytuację.

– Co jest nieważne? Nieważne jest, że masz żonę?

– To nic między nami nie zmienia, przecież cię kocham.

– To zmienia wszystko, wszystko zmienia. Wszystko kurwa zmienia – prawie krzyczała a ja mogłem tylko schylić głowę. Wywaliła mnie wtedy. Dzwoniłem, pisałem, błagałem, przepraszałem. Gotów byłem płaszczyć się przed nią, by móc ją znów zobaczyć. Nie byłem jednak gotów zostawić Magdy. Obiecałem jej, że nigdy jej nie skrzywdzę. To nie był jedyny powód. Kochałem Annę, ale bałem się z nią być tak naprawdę. Każde jej wyjście z domu przyprawiałoby mnie o kolejną porcję siwych włosów i palpitację serca. Nie byłem już najmłodszy i potrzebowałem stabilizacji. Może gdyby Magda mnie wkurzała, może wtedy. Ale nie, nie było iskier, ale nie było też dramatów. Święty spokój nie ma ceny. Anna była narkotykiem. Dawała kopa, ale ile można żyć na haju? Potrzebowała mocnych wrażeń by czuć życie. Nie dałbym rady, wyczerpałyby mi się baterie. I wtedy ona poszukałaby czegoś mocniejszego. Bałem się. Tak, byłem tchórzem. A może po prostu to dojrzałość? Wszystko zawsze kończy się tak samo.

W domu Magda patrzyła dziwnie, gdy nalewałem kolejną porcję whisky do szklanki. Pewnie czuła coś i wolała nie pytać. Miałem wrażenie, że jej oczy się zaszkliły. Odwróciła głowę.

– No pięknie, stary – myślałem – nie chciałeś skrzywdzić żadnej, a krzywdzisz obydwie. Brawo ty. I tylko dlatego, że nie mogłeś się oprzeć jednej i nie potrafiłeś zostawić drugiej. – Wstałem wtedy od stołu i podszedłem do Magdy. Była niską blondynką z włosami do szyi i szerokimi biodrami, za które lubiłem chwytać, gdy ją posuwałem od tyłu. Piersi miała małe, ale rekompensowała mi to jej inteligencja. Inteligencja potrafi nawet nieciekawą kobietę zmienić w kogoś wartego uwagi i pożądania. Dotknąłem jej szyi i delikatnie ścisnąłem. Spojrzała zdziwiona, ale nic nie powiedziała. Dołożyłem drugą rękę. Jej źrenice rozszerzyły się. Schyliłem się i ugryzłem płatek jej ucha a później wyszeptałem:

– Dawno się nie pieprzyliśmy, czas to naprawić – poczułem jak drży. Moje słowa robiły na niej wrażenie. Przesunąłem ręce na jej piersi i także mocno ścisnąłem. Syknęła. Chciałem sobie udowodnić, że dobrze robię, że dobrze wybieram. Oddała się moim dłoniom i mojemu pożądaniu. Mocno, bez momentu sprzeciwu. Anka lubiła ze mną pogrywać, droczyć się i to mnie w niej pociągało, ale to Magda dawała mi całą siebie i pewność. Mężczyzna w moim wieku potrzebuje pewności. W tamtym momencie, na dywanie w dużym pokoju, gdy trzymałem nagą, spoconą Madzię w objęciach byłem pewien, że robię dobrze.

A jednak wieczorem, gdy wyszedłem z psem, nie mogłem się powstrzymać, by nie wykonać telefonu do Anki. Nie spodziewałem się, że odbierze.

– Słucham – jej głos był przygaszony. Zaniemówiłem. – Słucham – powtórzyła.

– To ja – powiedziałem elokwentnie.

– Wiem, że ty. – i cisza. Serce mi się rozszalało w klatce piersiowej. Nie wiedziałem czego chcę, czego mogę od niej chcieć.

– Chciałem cię usłyszeć – powiedziałem w końcu.

– Słyszysz – nie pomagała mi.

– Tęsknię – powiedziałem a ona milczała dłuższą chwilę.

– Ja też – w końcu wyszeptała.

Tamtym razem dotykałem jej delikatnie. Powoli zdejmowałem szarą koszulkę i syciłem się zapachem jej lekko spoconego ciała i kwiatowych perfum. Wkładałem nos między piersi. Wystawiałem język by zlizać z niej trochę tego słonawego zapachu. Drażniłem palcami  jej sutki a ona lekko skomlała, popiskiwała i wzdychała. Złapała moją głowę i przyciągnęła do siebie, chwytając mocno moje włosy. Złapałem ją za pośladki, podniosłem i posadziłem na szarym blacie w kuchni. Puściła mnie a ja oderwałem się od niej i spojrzałem w czarne oczy. Zachłysnąłem się nimi. Ściągnąłem z niej czarne getry razem z majtkami i rozłożyłem szeroko przed sobą jej nogi. Jej cipka lśniła. Miała odrastające, czarne włoski, ale nie przeszkadzało mi to. Zacząłem jednak całować jej stopy z czerwonym lakierem na paznokciach. Błądziłem językiem pomiędzy palcami. Lizałem zachłannie a ona oddychała coraz szybciej. Przesunąłem się wyżej. Całowałem i dotykałem każdy kawałek jej gładkiej, bladej skóry. Uczyłem się jej, przypominałem sobie. Nie widzieliśmy się tylko kilka dni a dla mnie była to wieczność. W końcu dotknąłem ustami jej cipki, zaciągnąłem się zapachem jej podniecania, rozszerzyłem jej nabrzmiałe wargi i wtargnąłem do środka językiem. Soki spływały mi po brodzie a ona znów wczepiła palce w moje włosy. W końcu nie wytrzymałem. Wszedłem w nią mocno, patrząc jak przymyka oczy z rozkoszy. Przez chwilę byliśmy jednością.

Nie wracaliśmy do tematu żony. Często odwiedzała mnie w domu, gdy Magdy nie było. Ja chodziłem do niej. Bywaliśmy też razem na basenie i w restauracjach. Raz nawet wybraliśmy się do kina i potańczyć. Dużo rozmawialiśmy, śmieliśmy się i gotowaliśmy. Czasem wkradał się smutek, gdy zamykaliśmy za sobą drzwi. Miałem dwa domy i dwie żony. Miałem mój spokój i moje światło. Anka w końcu się znudziła i oświadczyła, że kogoś poznała i chce spróbować. Zabolało, ale nie mogłem mieć jej tego za złe. Też chciała żyć normalnie. Choć ciągle chyba nie wiedziała, czym jest ta normalność. Pozwoliłem jej spróbować. Nie dzwoniłem często, nie narzucałem się. Sama czasem się odzywała a ja cieszyłem się, że jest w moim życiu. Nadal się cieszę. Dzwonimy do siebie, spotykamy, czasem wpada i wyjada mi to co mam w lodówce. Czasem się przytuli, pocałuje. To wystarczy. Najważniejsze, że jest. A kim jest? Słońcem. Cytrynowym kolorem nadziei.

 

Hanka V. Mody


To może być również interesujące:

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 

Pocałunek w górach – opowiadanie erotyczne

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

7 myśli na temat “Cytrynowy kolor nadziei

  1. Tekst kwaśny jak cytryna. Koszmar każdego mężczyzny. Pożądać dwóch kobiet jednocześnie, dokonać wyboru , zawsze trudnego i dostać w dupę. od jednej i od drugiej. Mężczyźni w swojej nieskomplikowanej złożoności najchętniej zjedliby ciastko. Niestety(stety) nie jest to takie proste. Jedno z tych opowiadań, które się pamięta, jeśli nie kolejne sceny to z pewnością emocjonalną wymowę.
    Pozostaje mi tylko uchylić kapelusza przed autorką, detale, opanowanie języka, budowanie nastroju na najwyższym poziomie. Mógłbym rzucić teraz coś pensjonarskiego w stylu:
    „Rany, jakie to życiowe”, ale nie rzucę.
    Gratulacje,

    Lis

      1. @A Dziękuję za komplement, miło czyta się podobne rzeczy,. Owszem zdarza mi się coś pisać i nawet to lubię! Musisz zadać zagadkę Wujkowi Google „Foxm opowiadania erotyczne”

  2. „Najważniejsze, że jest.” – to krótkie zdanie jakoś najbardziej mnie poruszyło. Słodko-gorzkie takie…

Dodaj komentarz