Głód

orgazm kochanki

Głód – Barman-Raven – opowiadanie erotyczne

Nie widzieliśmy się dłuższy czas – z banalnych powodów; praca, grypa, obowiązki domowe. A głód narastał… Głód seksu i głód emocji. Seksu jako takiego – bo i ona i ja nie mieliśmy możliwości „wyżycia się” poza naszą relacją. I głód emocji – spokoju, jaki sobie dajemy i zrozumienia, bo nie ma między nami napięcia, jesteśmy jakby ulepieni z jednej gliny. Z tym samym sposobem odczuwania, z tymi samymi sposobami na ukrycie wrażliwości, z tymi samymi potrzebami i z takim samym poszukiwaniem wrażeń. Zwykle spotkania zaczynały się spokojnie. Od rozmowy, dotyku, uśmiechu, bliskości, żeby w końcu znaleźć spełnienie w akcie miłości fizycznej.

Dziś… dziś nie byłem w stanie zapanować nad sobą. Pospiesznie zdejmowane z siebie ubrania, zapach, za którym już zdążyłem zatęsknić, miękkość skóry i sposób dotykania, który nie podsyca żądzy, ale daje przyzwolenie na czerpanie przyjemności. Pierwsze zetknięcie się nagich ciał – jej chłodna skóra i moje rozpalenie. Jin i Jang. Kobieta i mężczyzna. Sekundy cieszenia się samą bliskością i już po chwili oddała swoje ciało mojej żądzy. Z cichym uśmiechem przyjęła mnie w siebie. Kołysanie, bujanie, wzmacniany rytm, pulsowanie. Przytuleni syciliśmy się intymnością najbliższą z możliwych. Czułem, jak narasta w niej przyzwolenie na bycie swobodną, jak od biernej zgody, przechodzi do aktywnego brania. Szczytowała raz za razem, a ja wciąż nie mogłem nasycić się jej ciałem. Brałem w nieskończoność i wciąż byłem głodny.

Po godzinie trwania na szczycie chwila na oddech – wino, świece, muzyka. Odpalała papierosa drżącą dłonią. Usiadła naprzeciwko mnie i po prostu się uśmiechała. Poczułem, że tego uśmiechu brakowało mi jeszcze bardziej niż fizycznego spełnienia. Rozmowa o czasie i rzeczywistości, która nas rozłączyła – zaledwie na chwilę, ale jak dotkliwie odczuwalną. Uspokajające się tętno, opadające napięcie mięśni i my dwoje: nago, na przeciwko siebie w świetle świec.

Spokój. Wszechogarniający spokój. Spełnienie emocjonalne – bez perspektywy wstecz i bez horyzontu przed nami. Chwila zawieszona w czasie i przestrzeni. Ukojenie emocji i głód cielesności.
Nie zapanowałem nad sobą. Chwilę później z przymrużonymi oczami szeptała, że realizuję jej fantazję o swobodnymi i nieskrępowanym braniu. Klęczałem przed nią, zatapiając usta pomiędzy rozchylonymi wargami sromowymi. Szeroko rozłożone uda i łydki oparte o oparcie fotela. Mój język pomiędzy, w środku, w poprzek, wzdłuż, delikatnie, mocno, gwałtownie, ledwie wyczuwalnie.

Najpierw jeden palec, potem kolejne – wewnątrz niej. I język, który nie przerywał opętańczego tańca na łechtaczce. Wsunięta do połowy dłoń. Mocno i bez opamiętania. Kochanka jęczała głośno i podsuwała biodra, by jeszcze, by dalej, by głębiej. Zapach i smak kobiecości na mojej twarzy, na języku, w nosie, na policzkach.

Do tej pory moje dłonie pachną jej podnieceniem. Wciąż czuję smak miodu na podniebieniu. Smak miodu. Dokładnie tak, smak miodu. Kiedy podniecenie wypływało z niej delikatną smużką i zatrzymywało się na rozchylonych wargach sromu, zlizywane przeze mnie smakowało słodyczą. Smak miodu, który doprowadzał do ekstazy. Nigdy wcześniej nie odczuwałem takiej rozkoszy z obdarowania kogoś pieszczotami. Ona w swobodnej pozie, wygodnie rozparta, poddająca się najlżejszemu muśnięciu. Urywany oddech, falujące w takt moich ruchów piersi.

Wypełniało mnie uwielbienie. Dla niej całej; dla ciała, które mógłbym całować i gryźć w nieskończoność, dla świadomości, którą współdzieliła ze mną, dla czułości i wrażliwości. Tej czułości, którą na co dzień skrywała pod maską twardej, mocno stąpającej po ziemi kobiety. W tym momencie i w tej chwili nie było większego szczęścia – chciałem wpić się w nią ustami i czerpać dla siebie, dając rozkosz.

Moje oczy dziś również miały swoją ucztę. Obraz niespodziewany i zachwycający. W migotliwym blasku świec każdy milimetr skóry skrzył się w jasnozłotym kolorze. Piękne, zadbane ciało. Kobiecość w pełni rozkwitła, dojrzała i świadoma swoich atutów.

Wymawiała moje imię na dziesiątki sposobów, prosząc o jeszcze i o to bym przestał, bo oszaleje z podniecenia. Od cichego szeptu, przez ledwie dosłyszalne mruczenie, aż po jęk spełnienia. Spływałem jej sokiem – ociekałem smakiem miodu. I wciąż było mi mało. Wciąż chciałem więcej, mocniej, bardziej. Kolejna chwila na uspokojenie oddechów. Kolejny kieliszek chłodnego wina.

Dwoje dorosłych i dojrzałych ludzi siedzących na przeciwko siebie. Ze spokojem. Z zapatrzeniem. Z zachwytem.

Jak w tańcu dała się poprowadzić do łóżka. Miękkim ruchem poprawiła niesforne włosy, uklękła wypinając tyłek w moją stronę i pochyliła głowę czekając na moją obecność. Pożądanie znów wzięło górę nad wyrachowaniem. Zamiast drażnić się i droczyć, wszedłem w jej rozedrgane wnętrze. Delikatnie i spokojnie. Nie planowałem, nie przewidywałem, nie myślałem – po prostu byłem w niej i dla niej. Powoli, sycąc się każdym drgnieniem ciała, napawając się każdym skrzywieniem ust i zmarszczeniem brwi, czując, jak cała drży i jak się napręża. Spokojnie – bez pośpiechu, tak charakterystycznego dla naszych spotkań. Wbijałem się w głąb aż do zagubienia granicy pomiędzy tym gdzie ona i gdzie ja. A wokół nas aura zapachu; mojego podniecenia, jej miodowej słodyczy, ledwie wyczuwalnego aromatu perfum i zapachu włosów, w które wtulałem twarz.

Chciałem wziąć ją dla siebie, ale w pewnym momencie po prostu dotarło do mnie, że się kochamy. Mocno i spokojnie – kochamy się. Nie uprawiamy seksu, nie pieprzymy, ale właśnie „kochamy”. Ja dawałem jej wszystko, co miałem, a ona dawała mi całą siebie. Zespolenie i zjednoczenie. Seks podniesiony do najwyższego poziomu.

Kolejny raz pulsowanie wewnątrz niej, zaciskające się usta, wstrzymany oddech, rozrzucone ręce na poduszce. Kilka ruchów i zastygła ze łzami w oczach. Wtuliła się w moje ciało. Mokry policzek przytuliła do ramienia. Oddychała głęboko, niespokojnie. Zjednoczenie.

Po chwili objęła mnie ramionami i obsypała pocałunkami. Kilka sekund zawahania i znów zaczęliśmy powolny marsz ku szczytowi. Podniecenie paliło nie tylko w podbrzuszu – wypełniało mnie całego. Kilka miarowych uderzeń bioder o wewnętrzną stronę kobiecych ud i poczułem, że szybuję na skrzydłach orgazmu. Późniejsze spazmy jej ciała były jak echo mojego uniesienia, kilka ostatnich ruchów wewnątrz niej i opadła bez sił na łóżko.

Słowa tak dziś nieważne. Słowa. Ważne. Wstrzymywane i kontrolowane. A za nimi kryjące się emocje. Uwspólnione emocje, moje i jej – nasze.

Położyłem głowę na zagłębieniu jej ramienia. Delikatnie gładziłem to, co chciałbym zjeść, ugryźć, wziąć dla siebie. Starałem się, by mój dotyk był ledwie wyczuwalny; na brzuchu i piersiach, na udach i szyi. Byłem dla niej i dzięki niej. Przekazywałem dotykiem to, czego nie chciałem nazywać słowami, czego nie odważę się chyba nigdy nazwać.

Prężyła się i znów pozwalała pragnieniu naszych ciał przejąć kontrolę. Spierzchnięte usta wyszeptały jedną prośbę:

– Zerżnij mnie jeszcze, proszę…

Palce same znalazły drogę do jej wnętrza. Powoli, bez zbędnego pośpiechu otworzyłem drogę do jej kobiecości. A potem mocno i brutalnie, miarowe ruchy dłoni, aż do wytrysku. Mokrą dłonią przesunąłem przed jej nosem. Uwielbiam ten zapach seksu, kobiecości i słodkiej wodnistości tryskającej spomiędzy warg sromowych. Uwielbiam tym zapachem dzielić się z kochanką. Uwielbiam, widzieć jaką sprawia jej to przyjemność.

Zmieniliśmy pozycję – znów mogłem zanurzyć usta pomiędzy jej wargami sromowymi, wciągnąć zapach w głąb płuc, poczuć jak pragnienie „więcej” wypełnia mnie energią.

Nakaz-prośba, by sama stymulowała siebie. Karmiłem swoją Bestię poprzez oczy. Widok wyuzdania w pełnej krasie – długowłosa piękność z kutasem w ustach, onanizująca się własną dłonią. Im bliżej była spełnienia, tym mocniej jej zęby zaciskały się na mojej męskości. Przed oczami – ledwie kilka centymetrów od twarzy – miałem różową, pulsująca kobiecość, wpół nakrytą smukłymi placami.

Ruch wykonany instynktownie – bez intencji, bez kalkulacji – i jeden z moich palców zanurzył się w jej wnętrzu. To był początek końca – poczułem jak spazmy rzucają całym jej ciałem. Stłumione penisem jęczenie. Raz po raz zaciskające się na kutasie zęby. Spazmatycznie łapane powietrze.

Ucichła i znieruchomiała. Uśmiech zadowolenia i bijące gwałtownie serce. Spełniona i spokojna.

A ja chciałem jeszcze więcej, mocniej…

 

autor: Barman-Raven

 


To może być również interesujące:

 Giles Vranckx i jego kobiety

Dotyk i zmysłowość w serii XConfessions Erika Lust

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Jedna myśl na temat “Głód

  1. I bohater – narrator chciał jeszcze więcej, mocniej… I nigdy nie dostanie pełni. Bo ten głód siedzi zbyt głęboko, wypełnia każdą cząstkę jestestwa. Takie wieczne niespełnienie mimo zalewu wrażeń, pragnień, emocji. Emotional junkie. Bez wartościowania – czy to dobre – złe, właściwe – niewłaściwe. Takie jest. Po prostu.

    Czy to wypełnianie jakiejś pustki? Powtarzalność zachwytów. Nie wiem. Może pierdolę od rzeczy.
    Pozdrawiam
    R.

Dodaj komentarz