Waterboarding

Waterboarding – Nutka – opowiadanie erotyczne

Na zegarze minęła siódma trzydzieści.

Mój mężczyzna spał jeszcze smacznie w swoim łóżku, podczas gdy ja pół godziny temu zaczęłam pracę.

Odstawiłam kawę i wzięłam w dłoń telefon. Wybrałam bardzo dobrze znany mi numer. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci… No tak. Śpioch jak zwykle ma wyłączony dźwięk – pomyślałam. Po czwartym sygnale, kiedy już miałam przerwać połączenie, usłyszałam zaspane:

– Dzień dobry.

– Pora wstawać, Łowco – powiedziałam wesoło.

Te niemalże codzienne pobudki stały się naszym małym rytuałem.

Skąd wzięło się określenie Łowca? Mój mężczyzna jest headhunterem, zawodowym łowcą głów, pracuje w jednej z agencji doradztwa personalnego. Po jednym z naszych pierwszych spotkań napisałam do niego w wiadomości, że udało mu się mnie złowić. Tak został moim Łowcą.

Rozmowa toczyła się w najlepsze, kiedy nagle padło:

– Dziś Cię wykąpię. – Ton głosu mężczyzny był przepełniony czułą delikatnością.

Uwielbiałam nasze wspólne kąpiele. Otoczeni gorącą wodą, skóra przy skórze, tylko ja i on, nie licząc jego uroczej rudej kotki, która zazwyczaj siadała na umywalce, by za chwilę zasnąć. Kilka chwil zwykłej bliskości, od której czasami kręciło się w głowie.

– Wchodzę w to!

Tymi słowami bezwiednie zgodziłam się na doznania, jakich jeszcze nie dane mi było doświadczyć. Czuły ton kochanka powinien zapalić mi w głowie lampkę alarmową. Jeśli składa tak prostą obietnicę, zawsze gdzieś jest jakiś haczyk. Jego pomysłowość nie ma granic. Jest to jego ogromną zaletą, ale jednocześnie bywa moją zgubą.

Szlag by to! – zaklęłam w myślach, wiedząc, że znów będę spóźniona. Nie znoszę braku punktualności. On też.

Pociąg.

Tramwaj.

Byłam już prawie pod drzwiami kochanka.

Wchodziłam po schodach wolnym krokiem. Na klatce schodowej słychać było tylko miarowy stukot moich obcasów.

Takiej mnie jeszcze nie widział. Zachwyt w jego oczach powiedział mi wszystko. Warto było wytrzymywać spojrzenia mijanych po drodze ludzi właśnie dla tej jednej chwili.

Wpuścił mnie do środka, obserwując jak zwierzynę. W mieszkaniu panował półmrok. Próbowałam zachować pewność siebie, ale przy nim nie jest to takie proste.

Czułam na sobie jego łapczywy wzrok.

Wzrok prawdziwego Łowcy. Jego zapach dodatkowo mnie rozpraszał, pobudzając zmysły. Patrzył na mnie uważnie przy każdym kolejnym ruchu, co dodatkowo potęgowało moją niezdarność. Drapieżnik i jego ofiara. Uśmiechnął się, podchodząc do mnie, przyciągnął do siebie i głosem, przy którym uginają się pode mną kolana, powiedział zwykłe:

 – Dzień dobry.

Głęboki, powolny pocałunek spowodował drżenie całego ciała. Zadziwia mnie, jak czuły potrafi być ten mężczyzna. Chciałam więcej. Chciałam jego całego.

Siedzieliśmy przy kuchennym stole. Ja ze swoją ulubioną zieloną herbatą, Łowca pił kolejną już dziś kawę. Zwykły, spokojny wieczór, jaki prawdopodobnie dzieliło ze sobą większość par. Ale my nie byliśmy do końca taką zwyczajną parą.

Sadysta i masochistka. Sarkastyczny świr i milcząca wariatka.

– Nie spodziewaj się żadnych niebezpiecznych zabaw – powiedział, upijając z kubka. – Jestem zmęczony dzisiejszym dniem – dodał.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Dla mnie liczyło się tylko to, że z nim jestem. Cieszyłam się z możliwości wspólnego spędzenia czasu. Oczywiście, pożądanie trawiło mnie od środka. Byłam napalona jak kotka. Jednak zwykły seks – o ile to, co działo się pomiędzy nami w łóżku, w ogóle można było nazwać czymś zwykłym – w zupełności by mi wystarczył.

Wreszcie Łowca stanął obok mojego krzesła i położył rękę na moim karku. Spiął się we mnie każdy mięsień. Nie jestem jego suką, nie jestem uległą – jestem zwykłą kochanką. Mimo to dawne przyzwyczajenia dały o sobie znać. W tamtej chwili należałam tylko do niego. Jego własność – kołatało w głowie.

Z ust wyrwało mi się ledwie słyszalne westchnienie, przechodzące w jęk przyjemności, gdy poczułam, jak dłoń zacisnęła się mocniej na szyi. Moja kobiecość nie pozostała obojętna na ten niby nic nie znaczący gest – pulsując, domagała się dotyku. Nie chciałam dłużej czekać. Byłam głodna. Stanęłam naprzeciw niego. Lubię, gdy w jego oczach pojawiają się takie diabelskie ogniki jak w tamtym momencie.

Posadził mnie na stole, jednocześnie rozchylając uda. Dotknął mojej twarzy. Chyba bardziej do siebie niż do mnie wymamrotał słowa: „jesteś piękna”. Powolny taniec rąk i języków przyspieszył swój rytm. Jego dłoń w moich włosach, moje na jego zgrabnych pośladkach, przyspieszone oddechy i łapczywy dotyk, by nasycić pierwotną potrzebę bliskości. Dla obserwatorów bylibyśmy niczym para z łzawej, babskiej komedii.

Łowca oderwał swoje usta od moich i szepcząc mi do ucha, powiedział:

– Czuję się przy tobie jak chłopiec. Odmładzasz mnie.

– To dobrze – odpowiedziałam z uśmiechem. – Przecież jedenaście lat różnicy to wcale nie jest dużo.

Kiedy przeszliśmy do pokoju, położyłam się wygodnie na łóżku. Czułam, jak z mojego ciała znikało napięcie po długim dniu. Łowca rozpalał rozstawione po prawie całym pomieszczeniu świece, dzięki czemu mogłam bezkarnie mu się przyglądać. Zatrzymałam wzrok na stole. Leżały na nim liny. Skurcz podniecenia przemknął przez moje podbrzusze, ale jeszcze nad sobą panowałam.

Przymknęłam oczy, wsłuchując się w piosenkę, którą akurat słychać było w radio. Fisz i jego „Ślady”. Uśmiechnęłam się nieznacznie. Tak, ten utwór zdecydowanie należał ostatnimi czasy do moich ulubionych.

Sunąca po mojej nodze dłoń wyrwała mnie z zamyślenia. Łowca siedział tuż obok, wpatrując się gdzieś przed siebie. Spojrzałam w tym samym kierunku. Za oknem ciemna noc. A więc udało mi się przyłapać go na zamyśleniu… A może tylko układał w głowie plan, bo już w następnej chwili sięgnął po jedną z lin.

– Zamknij oczy i nie otwieraj – powiedział.

Spełniłam jego prośbę z wahaniem. Jestem wzrokowcem. Lubię widzieć, co się wokół mnie dzieje. Pozbawiona tego zmysłu staję się zagubiona, tracę kontrolę.

Łowca złapał moje nadgarstki, złączył je razem i związał ciasno sznurem. Przywiązał je do jednej z rurek odchodzących od kaloryfera. I już Ci nigdzie nie ucieknę – pomyślałam. Po chwili kolejna lina ciasno oplotła moje wciąż odziane w rajstopy nogi. Zastanawiałam się, co takiego przyszło mu do głowy tym razem. Niepewność i ciekawość powodowały rosnące podekscytowanie. Leżałam związana w ubraniu – co prawda bez bielizny, jednak spódnica i bluzka wciąż były na swoim miejscu. Czułam, jak moja własna wilgoć przesącza się powoli przez nylonowy materiał.

Ciche buczenie spowodowało, że od razu otworzyłam oczy. Rozpoznałam ten dźwięk – różdżka, diabelskie narzędzie tortur, dające mi tyle samo bólu co rozkoszy.

Spojrzał na mnie z dezaprobatą, więc szybko z powrotem zamknęłam oczy. Za późno. Moja niesubordynacja została dostrzeżona. Łowca podciągnął moją bluzkę tak, by zakrywała mi twarz. Poczułam, jak jego palce odchylają gumkę rajstop i jak umieszcza różdżkę między moimi ciasno złączonymi udami. Gdy wibrująca zabawka dotknęła łechtaczki, moje biodra mimowolnie podskoczyły do góry. Jednak już po kilku sekundach chwilowy ból zamienił się w rozlewającą po całym ciele przyjemność. Karmiona przez własne zmysły byłam już na granicy orgazmu. Niewiele potrzeba, abym osiągnęła szczyt, ale łatwo też mnie rozproszyć. Kochanek doskonale o tym wiedział i często to wykorzystywał, aby jak najbardziej opóźnić moje spełnienie.

Pierwsze, co do mnie dotarło, to ból, który zaatakował mój sutek. Świst i kolejne uderzenie, po nim następne… Cholerny bambus! Wiłam się na łóżku, próbując jakkolwiek zasłonić piersi przed dalszymi razami. Te jednak wciąż spadały, bezlitośnie katując moją skórę. Moje odczuwanie znów zostało wywindowane do granic rozkoszy. Wygięłam mimowolnie plecy w łuk, tym samym wystawiając się na kolejne uderzenia, ale te nagle ustały. Ciszę wokół zakłócało tylko ciche buczenie różdżki, tkwiącej wciąż między moimi nogami.

Poczułam, jak ciepłe usta Łowcy zamykają się wokół brodawki jednej piersi; drugą łagodził dotyk jego dłoni. Przewrotna delikatność. Chwilę później ból na nowo rozlał się we wrażliwych miejscach. Mój sadysta zacisnął zęby i dłoń, miażdżąc naraz oba sutki. Moje ciało zareagowało natychmiast. Ten kontrast łagodności i bólu mimowolnie wyrwał krzyk z gardła. Wyczekany orgazm porwał mnie swoją falą, wznosząc daleko poza granicę zwykłej rozkoszy.

Kilka chwil później, kiedy leżałam już rozwiązana, próbując wyrównać oddech, usłyszałam:

– Rozbierz się.

Jego słowa wyrwały mnie z zamyślenia.

Kolejne polecenia padały po kolei, jedne po drugich. Nie wiedząc czemu, po prostu je wykonywałam, nie zastanawiając się nad tym, co robię, do momentu, aż usłyszałam:

– Pieść się dla mnie.

Leżałam przed nim na łóżku z szeroko rozłożonymi udami, a on patrzył wyczekująco, paląc następnego papierosa. Dobrze wie, jak bardzo podnieca mnie ten widok, więc każde zaciągnięcie się tytoniem wykonywał bardziej teatralnie niż zazwyczaj, hipnotyzując mnie w ten sposób.

– Nie myśl. Po prostu to zrób.

Nadal stawiałam opór. Ten mężczyzna mnie peszy. Nigdy nie miałam problemu z „pokazami” tego typu – przed nim było wielu i robiłam to nie raz. A jednak tym razem nie mogłam się ruszyć. Może to świadomość, że on również miał wiele kobiet… Doskonałych kobiet, a mój umysł ma bardzo brzydką cechę porównywania się z innymi w celu obnażania moich niedoskonałości.

– Pośliń palce i zacznij się pierdolić. No już!

Galop moich myśli został przerwany. Jak w transie wykonałam wreszcie jego polecenie.

Patrząc mężczyźnie prosto w oczy, włożyłam palce do ust, zaciskając na nich swoje wargi. Po chwili zaczęłam wsuwać palce do swojego gorącego wnętrza. Powoli, nie spiesząc się, robiłam sobie dobrze na jego oczach, zapominając, że nie jestem sama w pokoju. Odchyliłam głowę do tyłu, dalej pieprząc się ze sobą. Zatracałam się w przyjemności. Poczułam, jak materac łóżka zaczął uginać się pod czyimś ciężarem. Otworzyłam oczy. Łowca siedział pomiędzy moimi udami, uśmiechając się pod nosem. Moje palce powędrowały znów do ust. Patrząc niewinnym wzrokiem na mężczyznę, oblizałam je ostentacyjne ze swojego podniecenia. Ilość emocji przebiegających przez twarz mężczyzny była tego warta. Jego oczy płonęły.

Wiedziałam, że długo nie wytrzyma i będzie musiał mnie posmakować.

Jego język znalazł się w mojej kobiecości. Jęknęłam z przyjemności. Mój prywatny mistrz minety. Pierwsze spazmy orgazmu przeszyły moje ciało już po sekundzie, by wybuchnąć w feerii rozkoszy, dając mi chwilowe wytchnienie w pragnieniu, które narastało we mnie przez cały dzień.

– Połóż się grzecznie – powiedział do mnie łagodnie, gładząc jednocześnie mój policzek.

Zostawił mnie samą w pokoju.

Po chwili wrócił, niosąc dwie satynowe chusty. Uniosłam brwi w niemym zdziwieniu.

– Zawiąż je mocno – powiedział, wręczając mi dwa pasy satyny. – Jedna na oczach, druga ma zakrywać nos i usta.

Najpierw związałam swoje włosy w koński ogon. Dobrze wiem, jak działa ten widok na mojego kochanka. Specjalnie robiłam to wolniej niż zazwyczaj, patrząc na niego spod przymrużonych powiek. Karmiłam kobiecą próżność poprzez jego reakcję na widok mojego ciała.

Pierwszą chustę zawiązałam bez wahania. Przy drugiej musiałam ze sobą walczyć, chociaż starałam się to ukryć. Drżącymi dłońmi zasłoniłam materiałem usta i nos. Każdy dodatkowy bodziec ograniczający moje zmysły powoduje lęk. Wiedziałam, że jakikolwiek opór nie miałby sensu. Spowodowałby tylko to, że zrobiłby to sam, nie dbając o szczególną delikatność i mój komfort.

Doskonale znałam już każdy kąt w jego mieszkaniu. Wiedziałam, dokąd idziemy. Pod stopami poczułam chłód łazienkowych kafelków. Łowca, łapiąc mnie w talii, powiedział cicho, tuż przy moim uchu:

– Teraz ostrożnie wejdź do wanny.

Jego głos mnie uspokajał. Zabawne, jak niewiele mi było potrzeba, abym czuła się przy nim bezpiecznie.

Wszystko zaczęło się dziać jakby w zwolnionym tempie.

Poczułam, jak wokół mojej szyi zaciska się pętla ze sznura. Z zakrytą materiałem twarzą i liną na gardle musiałam wyglądać, jakby właśnie wprowadzono mnie na szubienicę.

Ostrożnie usiadłam na dnie wanny. Wciąż nie miałam pojęcia, co się wydarzy. Drżałam na całym ciele, nie wiedziałam, czy bardziej z zimna, czy z buzujących we mnie emocji. Zdana tylko na słuch i dotyk, czułam się jak zwierzę zamknięte w klatce. Gdyby Łowca zostawił mnie wtedy samą i kazał spędzić tak resztę nocy, po kwadransie błagałabym, żeby mnie zabrał ze sobą do łóżka.

Szum prysznica przykuł moją uwagę. Woda, która zaczęła spływać po moim ciele, była nieprzyjemnie letnia, co wywołało gęsią skórkę.

Kaskada wody zalała moją twarz. Satyna przywarła szczelnie do ust i nosa. Dotarło do mnie, co się dzieje. Strach sparaliżował każdy mięsień. Nie mogłam oddychać, a strumień wciąż zalewał moją głowę. Serce trzepotało mi w piersi, adrenalina buzowała we krwi. Ręka instynktownie powędrowała do ust. Ściągnęłam chustę, łapczywie wciągając tlen w płuca. Dopiero po fakcie zdałam sobie sprawę z tego, co zrobiłam. Łowca wyłączył wodę. Chłód objął całe moje ciało. Trzęsłam się, jakbym wpadła w delirium.

– Zakryj usta.

Jego ton był zaskakująco łagodny. Nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Siedziałam ze zwieszoną głową, obejmując podciągnięte pod brodę kolana.

– Nutka… – Tym razem w jego głosie było słychać niebezpieczne warknięcie. – Zasłoń usta.

Zmusiłam się, by wykonać polecenie. Strumień wody znów pieścił moją skórę. Jeszcze mogłam oddychać. Połykałam zachłannie ostatnie hausty powietrza, próbując na zapas wypełnić organizm tlenem. Woda po raz kolejny zalała moją twarz. Zaczęłam się dusić. Resztkami świadomości zarejestrowałem, że mężczyzna każe mi rozsunąć nogi. Uderzenia wody o nabrzmiałą kobiecość wyrwały bezgłośny jęk przyjemności. Podniecenie sięgało szczytu. Zachłysnęłam się wodą przesączającą się przez satynę. Sprzeczność bodźców doprowadziła mnie na skraj orgazmu. Jednak pierwotna potrzeba oddechu była silniejsza. Znów ściągnęłam chustę z ust.

– Aż tak mi nie ufasz?

To zdanie było jak siarczysty policzek. Przecież ufałam temu człowiekowi bezgranicznie. Miał mnie całą tylko dla siebie. Mógł spełniać każdą, nawet najbardziej hedonistyczną zachciankę, która zaświtała w jego pokiereszowanej głowie. Te słowa podziałały również jak zaklęcie. Sama, bez upomnienia zasłoniłam usta z powrotem. Wystawiłam twarz gotowa na więcej. Czekałam.

Woda powoli zalewała mnie całą coraz wyżej. Gdy strumień doszedł do szyi, zaczęłam wpadać w panikę. Oddychałam coraz szybciej. Materiał po raz kolejny szczelnie przywarł do mojej twarzy. Za każdym razem, gdy odruchowo próbowałam złapać oddech, łykałam wodę ustami, albo wciągałam ją nosem. Topiłam się. Paznokcie mimowolnie drapały dno wanny, całym ciałem targały konwulsyjne dreszcze. W głowie huczało mi od emocji i braku tlenu.

Pętla wokół szyi zaczęła mi przeszkadzać. Potęgowała efekt duszenia. Sznur bezlitośnie wrzynał się w skórę. Łkałam bezgłośnie, powoli opadając z sił.

Walczyłam ze sobą, aby wytrzymać – dla niego i dla siebie. Moje własne szaleństwo wygrywało nad resztkami rozumu. Dudniło mi w uszach, żyły pulsowały gorącem w całym ciele. Raz po raz zachłystywałam się wodą, wciągając jej coraz więcej w moje małe i drobne ciało. Było mi niedobrze z jej nadmiaru.

Nie miałam siły walczyć dalej.

Czułam, że tracę przytomność. Ostatkiem sił ściągnęłam materiał z ust. Krztusiłam się, ledwo panując nad odruchem wymiotnym przy każdej próbie głębszego wydechu. Delikatny dotyk męskiej dłoni na głowie koił rozedrgane emocje. Byłam bezpieczna. Pokonałam swoje lęki, przekraczając kolejną granicę.

Łowca ściągnął chusty z mojej głowy, pozbył się liny z szyi i pomógł mi wstać. Okrył mnie ręcznikiem. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. To, co zobaczyłam w jego oczach, spowodowało, że moja własna gorąca wilgoć zaczęła spływać po udach, niemal parząc wychłodzone ciało. W tych niebezpiecznych, niebieskich oczach był podziw i uwielbienie. Pragnęłam go całą sobą. Marzyłam o tym, by poczuć go w każdym zakamarku ciała.

– Idź do pokoju. Wskakuj od razu pod kołdrę – powiedział, czule głaszcząc mój policzek.

Położyłam się do łóżka. Chwilę później przyszedł i Łowca.

Rozmawialiśmy na temat tego, co wydarzyło się parę chwil wcześniej, obdarowując się wspólnie delikatnym dotykiem i pocałunkami. Dwoje popieprzonych świrów. On i ja. Zupełnie bezbronni wobec tego, co dawaliśmy sobie nawzajem.

W pewnym momencie kochanek podniósł kołdrę. Dla mnie to zaproszenie było aż nazbyt czytelne. Popatrzyłam na jego szczupłe ciało. W moim podbrzuszu wciąż rezonowało nierozładowane napięcie, które teraz niemal odbierało mi zmysły. Czasem myślę, że wszystko, co jest związane z tym człowiekiem, jest moim fetyszem.

On sam w sobie jest moim fetyszem. Moje pragnienie. Mój mężczyzna.

Klęknęłam pomiędzy jego udami. Wzięłam w dłoń jego męskość, by już po chwili powoli delektować się smakiem i dotykiem delikatnej skóry penisa na moim języku. Lizałam całą długość cudownego wyprężenia, by po chwili brać go w głąb gardła. Obserwowałam dokładnie każdą reakcję mężczyzny. Rozchylone wargi, błędny wzrok spod na wpół przymkniętych powiek. Ten widok jest bezcenny. On zatracał się pod wpływem moich pieszczot, a ja wraz z nim, czerpiąc satysfakcję z jego rozkoszy.

– Chodź tu do mnie – powiedział zachrypniętym głosem.

Z cichym mlaśnięciem wypuściłam z objęć swoich ust jego kutasa. Cały ociekał moją śliną, ja z kolei czułam na języku jego lekko słonawy smak.

Łowca zatrzymał moje biodra na wysokości swoich. Zachłannie pocałował moje usta, penetrując ich wnętrze językiem. Poddałam się w pełni tej niespodziewanej pieszczocie. Jednocześnie nakierowałam wejście swojej kobiecości na wyprężonego penisa. Wreszcie poczułam rozkoszne wypełnienie. Doskonałe uczucie wspólnego zespolenia. Chciałam zatrzymać czas, by choć na moment nasycić w pełni swój głód.

Mężczyzna przekręcił mnie na plecy. Teraz to on znów górował. Zagłębiał się we mnie powoli, milimetr po milimetrze, dając rozkosz, której pragnęłam od chwili naszej porannej rozmowy. Pocałunki, splecione dłonie i urwane oddechy. Oboje zatracaliśmy się w odczuwaniu, wychodząc sobie naprzeciw. W seksie byliśmy idealnie kompatybilni.

Zachłannie brałam go całego w siebie, a on wbijał się we mnie boleśnie, powodując jeszcze większe pożądanie. Chciałam więcej, mocniej. Chciałam bardziej.

Kolejne pchnięcia powodowały, że przesuwaliśmy się coraz bardziej na skraj łóżka. Gdyby nie to, że Łowca trzymał mnie mocno w swoich ramionach, niechybnie wypadłabym poza jego krawędź.

Poczułam, jak jego penis robi się jeszcze twardszy; wiedziałam, że jest blisko. Uwielbiałam patrzeć na sposób, w jaki szczytuje mój kochanek. Widok napinającego się ciała, dźwięki rozkoszy wydobywające się z gardła i zamglony, nieprzytomny wzrok.

Nie zdążył nawet złapać tchu po spełnieniu, gdy znalazł się pomiędzy moimi udami. Jego usta wpiły się w moją pulsującą kobiecość. Szalał językiem we wnętrzu pochwy, spijając moje podniecenie. Ssał i przygryzał delikatne wargi sromowe, a ja otwierałam się na niego coraz bardziej.

Jego palce wbiły się we mnie brutalnie, wyrywając krzyk z ust. To był mój koniec. Orgazm przetaczał się przez moje ciało na granicy bólu. Odpłynęłam zupełnie w tej rozkoszy.

Próbowałam dojść do siebie, wisząc na krańcu łóżka z głową w dół. Mój oddech się wyrównał. Podniosłam się i napotkałam utkwione we mnie spojrzenie. Uśmiechnęłam się szeroko, poprawiając swoje poplątane włosy.

– Jesteś piękna. Wyglądasz jak dziewiętnastowieczna dziwka.

Łowca był mistrzem zadziwiających komplementów.

.

autorka: Nutka


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka – fotografie

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

2 myśli na temat “Waterboarding

Dodaj komentarz