Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

gra wstępnaJak zwiększyć częstotliwość orgazmów? – Barman-Raven – felieton erotyczny

U kobiet heteroseksualnych występuje znaczna różnica w częstości wystąpowania orgazmu podczas seksu niż w innych badanych grupach – donoszą naukowcy z uniwersytetów Chapman, Indiana i z Instytutu Kinsey’a za pośrednictwem BBC. Sięgneliśmy do samego źródła – oto dane z abstraktu.

Naukowcy przeanalizowali dużą próbę osób dorosłych – 52 588 osób, którzy zidentyfikowali się jako heteroseksualni mężczyźni (26 032), geje (452), mężczyźni biseksualni (550), lesbijki (340), kobiety biseksualne (1 112) oraz kobiety heteroseksualne (24 102). Mężczyźni heteroseksualni osiągają orgazm w kontaktach intymnych niemal zawsze (95%), wśród gejów spełnienie następowało nieznacznie rzadziej (89%). Wsród pozostałych grup wyniki wyglądały następująco: mężczyźni biseksualni – 88%, lesbijki – 86%, kobiety biseksualne – 66%, i heteroseksualne – 65%.

Wnioski?

Jak wynika  z danych heteroseksualne kobiety mają spore problemy z osiąganiem orgazmu. Jestem przekonany o tym, że narządy płciowe lesbijek i kobiet biseksualnych nie różnią się niczym od tych hetero. Hetero. Słowo klucz. Czyli takie, które mają za partnerów mężczyzn.

Jak się wydaje problemem jesteśmy my – mężczyźni. A ściśle rzecz ujmując, nasze podejście do sfery intymnej i nasze umiejętności uprawiania seksu. Wszystkie te nasze przechwałki, puszenie się, wszystkie niesamowite opowieści przy piwku, wszystkie rekordy  i rejestry “zaliczonych” są o kant dupy potłuc – brutalna prawda jest taka, że nie dajemy rady.

W mojej ocenie popełniamy dwa błędy. Błędy tak poważne, że potrafią zrujnować całe zbliżenie intymne. Grzech lenistwa i braku empatii.

Mechanizm fizjologiczny jest prosty: szybkie pobudzenie, szybko osiągnięty punkt kulminacyjny, szybki orgazm i szybkie rozprężenie. W tej zaplanowanej przez naturę kolei rzeczy nie byłoby nic złego, gdybyśmy nie szli  – jako osobniki leniwe i skupione tylko na sobie – na łatwiznę. Dzięki szybkiemu orgazmowi mamy komfort, o jakim kobiety mogą tylko pomarzyć. I nawet jeśli pojedynczym osobnikom wpadnie do głowy jakimś cudem żeby “poczekać” na partnerkę, to nadal grzeszymy lenistwem i brakiem uważności.

Większość mężczyzn mówiąc seks, ma na myśli penetrację. Co mają na myśli kobiety? Wielu z nas nigdy się nad tym nie zastanawiało.

Załóżmy na chwilę, że wystarczy sama stymulacja (jak w naszym przypadku).

Ponad połowa kobiet nie przeżywa orgazmu poprzez penetrację. I nawet jeśli czekasz, wstrzymujesz się, a przy tym pracujesz wewnątrz pochwy partnerki jak tłok parowy to i tak nie odniesie skutku. Null, zero pożądanego efektu.

Dlaczego 86% lesbijek prawie zawsze odczuwa orgazm a kobiety uprawiające seks z płcią przeciwną (z nami) ma z tym kłopot? Prostą odpowiedzią jest: dlatego, że kobiety znają swoje ciała i wiedzą gdzie dotykać, żeby sprawić rozkosz.

No dobrze, ale dlaczego my mężczyźni nie możemy się tego samego nauczyć? Nie stać nas na to intelektualnie? A może po prostu faktem jest, że nigdy nie próbowaliśmy się tego nauczyć? Dlaczego? Bo jesteśmy leniami.

Jeśli każdy z nas potrafi “zrobić sobie dobrze”, potrafimy odnaleźć miejsca wrażliwe na dotyk na penisie, to czemu nie udaje nam się to w przypadku łechtaczki, która ma 8 tysięcy zakończeń nerwowych – 2 razy więcej od fallusa – i została stworzona jedynie po to, by dawać przyjemność? Wiecie czemu? Bo nigdy nie chciało się nam jej poszukać. Ba! Nie chce nam się nawet zajrzeć do atlasu anatomicznego i sprawdzić gdzie to cudo się znajduje. Wstyd się przyznać, że się nie wie. Nawet przed samym sobą.

Pozostaje więc metoda prób i błędów. Ale to nie jest takie proste. Trzeba jakoś dotrzeć do “tego” miejsca na ciele kobiety i sprawdzić organoleptycznie.
Palcami? Cholerstwo się wyślizguje i ucieka. Ponadto ewidentnie niewprawne męskie paluchy ściskające clitoris to nie jest najprzyjemniejsze doznanie. Więc może językiem? I spora grupa “prawdziwych facetów” patrzy ma mnie jak na wariata. Mam lizać? “Tam na dole”?
(Niestety naprawdę istnieje spora grupa mężczyzn, dla której mineta jest odarciem z męskiej godności, lub czynnością obrzydliwą.)

Załóżmy, że nie boimy się dotykać ustami waginy i jednak użyjemy języka.
Nad nami słychać pierwsze westchnienie… Jest dobrze. Pod językiem wyczuwamy zgrubienie. No to do dzieła. 20 sekund, 60 sekund. Wchodzimy na wyższe obroty i w miarę jak kobieta okazuje podniecenie wzmacniamy stymulację. 2 minuty, 4 minuty. W głowie pojawia się myśl: ile to jeszcze może trwać? Przecież po takim czasie stymulacji oralnej my skończylibyśmy już dwukrotnie. Zniecierpliwienie i znów pojawia się nasza immanentna cecha – lenistwo. Wzmacniamy ruchy, albo kombinujemy z innym rodzajem stymulacji, żeby w końcu doszła. I po raz kolejny fuckup. One działają inaczej.

Nawet jeśli nasza partnerka wie czego potrzebuje jej ciało i zaczyna kierować naszą głową… Co wtedy robi przeciętny facet? Strzela focha, bo to nie on ma kontrolę w łóżku. I zamiast dać sobą poprowadzić rezygnuje zupełnie.
W efekcie czego zamiast orgazmu mamy urażoną dumę samca Alfa i niespełnioną kobietę.

A wystarczy się odrobinę postarać, zrezygnować z dominującej pozycji i przez chwilę nastawić się na realizację potrzeb partnerki. A przy tym pozwolić kobiecie na to, by nauczyła nas swojego ciała. By miała szansę pokazać co sprawia jej przyjemność a czego w trakcie zbliżenia woli unikać.

Jeśli komuś z Was panowie potrzeba jednak instrukcji jak w IKEA, polecam “Sztukę kochania” Michaliny Wisłockiej, książka akurat w tym aspekcie (gdzie i jak polizać) wcale nie straciła na aktualności, a po ostatnim szale promocyjnym jest łatwo dostępna w każdej niemal księgarni. O aplikacjach na smartfona, które uczą jak stymulować oralnie partnerkę zapomnijcie – to szajs i badziew. No i jeszcze jedno przy tym: kto normalny wylizuje swój telefon (ta ilość zarazków i bakterii)?.

Taka odpowiedź jest rzeczywiście zbyt prosta. Oparta w 100% na fizyczności redukuje seks do wyrwanych z kontekstu ćwiczeń fizycznych.

Kontekst jest wszystkim – powtórzę za Fryderykiem  Nietzsche. Istnieje jeszcze coś takiego co nazywa się ładnie grą wstępną – forplay oraz coś, czego nasz ojczysty język już nie uwzględnia – afterplay.

Jesteśmy leniami. Brakuje mam empatii. Nie chce nam się. Skoro my możemy  w ciągu kilkunastu sekund przejść do stanu podniecenia, oczekujemy, że cały świat będzie działał w ten sam sposób. Nie zwracamy uwagi – bo i po co? – na to, że kobieta “rozkręca się” w zupełnie innym trybie, że na co innego zwraca uwagę, że inne rzeczy są ważne i inaczej postrzegane. Istnieje jedna zasadnicza i zawsze słuszna zasada: im dłuższa gra wstępna – tym pełniejsze doznania i bardziej intensywny orgazm. (Dotyczy to również nas, mężczyzn, ale to temat na inną opowieść.)

Dlaczego lesbijki dają sobie niemal zawsze spełnienie?

Odpowiedź? Bo myślą jak kobiety.

Czy my, płeć brzydsza możemy coś z tym zrobić? „Oczywista oczywistość”, że zacytuję klasyka – wystarczy wykazać się odrobiną empatii. Zamiast oczekiwać, żeby kobiety działały tak jak my, trzeba podjąć wysiłek spojrzenia na seks ich oczami, na chwilę zmienić perspektywę i dostrzec ich potrzeby.

Mel Gibson zagrał kiedyś w filmie “Czego pragną kobiety” faceta, który słyszał myśli otaczających go dziewczyn. My – nawet depilując nogi i rażąc się prądem – nie zdołamy wejść naszym partnerkom do głów, ale, przy odrobinie dobrej woli, możemy określić co lubią, co daje im komfort, co je relaksuje i odpręża. I dodatkowo możemy o to po prostu zapytać.

Tu kłania się po raz kolejny nasze lenistwo – czy wiemy co lubią nasze partnerki?

Braku uważności na drugą osobę nie zneutralizujemy zdechłą różą ósmego marca.

Forplay – ta opisana w tysiącach poradników gra wstępna to ni mniej ni więcej jak flirt. Czy to miłosne gierki i prawienie komplementów, czy wulgarny sexting – forma jest zależna od relacji. Dobór środków jest całkowicie dowolny. Forplay może zacząć się na długo zanim dojdzie do zbliżenia fizycznego. Dotyk, zapach, światło, miejsce, nastrój. Jest cała gama możliwości do wykorzystania. A w bezpośrednim kontakcie ta gra powinna jednie stać się jeszcze bardziej intensywna. Trzeba jednak przestać się lenić. I pamiętać o zasadzie “Sztuki wojennej” Sun Zi – spiesz się powoli.

Równie ważną sprawą jest to co dzieje się “po”.

Załóżmy, że już udaje się doprowadzić naszą partnerkę na szczyt. Odwrócenie się na bok, kołdra i błogi sen to nie jest właściwe postępowanie. Afterplay jest szansą na zbudowanie, i/lub wzmocnienie relacji. Kobieta “zaopiekowana” po seksie czuje się bezpieczna i ważna. To jest ten właśnie moment kiedy mamy szansę okazać, że oprócz zwierzęcej chuci i magnetycznego przyciągania ciał jest coś jeszcze. To ta chwila, kiedy pokazujemy swoje zaangażowanie i to, że traktujemy naszą partnerkę nie jako seks-lalkę, czy pojemnik na spermę, ale jako człowieka, o którego chce się nam zatroszczyć.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie seks bez orgazmu?
A dlaczego nie? Jesteśmy jako mężczyźni nastawieni na cel (swoje spełnienie). I w 90% ten cel osiągamy. A gdyby tak odwrócić logikę i nastawić się na nie-spełnienie? Zapomnieć o celu i skupić się na drodze? Wszystko, co dotychczas było środkiem, staje się celem samym w sobie. I forplay – gra wstępna, tak irytująca dotychczas, i afterplay (normalnie nieosiągalny ze względu na brak energii) stają się kwintesencją zbliżenia.

A nasza przyjemność?
Jeśli nie czerpiesz radości z kontaktów intymnych ze swoją partnerką innych niż “włóż –  wyjmij”, jeśli nie masz ochoty by z nią poflirtować (nawet ostro i wulgarnie), by zadbać o jej przyjemność… Prosta rada: przestaw się na prostytutki. I taniej i efektywniej.

I ostania kwestia – różnorodność. Nawet nutella czy czarny kawior może się w końcu przejeść. Kto się nie rozwija – stoi w miejscu. Kto stoi w miejscu – szybko staje się nudny. Ten sam rodzaj stymulacji, te same scenariusze zbliżeń prowadzą do monotonii. Wykorzystawszy empatię, zrobiwszy wywiad – używajmy tej wiedzy, żeby od czasu do czasy zaskakiwać nasze partnerki.

Orgazm jest jednym z najtańszych i tak naprawdę najłatwiej dostępnych sposobów na uszczęśliwienie kobiety. A szczęśliwa kobieta jest prawdziwym skarbem. Po stokroć cenniejszym niż złoto.

Ale do tego, drodzy panowie, trzeba opuścić swoją strefę komfortu i pozbyć się, chociaż na chwilę, lenia, który w nas siedzi.

.

autor: Barman-Raven

Powiązane: Sekspozytywność – jak sprawić, by seks dawał więcej radości 


To może być również interesujące:

Stealthing, to nie był gwałt

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

18 myśli na temat “Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

  1. Ten artykuł to lek na większość waszych problemów. PANOWIE!
    Ujmę to w słowach w miarę ,,dobrego” jedzenia apetyt wzrasta.
    Dotyczy to zarówno kobiety jaki nas.

  2. No, nie mogę powiedzieć, by mąż nie znał się na grze wstępnej:
    „To co, mam się dzisiaj wykąpać czy nie masz ochoty?”
    :D :D :D

  3. Zamiast pisać o lenistwie może by tak zmotywować? Lenistwo to stan emocjonalny, a nie cecha charakteru. Jeśli ktoś się leni, to znaczy, że nie widzi sensu starań.

  4. Dziękuje za komentarze i uwagi. Jeśli macie więcej – chętnie je przyjmę.
    Felieton został entuzjastycznie przyjęty przez kobiety – dziękuję. Panowie zachowali w większości wstrzemięźliwe milczenie :)

    ewdzio poruszył temat motywacji.
    To ważna kwestia, ale na nic się zdadzą najlepsze porady i sugestie kiedy dochodzimy do momentu, gdy nie chce nam się nie z tego względu, że mamy naturalnego lenia w sobie, lecz dlatego, że nasze działanie nie przynosi żadnych efektów.
    Tak naprawdę jednym wyjściem jest przede wszystkim rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.
    A jak trzeba, nie bać się korzystać z pomocy seksuologów i psychologów – pomaganie w takich sytuacjach to w końcu ich praca.

  5. To ja jako facet mam zupełnie inne doświadczenia. Sam uwielbiam pieszczoty, oraz to co w artykule nazwane jest forplay i afterplay. Ba, uważam, że penetracja nie jest elementem obowiązkowym każdego zbliżenia. Można się przecież zabawiać na milion różnych sposobów. Tylko dziwnym trafem zwykle trafiam na kobiety, które zachowują się jak ow opisany wyżej bohater. Takie dla których najważniejsza jest penetracja, a gra wstępna nie powinna trwać za długo. To nie pierwszy taki artykuł i zastanawiam się co jest grane. Serio.

  6. Kniaż – tekst nie może dotyczyć wszstkich przypadków.
    Z mojego doświadaczenia wynika, że są takie osoby, które potrzebują długiej gry wstępnej i takie, które chcą po prostu seksu dopochwowego. Nie ma jednej recepty skutecznej w przypadku każdej kobiety.
    Zazwyczaj jednak – to fizjologia – my mężczyźni szybciej startujemy i szybciej osięgamy metę. Stąd głosy kobiet domagające się zadbania również o ich przyjemność.

    Myślę, że kluczem jest wspomniana w tekście różnorodność.
    Czasem świece, wino i delikatność – czasem szybka akcja i po prostu rżnięcie się :)

    1. Jak Pan uważa, dlaczego nie uczymy tego w szkołach? 😁 taki żart… Niemniej jednak tak sformułowana edukacja seksualna mogłaby przynieść wspaniałe efekty i mnóstwo dobrego dla ludzkości . Świetny felieton 👍

  7. Facet, facet.
    To jest spojrzenie czysto męskie.

    Czemu nie w szkołach? Bo nad polskią szkołą wisi cień sutanny.
    Ksiądz i katechetka dyktują w szkole typ moralności, w którym nie ma miejsca na przyjemność kobiety.

  8. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że orgazm jest najtańszym i najłatwiej dostępnym sposobem na uszczęśliwienie kobiety… a mimo wszystko nadal istnieją panie, które nigdy go nie miały. Czemu? Wątpię, żeby to była wina wyłącznie leniwych i nieempatycznych mężczyzn (choć to rzeczywiście problem). Niestety często same nie znamy swoich ciał, jak znamy to nie przekazujemy tej wiedzy partnerom, bo przecież o seksie nie wypada rozmawiać, a na dodatek udajemy orgazmy, żeby podbudować ich ego lub zakończyć zabawę, która nam się nie podoba. Czy same nie prosimy się więc o kiepski seks? Większość mężczyzn jest skora do nauki, uwielbia egoistyczne kochanki, skupiające się na własnych doznaniach i podnieca się na widok partnerki przeżywającej rozkosz. Tak, chyba rzeczywiście chodzi o motywację…

    Nie wątpię, że do tego co sprawia przyjemność kobiecie można dojść metodą prób i błędów, ale mimo wszystko najlepiej byłoby móc ją o to po prostu spytać. Dlatego moim zdaniem pierwszym krokiem zawsze powinna być praca nad komunikacją…

  9. Tak się zastanawiam, czy może nie jest to problem komunikacji?
    Kobieta wobec kobiety jest po porstu bardziej otwarta i bez skrępowania komunikuje własne potrzeby.
    Wobec faceta juz nie, z różnych powodów. Wstyd, „bo co sobie pomyśli” itp.
    A wobec braku komunikacji trudno zgadnąć czy grymas to podniecenie czy ból (lub oba na raz).

  10. Orgazm…fajne uczucie, ale jakże krótkie… Według danych średni orgazm tzw szczytowy trwa od 7-10 sekund. Czy warto tyle zachodu dla kilkunastu sekund rozkoszy? Być może podświadomie się Wam panowie nie chce? A kobiety…. może trochę nawet zazdrościmy Wam że możecie tak łatwo i szybko się rozpalić i prawie zawsze macie ten orgazm..

    Odpowiedź byłaby pewnie inna, gdy poznamy inne rodzaje orgazmów pochwowy, dolinowy, orgazm serca, orgazm całego ciała, wielokrotne orgazmy każdej komórki… orgazmy energetyczne… Zarówno dla niej jak i dla niego.

    Mężczyżni i kobiety którzy zakosztowali czegoś więcej nie chcą już wracać do szybkiego szast prast i po krzyku… chcą więcej – i mogą więcej i dłużej, po co kończyć coś co jest doskonałe?
    Kochanie się, może być piękną, niekończącą się podróżą coraz wyżej i wyżej od jednej błogiej rozkoszy do drugiej, do odczuwania, totalnego połączenia z partnerem/ką a nawet połączenia ze wszystkim…

    Orgazm, o którym mówię, to nie szybka stymulacja – to zapewni nam wibrator czy “hand job”. Orgazm przez dużo O przychodzi jak fala, jeżeli na to pozwolimy. I jeżeli pozwolimy, to ta fala zabiera nas w nieograniczone miejsca rozkoszy…
    I można się tego nauczyć. Nie ważne czy zacznie on czy ona.
    Tego między innymi uczy Tantra. Zaczynamy od siebie. Od poznania swoich potrzeb, swoich rokoszy.. a następnie komunikowania tego partnerowi/ce
    Ważne jest nauczenia się odprężenia i relaksu ( umiejętność przydatne nie tylko w sypialni)
    Do tego potrzeba nie cierpliwości, czy wytrwałości, ale OBECNOŚCI. To jakość dosyć rzadka w dzisiejszym rozpędzonym świecie. Braku nastawienia na cel. CELOWA BEZCELOWOŚĆ. Radość z bycia. Po prostu.

Dodaj komentarz