Francuzka

wyuzdany seks opowiadanie erotyczneFrancuzka – Barman-Raven – opowiadanie erotyczne

Nous on voulait tout / Tout de suite
Chcieliśmy wszystko /Natychmiast  

Laurent Voulzy

Byłem spóźniony. Gnałem niemal na oślep ulicami Warszawy. Kolejne czerwone światło. Nerwowo bębniłem palcami o kierownicę. Rut oka na zegarek – pół godziny po czasie. SMS – “spóźnię się…” Jeśli jeszcze czekała, zyskałem kolejny kwadrans. Zmięte w ustach przekleństwo i gaz wciśnięty w podłogę. Na kolejnym skrzyżowaniu przemykam na mocno pomarańczowym. Dobrze, że to Praga więc policjanci trafiali się raczej sporadycznie.
„Kurwa mać” – klnę pod nosem kiedy przed maskę wytacza się ciężarna z wózkiem. Pisk opon, otwarte szeroko źrenice kobiety, swąd palonej gumy na asfalcie. Baba w stuporze zamiera na środku ulicy. Wymijam ją od strony chodnika i bez chwili zwłoki przyspieszam. Jeszcze dwie przecznice. Dojeżdżam na miejsce wkurwiony na cały świat a przede wszystkim na siebie. Nienawidzę spóźnialskich.
Zostawiam auto i szybkim krokiem kieruję się w stronę galerii handlowej.
Mrużę oczy w południowym słońcu, próbując dostrzec jej sylwetkę. Jest! Wciąż czeka. Jeszcze tylko podwójne pasy na Wileńskiej.
Przestaję się spieszyć. Z uśmiechem przechodzę na drugą stronę ulicy…


Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz? Nie pamiętam. Chyba na jakiejś imprezie minęliśmy się w drzwiach. W pamięci pozostała mi jej naburmuszona mina oraz zwalista sylwetka męża, który ewidentnie przesadził z alkoholem. Oni wychodzili, kiedy ja z moją partnerką dopiero zaczynałem się bawić.
Nazajutrz znalazłem w skrzynce mailowej krótką wiadomość. Subtelne zaproszenie do flirtu. Pierwsze i ostanie z subtelnych zachowań Dominiki.
Nie była wulgarna tym świadomym kuszeniem, miłą odmianą wyuzdania odróżniającą moment prowokacji od zwykłego bycia ze sobą razem. Jej wulgarność była przyrodzona, jak immanentna cecha, której nie sposób zamaskować. Jeśli za archetyp przyjąć postać kurtyzany, to ona prezentowała sobą wydestylowaną po tysiąckroć kurewskość – dziwki starożytnego Rzymu, metresy biskupie Florencji XVII wieku aż do nałożnic sułtanów Dalekiego Wschodu mogłyby pobierać u niej nauki.

Zakochana w blichtrze paryskich butików, malarstwie francuskich mistrzów i winie z Bordeaux spijała każde słowo opowieści o mojej wyprawie do stolicy Francji. Od tego wszystko się zaczęło. Od zasłuchania i uwielbienia.
Kiedy tylko pojawiała się blisko, wszystkie erotyczne zmysły stawały na baczność. Filigranowa blondynka z eksplodującym sex–appealem w każdym geście i ruchu.
Dziś miałem ją całą dla siebie.

Na powitanie wtuliła się we mnie, wbijając pokaźnej wielkości piersi w mój tors. Wokoło unosiła się przesadnie mocna aura perfum – oczywiście Chanel No.5. Podniosłem kobiecą brodę ku górze, wpiłem się ustami w czerwień szminki. Kilka sekund i poczułem, jak wiotczeją mięśnie dotąd spięte z oburzenia i złości. Tak jak ja pozostawałem pod urokiem jej wulgarności, tak ona okazywała się bezwolna w zetknięciu z moją pozą twardego skurwysyna.
Oderwałem się od krwistoczerwonych ust.
Podtrzymałem Dominikę, bo zachwiała się na nogach. Odsunąłem się na długość ramienia. Fioletowa sukienka, szpilki z lakierowanej skóry w kolorze oberżyny. Pończochy ze szwem. Z biżuterii tylko kolczyki. Surowo i ładnie.
Niby skromna a jednocześnie prowokująca. “Co za paradoks” – wzruszyłem ramionami.
Popatrzyła na mnie pytająco.
– Miały być czerwone. – Wskazałem na jej buty.
– Ostatnio były czerwone, nie pamiętasz? A może pomyliło ci się z inną kochanką?! – odgryzła się złośliwie.
Chyba pora pokazać, kto tu rozdaje karty. Chciałem wziąć ją sobie całą. Bez komentarzy i głupich docinek.
– Chodź! – padło z moich ust jak polecenie i już prowadziłem skonsternowaną Dominikę w stronę drzwi wejściowych do centrum handlowego.
– Dlaczego tam idziemy? Przecież twoje mieszkanie… – ze zdziwienia rozchyliła usta. W lędźwiach zakotłowało się podniecenie. Wszystko, co robiła – obojętnie co by to było – nabierało we mnie rangi fetyszu.

Weszliśmy do środka, pociągnąłem kochankę za rękę w stronę ściany. Zamknąłem w uścisku. Z tyłu zimny beton, z przodu gorący ja. Nie miała swobody ruchu, nie miała przestrzeni do jakiegokolwiek protestu. Intensywnie pożerałem usta. Całowałem zachłannie, bez opamiętania. Chciałem, żeby zrozumiała jak bardzo jestem wygłodniały i pobudzony. Chciałem dać jej przedsmak tego, co z nią zrobię gdy tylko zostaniemy sam na sam. Wyładowywałem na jej wargach żarłoczność z jaką miałem zamiar bezcześcić jej ciało skrawek po skrawku, nie oszczędzając sobie niczego. Chciałem pokazać jak mocno i bezpardonowo skorzystam z jej fizyczności po to, by zaspokoić chuć rozsadzającą mi skronie przyspieszonym tętnem.
Udało jej się na chwilę wyrwać z moich szponów.

Niepewnie wydusiła z siebie:
– Przestań! Tu są ludzie.
– Są. I co z tego? – moja dłoń już rozpoczęła drogę w dół i po krótkiej chwili znalazła drogę pomiędzy śliskimi od wydzielin wargami sromowymi. Bezczelnie gwałciłem Dominikę w tłumie niczego nie zauważających ludzi. Zaledwie kilka ruchów i zaciśnięte dotychczas uda rozchyliły się, dając mi swobodny dostęp do kobiecości. Widziałem jak szklą się oczy i jak sekunda po sekundzie kochanka zapada się w brutalnej przyjemności. Widok wart wszystkich pieniędzy świata: kobiece ciało zbliżające się do orgazmu. Zwłaszcza, że już za moment miałem zamiar wyjąć palce z ociekającej podnieceniem kobiecości. Jeszcze chwila stymulacji… Wystarczy. Koniec. Wyraz zaskoczenia i dezorientacji na jej twarzy. Niedowierzanie połączone ze zdziwieniem. Tak, teraz miałem ją całą. Mogłem poprosić o cokolwiek i wiedziałem że spełni każde moje życzenie. Skoro dała się zerżnąć w sklepie pełnym ludzi, cóż mogłoby przerastać jej możliwości?

Z lubością oblizałem palce z tej gorączki, która była zapowiedzią nieziemskiego seksu.
– Ale ty masz zapach… Uwielbiam go! – uśmiechałem się, patrząc prosto w zielone oczy kochanki. Jeszcze tylko mała fanaberia wprost z mojego pokręconego umysłu.
– Ściągaj majtki!
– Nie, nie tu… Nie umiem… – jeszcze się broniła.
– Cóż…
Chwila wahania, naciągając płaszcz zdjęła bieliznę bez przyciągania niczyjej uwagi.
– A jednak potrafisz…
Podniosłem do nosa koronkowe stringi – ignorując wszystkie pozostałe bodźce upajałem się przez kilka sekund zapachem perfum, podniecenia i spoconych pachwin. Ekstatyczne doznanie, a to dopiero przedsmak tego, co czekało mnie już za chwilę.

Jak przystawki przed głównym daniem brałem wszystko czego zapragnąłem z jej erotycznego menu. A może odrobinę uległości w ramach startera?

– Klęknij. Chcę cię taką zobaczyć… – Bez chwili wahania, bez mrugnięcia wpatrzonych we mnie oczu wykonała polecenie. Była moja. A ja byłem wygłodniały – jej uległego ciała i uległego umysłu.

– Wstawaj. Idziemy. – Postukując szpilkami na rozgrzanym asfalcie dała się zaprowadzić do mojego mieszkania.
Całkowicie oddana i zupełnie we mnie zapatrzona.
Zimna i próżna sawantka o wygórowanych ambicjach, kolekcjonerka mężczyzn, perwersyjna erotomanka. Wszystko tak oczywiste, a jednocześnie skrywane pod pozorami grzecznej dziewczynki. Czułem miłe łaskotanie próżności, że to właśnie ze mną chciała spróbować BDSM, że to mnie wybrała żeby ulegać.

Piorunująca mieszanka; kokieteryjność kochanki z moim wyuzdaniem, pozorna czystość z ostentacyjnym brudem, kobieca subtelność z męską porywczością, gotowość na improwizację z potrzebą kontroli, zapalczywość z rozwagą. Idealne połączenie. Idealne do moich celów. Sięgnięcie poza jakiekolwiek dotychczas znane granice. Unurzanie się w brudzie zrealizowanych fantazji erotycznych.

Wódka i red bull. Ciężki alkohol do brutalnego seksu. Gorące powietrze letniego popołudnia nie pozwalało na swobodne nabranie oddechu. Popatrzyłem na towarzyszkę dzisiejszych bachanaliów – promieniała podnieceniem i ciekawością. Przywarła do mnie ciałem, szukając wargami moich ust. Ręka bezwiednie opadła na mokre od potu plecy kochanki. W nos drażnił zapach zbyt mocnych perfum. Odciągnąłem jej głowę bezpardonowo ciągnąc za włosy.
– Jeśli czegoś chcesz – musisz poprosić…
Zdziwiona zieleń oczu powiedziała mi wszystko. Zaskoczenie i zaraz za nim następujące zrozumienie czego od niej oczekuję.
Lubieżnie oblizała szminkowane usta. Krok w tył. Przejechała dłońmi wzdłuż ciała. Zakołysała się na szpilkach jakby rozpoczynając striptease i… opadła na kolana.
– Tak?
– Właśnie tak… – już pochylałem się, po raz kolejny mocno chwytając kochankę za włosy. Wzwiedziony członek wypełnił jej usta. Boże jedyny! Ależ zachwycająco wyglądały jej wargi obejmujące penisa. Delikatny róż w kontraście z wyrazistą czerwienią.
Pchnięcie bioder, kolejne, i jeszcze jedno. Do samego końca.
– Otwórz. Wysuń język na brodę. Tak… – Jak w tanim pornolu pozwalała mi się brutalne fellatio. Do końca gardła, do odruchu wymiotnego. Tuż przed wytryskiem wyjąłem ociekającego śliną fallusa. Siłą podniosłem Dominikę z kolan. Wpiłem się w wargi, które przed chwilą doprowadziły mnie na skraj orgazmu. Tak jak wcześniej gwałciłem usta męskością, tak teraz brałem ją sobie językiem.

– Zdejmij to… – udało się na moment zapanować nad chucią. Jednym ruchem pozbyła się sukienki. Przełknąłem głośno ślinę. W pończochach i staniku wyglądała jeszcze bardziej smakowicie. Uwielbiałem kiedy zakładała dla mnie zwiewne letnie sukienki, przeistaczając się w perwersyjnego motyla. Ale w samej bieliźnie przechodziła niewyobrażalną metamorfozę z motyla stając się drapieżną modliszką, która prześladowała mnie w zmazach nocnych długo po tym jak kończyliśmy nasze tête-à-tête.

Łyk alkoholu, żeby zyskać kilka chwil dystansu.
Wyuzdanica, która mieszała mi w głowie oparła się o szeroki parapet. Przyglądała mi się badawczo, jakby próbowała odgadnąć moje zamiary i plany. Niepotrzebnie. Nie miałem żadnych planów ponad konsumpcję, ponad zażeranie się pełnią ud jeszcze przykrytych mgiełką pończoch, ponad wgryzanie się w jeszcze osłonięte biustonoszem piersi, ponad wpicie się ustami w nagość wygolonego wzgórka łonowego, tak by soki przyjemności skapywały po mojej brodzie.

Krew szybciej krążyła w żyłach na potrójnym wspomaganiu. Wódka, energetyk i podniecenie sprawiały, że świat postrzegałem w kategoriach najbardziej prymitywnych instynktów. Odwróciłem Dominikę przodem do okna, rozsunąłem jej nogi i bez najmniejszych ceregieli wcisnąłem się w kobiece wnętrze. Kilka silnych uderzeń biodrami i poczułem strużkę potu na plecach. Mimo to nie zwalniałem nawet na moment intensywnej penetracji. Dziś czułem się jak młody buhaj spuszczony z łańcucha. Całą tę energię wyładowywałem na ulegającej mi dziewczynie. Im brutalniej i bardziej obcesowo obchodziłem się z ciałem kochanki tym szybciej i intensywniej szczytowała.
Szarpnięcie za włosy, wulgarny klaps w pośladek, zmiana pozycji, chwila intensywnego rżnięcia i po raz kolejny z gardła Dominiki wydobywało się ciche kwilenie, kiedy jej pochwa zaciskała się w ograzmicznym pulsowaniu.

Pasowaliśmy do siebie doskonale – spojeni niemalże w jedno splątane ciało kotłujące się na dywanie. Nasze ciała były dla siebie stworzone, zapewniała mi idealną stymulację, ściskała, pochłaniała, nawilżała i zasysała. Nasze płyny, wydzieliny, mazie, zapachy i smaki mieszały się wzajemnie. W końcu miałem dla siebie całą jej fizyczność, spełnienie marzeń i erotycznych wizji o kochance gotowej na wszystko, byleby tylko zaspokoić mój głód doznań. Ona z kolei otrzymywała wszystko, co moja wyobraźnia była w stanie zaoferować wygłodzonej seksualnie kobiecie z wysokim libido. Idealne zgranie w czasie i przestrzeni dwóch pokręconych umysłów.

Z dywanu przenieśliśmy się do kuchni. Suwałem jej ciałem po kuchennym blacie penetrując jej tyłek, kiedy wiszczała na poły z bólu, na poły z rozkoszy. Zagniatałem jej podrasowane plastyką cudownie twarde piersi, podczas gdy obciągała mi z zapałem godnym harcerki. Fleki jej obcasów wyrysowały czarne krechy na ścianie kiedy zapierała się będąc pierdoloną jak tania dziwka na warszawskim pigalaku. I wciąż było nam mało.

Zaspokoiwszy pierwszy głód doznań leżałem z głową na lepkim od potu brzuchu kochanki, kiedy zadała pytanie:
– Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać? Przecież nie dla seksu, tego masz pod dostatkiem.
– Wiesz, to chyba kwestia intuicji. Przecież nie wiedziałem, że między nami tak… – zacząłem szukać w myślach dobrego określenia.
– Zaiskrzy? Tak kiedyś napisałeś… – podpowiedziała Dominika.
– Tak, że zaiskrzy i w dodatku tak bardzo. Nie kręci mnie już samo ruchanie. Chyba już z tego wyrosłem. Chyba oboje wyrośliśmy…
Nie widziałem jej twarzy, ale wyczułem, że się uśmiecha.
– Tak?
– Nie, nic. Tylko ja też mam takie wrażenie, że dobrze się dopełniamy.
– Teraz to ja cię “dopełnię”
Przesunąłem się pomiędzy uda. Rozsunąłem nogi kochanki i poprowadziłem męskość między różowymi wargami sromowymi.

Rozłożone nogi, rozrzucone na boki ręce – wyglądała jak porcelanowa laleczka wbita przez sadystycznego psychola na rożen. Przyjęła mnie w siebie z westchnieniem. Przez kilka sekund posuwałem ją tylko dla własnej przyjemności, lecz już po chwili zaczęła oddawać pchnięcia. Pod wpływem ruchów frykcyjnych, swoistej perwersyjnej reanimacji wstępowało w nią nowe życie. Od całkowitej bierności do aktywnego brania. Oplotła mnie nogami i już po chwili wyczułem wewnątrz wzbierającą falę, która wybuchła gwałtownym spazmem. Bezwolną, jak kukiełkę, posadziłem w fotelu. Nogi rozsunięte do granic możliwości i doskonale wyeksponowana kobiecość. Wdarłem się do granic. Do samego końca. Każdy mój ruch wyrywał z jej gardła ciche jęknięcie. Bez oglądania się na jej przyjemność, skupiony tylko na sobie wyżywałem się na drobnym ciele pode mną. Zacisnąłem palce na pośladkach posuwanej kobiety dochodząc w końcu do spełnienia. Jeszcze jedno dźgnięcie. Jeszcze sekunda i opadłem wykończony, zgniatając Dominikę w uścisku.
– Ja pierdolę. Uwielbiam cię gwałcić.
– A ja uwielbiam gdy to robisz… – Wtuliła się we mnie jak dziecko.
Za oknem zapadał już zmierzch.

Kolejny miesiąc – tak pamiętam to dziś – zlał się w krótkie momenty szarej realności i kolorowe chwile ekscesów erotycznych. Trzydzieści dni ekscytacji, unoszenia się nad ziemią, ciągłego podniecenia, nieczystych myśli i brudnych czynów.


Znów będę spóźniony. Ożeż jasna cholera! Jadę przez most rozklekotanym tramwajem. Wiatr znad Wisły studzi rozgrzane czoło. Wszystkie okna otwarte. Piękny, słoneczny, leniwy dzień. Tylko ja pędzę na złamanie karku pod Kolumnę Zygmunta.
Wciąż nie wierzę w to, co chcę zrobić. Ale wszystkie kalkulacje i rozważania zostawiam za sobą. Zdecydowane, koniec kropka. Teraz muszę tylko dotrzeć na Stare Miasto. Dobrze byłoby gdybym choć raz się nie spóźnił.
Tramwaj zwalnia i zatrzymuje się na przystanku. Jeszcze tylko schody – pozostało pięć minut.
Wspinając się do góry, zastanawiam się jak mam to powiedzieć.
Spoglądam na schody przy Domie Literatury.
Jest. Elegancka jak zawsze. Nienagannie uczesana, umalowana tak jak lubię najbardziej – wieczorny makijaż w samym środku dnia. Wysokie obcasy niwelują niski wzrost, dodatkowo podrażniając zmysł szpilkowego fetyszysty. Sukienka ściśle przywiera do jej ciała podkreślając wszystkie zalety figury, a rozchylony dekolt eksponuje doskonały kształt piersi. Każdy centymetr jej ciała jest mi znany i wzbudza na nowo ledwie przebrzmiałe wspomnienia rozpustnych spotkań. W podbrzuszu pojawia się szmer podniecenia, który tłumię w zarodku.
Pożądanie pomieszane ze złością. Wkurza mnie to, że jestem bezbronny wobec jej seksualnej aury. Jedynie tępa determinacja daje mi siły.
Cmoknięcie w policzek na przywitanie. Patrzy na mnie pytająco.
– Wiesz, że… – słowa z trudnością przechodzą mi przez gardło.
– Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą, ale nie ma między nami tej iskry… – Uderzam słowami poniżej pasa. Z całą dostępną, skumulowaną agresją skurwysyna. Agresją i bezwzględnością, która tak jej się we mnie podobała.
Patrzę jak blednie.
– Jak to nie ma iskry?
– Mogę cię pieprzyć tu i teraz, działasz na mnie nadal, ale to zwykły seks, bez emocji, bez wartości… – Na ten argument nie ma odpowiedzi. Dobijam kochankę jak ranne zwierzę. Ostatecznie i nieodwołalnie.
– Czyli to koniec?
– Tak. – Zastanawiam się, czy rzuci się na mnie z pięściami.
Jednak duma zwycięża. Odwraca się na pięcie i odchodzi.
Bezmyślnie spoglądam na zegarek. Wskazówki pokazują punktualnie południe.
W kieszeni wibruje telefon.
– Tak kochanie, już jej powiedziałem. Będę w domu za pół godziny.
Rzut oka na cyferblat. Cholera! Znów będę spóźniony.

.

autor: Barman-Raven


To może być również interesujące:

Walkiria opowiadanie erotyczne

Public relations opowiadanie erotyczne 

Opowiadania nieprzyzwoite (Mateusz Skrzyński) – recenzja

Osiemdziesiąt dni czerwonych (Vina Jackson) –  recenzja

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

 

Dodaj komentarz