Ilse – Wilczyca z Buchenwaldu

Notka od autora: Ten tekst nie ma na celu propagowania treści rasistowskich, antysemickich, ksenofobicznych, czy nazistowskich. Sytuacje przedstawione nigdy nie miały miejsca, a bohaterowie są wytworami wyobraźni autora.

Ilse – Wilczyca z Buchenwaldu
kadr z filmu „Pasażerka” Andrzeja Munka

Ilse – Wilczyca z Buchenwaldu – Barman Raven – opowiadanie erotyczne

„Takiej właśnie pragnę. Musi być odporna na cierpienie. Nie może znać słabości ani tkliwości. Chcę w jej oczach zobaczyć błysk spojrzenia dzikiego zwierzęcia.”

Adolf Hitler, Mein Kampf

„Nie byłoby nic wyjątkowego w ich zwartych szeregach rozdzielonych równymi odstępami, w ich wyprostowanej postawie i wysoko uniesionych głowach, gdyby nie fakt, że żołnierzami były kobiety.

Dwa odziały złożone z kobiet ubranych w obcisłe spodnie, błyszczące buty i kurtki z płótna, które opinały ich obfite, sterczące piersi. Spod czapek widać było krótkie, wojskowe fryzury, choć ich włosy były delikatne i miękkie, a szyje smukłe i kobiece…”

Yehiel Feiner–Dinur

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

Z błogim uśmiechem popatrzyła w ciemne oczy leżącej tuż obok piękności. Wysunęła ramię spod jej głowy, pozwalając, by rude loki rozsypały się po pościeli.

– Bałam się przyjazdu tutaj. Słyszałam takie historie… – urwała w pół zdania onieśmielona własną otwartością.

– Poza tym, ja nie lubię zaczynać wszystkiego od nowa. – Starała się zakończyć rozmowę na temat jej pierwszych wrażeń.

Partnerka przymrużyła oczy i spod długich rzęs obdarzyła ją pełnym kokieterii spojrzeniem:

– Powiedz, czego tak naprawdę ci brakuje? Za czym tęsknisz najbardziej? – drążyła temat.

– Wiesz… – odpowiedź wymagała chwili namysłu. Czego najbardziej żałowała, kiedy opuszczała dotychczasowe miejsce zamieszkania?  Nie było czasu na taką refleksję – wszystko działo się zbyt szybko. Polecenie służbowe, pakowanie, szybki transport na stację kolejową i długa podróż pociągiem. Kiedy dotarła do tej mieściny gdzieś na wschodzie, była już tak wymęczona, że marzyła tylko o pójściu spać. Następne dni wypełnione były obowiązkami i przystosowaniem się do nowych obyczajów, nowego miejsca, nowej organizacji pracy. I to wszechobecne błoto, którego nie sposób było się pozbyć z butów.

– Najbardziej tęsknię za szałwią. Brakuje mi czerwonych rabatek, które widać było z okna mojego biura. Myślisz, że tutaj będzie można zasadzić kilka krzewów?

– W Ravensbruck mieliście już wszystko uporządkowane…?

– Uhm.. – potaknęła, podkulając kolana pod brodę – Ale ty tu też się nieźle urządziłaś – omiotła spojrzeniem pastelowe ściany pokoju.

W sypialni niepodzielnie królowało łóżko, z, pomiętą już teraz,  satynową pościelą. Na samo wspomnienie śliskości i delikatności materiału na swojej skórze przebiegł po plecach dreszcz podniecenia. Za oknem szalała jesienna szaruga, ale tu w środku było jasno i przytulnie.

– Bycie szefową ma swoje plusy. – Rudowłosa z uśmiechem podniosła się, wspierając na łokciu. Niedbałym ruchem odpaliła papierosa.

– Zobaczysz zresztą. Tutaj naprawdę można… to znaczy… tu można się realizować. –  Spojrzenie  ciemnych, kocich oczu prześliznęło się po nogach i spoczęło na nagich, wilgotnych od niedawnego wysiłku, plecach.

– Podobasz mi się mała.  Jak masz na imię? Herta? Ja będę na Ciebie mówić Aniołku. Trochę jesteś taka anielska. Jak z bajek. – Gospodyni zaciągnęła się papierosem

– Moja mama czytała mi taką grubą książkę i tam właśnie były takie aniołki jak ty.

Rzeczywiście,  drobne ciało,  jasne blond włosy i niebieskie oczy sprawiały, że zdarzało się jej słyszeć takie porównania. Nigdy nie narzekała na brak powodzenia u płci przeciwnej. Jednakże dopiero niedawno dostrzegła, że nie tylko mężczyźni mogą być ciekawi erotycznie. To, że już po kilku dniach spędzonych tutaj, trafiła do łóżka z Ilsą, swoją własną szefową, tłumaczyła dużą ilością alkoholu i atmosferą, jaka panowała w tym miejscu. Potrzebowała rozładowania napięcia a seks był jednym z najlepszych środków na odreagowanie.

– Jeszcze wina? – kochanka podniosła się z łóżka, owijając prześcieradło wokół pełnych bioder.

Herta z podziwem patrzyła na wysportowaną, niewiele starszą od niej samej, bardzo atrakcyjną kobietę. W ruchach i sposobie bycia było coś drapieżnego i miękkiego zarazem. Była jak przyczajona, gotowa do skoku, miedzianowłosa pantera.

W pamięci odżyły obrazy sprzed kilkudziesięciu minut. Ilse wyglądała szałowo w swoim obcisłym, ściśle przylegającym do ciała, mundurze. Po kilku kwadransach przy winie, muzyce odtwarzanej z płyt, kiedy towarzyszący im panowie wstawili się już na tyle mocno, by stać się zbyt głośni i zbyt wylewni, wymknęły się z przyjęcia pod byle pretekstem.

Od pierwszego dnia była urzeczona jej charyzmą. Kiedy w pośpiechu zdejmowały z siebie ubrania, napawała się siłą i witalnością kochanki.  Delikatne, ale pewne dłonie bez trudu znalazły drogę do łechtaczki. Szlochała, wijąc się pod dotykiem warg i języka. Zatracała się, spijając z ust partnerki własne podniecenie. Płakała z rozkoszy, obdarzając kochankę pocałunkami. To był wyczerpujący, ale jakże przyjemny wybuch pożądania. Seks z kobietą był zupełnie innym doznaniem, niż chropowatość stosunków z mężczyznami.

– Poczekaj tu na mnie Aniołku. Zaraz do ciebie wrócę. – Ilse wyszła do pokoju obok. W powietrzu unosił się zapach jej perfum i delikatny, słodki aromat papierosa.

Herta opadła na pościel, rozciągając się w oczekiwaniu na kolejną porcję rozkoszy.

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

Stuk, stuk. Stuk, stuk. Miarowo wybijany takt kół pociągu działał usypiająco. Kolejna doba podróży.

„Musisz zachować przytomność!” – zganiła się w myślach, kiedy po raz kolejny przyłapała się na zapadaniu w drzemkę. Co prawda, nie groziło im bycie okradzionym – w takim ścisku złodzieje musieliby być cyrkowcami, żeby cokolwiek zdziałać. Mimo to, resztka rzeczy, które udało im się ocalić, była zbyt cenna, by pozwolić sobie na ich stratę. W ciemności, tuż obok, wyczuła ciało swojego męża. Z drugiej strony, o jej ramię, opierała głowę siostra. Od śmierci matki wzięła na siebie ciężar jej wychowania, czuła się za nią odpowiedzialna. Ruta była młodsza zaledwie o rok, ale zachowywała się czasem jak mała dziewczynka. No i to jej uganianie się za chłopakami. Młoda bywała irytująca w swojej zapalczywości i młodzieńczym uporze, ale była jej jedyną – oprócz męża – prawdziwą rodziną. Ciemne, poskręcane włosy siostry łaskotały ją w nos. Próbując nie zatracić się w zmęczeniu, potrząsnęła głową. Na ten ruch jej mąż zareagował sapnięciem, ale nie wyrwało go to z drzemki.

– Śpij Jakub, śpij… W nowym miejscu będziemy potrzebować tej twojej głowy pełnej pomysłów – pomyślała ciepło.

To była cecha, którą szczególnie lubiła w mężu. Inni mężczyźni albo przesiadywali pod sklepem prowadząc jałowe spory, albo spędzali całe dnie w synagodze. Natomiast jej Jakub zajmował się tysiącem spraw, wszędzie go było pełno, a przy tym miał najpiękniejszy uśmiech na świecie.

Spojrzała przez okno wagonu. Już zaczynało świtać. Jeszcze chwila i skończy się ten koszmar. W końcu nowa praca. W końcu nowe możliwości. W końcu czekała ich jakaś przyszłość.

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

Rząd skulonych postaci stał nieruchomo wzdłuż prowizorycznego peronu. Z zaduchu i stęchłego powietrza wagonów zostali wyprowadzeniu na zimny wiatr. W oddali majaczył zarys niskich parterowych budynków. Nieliczni zaopatrzeni w cieplejszą odzież owijali się paltami, chustami, płaszczami, chroniąc się jak tylko można przed przenikliwym chłodem. Po pierwszym momencie ulgi, po odetchnięciu świeżością poranka, niektórzy szybko zatęsknili za ciepłem zabudowanego blachą wagonu. Lokomotywa sapnęła, świsnęła para i powoli rozpędzające się koła zadudniły na drewnianych podkładach.

Wraz z rodziną znajdowała się w wśród kilkuset osób ściskających swój skromny dobytek w tobołkach i bagażach. Ciszę przerwał brutalny wrzask spokojnej dotąd straży. Popychając i bijąc, zaczęto wyrzucać opieszałych podróżnych z wagonów i ustawiać w szeregach.

Oszołomiona i zmęczona zaczęła się rozglądać dookoła. Tuż obok formowanej kolumny dostrzegła grupę kobiet w szarych mundurach i czarnych pelerynach z kapturami. Prawie każda trzymała na smyczy wielkiego wilczura. Śmiały się głośno i wdzięczyły do towarzyszących im żołnierzy.

Nowoprzybyli zostali ustawieni w dwa rzędy, oczekując na to, co miało zadziać się z nimi dalej.
Po wszystkich niedogodnościach ostatnich czasów, notorycznych problemach z pieniędzmi i niedostatkiem jedzenia, miała w końcu nadzieję, że nowa praca pozwoli im związać koniec z końcem.

Podniosła zmęczony wzrok. Od strony baraków pojawiło się kilka postaci. Wzrok przyciągała rudowłosa piękność, w dobrze dopasowanym ciemnym mundurze. Towarzyszyła jej druga kobieta, ubrana w podobny uniform.

Rudowłosa mówiła śpiewnym, niskim tonem. Przedstawiła się jako Oberaufseherin Ilse, do której wszyscy powinni zwracać się „Jaśnie Pani”. Teraz miał nastąpić podział na grupy, które zostaną oddelegowane do pracy.

Kobieta szła wzdłuż rzędów i pokazywała na pojedyncze osoby. Wskazani byli oddzielani od reszty. Gdzieniegdzie rozlegały się płaczliwe prośby, krzyki, nawoływania.

Zacisnęła zęby oczekując na werdykt. Znajdowali się w jednym z ostatnich wagonów, dlatego zanim poznała decyzję dotycząca ich rodziny musiała minąć dłuższa chwila. Wtem z przodu, najprawdopodobniej rozłączeni ze sobą członkowie rodziny, wdali się w przepychankę z wartownikami. Zanim ktokolwiek zdołał się zorientować, w dłoni strażniczki pojawił się pistolet. Szybki ruch ręki. Strzały poniosły się echem po otwartej przestrzeni. Przerażony tłum rozpierzchł się na boki. Zdołała jednak dostrzec, że najbliżej stojący, jak zamurowani patrzyli na upadające ciało, nie zdając sobie sprawy z tego, że ich twarze i ubrania zachlapane są czerwono–beżową papką z roztrzaskanej głowy.

„A więc tak wygląda miejsce, które miało być dla nas nową szansą” pomyślała z rezygnacją. „Przecież to nie jest sprawiedliwe. Niczym sobie na to nie zasłużyłam, nikomu nigdy nie zrobiłam żadnej krzywdy. Dlaczego? Dlaczego?? Skąd w tych ludziach tyle nienawiści?”

Czerwonowłosa piękność zatrzymała się na wprost niej. Rebeka stała z opuszczoną głową wyczekując na decyzję.

– Ty! Chodź tu do mnie! – strażniczka wskazywała długim wypielęgnowanym palcem wprost na nią.

– Ty żydowska świnio! Do ciebie mówię! – poczuła tępe uderzenie w kark i siłą została wyciągnięta przed szereg.

– Na kolana ścierwo! – mocne uderzenie w brzuch zgięło jej ciałem w pół. Nogi same ugięły się pod nią a kolana zachrzęściły na żwirowym nasypie.

– Jesteś zwykłym gównem, kupą mięsa! Jesteś niczym! Ty pierdolona żydowska dziwko! – kolejne razy spadały na jej plecy. Każdemu uderzeniu towarzyszyły wyzwiska wykrzykiwane przy wtórze ujadających psów.

– Zostaw ją! – krzyk młodej kobiety sprawił, że uderzenia ustały jak ucięte nożem.

„Boże! Ruta… tylko nie ty”

– Patrzcie no jaka harda, żydowska świnia! – strażniczka już wyciągała jej młodszą siostrę za włosy z tłumu. Dziewczyna broniła się wściekle kopiąc i szamocząc się w uścisku. Psy szarpały się na smyczy, tocząc pianę. Szczęknęła odbezpieczana broń. Młoda Żydówka znieruchomiała z przerażenia.

– Oooo… siostrzyczki. Małe żydowskie gnidy przyjechały do nas całą rodzinką. – Ilse zaśmiała się nienaturalnie głośno.

– Pokażę ci śmieciu gdzie jest miejsce twoje i twojej siostry – wypowiedziane wprost w przerażoną twarz słowa, nasączone były jadem.

– Rozbieraj się! – Polecenie zabrzmiało jak rozkaz

Lufa pistoletu dotknęła głowy Rebeki, która nie mogła wydobyć głosu, więc tylko pokiwała tępo głową i z napięciem czekała na to, co będzie dalej. Niedawne rozstrzelanie kogoś w tłumie nie pozostawiało wątpliwości, czym może grozić nieposłuszeństwo.

– Nie każ mi powtarzać, albo nie… Poczekam jeszcze sekundę i chętnie utłukę twoją siostrzyczkę, ty żydowska świnio. – Ponaglenie było skierowane w stronę Ruty.

Dziewczyna drżącymi ze strachu dłońmi niezgrabnie rozpinała guziki koszuli. Kiedy wyswobodziła się ze spódnicy i stanęła w samej bieliźnie przed rzędem zmarzniętych ludzi, padło kolejne ponaglenie:

– No dalej kurwo!

Rebeka poczuła, że zaraz zemdleje. Jej siostra, nie czując zimnych podmuchów wiatru, zdjęła majtki i biustonosz. Upuściła je na ziemię tuż przed sobą. Unikała wzroku Rebeki wciąż klęczącej z lufą przy skroni. Nagie łono i piersi bezwiednie przysłaniała dłońmi.

– Leżeć! – Ilse wykrzyczała polecenie. Naga kobieta upadła na ostry żwir, kalecząc sobie przy tym dłonie i nadgarstki.

– Wstawać! – rozkaz poderwał młodą Żydówkę do góry.

– Leżeć! Wstawać! Leżeć! Wstawać! –  rozkazy padały jeden po drugim. Już po paru chwilach ciało spływało krwią z rozcięć na brzuchu. Niewielkie smużki krwi kapały również z piersi, które Ruta pokaleczyła o twarde kamienie kolejowego nasypu. Ciężko dyszała, z trudem łapała oddech, starając się nadążyć za poleceniami. Tłum przyglądał się temu w milczeniu. Z oczu jej siostry kapały łzy.

– Wystarczy! Będę was miała na oku, wy żałosne, judejskie cipy. – Ilse wydawała się usatysfakcjonowana. Ładne policzki okrasił rumieniec podniecenia – Wracać do szeregu.

Rebeka nie miała odwagi podnieść się z kolan. Na czworaka wpełzła pomiędzy szeregi obserwujących wszystko ludzi. Naga Ruta została okryta przez kogoś kocem.

– Odmaszerować! – padła komenda i tłum powlókł się przed siebie.

Jakub przytulił ją do siebie. Wzrokiem nakazał milczenie. Jak to dobrze, że mogła na niego zawsze liczyć. O Boże! Przecież on to wszystko widział. Serce załomotało jej oszalałą rozpaczą. Teraz dopiero uświadomiła sobie, że jej mąż był świadkiem całego zajścia. Uspokajający uścisk jego dłoni podziałał kojąco.  Głęboko westchnęła i obiecała sobie w duchu, że nigdy już więcej nie narazi nikogo z bliskich na takie niebezpieczeństwo. Skupiła się na tym, by maszerować w równym tempie, by nijak nie wyróżniać się z tłumu. Po chwili rozdzielono ich na osobne grupy – mężczyźni zostali skierowani w jedną stronę. Ona wraz z pozostałymi kobietami została poprowadzona do jednego z niskich budynków, gdzie otrzymała bransoletkę z numerem, pasiasty uniform i gdzie od razu kazano jej się przebrać.  W strugach zimnego deszczu została zaprowadzona do baraku, który od dziś miał pełnić rolę jej domu.

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

– Widziałaś tę małą jidysze kurwę? – roześmiana blondynka była wyraźnie rozbawiona. Wracały z przyjęcia jej pierwszego transportu, zasłaniając się kapturami płaszcza od porywistego wiatru.

Jej towarzyszka wykorzystała pierwszą nadarzającą się sposobność, by pocałować swoją blond kochankę. Tuląc w dłoniach policzki, całując rumieńce wywołane zimnym wiatrem, półgłosem wyjawiła swoje pragnienia:

– Chcę ciebie. Bardzo… Wpadnij do mnie dziś wieczorem.

– Dziś nie mogę, mam wieczorną zmianę – w głosie blondynki słychać było zawód.

– A no tak… – Według regulaminu, nowym strażniczkom wolny dzień przysługiwał dopiero po tygodniu służby.

– Ale już za tydzień…

– Wiesz… Mam przeczucie, że Ty i ja będziemy się nieźle uzupełniać. – Rudowłosa weszła jej w pół zdania. Ukradkiem ściskając dłoń kochanki pod przykryciem brezentowej peleryny, rozpalonym głosem pełnym nadziei zaproponowała:

– Karl w sobotę wyjeżdża na spotkanie do Berlina. Będziemy miały więcej swobody. Przyjdziesz do mnie?

Tylko obecność męża Ilsy powstrzymywał je przed spędzaniem ze sobą każdej kolejnej nocy. Zapowiadany wyjazd był więc szansą na wspólnie spędzone chwile. Blondynka po raz kolejny w obecność starszej koleżanki poczuła mrowienie w podbrzuszu. Wystarczyło, że naczelniczka pojawiała się w okolicy, by pomiędzy nimi nawiązywało się niemalże fizycznie wyczuwalne napięcie. Chodziły wokół siebie jak kotki w rui – korzystając z każdego momentu sam na sam, by poczuć swoją bliskość i dzielić swój dotyk. Pierwsze nieśmiałe muśnięcia dłoni szybko zmieniły się w lubieżne sycenie się podnieceniem. Herta od dwóch dni nie nosiła żadnej bielizny prócz pończoch. Każda chwila sam na sam kończyła się zaciśnięciem wilgotnej pochwy na chłodnych palcach szefowej.

– Dobrze więc, do piątku kochana… – Jeszcze przelotne muśnięcie ust i pobiegła w pierwszych kroplach rozpoczynającej się ulewy do swojego blokhauzu.

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

Dzień kończył się niespiesznie. Mlecznobiała mgła leniwie unosiła się pomiędzy budynkami. Ostatnie promienie jesiennego światła przebijały się przez podstawę nisko zwieszonych chmur.

– Ruszać się! – strażniczka przywołała ją ruchem dłoni. Umęczone całodziennym wysiłkiem nogi ledwie utrzymywały ją w pionie. Stanęła razem z prawie setką innych kobiet w pozycji na baczność przed barakiem.

Przez ostatnie dni nauczyła się, jak radzić sobie w tym nienormalnym miejscu. Wyraźnie straciła na wadze. Niegdyś pełne policzki wysmukliły się, jeszcze bardziej podkreślając duże oczy. Włosy do niedawna lśniące, zmatowiały i nieznacznie się przerzedziły. Wciąż jednak, jako jedna z niewielu kobiet w jej baraku, przy rozczesywaniu nie zostawiała na grzebieniu całych kosmyków.

Dzięki zaradności i pogodnemu usposobieniu, które zyskiwało sympatię, udawało jej się otrzymywać od czasu do czasu dodatkową porcję zupy, bądź kromkę chleba. Ten łut szczęścia przy rozdziale żywności oraz sportowy charakter życia przed wojną, dawały jej przewagę nad innymi dziewczynami w obozie. Zastanawiające, że większość z nich pochodziła ze wsi i wydawać by się mogło, lepiej powinny znosić trudy ciężkiej pracy fizycznej. Mimo to, zaledwie kilka z tych prostych wiejskich dziewcząt nie straciło żywego spojrzenia. Większość pogrążona była w apatii i otępieniu. Z ociąganiem reagowały na pokrzykujące strażniczki, przez co dotkliwiej odczuwały kary wymierzane im przez pilnujących obozu. Rebeka widziała jednak również kobiety zupełnie pozbawione woli życia. Snuły się jak cienie, z pustymi, rybimi oczami, nie zwracając uwagi na otoczenie. Taki stan przypominał obłęd i wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że dziewczyny z pustym wzrokiem prędzej lub później znikną. Zostaną albo wysłane do komór, albo zginą zakatowane przez strażniczki. Nauczyła się wiele. Zawsze spokojna i opanowana umiała odnaleźć w sobie siłę, by znosić w milczeniu wyzwiska i upokorzenia jakie serwowały im strażniczki. Zrozumiała, że jakikolwiek bunt, przejaw sprzeciwu, czy choćby opieszałość, może być powodem do wymierzenia kary. Jedynym sposobem, by przetrwać, było dostosować się. Dostosować się i nauczyć się żyć w strachu, w ciągłej obawie. Wiedziała, że chce żyć i że zrobi wszystko, by przetrwać.

Ruta to co innego. Ona zawsze była niepokorna i zbuntowana. Zawsze zazdrościła jej tej buńczuczności i fantazji. Dlatego też jej młodsza siostra miała większe powodzenie u mężczyzn. Były jak dwie przeciwności – ona spokojna i uśmiechnięta, nawet pomimo przeciwieństw losu i jej zaprzeczenie; Ruta – zadziorna i energiczna. W obozie zostały rozdzielone, ale wiedziała przynajmniej, że jej siostra żyje. Widywały się tylko podczas apeli – kiedy dokonywano przeliczenia stanu osobowego; tego ile kobiet zmarło, ile było niezdatnych do pracy, ile było chorych. W czasie wielogodzinnego stania, kilkukrotnie dostrzegała jej twarz w szeregu kobiet po drugiej stronie placu. Dziś tez starała się dostrzec jej zmierzwione włosy. Tak, by nie wyróżniać się zbyt mocno uniosła się na palcach i ponad ramieniem stojącej tuż przed nią kobiety wypatrywała znajomej sylwetki w tłumie.

Wtem od strony baraków dał się słyszeć wrzask Wiedźmy. Takie określenie przywarło do rudowłosej strażniczki. Znów znalazła powód, by dać upust swojej chorej wściekłości. Zawsze wynajdywała pretekst i korzystając z najbardziej błahego powodu, znęcała się nad więźniarkami.

Wrzask niósł się coraz głośniej. Gniew Frau Ilse mogła oznaczać tylko jedno – któraś z nich zostanie pobita.

– Która żydowska kurwa zostawiła na środku pokoju jedzenie?! – Wściekła naczelniczka obozu aż tupała ze złości, maszerując energicznym krokiem w stronę poustawianych w czworoboki więźniarek.

– Tak wam tu szmaty dobrze, że nawet pierdolonego chleba nie umiecie uszanować?!! – Powód jej złości był absurdalny. Rebeka nie wyobrażała sobie, by jakiekolwiek jedzenie mogło zostać, ot tak, zostawione przez kogoś w baraku. Widziała już, jak kobiety zażarcie biły się o miskę zupy. Więc musiał to być kolejny przejaw złośliwej perfidii Wiedźmy.

– Kto zajmuje tamten blokhauz? – Ilse wskazywała delikatną dłonią na barak za swoimi plecami.

Jedna ze strażniczek wskazała ruchem głowy na właściwą grupę kobiet. Naczelniczka już po chwili z błyskiem złości w oczach przechadzała się pomiędzy stojącymi na baczność kobietami. Widać było, że szuka pretekstu, najmniejszej wskazówki, by wybrać ofiarę i się na nią rzucić.

– Ty!

Pierwsze uderzenie było zaskoczeniem. Zaatakowana ugięła się pod ciosem. Wściekle warcząc, Ilse wyciągnęła za włosy swoją ofiarę na środek placu. Rzuciła kobietę na ziemię. Obutą w wysokie, lśniące oficerki nogą wymierzyła kopniaka. Kobieta jęknęła, zgięła się w pół. Pięść rudowłosej wylądowała na jej karku. Dziewczyna upadła prosto przed siebie z cichym mlaśnięciem błota. Po raz kolejny dało się słyszeć jęknięcie.

Tłum stał milczący i nieruchomy. Część kobiet odwracała wzrok, część patrzyła ze strachem, ale też i poczuciem ulgi, że tym razem gniew Wiedźmy dopadł kogoś innego. Maltretowana kobieta próbowała się podnieść, wspierając na rękach uniosła się do pozycji klęczącej. Ilse z półobrotu uderzyła podbiciem stopy w brzuch więźniarki, która jak worek kartofli zwaliła się znów w błoto. Zwinięta w kabłąk przyjmowała kolejne kopnięcia, chroniąc rękoma głowę. Z rozcięć na dłoniach i rękach oraz z rozbitego nosa sączyła się jasnoczerwona krew, z której już po chwili w szarym błocie utworzyła się plątanina smużek jaśniejszego koloru. Kolejne ciosy spadały na podkurczone nogi. Drewniane chodaki spadły z gołych stóp. Jeszcze kilka razy i zasapana strażniczka wyprostowała się, poprawiając na sobie ułożenie munduru.

– I niech to będzie nauczka dla was wszystkich wy żydowskie gnidy! – Ilse wyładowawszy agresję, znów zmieniła się w piękną kobietę. Piękną i pełną poczucia wyższości.

Wtem za jej plecami dał się słyszeć stłumiony kaszel. To ofiara próbowała podnieść się na nogi.

„Nie wstawaj… nie rozdrażniaj jej… nie wstawaj…” bezgłośnie powtarzała Rebeka, jakby podpowiadając maltretowanej sposób, jak wyjść z tego cało. Przez szeregi kobiet przeszedł szmer. Zdziwiona Ilsa podniosła wzrok, by sprawdzić, co wywołało taką reakcję. Skatowana przed momentem kobieta podniosła się na równe nogi. Stała wyprostowana lekko się chwiejąc. Przetarła dłonią umazaną błotem twarz, rozmazała czerwone smugi po policzkach. Wyglądała tak, jakby chciała powiedzieć coś przez pęczniejące od opuchlizny wargi, ale udało się jej tylko wypluć przed siebie ślinę zmieszaną z krwią.

Rudowłosa z wściekłością rzuciła się na więźniarkę powalając ją z powrotem na ziemię. Podniosła nieprzytomny wzrok znad ciała swojej ofiary i wykrzyknęła w stronę milczącego tłumu:

– Co się tak kurwy gapicie? Macie maszerować! Jazda!

Strażniczki i więźniarki znały już ten rytuał. Kiedy Ilse wpadała w szczególną wściekłość nakazywała wielogodzinne marsze po placu. W jedną i w drugą stronę. W błocie, w deszczu, w pełnym słońcu i w kurzu. Ważne było, by się nie zatrzymywać. Kto się przewracał, ten nie wracał już do baraku.

Kilka setek kobiet rozpoczęło marsz. W obrębie placu: kilkadziesiąt kroków do przodu, obrót i znów kilkadziesiąt kroków.

– Nogi wysoko, jak na paradzie!

– Ruszać się kurwy!

– Szybciej! Szybciej!

W czasie, kiedy więźniarki maszerowały, Wiedźma wyładowywała swoją złość na zmaltretowanej chwilę temu nieszczęśniczce. Biła pięściami po twarzy na odlew tak, by odskakująca głowa sama wracała na poprzednią pozycję.

Rebeka starała się nie zgubić tempa. Utrzymywała równy rytm kroków, by nie upaść w grząskim błocie. „Mówiłam jej, żeby nie wstawała, przecież wiadomo było jak to się skończy, wystarczyłoby, żeby się nie podniosła” – kołatało się w jej głowie. Nie patrzyła w stronę środka placu. Nauczyła się skupiać na najważniejszym, na tym, by nie zgubić rytmu. Nie chciała patrzeć na to, co strażniczka robiła ze swoją ofiarą, ale na skutek kolejnego zwrotu znalazła się w jednej z bocznych linii maszerującego tłumu.

Jedno krótkie spojrzenie. Jedno spojrzenie wystarczyło, by rozpoznała w ofierze swoją siostrę. Za gardło ścisnął ją skurcz bólu. Miała wrażenie, jakby na jej pierś zrzucił ktoś ogromny ciężar. Nie mogła złapać oddechu. Rozpacz odebrała jej całkowicie siłę. Równe dotąd tempo zagubiło się. Nogi same stanęły w miejscu. Nie mogła zrobić najmniejszego ruchu. Nie mogła złapać powietrza. Czuła, że jest potrącana przez mijające ją ciała. Pustka wypełniła całe jej wnętrze. Nie była zdolna do jakiejkolwiek reakcji. Poczuła, że jej świat runął. Jej ukochana siostra, jej mały skarb był bity i okaleczany przez tego potwora. A ona nie mogła nic zrobić.

Nagle czyjeś ręce pochwyciły ją za ramiona i w pasie. Została zmuszona do ruchu. Współtowarzyszki z baraku napierając na nią, podtrzymując i ciągnąc, zmusiły, by szła w przód. Bezwiednie poddała się temu naciskowi. Już po kilku sekundach odzyskała tempo, choć nogi wydawały się jak z ołowiu.

Kolejny nawrót.

Kilka chwil i już były blisko centrum placu. Ilse już nie biła więźniarki. Teraz kopała leżące u jej stóp zabłocone ciało. Podskakiwała wdeptując w ziemię ludzki kształt.

„A może mi się tylko wydawało? A może to jednak nie Ruta?” – cień nadziei zaświtał w ociężałym umyśle Rebeki. Kolejne kilkaset kroków. Nawrót.

Strażniczka stała pochylona nad ciałem.  W miarę jak grupa Rebeki przybliżała się do centralnego punktu obozu widać było coraz wyraźniej, że naczelniczka odbezpiecza broń. Kolejne kilkanaście kroków. Pochylała się nad leżącą bezwładnie na brzuchu więźniarką. Kolejne kilkanaście kroków. Coraz bliżej. Chwyciła za włosy i odciągała w tył głowę. Kolejne kilka kroków. Coraz bliżej.

Rebeka zobaczyła z bliska zapuchnięte, rozbite usta, wybite przednie zęby, rozcięty łuk brwiowy, cieknącą z ucha smugę krwi i rozszerzone oczy. Oczy jej siostry. Padł pojedynczy strzał. Głowa Ruty rozpada się na kilkanaście krwawych kawałków.

Niemy krzyk rozpaczy uwiązł w gardle. Jedynie dzięki podtrzymującym dłoniom nie upadła.

– Stać! – Nie usłyszała rozkazu. Nie była w stanie poruszać się dalej. Została zawleczona do baraku. Ułożono ją na pryczy i przykryto kocem. Leżała kilka godzin z otwartymi oczami bezgłośnie mamrocząc raz po raz: „nie wstawaj… nie wstawaj…”

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

Służbowe przeniesienie do innego obozu miało swoje plusy. Musiała to przyznać, bo miejsce z którego pochodziła nie zapewniało nawet połowy tych wrażeń estetycznych. Jasne – zimą było tu mokro i ponuro, ale chłodne wieczory, kiedy potrzebowała ciepła, wypełniła Ilse. Wypełniła ciepłem i czułością. A teraz było jej błogo. Niesamowite, w jak dobry nastrój może człowieka wprawić sam widok. Szachownica pól na okolicznych wzgórzach, szum wiatru w koronach drzew, zieleń trawy i brzęczenie owadów leniwie zbierających nektar z kwiatów. Sielskie popołudnie w samym sercu Europy. To był dobry pomysł, żeby dać się wyciągnąć na wycieczkę rowerową.

Zostawiły wszystkie obowiązki, mundury i rozkazy za sobą. Ubrane w letnie sukienki z koszykiem owoców i winem pojechały nie dalej jak kilka kilometrów przed siebie. Zwykła łąka, zwykły strumień, zwykłe letnie popołudnie. A ile w tym wszystkim kolorów, ile życia, ile energii! Wiec teraz leżały na kocu, w zakolu szemrzącego nieopodal strumyka, pijąc wino wprost z butelki – po prostu cieszyły się życiem.

Ilse leżała z podwiniętą ponad kolana sukienką. Przymknęła oczy, wygrzewając symetryczną twarz w promieniach słońca.

– Od tego gorąca nic mi się nie chce – leniwie przeciągnęła się na kocu. Herta nachyliła się po butelkę cienkiego, lekkiego wina.

– Chodź tu bliżej do mnie… Zasłaniasz mi słońce. – Rudowłosa pociągnęła ją na siebie. Gwałtowny ruch spowodował, że wino rozchlapało się wokoło, spryskując czerwienią kropelek odsłonięte uda kobiety.

– No popatrz… Marnujesz przydziałowe wino niemieckiej armii! – Ilse udawała zagniewanie.

– Poczekaj, nie może zmarnować się nawet kropla – Herta ustami dotknęła rozgrzanej skóry. Powoli przesuwała się od jednej mokrej plamki, do drugiej ledwie muskając językiem skórę kochanki. Czuła, jak pod dotknięciem rudowłosa pręży się i wygina, nadstawiając się do pocałunków. Była drżąca i niecierpliwa, pachnąca winem i przedsmakiem podniecenia – najpiękniejszej woni. Lubiły drażnić się w ten sposób ze sobą – dotykać i sprawiać przyjemność ledwie zaznaczonym głaskaniem. Czułość, której nie był w stanie dostarczyć żaden z mężczyzn. Delikatność i zachłanność w jednym. Przesunęła opuszkami palców poprzez przedramiona, nagi brzuch i opięte jasną koronką pełne piersi. Czuła, jak w jej wnętrzu budzi się po raz kolejny tego dnia nieokreślone uczucie, które szuka ujścia poprzez kontakt z ciałem kochanki. Energia rozpierająca od wewnątrz, czekająca tylko na wskazanie drogi, by zostać jak błyskawica uziemiona, rozładowana, wyzwolona od więzów jakie nadawało ciało.

Nie panując nad pożądaniem, wpiła się ustami w pachnące owocami wargi. Czułość pocałunku, oddanego wobec napierających ust, była jak zwykle zaskakująca. Ilse całowała z czułością, ale i zachłannością; od dotyku motyla, po ugryzienia drapieżnego kota – była połączeniem skrajności pozornie nie do pogodzenia.

Kiedy ich usta i języki tańczyły ze sobą, dłonie szukały guzików sukienki. Kilka ruchów i zwiewna tkanina odsłoniła kształtną krzywiznę biodra i smukłość brzucha. Napięte niczym u baletnicy, obciągnięte palce stóp zachwycały gracją. Ilse poddała się całkowicie pieszczotom. Mruczała pod dotykiem drobnych palców pomiędzy jej udami. Wiła się i prężyła,  starając się w dwójnasób odbierać bodźce, podążała za wędrującymi po jej ciele dłońmi. Jakże przyjemnie było sprawiać jej przyjemność. Jej ciało i wszystkie jego zakamarki stały otworem dla delikatnych palców. Krótki urywany oddech, ciche pojękiwania, wypchnięte ku górze biodra i wilgotność zalewająca palce świadczyły o podnieceniu. Jeszcze kilka ruchów dłoni, kilka westchnięć i rudowłosa zastygła z uśmiechem spełnienia na ustach.

– Aniołku… Jesteś niesamowita – Ilse roześmiała się – a chciałam tylko, żebyś nie zasłaniała mi słońca…

– Zobaczysz, od tego opalania się w końcu dostaniesz piegów. – Blondynka pogroziła palcem partnerce, jednocześnie sadowiąc się tak, by policzkiem dotykać brzucha Ilse.

Pogrążyły się w rozmowie i leniwym bawieniu się  dotykiem. Nie zauważyły, kiedy na horyzoncie zebrały się szarosine chmury. W kilka chwil niebo zasnuło się granatem deszczowych obłoków. Kiedy ulewa uderzyła z całą gwałtownością letniej burzy, tuliły się do siebie skryte przed nawałnicą pod koroną rozłożystego drzewa. Osłaniając się kocem, spijały sobie nawzajem z mokrych ust i włosów krople wody. Herta poczuła, że jest w pełni szczęśliwa – jeśli miałaby możliwość, by zatrzymać czas, to właśnie teraz.

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

– Żydowska świnio! Masz zameldować się u Oberaufseherin. Natychmiast!  – Rebeka ze zdziwienia aż otworzyła usta. Ledwie zakończył się wieczorny apel, nie zdążyły jeszcze rozejść się do baraków.

Czego Wiedźma mogła od niej chcieć? Zrobiła szybki rachunek sumienia. W ramach obozowego systemu zakazów i nakazów nie została przyłapana na żadnym przestępstwie. Mimo to, opadły ją czarne myśli – wezwanie nie oznaczało nic dobrego.

– Biegiem!

Nie namyślając się dłużej, pobiegła najszybciej jak mogła w kierunku nisko sklepionego budynku, gdzie w godzinach urzędowych przebywała Wiedźma. Stanęła przed ciemną fasadą biura. Tuż obok zamajaczyła, przypominająca kapelusz wielkiego grzyba, kopuła betonowego bunkra. Kilka stopni i stanęła przez progiem biura.

– Numer 61979 melduje się na rozkaz.

– Wejść – dźwięczny głos zaprosił ją do środka.

Widok, jaki ją zastał, powstrzymał ją w pół kroku. Rozebrana od pasa w dół Wiedźma siedziała rozparta w fotelu. Naprzeciwko niej, w równym rzędzie stało kilku mężczyzn w pasiakach. Tym, jednak, co zaskoczyło Rebekę najbardziej był fakt, że więźniowie stali z opuszczonymi do kostek spodniami drelichów. Ich ręce poruszały się rytmicznie na wzwiedzionych członkach. Dłoń strażniczki opierała się na rozchylonych, wydatnych wargach sromowych.

– Rozbieraj się kurwo! – podkreśleniem polecenia było machnięcie szpicrutą trzymaną w drugiej dłoni. – Szybko, szybko!

Jak w transie przeszła przez pomieszczenie do miejsca, które wskazała jej Frau Ilse. Wiedziała, że stanie się coś złego, ale czuła też, że nie może zrobić nic, aby temu zapobiec. Zdjęła spodnie i koszulę drelichu, starając się nie patrzeć w stronę podrygujących w rytm onanistycznych ruchów mężczyzn.

W zaszklonych i wręcz nieprzytomnych oczach strażniczki dostrzegła amok podniecenia. Frau Ilse podniosła się z fotela. Delikatną dłonią chwyciła włosy Rebeki. Zmusiła ją do pochylenia się nad blatem biurka. Przez głowę dziewczyny przebiegła myśl – „Jak może być tak piękna, tak nienagannie uczesana i umalowana i jednocześnie być taką bestią…?”

Przyciągnięta do stołu szyja bolała od napięcia.  W końcu głowa dziewczyny oparła się o blat. W takiej pozycji  pośladki były wypięte wysoko ku górze. Poczuła rumieniec zażenowania i wstydu oblewający jej twarz. Cokolwiek się stanie musiała to zaakceptować i poddać się temu. Musiała wytrzymać, żeby się uratować.

– Ty żydowska, brudna świnio… – strażniczka syknęła przez zęby. Rebeka  skuliła się jeszcze bardziej w sobie.

– Boisz się, prawda? – poczuła gorący oddech Niemki.

– Jestem tylko ja. Nie ma nikogo innego. Chcę żebyś dobrze sobie to zapamiętała. To ja jestem panią twojego nędznego życia i twojej śmierci. Połóż tu ręce! – wzrokiem wskazała biurko. Dłonie młodej dziewczyny powędrowały zgodnie z poleceniem na blat. Mokre ze strachu wnętrze dłoni zostawiły na błyszczącym drewnie odciski. Ilse rozpostarła palce dziewczyny na stole.

– Ani mi się waż poruszyć, ty kupo gnoju!

– Auuuuuu! – gwóźdź, wbity pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym, wyrwał z gardła Żydówki mimowolny okrzyk bólu.

– Aaaaaaa! – wbijania drugiego już się spodziewała, ale pomimo to, pulsujące uderzenie bólu nie pozwoliło zachować ciszy. Poczuła strużkę zimnej zimnego potu, spływającą pomiędzy pośladkami. Pulsujący ból promieniował z dłoni na przedramiona i całe ciało. Nie mogła wykonać żadnego ruchu, gdyż każda próba zmiany pozycji wzmagała uczucie rozdzierania na dłoniach.

Miedzianowłosa odgarnęła kosmyk włosów z czoła. Uśmiechała się, pokazując równe, białe zęby pomiędzy kształtnymi wargami.

– Powiedz dziwko, jak bardzo się boisz…?

– Bardzo, proszę pani… – wyszeptała przez spierzchnięte wargi. To tylko jednak wzmogło brutalność naczelniczki obozu. Szpicrutą, która dotąd leżała odłożona na boku, zaczęła okładać plecy i pośladki unieruchomionej kobiety.

– Ty mała zdziro! Żydowska kurwo! Ty pizdo zawszona! Ty owco jebana! – każdemu uderzeniu towarzyszyły bluzgi, których nie powstydziłby się pijany żołdak.

Bat ze świstem przecinał powietrze. Każde uderzenie pozostawiało czerwoną smugę na ciele maltretowanej dziewczyny. Ślady szybko nabiegały krwią. W kilka chwil z jasnoróżowych stawały się purpurowo–czerwone. Rudowłosa biła niemalże na oślep, trafiając od łopatek przez biodra aż po uda. Dziewczyna jęczała przy każdym spadającym na nią razie. Podrygiwała w rytmie nieregularnych uderzeń. Krew z przebitych dłoni zbierała się w małe plamy i skapywała z brzegu biurka na podłogę. Szarpnięcia, raz za razem, na nowo otwierały ledwie zasklepione rany. Rebeka czuła, że za chwilę straci przytomność, że dłużej nie wytrzyma. Tępy ból zakrwawionych dłoni zlał się w jedno z pulsowaniem okaleczanych pleców. Świat wirował wokół. Nie zwracała już uwagi na poniżenie swoją nagością, nie słyszała kierowanych pod jej adresem wyzwisk. Skupiła się jedynie na bólu i na tym, by nie stracić przytomności. Jeszcze kilka uderzeń i naczelniczka odwróciła się do mężczyzn, pozostawiając szlochającą Rebekę w spokoju.

– Szybciej! Szybciej gnojki! – szła wzdłuż rzędu smagając szpicrutą po odsłoniętych pośladkach.

Niespodziewanie chwyciła jednego z nich za przyrodzenie i pociągnęła brutalnie w stronę wypiętego tyłka dziewczyny. Więzień niezgrabnie, ze względu na krępujące nogi spodnie od drelichu, postąpił kilka kroków w przód.

– A teraz pokażesz mi do czego służy to coś! – Ilse zaśmiała się w głos i skierowała wyprężone prącie pomiędzy pośladki przybitej do stołu dziewczyny. Nowa fala przerażenia zalała Rebekę. To był jej najgorszy koszmar, najbardziej przerażająca wizja; bycie zgwałconą przez kilku mężczyzn. Odruchowo chciała się skulić, ale przybite do blatu stołu dłonie uniemożliwiały jakikolwiek ruch.

Chłopak, którego wybrała oprawczyni, musiał być nowy w obozie. Był wyraźnie lepiej odżywiony od reszty skazańców. Oliwkowa karnacja i rzymski profil sugerowały, że pochodził z południa Europy.

– Nie! – Członek prowadzony dłonią Ilse o cal minął ciało dziewczyny. Ten nagły sprzeciw zaskoczył rudowłosą. Zatrzymała się w pół ruchu.

– Nie chcesz? Nie chcesz…? – powtórzyła ze dziwieniem.

– Ty mały gównozjadzie, czy ty wiesz kim ja jestem? Mogę cię zgnieść jak małego robaka. Ot tak! – pstryknęła palcami tuż przed jego oczami. Patrzył na nią nieruchomo. Jeszcze raz pociągnęła za jego przyrodzenie, kierując je w stronę przybitej do biurka kobiety. Jeszcze raz w odpowiedzi spotkała się ze zdecydowaną odmową.

– Dobrze, w takim razie… – spocona ze strachu Rebeka nie mogła uwierzyć, że Wiedźma ustępuje więźniowi – W takim razie zastąpisz tę małą kurwę.

Chłopakowi otworzyły się ze zdziwienia szeroko oczy. Frau Ilse sięgnęła w tym czasie po pistolet. Szczęknęło odbezpieczenie.

– Dalej! Oprzyj się o stół – wskazując lufą zażądała, by mężczyzna dołączył do dziewczyny na blacie biurka.

– Ręce na wierzch! – szybkim ruchem rudowłosa zapięła na jego dłoniach kajdanki. W kilka chwil odebrała mu możliwość wyrwania się.

– Teraz zobaczymy, kto tu dyktuje warunki – wysyczała mu wprost do ucha.

– Ty! Chodź tutaj! – gestem przywołała jednego z więźniów z szeregu.

Szurając drewnianymi chodakami, zbliżył się do unieruchomionej dwójki.

– Zostaw – zdjęła jego wciąż zaciśniętą dłoń z członka.

Pochyliła się przy nim. W pierwszym odruchu skulił się jakby w oczekiwaniu na uderzenie. Zaborczym gestem chwyciła nabrzmiałą męskość w usta. Nieruchomy mężczyzna bał się wykonać najmniejszy ruch. Rudowłosa zassała go głęboko w gardło. Z zaciśniętymi ustami długo lizała i ssała prącie, dysząc przy tym głęboko przez nos. Z westchnieniem wypuściła je w końcu na zewnątrz. Splunęła na penisa, wulgarnie pozbywając się nadmiaru śliny. Jej usta znów go objęły. Język zataczał małe kółeczka, omiatając wyprężone, nabiegłe krwią półkule, zahaczając o wędzidełko, przesuwając się chropowatością wzdłuż całej długości. W trakcie tego Ilse pomagała sobie ręką, intensywnie masując nasadę członka. Mężczyzna stał jak skamieniały, pozwalając bez sprzeciwu na ten akt masturbacji. Jego chude ciało drżało. Nie wiadomo czy z podniecenia, czy ze strachu. Czerwonowłosa piękność splunęła po raz kolejny, pokrywając onanizowanego penisa śliską warstwą śliny i jego własnych wydzielin. Popchnęła swoją ofiarę bliżej wypiętych pośladków pary przy stole.

– A teraz wyjebiemy małego, ślicznego, nieposłusznego Żydka – Młody chłopak szarpnął się w więzach, kiedy gorąca i śliska męskość dotknęła jego pośladków.

– Nie wyrywaj się, bo to nic nie da – naczelniczka zaśmiała się półgłosem. – Możesz tylko modlić się do tego waszego milczącego boga, żeby ten tu szybciej skończył.

Z zafascynowaniem patrzyła, jak penis powoli znika pomiędzy pośladkami. Mężczyzna na stole zakwilił jak dziecko, przyjmując w siebie ciało współwięźnia.

Rebeka wciąż tkwiła przybita do blatu biurka. Mimo, że uwaga Frau Ilse skierowana była w stronę mężczyzn, nie śmiała się dotąd nawet poruszyć. Jej nozdrza wypełnił zapach dwóch męskich ciał. Czuła rytmiczne pchnięcia jakim podlegał chłopak obok niej. Przebite dłonie wypełniał piekący ból, a wgięty kręgosłup kłuł z powodu niewygodnej pozycji, w której trwała od dłuższego czasu. Przemknęło jej przez głowę, że nieposłuszeństwo okazane przez gwałconego obok niej chłopaka dawało nadzieję na to, że uniknęła najgorszego. Bała się poruszyć, by nie przypominać strażniczce o swojej obecności, ale nie była już w stanie zachować dotychczasowej pozycji. Spróbowała zmienić układ ciała; opuściła niżej biodra i lekko, prawie niezauważalnie wyprostowała ugięte w łokciach dłonie. Dzięki temu mogła przesunąć głowę.

Zobaczyła, że Wiedźma znów usiadła w swoim fotelu, tak, by mieć widok na spółkujących mężczyzn. Wciąż była ubrana w górną część swojego szarego munduru. Teraz jednak poły marynarki rozsunięte były na boki, powalając wydostać się na wierzch obfitemu biustowi. Rudowłosa jedną rękę zanurzała  pomiędzy udami, a drugą wydobywała właśnie z biustonosza piersi, miętosząc i ugniatając stwardniałe sutki z ciemną obwódką brodawek wokół. Wydawała się jednocześnie tak elegancka z nienagannie upiętymi falami rudych loków i tak wyuzdana z zatraceniem się w spełnianiu swoich zachcianek. Rebeka obróciła głowę i napotkała załzawione spojrzenie gwałconego analnie mężczyzny. Wydał się jej młodszy niż na pierwszy rzut oka. Cały był spięty, mięśnie ramion drżały pod skórą a na czole widoczne były kropelki potu. Podrygiwał, kiedy jego pośladki z  głośnym klaskiem odbijały się od łona mężczyzny za nim. W zaciętym milczeniu znosił tortury. Odwracając wzrok zauważyła, że w rytm pchnięć zaciskał i rozluźniał pieści.

Spojrzała znów w stronę oprawczyni. Frau Ilse pocierała swoje łono, spod przymrużonych powiek spoglądając na scenę, którą sama wyreżyserowała. Widać było w jej lubieżnym uśmiechu, w zadowolonym skrzywieniu warg coś zwierzęcego. Ten sposób patrzenia, to samozadowolenie, ta milcząca pewność siebie – strażniczka całą sobą przypominała kotkę wpatrzoną w swoją ofiarę. Jedną dłonią masowała łechtaczkę, kiedy druga bawiła się jednym z loków na głowie. Połączenie niewinności i bezkresnej rozpusty.

Poprzez otępiającą mgłę bólu do Rebeki dotarła zmiana w otoczeniu. To mężczyzna posuwający chłopaka na stole przyspieszył ruchy. Jego pchnięcia stały się mocniejsze i bardziej intensywne. Oddech przyspieszony i spazmatyczny. Ilse również dostrzegła tę zmianę i podniosła się ze swojego miejsca. Widząc, że więzień jest już na skraju wytrysku szybko bliżyła się do niego. Jedną dłoń położyła na jego pośladku. Drugą podsunęła mu pod nos:

– Tu masz skończyć. Wszystko ma trafić do mojej ręki. – Więzień pokiwał głową na znak, że rozumie.

Jeszcze kilka pchnięć, kilka klaśnięć bioder o pośladki. Z przeciągłym jękiem mężczyzna ejakulował wprost w delikatną dłoń strażniczki. Spazmy orgazmu podrzucały jego ciałem, kiedy był dojony do ostatniej kropli nasienia.

– Ty żydowska gnido! Spierdalaj! – Mocne pchnięcie omal nie pozbawiło go równowagi. Kilka sekund potem, plącząc się we własnych spodniach, został wrzucony za drzwi. Strażniczka z lubością przyglądała się białej spermie spływającej pomiędzy palcami. Łączyła i rozdzielała palce sklejone zastygającą substancją.

– Następny! – Ilse przywołała gestem kolejnego więźnia. Ten już nie był onanizowany. Postękując i posapując, samodzielnie wtłoczył swojego penisa w odbyt współwięźnia. Poruszał się zdecydowanie wolniej i Rebeka miała wrażenie, że wchodził głębiej niż jego poprzednik. Każdemu pchnięciu towarzyszył klaszczący dźwięk. Całe biurko trzęsło się w rytm nasilających się ruchów frykcyjnyjnych. Mężczyzna z tyłu przyspieszał, jego głęboki, chrapliwy oddech był wyczuwalny nawet na plecach Rebeki. Nawet odwrócona tyłem, dziewczyna czuła, że lada moment nadejdzie jego spełnienie. Gwałcony więzień jęczał z bólu. Dziewczyna modliła  się w duchu, by ten koszmar jak najszybciej się zakończył, jednocześnie zastanawiając się ilu jeszcze czekało w kolejce. Spojrzała na Frau Ilse – strażniczka właśnie podniosła się z fotela. Gestem nie znoszącym sprzeciwu odciągnęła tego z tyłu od przybitego do stołu chłopaka.

– Jeszcze nie… – Jej usta rozciągnęły się w sardonicznym uśmiechu.

– Następny! – padło polecenie.

Kolejna osoba ustawiła się za plecami dziewczyny. Po raz kolejny tułów chłopaka obok niej zaczął podrygiwać w regularnym rytmie.

Wiedźma tymczasem wzięła do ręki przedmiot, który zmroził krew w żyłach Rebeki. Ta czarna, drewniana pałka służyła jako jedno z podstawowych narzędzi wymierzania kar w obozie i była jednocześnie jednym z ulubionych Wiedźmy. Widziała niejednokrotnie, jak przy pomocy tego samego narzędzia współwięźniarki były katowane do utraty przytomności, sama również poznała ból jaki sprawiało tępe uderzenie krótkiego, drewnianego, obłego kija. Widziała na porannych apelach jak pod uderzeniami łamały się kości, jak siniały plecy, jak rozdzierała się skóra, jak puchły twarze.  Czyżby tym razem Frau Ilse miała zamiar użyć go wobec niej…? Strach ścisnął ją zimnymi palcami za gardło. „Wszystko, byle nie pałka…”

Rudowłosa obeszła stół. Stojąc w szerokim rozkroku jedną ręką ugniatała pośladki kolejnego gwałcącego, kiedy drugą manipulowała przy swoim sromie. Rebeka, z przerażeniem i obrzydzeniem jednocześnie, patrzyła jak czarna obłość zanurza się pomiędzy rozsunięte wargi sromowe, jak wysuwa się cała wilgotna, jak ponownie wnika we wnętrze i znów wraca, skapując wręcz podnieceniem. To było niewyobrażalne. Jeden z najbardziej przerażających symboli władzy, obiekt budzący zgrozę i strach samym swoim pojawieniem się w dłoni strażniczek, był teraz używany jako zastępstwo dla męskiego członka. To, co widziała dotychczas było nieludzkie, ale teraz poczuła falę odrazy i wstrętu.

Ręka Ilse gwałtownie trzepotała pomiędzy udami. Pałka wysuwała się i wsuwała jak tłok jakiejś maszyny.

– Następny… – wyszeptała a w jej głosie słychać było szorstkość zaschniętego podnieceniem gardła.

Nastąpiła kolejna zmiana miejsc. Rudowłosa dostosowała rytm onanizowania się do tempa, w którym odgrywał się przed nią gwałt. Przez moment krótkie, urwane jęknięcia gwałconego zlały się w jedno z sapaniem mężczyzny stojącego z tyłu. Do nich dołączył przeciągły, kobiecy jęk. Narastający z sekundy na sekundę, z pobrzmiewającymi nutami histerii, z tak dobrze znaną wszystkim więźniarkom melodią nieopanowanej złości, bądź, jak w tym przypadku, podniecenia nie do opanowania. Rebeka patrzyła oniemiała, jak pod rudowłosą uginają się kolana. Z szeroko otwartymi ustami, falującym w przyspieszonym oddechu biuście, z zaciśniętymi nogami strażniczka zastygła nieruchomo na podłodze. Mężczyzna gwałcący chłopaka nie zaprzestał swoich ruchów. W ciszy jaka zapadła po nagłym spełnieniu naczelniczki, słychać było tylko jego przyspieszony oddech i pojękiwania chłopaka.

Po chwili Frau Ilse podniosła się z podłogi. Klepnęła, wciąż kołyszącego się nad ciałem chłopaka, mężczyznę w pośladek:

– Wystarczy – padło polecenie. Mężczyzna cofnął się o krok i wydobył sterczącego penisa spomiędzy pośladków. Skowyt ulgi wydobył się z ust uwolnionego chłopaka, który całkowicie bez sił opadł na blat biurka. W międzyczasie Wiedźma pochyliła się nad Rebeką i z błyskiem w oku, przez zaciśnięte zęby wycedziła:

– Myślałaś, że o tobie zapomniałam? – Dziewczyna aż drgnęła przestraszona.

– Teraz wyjmę te gwoździki a ty szmato masz nawet nie pisnąć. Zrozumiano? – W odpowiedzi na to żądanie Rebeka cała się napięła i zacisnęła mocno powieki. Oczekiwanie przedłużało się w nieskończoność. W końcu mocne szarpnięcie przeszyło ją piekącym bólem. Zachłysnęła się powietrzem, by nie wydobyć z siebie dźwięku. Przy drugiej dłoni ledwie udało jej się zapanować nad potrzebą krzyku. W ustach rozlał się metaliczny posmak – nie poczuła nawet, że przygryzła wargę do krwi. Uwolnione dłonie piekły żywym ogniem. Napięte dotąd ramiona nie utrzymały jej ciężaru, kiedy próbowała się oprzeć o krawędź biurka. Nie była w stanie samodzielnie utrzymać równowagi. Jej kolana uderzyły o drewnianą podłogę.

– Nie wstawaj żydowska suko. Wy, chodźcie tutaj! – Frau Ilse gestem przywołała mężczyzn.

– Teraz chcę, żebyście się spuścili. Wszyscy. Do mojej dłoni. – Pięciu mężczyzn skupiło się wokoło rudowłosej.

Ich ręce przyspieszyły onanistyczne ruchy. Wychudzone ciała podrygiwały równomiernie, kiedy kołysali się brandzlując się naprzeciwko strażniczki. Frau Ilse napinała palce, niecierpliwiąc się w oczekiwaniu na pierwsze strugi nasienia. Dyszała ciężko przez rozchylone z podniecenia usta. Pierwszy białym, lepkim płynem zalał nadstawioną dłoń ten, który jako ostatni gwałcił analnie. Z sykiem wypuścił powietrze wstrząsany drgawkami orgazmu. Długie palce zacisnęły się na powoli więdniejącym członku. Rudowłosa kilkakrotnie przeciągnęła dłonią wzdłuż, wyciskając ostatnie krople. W tym czasie kolejny z więźniów osiągnął orgazm. Ejakulował, potrząsając gwałtownie penisem, wskutek czego większość jego ładunku trafiła w wierzch dłoni strażniczki. Białość spermy kontrastowała z opaloną skórą dłoni. Ilse obróciła obspermioną dłoń, pozwalając by nasienie dwóch mężczyzn zmieszało się ze sobą. Z przymrużonymi oczami wpatrywała się w swoją rękę. Wystawiła koniuszek języka, bawiąc się lepkością swoich palców. Kilka chwil później kolejną porcją wystrzelił następny. Rzadki, białawy płyn z impetem rozbryzgał się na nastawionej dłoni, ochlapując uda pozostałych więźniów. W powietrzu unosił się zapach świeżo ściętego tataraku, spoconych męskich ciał i kobiecego podniecenia. Ostatni dwaj mieli trudność w osiągnięciu wytrysku. Jeden z nich mocno zaciskał zamknięte oczy a na jego szczęce widać było zaciśnięte mięśnie. Drugi jak zahipnotyzowany wpatrywał się w obnażony biust oprawczyni. Jego dłoń zacisnęła się na główce wyprężonego członka.

– Ruszać się! – ponaglił ich zniecierpliwiony, żądający posłuszeństwa, kobiecy głos.

Obydwaj wzmocnili ruchy. Rebeka mogła dostrzec nabrzmiałe od wysiłku żyły na rękach. Jeszcze moment i z ich penisów poleciały w stronę oczekującej ręki białawe strugi.

Dziewczyna nie mogła oderwać wzroku od Frau Ilse – nie rozumiała tej dziwnej fascynacji męskim nasieniem. Rudowłosa z pomrukiem zadowolenia przyjęła we wnętrze swojej dłoni ostatni ładunek spermy. Zacisnęła dłoń a spomiędzy palców pociekł biały płyn.

Mężczyźni stali wokół niej. Ich jeszcze chwilę temu naprężone fallusy zwisały nieporadnie. Strażniczka nie zwracała na nich uwagi, tak jakby byli jej potrzebni tylko do oddania porcji białego ejakulatu. Potrząsnęła ręką, strząsając z niej nadmiar spermy. Obróciła się i skupiła ponownie swoją uwagę na klęczącej u jej stóp dziewczynie.

– Popatrz tylko, jak te zawszone Żydki naświniły. To twoi ziomkowie, więc teraz ty zdziro po nich posprzątasz. – Rebeka w dezorientacji zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu sprzętów do czyszczenia podłogi. Frau Ilse roześmiała się gardłowo, jakby odczytując jej myśli.

Umazaną w nasieniu dłonią chwyciła za twarz Rebeki.

– Językiem żydowska szmato, językiem.. – Pchnięcie przewróciło dziewczynę na podłogę. Drewniane, jasnobrązowe deski upstrzone były wokół kropelkami nasienia. W miejscu, gdzie stała naczelniczka, sperma utworzyła sporej wielkości kałużę. Wszechobecny zapach zalał nozdrza dziewczyny, czuła go tak intensywnie, że jej żołądek zareagował skurczem i oblała ją fala mdłości.

– No dalej! Zlizuj to!

Zbliżyła twarz do zabrudzonej podłogi. Obrzydzenie było silniejsze niż strach. Odwróciła się unikając kontaktu ze spermą. Poczuła szarpnięcie za włosy. Silna ręka przygniotła ją do podłoża, tak, że przetarła policzkiem przez lepką śliskość. Błagalnie spojrzała w górę, ale napotkała bezlitosne spojrzenie Frau Ilse.

– Zlizuj, bo jak nie… to ja ci pomogę. – Groźba poparta była uniesioną, gotową do uderzenia drewnianą pałką.

„Boże, tylko nie pałka!” Paniczny strach rozlał się gorącem w podbrzuszu, odebrał dech w piersiach a przyspieszone tętno załomotało w skroniach. Rebeka oparła się na poranionych dłoniach. Przemogła wstręt i przejechała językiem przez pierwszą białą kroplę. Potem następną i następną. W ustach poczuła słony smak, od którego zbierało się na wymioty. Czołgała się między brudnymi stopami mężczyzn, wylizując z podłogi ich nasienie. Czuła do siebie odrazę, była brudna i poniżona jak jeszcze nigdy w życiu. Nie pozostało w niej nic ludzkiego, wszystkie uczucia, wszystkie emocje, które pozwalały przetrwać piekło obozu, w tej chwili nie miały już znaczenia. Przestała być kobietą, przestała być uśmiechniętą i pełną radości Rebeką. Stała się bezwolnym zwierzęciem, które bojąc się kija w uniesionej ręce tresera, spełnia jego polecenia. Czuła, że jest poniżonym, nic niewartym kawałkiem mięsa, odczłowieczoną istotą, godną jedynie pogardy. Zapadała się w sobie jak w głębokiej jaskini, znikała, rozpływała się, pozwalając, by rzeczywistość wokół decydowała za nią. Słonawa maź wypełniała jej usta, drażniła podniebienie, sklejała włosy, zasychała na policzkach. Pierwsze jej przełknięcie na stałe pozostawiło na kubkach smakowych gorzkość. Zapach wypełniał nos i nie pozwalał nabrać tchu. W końcu usłyszała:

– Wystarczy, ty żydowska kurwo.

Nie czuła nic poza wstrętem i pogardą do siebie. Tym właśnie była; kurwą. Przytuliła się do podłogi a jej ciałem wstrząsnął bezgłośny szloch.

– Wypierdalać! – rudowłosa jednym słowem wyrzuciła za drzwi więźniów.

– A z tobą jeszcze nie skończyłam. – Rebeka nie zareagowała. Bezsilnie czekała na to, co miała przynieść jej przyszłość.

Spod wpółprzymkniętych powiek patrzyła, jak Frau Ilse zakłada na siebie mundur, jak przeczesuje rude loki, jak poprawia makijaż. Kiedy toaleta dobiegła końca, rudowłosa sięgnęła po stojący na biurku mosiężny dzwonek. W odpowiedzi na ostry dźwięk po kilku sekundach uchyliły się drzwi.

– Wiadro wody!

Szczupła postać, która stanęła w drzwiach natychmiast wycofała się, by spełnić polecenie. W kilka chwil później na progu stanął pojemnik z wodą. Metalowa rączka stuknęła przy stawianiu o pełne wiadro.

– Wylej je na tę zdzirę. Niech otrzeźwieje, przecież nie będę jej ciągnąć za sobą w takim stanie przez pół obozu.

Chluśnięcie zimnego strumienia otrzeźwiło Rebekę. Przetarła twarz, tak by ściekające krople z włosów nie drażniły nosa. Świeżość chłodnej wody pozwoliła pozbyć się choć odrobinę słonego posmaku z ust.

– Idziemy – Wiedźma założyła wysokie buty, zapięła pas i przypasała pałkę. Naga i wciąż mokra Żydówka bezmyślnie podążyła za swoją oprawczynią. Minęły schody, korytarz, by po chwili znaleźć się przed budynkiem. Mimo wczesnego wieczoru, Rebeka poczuła chłodne powiewy wiatru a mokre ciało natychmiast pokryło się gęsią skórką. Bose nogi grzęzły w zimnym błocie, jakim pokrył się plac obozowy po ostatniej burzy, utrudniając nadążenie za maszerującą pewnym krokiem strażniczką. Po kilku chwilach zorientowała się, że przecinając na skos plac, kierują się w stronę męskiej części obozu.

Tuż przed bramą odgradzającą męskie baraki od reszty obozu, Ilse zmieniła kierunek. Kilkadziesiąt merów dalej, tuż za magazynami, Rebekę otoczył potworny, duszący smród palonego mięsa. Dotarły do dołów, gdzie wrzucano ciała tych, którzy nie przeżyli transportu.

Wiedźma zatrzymała się tuż nad jego skrajem. Rebeka, szczękając zębami z zimna, stanęła tuż za nią.

– Klęknij! – Ilse niedbałym ruchem wydobyła zza paska pałkę.

– Proszę pani… Błagam… – ciało dziewczyny drżało ze strachu.

– Klękaj wredna suko!

Wciąż błagając o litość młoda Żydówka uklęknęła na zimnej i mokrej ziemi.

– Umiesz obciągać mała kurwo? – Dłoń Frau Ilse siłą rozwarła szczęki dziewczyny.

– Wy wszystkie umiecie, małe żydowskie szmaty. – W oczach rudowłosej czaiła się skoncentrowana nienawiść.

– Pokaż mi jak ssiesz kutasa ty pierdolona suko. No dalej! Obciągaj… Ssij go! – W gardło Rebeki została przemocą wtłoczona czarna obłość.

„Wytrzymam… Wytrzymam ten kolejny chory pomysł Wiedźmy. Zrobię wszystko, ale przeżyję – chcę żyć. Chcę żyć dla siebie i dla Jakuba. Wytrzymam…” – wyświetliło się w myślach Rebeki. Próbowała przełknąć ślinę, zakrztusiła się, poczuła, że zaczyna jej brakować tchu, że się dusi.

Rudowłosa gwałtownym ruchem wyrwała z zaciśniętego gardła narzędzie tortur. Uzbrojone w pałkę ramię zatoczyło szeroki łuk. Uderzenie wyćwiczonej ręki trafiło dokładnie w skroń. Nieprzytomna dziewczyna zwaliła się z nóg. Kolejne ciosy spadały jeden za drugim na bezwładne ciało. Po kilkunastu sekundach Ilse kopnięciem sturlała ciało Rebeki na stos innych trupów. Poprawiła ułożenie munduru na piersi i raźnym krokiem pośpieszyła na wieczorną odprawę.

–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*

Na dworcu panował harmider, pełno było wokół podróżnych spieszących w sobie tylko znanych kierunkach. Jacyś mężczyźni pokrzykiwali na siebie, przepychając duże skrzynie. Wszystko skąpane było w zapachu podkładów kolejowych i świeżo naoliwionego żelaza. Gwizd parowozu i kłęby pary przynaglały spóźnionych pasażerów. Wychylona przez okno wagonu Herta ukradkiem otarła łzę z kącika oka.

– Przestań Aniołku, bo się rozmażesz… – Ilse uniosła kąciki ust w smutnym uśmiechu.

Rozkaz przeniesienia przyszedł niespodziewanie ledwie tydzień temu. Ostatnie chwile przed podróżą spędziły na syceniu się sobą. To była szaleńcza miłość uprawiana na tylnym siedzeniu służbowego samochodu. Wchodząc na peron, trzymały się wciąż za ręce, pomimo tego, że według oficjalnej linii partii relacje tego rodzaju były surowo zakazane.

Wspinając się na palce, Ilse pieszczotliwie objęła dłonią policzek kochanki. Nie zważając na otaczający ich tłum, pocałowała ją czule. Usta rudowłosej były lekko wilgotne i pachniały miętą. Jak zawsze w ich miłosnych zbliżeniach, po pocałunku pozostał niedosyt i pragnienie więcej.

– Kochanie.. obiecaj, że będziesz do mnie pisać.

Lokomotywa wydała z siebie kolejny gwizd. Pociąg szarpnął i powoli zaczął toczyć się po szynach.

Herta jeszcze przez chwilę wychylona patrzyła, jak postać kochanki powoli maleje, aż w końcu rozmywa się w dworcowym tłumie. Ze zrezygnowaniem zamknęła okno i usiadła na ławeczce w przedziale. Poczuła ogarniający ją smutek. Od rozstania nie minęło nawet kilka minut, a już czuła rozdzierającą tęsknotę. By zająć czymś myśli, wyjęła z podręcznej torby książkę. Przekartkowała kilka stron, aż zauważyła wciśniętą w okładkę małą karteczkę.

Rozwijając skrawek papieru poczuła znajomy aromat perfum.

„Kochana,
Jesteś moim najpiękniejszym Aniołkiem,
nigdy Cię nie zapomnę.

Twoja Ilse

Buchenwald 23 sierpnia 1940”

.
autor: Barman Raven


To może być również interesujące:

Roman Kasperski – galeria nagości i kolorowego latexu

Swing po polsku – jak wyglądamy erotycznie na tle Europy?

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

 

7 myśli na temat “Ilse – Wilczyca z Buchenwaldu

  1. Mocne,bo akcja rozgrywa się w dramatycznych okolicznościach. Szokujące,ponieważ o takich praktykach milczy się zazwyczaj,choć powszechnie wiadomo,że w obozach robiono eksperymenty dotyczące również seksualnosci np.kazano uprawiać seks parom skrajnie wyczerpanym i badano czas reakcji. To straszne. Opowiadanie to wymysł autora..to wiadomo.Ale okrucieństwo i władza w tym wypadku są bardzo prawdopodobne. Bezkarność i możliwość rezyserowania scen rodzących się w nawiedzonych umysłach też prawdopodobna…Mysle,że w wielu czytelnikach tekst budził szeroką gamę odczuć,przez złość,bezradność,podniecenie i obrzydzenie do siebie (za podniecenie)i sceny,ktore łatwo mozna sobie wyobrazić

  2. Idealne. Uwielbiam tematykę II wojny światowej. Do tego seks.
    ALE.
    Dwa zastrzeżenia.
    1. Mogłeś dodać kilka szczegółów, co działo się po wejściu na obóz. Nie tylko dostanie opaski i pasiaków. Niedopasowane buty czy coś. To było na końcu. Przed tym było odwszarzanie, rozbieranie do naga na placu i mycie nowo przybyłych niewystarczającą ilością wody. Tym bardziej, że to rok 1940. Dopiero w późniejszych latach nie odbywało się to na powietrzu, na mrozie, błocie, deszczu itp.

    2. Smak odebrała mi scena żydowskiego, brudnego kutasa w ustach Oberaufseherin. Kompletny brak higieny, bakterie, wirusy, wszechobecne wszy… Serio?

    Poza tym – palce lizać. Więcej.

    1. Dziękuję za miłe słowa.
      Co do szczegółów… Opowiadanie i tak jest dość długie. Wydaje się, że do pokazania podwójnej natury człowieka te szczegóły nie wniosłyby więcej.
      Brudny kutas. Ze żródeł wynika iż Ilse Koch była zdolna do wszystkiego. Zwłaszcza w amoku seksualnym.

  3. Czytałam raz, dawno temu i wystarczy. Za „miękka” jestem na takie teksty. Choć to życie w najbrutalniejszej odsłonie. Władza, szczególnie niespodziewana i nieograniczona, upaja. Przjmująco bolesna lektura.

    Ciekawi mnie, dlaczego akurat tę tematykę wybrałeś. Kontrowersja, wyzwanie, a może fascynacja?

    1. Patrycjo, szczerze mówiąc dwa powody.
      Pierwszy to odreagowanie. Taki czas w życiu, że potrzeba było mocnych bodźców intelektualnych.
      Drugim fascynacja lekturą książki Kacetnika „Dom lalek” o funkcjonującym w obozie koncentracyjnym domu publicznym, oraz samą postacią Ilse Koch. Dołóż do tego Stalagi (książeczki porno pisane przez wyzwolonych więźniów) oraz moje pochodzenie żydowskie i wizyty w obozach koncentracyjnych na terenie Polski.
      Powstała mieszanka zaskutkowała takim właśnie tekstem.

Dodaj komentarz