Czy walenie gruchy przy rzeźbach Michała Anioła jest okey?

Erotyka a porno – Barman Raven – blog erotyczny

Erotyka czy porno – odwieczny dylemat twórców, odbiorców i recenzentów.

Przeciętnemu Kowalskiemu cała sprawa i wszystkie te dylematy są całkowicie obce, ale ten tekst adresowany jest do osób zainteresowanych, które albo prowadzą strony zwane erotycznymi, albo takie miejsca w internecie odwiedzają.

Zacznijmy od definicji, żebyśmy wiedzieli o czym mowa.

Erotyka – w sztuce „jest jednym z przejawów sensualizmu, chociaż często jest też postrzegana jako nacechowana seksualnością, pożądaniem, wulgarnością oraz uwielbieniem ciała.”

Pornografia: „materiały słowne lub wizualne, które przedstawiają anatomię lub aktywność seksualną, a podstawową intencją twórcy jest prowokowanie podniecenia seksualnego u odbiorców; istotą pornografii jest zatem treść oraz założony cel”.

Erotyka a pornografia: „W odróżnieniu od pornografii dzieła erotyczne przedstawiają seksualność człowieka bez dosłowności anatomicznych aktu seksualnego, choć granice bywają tu płynne i nie zawsze wyraźne. W twórczości niektórych artystów następuje często świadoma akcja zacierania tych granic estetyczno formalnych.”

Cechą wyróżniającą pornografii jest nastawienie na cel.

Dochodzimy tu do dwóch różnych perspektyw. Pierwszą jest tworzenie dzieła, drugą jest jego postrzeganie.

Jeśli dzieło (utwór literacki, film, fotografia, rzeźba) jest tworzone w taki sposób, by podniecać – dzieło takie śmiało można określić jako pornografię.

Spójrzmy na otaczającą nas rzeczywistość – ile plakatów, utworów muzycznych czy filmów jesteś czytelniku w stanie zidentyfikować jako nakierowanie na efekt, jakim ma być pobudzenie seksualne. Jesteśmy zanurzeni w rzeczywistości, która co chwila atakuje nas seksem – przodują w tym reklamy i teledyski, wszak to najskuteczniejsza metoda, zgodna z zasadą ‘sex sells’. W przestrzeni internetowej jest jeszcze gorzej – tu przecież króluje obraz.
Błędnie określa się to zjawisko erotyzacją przestrzeni publicznej – to pornografizacja świata, w którym żyjemy.

Drugą ścieżką do zbadania jest postrzeganie dzieł jako takich, które wywołują podniecenie. Nie możemy zabraniać ludziom podniecania się w wyniku obcowania z czymkolwiek, z jakimkolwiek dziełem, bo nie jesteśmy cenzorami czyjegoś podniecenia. Oczywiście – jeśli kręcą cię nagie rzeźby Michała Anioła, czy rysunki Egona Schiele do tego stopnia, że szczytujesz.. good for you.

Ale jeśli chcemy widzieć różnicę między erotyką a pornografią i nie chcemy w bezmyślny sposób konsumować porno-papki musimy stanąć w dystansie do dzieła i poświęcić ułamek sekundy na refleksję.

We współczesnej manierze na uwalnianie zmysłów, ogólnego przyzwalania na permisywizm i rozpasanie seksualne warto dostrzegać różnicę między pornografią a erotyką. Mieszanie pojęć, nieumiejętność właściwej oceny i w końcu mylenie erotyki z pornografią jest plagą naszych czasów. Jest czymś z czym – jako myślący ludzie – powinniśmy walczyć, a nie ulegać temu zjawisku.
Przecież tym właśnie różni się erotyka, że ma pobudzać synapsy do działania, a nie odruch onanizmu.

Erotyka daje nam, odbiorcom zupełnie inne, szersze spectrum możliwych wrażeń i emocji. Erotyka jest niejednoznaczna, bazując na seksualności pozwala penetrować obszary znajdujące się daleko poza prostym ‚wsadź-wyjmij’. Erotyka opisuje emocje, zależności, świat wokoło, jego złożoność, relacje międzyludzkie czy, brnąc już w patos, kondycję ludzkości. Dlatego erotyka jest wyższą formą rozrywki – bo wykreowany świat jest „po coś więcej” a nie po to, by zwalić gruchę po pracy.

Wszelkie oczekiwanie motyli w brzuchu podczas czytania tekstu oznaczonego jako erotyka, pragnienie, by pojawiło się mrowienie w lędźwiach podczas oglądania filmu, chęć, by poczuć wilgotność w czasie słuchania muzyki, każdy oczekiwany wzwód w czasie spoglądania na fotografię – wszystko to daje powód do podejrzliwości i zadania sobie pytania czy przypadkiem taka postawa nie jest poszukiwaniem dzieł porno. Ten zamiar, oczekiwanie podniecenia zmienia znaczenie erotyki (traktując ją utylitarnie), przeistaczając ją de facto w pornografię.

Spotykam się ostatnio z opiniami dotyczącymi wielu tekstów erotycznych, że nie spełniają kryteriów ‚podobania się’, ergo nie są wystarczająco ‚erotyczne’. I mam wrażenie, że takie właśnie oceny są podobne do kogoś, komu nie podoba się koncert w filharmonii, bo nie słychać wyraźnej, pojedynczej linii melodycznej. I jeszcze żeby można było potańczyć… Jak, nie przymierzając, w disco-polo.

I na ten, niewypowiedziany wprost, postulat obniżenia poziomu z ‘ero’ do ‘porno’ się nie godzę. Bo porno jest poziom niżej niż erotyka.

Nie wszyscy muszą zachwycać się Michałem Aniołem, ale jeśli ktoś zaczyna narzekać, że jego rzeźby nie oddają wiernie aktu kopulacji – to na usta cisną się określenia nieparlamentarne.
Równajmy w górę, zamiast do poziomu Edków.

autor: Barman-Raven

Przypisy:

*https://pl.wikipedia.org/wiki/Pornografia
*https://pl.wikipedia.org/wiki/Erotyka_(sztuka)


To może być również interesujące:

Dotyk i zmysłowość w serii XConfessions Erika Lust

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Walery, hrabia Ostroróg, erotyka retro i akty naszych prababek

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

9 myśli na temat “Czy walenie gruchy przy rzeźbach Michała Anioła jest okey?

  1. Czuję się winna, bo dyskusja zaczęła się od mojego „Sylwestra”. W związku z tym – tak jestem obecna i staję przy tablicy :)
    Po pierwsze, ani erotyka, ani pornografia nie powinna być tematem rozważań akademickich. Można na siłę szukać różnic między nimi, choć tak naprawdę to pojęcia bliskoznaczne i rzadko występujące osobno.
    Po drugie, nie tylko pornografia, ale także dzieła erotyczne mogą służyć jako bodziec seksualny. Z pewnością płeć odgrywa dużą rolę w sposobie odbioru przekazów ero/porno. Nie chciałabym generalizować, ale zdaje mi się, że kobiety wolą soft, a mężczyźni hard.

    1. Nie mogę się zgodzić z dwoma stwierdzeniami:
      1. „ani erotyka, ani pornografia nie powinna być tematem rozważań akademickich”
      Dlaczego nie?
      Poruszamy się w przestrzeni, w której te dwa pojęcia współistnieją. Chcę wiedzieć CZY jest między nimi różnica, a jeśli jest to NA CZYM ona polega.
      A może się nie różnią i uznajemy że wsio rawno i że to nie ma znaczenia…
      Na jakich wtedy podstawach dobierać opowiadania na Odcienie – skoro każden jeden walikonik-grafoman może nazwać samego siebie „piszącym erotykę”?
      Na jakich zasadach promować „dobrą erotykę” jeśli w grupie facebookowej mającej w swojej nazwie ERO można publikować pornograficzne teksty i obrazki plasitkowo-silikonowych golasów, obrażające podstawową wrażliwość estetyczną?
      Na jakiej zasadzie odmawiać wstępu ludziom mającym jako zdjęcie profilowe fotkę genitaliów do grona ludzi zajmujących się erotyką?
      Po czym odróżnić erotycznie ciekawy akt od selfie gołej dupy obtłuczonej palcatem jakich pełno na FetLife?

      Bez refleksji nad tym, gdzie kończy się erotyka i gdzie zaczyna pornografia pozostaje tylko kwestia smaku i wrażliwości estetycznej – całkowicie subiektywnej. Ergo – toniemy w bezładnej sumie pojedynczych gustów i guścików, gdzie każdy ma rację, czyli że de facto żadna racja nie istnieje, gdzie disco polo jest równie dobre co muzyka klasyczna.
      Wciąż mówimy o sferze seksualności. Nie zapominam o tym. I to co ktoś lubi pod swoją kołdrą nie jest przedmiotem sporu – tu rzeczywiście liczą się tylko chcenia pojedynczych ludzi (zazwyczaj w parach).
      Ale sfera publiczna (galeria sztuki, wystawa, wernisaż i również internet) powinna móc czynić rozróżnienie między ‚ero’ a ‚porno’ choćby po to, żeby media społecznościowe nie musiały (mogły) zasłaniać sutków na obrazach mistrzów malarskich Baroku czy Renesansu.

      2, „nie tylko pornografia, ale także dzieła erotyczne mogą służyć jako bodziec seksualny”
      Truizm. Mogą. Pisałem o tym w tekście.
      Ale jeśli do tekstu erotycznego przykładamy miarę pornograficzną oczekując, by podniecał – dezawuujemy erotykę jako taką. Być może przez prawie dwie dekady obcowania z erotyką i pornografią moja perspektywa została wypaczona, być może w tym czasie spadło mi libido, a być może mam bardziej wysublimowany gust – jedno jest pewne: potrafię odróżnić erotykę od pornografii.

      Pornografia jest nudna, sztuczna, i – to najwięszy zarzut wobec niej – dosłowna, a oprócz tego zazwyczaj schlebia najniższym gustom.
      I tak jak film, zdjęcie czy opowiadanie porno potrafi wywołać wzwód – tak moja głowa, mój umysł pozostaje nienasycony. Nuda.

      Przyznaję jednak, że są dzieła, które balansują na cieniutkiej krawędzi między erotyką a pornografią, ale są to niezwykle rzadkie okazy – można ja policzyć na palcach jednej ręki – i zapewniam Cię, że nia są one tworzone z myślą o podnieceniu odbiorcy. Więc sensu stricto nie spełniają warunków definicji pornografii.

  2. A widzisz Raven… Kiedy piszę opowiadanie erotyczne, zawsze mam na uwadze dobro moich czytelników. Skoro kogoś moja fantazja zakręci do tego stopnia, że zwali sobie gruchę, to dla mnie największa satysfakcja. Nie dajmy się zwariować. Opowiadania erotyczne mogą podniecać wyobraźnię. I wcale nie musi to źle świadczyć o ich poziomie literackim. Swoje opowiadania testuję najpierw na sobie, więc wiem, o czym mówię :) A wcale nie uważam się za „walikonika-grafomana”. Uwierz mi, piszę głównie teksty cenzuralne. Erotyką bawię się. bo sprawia mi przyjemność.

    I tu dochodzimy (heh) do sedna.
    Nie wiem, czemu oburza Cię to, że erotyczne opowiadania mogą służyć jako masturbator.
    Nie wiem, czemu chcesz na siłę dorabiać ideolo do literatury użytkowej – bo jako taką właśnie postrzegam ero / porn.
    Obie dziedziny przenikają się, nie warto prowadzić naukowego dyskursu nad różnicami. Co ma filozofia do fizjologii? Zostawmy naukę naukowcom, a sprawy erotyczne niech pozostaną w alkowie.
    Ciekawe, co na to Lew Starowicz :)

  3. Mezz ma rację. A co, jeśli 80% czytelników szuka tu podniety? Tylko nikt się nie przyznaje, bo byście im dali popalić :-) Mają iść gdzie indziej? Wolałbyś stu fanów ero-literatury czy tysiąc czytających onanistów? Jak się nacieszą i nasycą doznaniami może będą czytać bez potrzeby mycia rąk. Zresztą na zdrowie.
    To nie hipokryzja samemu onanizować się literacko, wywnętrzać publicznie, a innym zakazywać by sobie ulżyli? Trochę to dziwne i śmieszne. A gdzie mają się podniecać jak nie na portalu erotycznym?
    Teraz mnie zadziobie :-)

  4. Mezz,
    „Nie wiem, czemu oburza Cię to, że erotyczne opowiadania mogą służyć jako masturbator.”
    Nie oburza mnie to. Zwracam uwagę na różnicę między „mogą” a „muszą”.
    Oburza mnie NIE jak ktoś trzepie gruchę przy Twoich i moich opowiadaniach, Wkurwia mnie natomiast to, kiedy ocenia się opowiadanie erotyczne według kategorii „stanął” nie „stanął”.
    Widzisz clue sprawy? Nawet najbardziej wyszukana erotyka jest tym samym sprowadzano do porno. Odruch onanizmu góruje nad wrażeniami estetycznymi.

    Twój „Drwal” jest tak samo erotyczny jak większość tekstów na OC. Wkurzają mnie półgłówki nastawione (żądające) elementów pornograficznych, bo jeśli ich (elementów porno) nie ma – uważają, że to „słabe” opowiadanie albo „nie-erotyczny” tekst.
    Naprawdę zobaczysz o co mi chodzi, kiedy opublikujemy na OC moje opowiadanie „Ilse – Wilczyca z Buchenwaldu”.
    Hejt poleje się rzeką, nie tylko strumieniami.

    „Co ma filozofia do fizjologii?”
    To, że jesteśmy ludźmi a nie bezmyślnie kopulującymi zwierzakami. Ludźmi, których konstytuuje myślenie, refleksyjność, wyobraźnia, marzenia, fetysze i parafilie. Mówiąc Marksem oprócz bazy (spółkowania) liczy się nadbudowa (myślenie o tym jak, co, i dlaczego)

    Patrycjo,
    „A co, jeśli 80% czytelników szuka tu podniety?” Nic.
    Nie sądzę, by onaniści znaleźli tu – na Odcieniach Czerwieni – zbyt wiele dla siebie.
    Nasz „kontent” jest skierowany raczej do ludzi, używających przede wszystkim mózgu a nie lędźwi.
    Popatrzmy na treści Odcieni – poezja, publicystyka, recenzje, zdrowie, sztuki wizualne i opowiadania.
    Ciężko się przy większości brandzlować. „Dlaczemu”? Bo to nie jest portal dla walikoników.

    i na koniec….
    „To nie hipokryzja samemu onanizować się literacko, wywnętrzać publicznie, a innym zakazywać by sobie ulżyli?”
    Po pierwsze nikomu nie zabraniam. Mówię tylko, że podniecenie czytelniczki/czytelnika nie jest i NIE BĘDZIE sposobem na selekcję tekstów do publikacji.
    Po drugie, pokazywanie świata wewnętrznego, jak mówisz „wywnętrznianie się”, to cechy reczej erotyki nie pornografii. :)

  5. Możesz zabraniać, tylko ciekawe jakbyś to wyegzekwował :-) Na publikacji tekstu Twoja rola jako autora się kończy.

    To oczywiste, że taka selekcja byłaby nienormalna i chyba nie sądzisz, że przeciętny czytelnik tego oczekuje? Przekomiczne :-)

    Nie po to czytam opowiadania erotyczne, by zrobić sobie dobrze w dosłownym znaczeniu, lecz by znaleźć coś oryginalnego, coś co pobudzi do refleksji, wzruszy albo rozbawi. Czasem może to być tylko kilka zdań, jakaś myśl. Ważne żeby nie wiało nudą, by można zaspokoić głowę i czytać, czytać, czytać.

Dodaj komentarz