Słowa, które są, a jakby ich nie było

język seksualnościSłowa, które są, a jakby ich nie było – felieton erotyczny – Anna Zaleska – język seksualności

Język seksualności jest zazwyczaj niewidzialnym narzędziem komunikacji. Gdy próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, od czego zależy porozumienie, to zazwyczaj zastanawiamy się nad intencjami, emocjami, umiejętnością słuchania, otwartością na kompromis i wieloma jeszcze innymi rzeczami, ale rzadko nad językiem. Chyba, że ten język nam przeszkadza.

I tak właśnie dzieje się z językiem seksualności. Bo przecież – co o nim wiadomo na pewno? Że jest ułomny. Wulgarny. Medyczny. Śmieszny. A jednak choć to powszechne przekonanie, to jeszcze nie znaczy, że oddaje rzeczywistość. To, jak postrzegamy język seksualności więcej mówi o braku komfortu wokół sfery seksualności niż o samym języku. O seksie się głównie milczy, więc przede wszystkim język się nie uciera, nie staje się wspólny.

Łatwo to zaobserwować: zastanówcie się nad synonimami jakiegokolwiek codziennego wyrazu, niech to będzie ręka albo kot albo samochód. Po pierwszych kilku już nie jest tak łatwo. Z kolei inwencja jeśli chodzi o zastępstwo dla na przykład uprawiać seks wydaje się być niewyczerpana. Jacek Lewinson, autor Słownika seksualizmów polskich, podaje, że polszczyzna od XIV wieku wytworzyła prawie 3000 określeń na stosunek seksualny.

To paradoks, że tej słownikowej rozrzutności towarzyszy przekonanie, że jednak tych słów nie ma. A jak przychodzi co do czego, to najchętniej rozmawiamy o tych rzeczach. Słowa są, ale nie wiemy, jak ich używać, nie wiemy, które są akceptowane, a które nie. Dzieje się tak właśnie, dlatego o seksie się nie rozmawia, więc język seksualności się nie ujednolica. Nie osłuchujemy się z nim, nie przyzwyczajamy się do niego, więc i nie wydaje nam się naturalny.

Każdy z nas przyzwyczaja się do języka seksualności na swój własny sposób. Co prawda ogólnie uważamy język seksualności za niefajny, ale kiedy przyjrzeć się szczegółom (co wcale nie dzieje się często) to przypisujmy poszczególnym słówkom i zwrotom zupełnie różne znaczenia i emocje. Świetnym tego przykładem jest słowo cipka. W słowniku Lewinsona – wulgarne, w przestrzeni publicznej w ostatnich czasach – promowane jako odpowiednik angielskiego „pussy“, naturalnego, przyjemnego słowa do codziennego użytku, dobrego także w rozmowach z dziećmi (Wielka księga cipek). Na dodatek każdy z nas ma swoje własne zdanie na temat tego słowa: że piękne, że normalne, że może być, że codzienne, że nieładne, że wulgarne, że ohydne, że o zdecydowanym podtekście erotycznym i do używania z dziećmi absolutnie się nie nadaje.

Kto jest górą? Człowiek czy język?
Nic zatem dziwnego, że taki język utrudnia komunikację w seksie. Chyba, że w tej jego indywidualności dostrzeżemy siłę. Bo jeśli seks słówka są tak indywidualne, to znaczy, że są też plastyczne. Możemy ich używać tak, jak chcemy. Możemy nadać im takie znaczenie, jaki chcemy. Czy to jest łatwe? Pewnie nie. Możliwe? Na pewno tak.

Na początek warto poświęcić trochę uwagi swojemu własnemu nastawieniu do języka seksualności. Świadomie się zastanowić – jak ja używam języka seksualności, co mówię, czego nie mówię, czy mój zasób słów jest duży, czy mały, co lubię, co jest natutralne, a jakie słowa powodują się, że wzdrygam. Tak samo warto przyjrzeć się językowi partnera lub partnerki – posłuchać go bez oceniania (to nieładne, to infantylne), ale z ciekawością: co właściwie chce nam powiedzieć, co zaproponować, o jakich potrzebach mówi.

To otwiera pole do próby eksperymentowania z językiem, sięgania po nowe słowa, testowania ich, badania, co ze słownika partnera czy partnerki nam pasuje, co możemy wziąć. Z tego procesu rodzi się wspólny język pary. A wspólny język to lepsze porozumienie, więcej możliwości seksualnych negocjacji, silniejsza więź.

Mogłabym długo przekonywać do zalet z eksperymentowania z seks słówkami, ale wolę, że zrobili to inni, uczestnicy warsztatów, moi klienci, którzy na pytanie po co, odpowiadają:

  • Żeby się dogadać
  • Żeby się uzupełnić
  • Żeby nie było nudy
  • Żeby się wzajemnie nakręcać
  • Żeby swobodnie rozmawiać
  • Żeby mieć swój intymny język
  • Żeby rozmowa była barwna
  • Żeby wyrażać potrzeby i żeby poznawać potrzeby
  • Żeby ustalić granice
  • Żeby flirtować

A to dopiero początek.

Anna Zaleska


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Naznaczona przez niego – opowiadanie erotyczne 


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz