Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Johann Heinrich Füssli – „Nocna mara” (1781)

 

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego – blog erotyczny

Inkub – określenie ducha, diabła bądź demona, który według wierzeń ludowych utrzymywał stosunki płciowe z kobietami, przybierając męską postać. Tak w skrócie można by wyjaśnić kim lub  czym był incubus.

Opisy demonów rozkoszy i cielesnej żądzy pojawiały się w literaturze już od czasów św. Tomasza z Akwinu.
Inkubem był Satyr, Pan, Belfegor czy Dusii. Diabeł, włochata, lubieżna kreatura, pożądająca kobiety i z nią kopulująca. Skąd nazwa? Ano z praktyki pokrywania niewiasty, od łacińskiego incubare (incubo) – leżeć na czymś, na kimś.

Debatowano nawet czy nasienie inkubów ma zdolności zapładniające, czy też nie.
Caesarius von Heisterbach autor „Dialogus Miraculorum” czy  Heirich Kramer („Malleus Maleficarum”*) doszli do zaskakującego wniosku, że inkuby nie miały nasienia, ale sukkuby – demony-kobiety – uwodziły mężczyzn, by owe nasienie ukraść a następnie oddać demonowi.

Najbardziej „rozważni” mędrcy uważali, że są w stanie rozpoznać, która kobieta utrzymywała stosunki cielesne z inkubami. Niewiarygodny chłód jej skóry, liczne blizny pojawiające się na jej ciele po przeklętym zbliżeniu z demonem miały być znakami rozpoznawczymi.
Należy wspomnieć, że inkuby równie często odwiedzały we śnie piękne, młode mężatki, co klasztory czy zgromadzenia zakonne.

Zjawisko paraliżu sennego znane było od dawna, lecz stanowiło dla człowieka zagadkę. Odpowiedzialność za nie przypisywano dawniej demonom przybywającym w czasie snu, siadającym na klatce piersiowej, zsyłającym koszmary i pozbawiającym energii psychicznej i witalnej śpiącego. W sztuce przesądy te były spersonifikowane przez postać inkuba właśnie. Najbardziej rozpoznawalnym dziełem jest obraz Henry’ego Fuseliego (właściwie Johanna Heinricha Füssli (1741-1825)) zatytułowany „Nightmare” – „Nocna mara”, „Inkub” bądź „Koszmar” z roku 1781.

Ciemna sypialnia. Dwa potwory, bohaterowie świata ludowych baśni i demonologii. Stwór – inkub siedzący na brzuchu kobiety. Koń – równie  dziwne stworzenie – ze swoimi spiczastymi uszami i białymi, wyłupiastymi oczami. I kobieta spoczywająca w łożu. Ciało jej pokrywa półprzezroczysta koszula. Warto w tym miejscu dodać, że wiedza Fuseliego na temat historii sztuki była niezwykle rozległa. Artysta przez wiele lat przed namalowaniem obrazu przebywał w Rzymie, studiując rysunek. Tworząc obraz kobiety jakby pragnął pokazać wszystko to, czego nauczył się we Włoszech. Biała koszula jest jak mokra draperia ze starożytnych rzeźb, jak jasny marmur. Poza przywołuje na myśl „Śpiącą Ariadne”. Bezwładne ręce są jak martwe ręce bohaterów z rzymskich sarkofagów, a głowa zwisająca z łoża w swej symbolice silnie związana jest ze śmiercią. Ciało jednak wygięte jest w łuk. Świadczy o tym niewielki ciemny trójkąt między plecami a łożem. Czyżby przezywała rozkosz? Ciało nie jest przygniecione przez marę, unosi się. Nogi i uda napięte. Mała śmierć? La petite mort?

A może obraz ten to produkt ciemnej strony umysłu Artysty? Perwersja, fantazja Fuseliego na temat posiadania kobiety? Sugerowano, że inkub to sam malarz. Podejrzewano, że powstanie obrazu miało związek z nieszczęśliwą miłością do Anny Landholdt. Obraz w tej interpretacji byłby połączeniem seksualnej frustracji Fuseliego z chęcią konsumpcji zastępczej niczym poślubienie per procura.

Interesującym zdaje się być sam tytuł. „Night” oraz „mare”, gdzie to właśnie ten drugi wyraz wzbudza tyle interpretacyjnych emocji. „Mare” prócz zmory oznacza klacz. Wierzchowiec symbolizował zawsze rozbuchane pragnienia i instynkty oraz był identyfikowany z nocnym koszmarem. Wierzono także, że był „środkiem transportu” dla zmory, dosiadanym po zakończonym rytuale. Dla mnie mistrzowska gra słów.

Obraz Fuseliego jest pełen niepokoju, ale i emocji. Dzisiaj może nie robi na nas tak wielkiego wrażenia i trudno dopatrywać się w nim grozy, ale w roku 1782, gdy obraz zaprezentowano publicznie w Royal Academy stał się sensacją. Powstało kilka wersji tego obrazu  wykonanych przez samego Fuseliego. „Nightmare” był także inspiracją dla Mary Shalley czy Edgara Allana Poe’go, który wspomina go w „Zagładzie domu Usherów”.

Obraz daje niezliczone możliwości interpretacyjne tym bardziej, że sam autor nigdy nie dał wskazówki jak powinno się go odczytywać.

 

* traktat (1487) na temat magii inkwizytora Heidricha Kramera, który stał się podręcznikiem łowców czarownic między XV a XVII wiekiem, mimo iż został potępiony przez Inkwizycję już w 1490 i nigdy nie był oficjalnie zatwierdzony przez Kościół katolicki. Współautorstwo Jakuba Sprengera jest obecnie kwestionowane. Polskie wydanie z 1614 r. nosi tytuł „Młot na czarownice: postępek zwierzchowny w czarach, a także sposób uchronienia się ich i lekarstwo na nie w dwóch częściach zamykający”.


To może być również interesujące:

Walery, hrabia Ostroróg, erotyka retro i akty naszych prababek

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

Kobiety Brodziaka

VMPSelene – alternatywna moda latexowa wchodzi na salony


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

5 myśli na temat “Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

  1. A ja czytam to metaforycznie (swoją drogą bardzo udane opracowanie).
    Koń, sukkub, petite mort – wszystko jak u wujaszka Freuda składa się w rzeczywistość wypełnioną seksem i odniesieniami do niego.

  2. Mnie kiedyś nawiedzał inkub.Było to przerażające,ale też fascynujące.Przychodził kiedy zaczynałam zasypiać,byłam świadoma miejsca i czasu.Nigdy go nie widziałam,ale czułam jego ciężar,słyszałam sapanie i odgłosy rozkoszy.Za każdym razem potwornie się bałam,ale muszę przyznać,że nigdy z nikim nie było mi tak dobrze,czysta rozkosz.Rano budziłam się spełniona i odczuwałam skutki nocnego seksu,kobiety wiedzą co mam na myśli.Ciekawe,czy jeszcze kiedyś przyjdzie ?

  3. Mnie inkub również nawiedza – szepcze mi do ucha straszne zberezeństwa a kiedy się wypinam… nic.
    Widać jakiś inkub impotent :)

Dodaj komentarz