I am the echo of your past

I am the echo of your past – megaera – opowiadanie erotyczne

Mając może 15 lat postanowiłam przestawić łóżko w swoim pokoju w inny kąt. Przesuwając ciężki mebel niechcący zahaczyłam nim o gniazdko elektryczne i wyrwałam je ze ściany. Kiedy próbowałam je naprawić kopnął mnie prąd. Uderzenie było tak mocne, że upadłam na podłogę i przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje. Nie było jednak nawet w połowie tak silne jak to, co tąpnęło całym moim ciałem, kiedy w końcu sali bankietowej zobaczyłam mężczyznę. Nawet przez ułamek sekundy nie miałam wątpliwości, że to on, choć nie widzieliśmy się dekadę. Stałam z kieliszkiem wina w dłoni i miałam wrażenie, że wszystkie funkcje życiowe w moim organizmie zwolniły zawieszając mnie na granicy przeżycia.

Nie było niczego, tylko ta zjawa w drugim końcu sali. Odgłosy przyjęcia ucichły, ludzie zatrzymali się w bezruchu i wszystko dookoła zamarło. Ogłuszało mnie dudniące w moich uszach, powolne bicie własnego serca, chociaż mogłabym przysiąc, że z odległości dziesięciu metrów słyszę oddech mężczyzny. Widziałam każdy detal jego twarzy, widziałam jak powoli poruszają się jego usta. Czułam na języku ich smak i miękką teksturę. Przez głowę przelatywała mi seria wulgarnych obrazów z tych wszystkich spędzonych wspólnie dni i nocy. Jak montaż zdjęć z cudzego, szczęśliwego życia. Nawet nie zauważyłam, kiedy moje nogi po prostu ruszyły w jego kierunku.

Szłam przez długą, elegancką salę, w której panował półmrok rozświetlany pełzającymi po ścianach i podłodze, fioletowymi i różowymi strumieniami światła bankietowych reflektorów. W głowie miałam kompletną pustkę i pewnie zwyczajnie stanęłabym przed nim jak wryta, nie będąc w stanie wyrzucić z siebie słowa, gdyby w połowie drogi nie zatrzymała mnie moja znajoma.

– No hej, gdzie wy jesteście, nie mogłam was znaleźć.
– Co? – impreza przed chwilą zatrzymana w stopklatce nagle ruszyła z hukiem i wszystko dookoła wróciło do życia. Ja wracałam wolniej.
– Pytam, gdzie siedzicie! – kobieta wykrzyczała do mojego ucha.
– Tam, przy tarasie – odpowiedziałam wskazując ręką kierunek, z którego przyszłam. – Zaraz do was wrócę, idę do łazienki.

Kobieta uśmiechnęła się i odeszła w stronę naszego stolika, a ja zaczęłam na chłodno analizować sytuację. Czy w ogóle chcę do niego podchodzić? Czy powinnam? Z kim tu jest? Kim teraz jest? Jak bardzo ja się zmieniłam? Co jeśli nie będziemy mieli o czym rozmawiać? Co jeśli to nieoczekiwane zderzenie po latach wszystko popsuje? Co jeśli zniszczy mi te cudowne wspomnienia?

Stałam tam gapiąc się na mężczyznę tak długo aż moje spojrzenie wywierciło w nim chyba dziurę, bo nagle odwrócił się od swojego rozmówcy i spojrzał prosto w moim kierunku. Uśmiechnął się lekko i uniósł w górę kieliszek. Cała zdrętwiałam i zdołałam jedynie odpowiedzieć mu tym samym gestem.
Co to kurwa znaczy?! Po tym wszystkim, co razem przeżyliśmy pozdrawia mnie w taki sposób?! Czy to możliwe, że pamiętam wszystko inaczej niż on? Teraz na pewno do niego nie podejdę. Boże, co za idiotyzm!

Czułam się jak licealistka, na którą spojrzał najpopularniejszy chłopak w szkole. Otrząsając się z zażenowania tą kretyńską sytuacją zaczęłam rozglądać się za jakimś ratunkiem. Podeszłam do stołu zastawionego jedzeniem i wbiłam wzrok w fikuśne przystawki. Dookoła mnie kręcili się ludzie i czułam się wystarczająco ukryta. Wszystko we mnie ciągle drżało i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, kiedy ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłam głowę i zobaczyłam mężczyznę. Stał tuż obok, prawdziwy i namacalny. Cała moja twarz niekontrolowanie się uśmiechnęła i miałam ochotę wykrzyczeć jego imię i wtulić się w jego pachnące ciało, ale nawet nie drgnęłam.

– Dobry wieczór – powiedział głosem, który brzmiał tak znajomo, jakbym słyszała go wczoraj.
– Dobry wieczór – odpowiedziałam zaskoczona miękkością własnych słów. Nawet po latach potrafił dwoma słowami rozpuścić moje struny głosowe i zamienić je w miękką maź otulającą wypadające z mojego gardła dźwięki.
– Mają tu coś dobrego? Nie zdążyłem jeszcze niczego spróbować – powiedział wskazując na stolik, ale nie oderwał ode mnie wzroku. Nie rozumiałam, co się dzieje. Naszą znajomość zawsze cechował chłodny dystans, ale po tylu latach oczekiwałam jednak bardziej wylewnego powitania.
– Nie mam pojęcia. Wbiłam się w tak ciasną sukienkę, że w trosce o jej szwy boję się czegokolwiek spróbować. Przyjmuję tylko puste kalorie – zamerdałam mu przed nosem kieliszkiem wina. – One podobno się nie liczą.

Mężczyzna zaśmiał się i wyciągnął do mnie rękę.
– Jestem Maciej.
Co jest kurwa? Gapiłam się na dłoń przede mną i przez moment nie wiedziałam, co zrobić. Czy on mnie nie pamięta? Nie, to niemożliwe. Nie poznaje? No bez przesady.

Nagle dotarło do mnie, że zawiesiłam się na trochę zbyt długo, jak na tak prosty gest. Delikatnie wsunęłam palce w jego dłoń i lekko je zacisnęłam.
– My się już znamy – odpowiedziałam patrząc mu prosto w oczy.

Mężczyzna zabrał rękę i przez chwilę przyglądał mi się z żywym zainteresowaniem. Czułam się jak jakiś muzealny obiekt i cała ta sytuacja zaczęła mnie bawić. Co musiało dziać się teraz w jego głowie? Czy w panice przewijał w niej twarze wszystkich lasek, które kiedyś puknął i więcej nie zadzwonił? Czy jego kark oblał się zimnym potem ze strachu, że za chwilę będzie musiał się gęsto tłumaczyć z niejasnych powodów porzucenia jakiejś intymnej znajomości? Czy zestresowała go myśl, że znaliśmy się dawniej, a on nie pamięta, że okazałam się natarczywą stalkerką, której numer musiał zablokować w telefonie?

Przyglądałam mu się dłuższą chwilę i czekałam, co powie. Mężczyzna zmrużył oczy, jakby próbował wyostrzyć wzrok. Lekko cofnął głowę i uśmiechnął się znajomo.
– Sądzę, że pamiętałbym, gdybyśmy się poznali. Trudno byłoby zapomnieć taką kobietę.
Dobra odpowiedź, przyznaję. Może trochę czerstwa, ale ujmująca.
– A jednak ci się udało – odparłam z uśmiechem, ale postanowiłam mu jeszcze tego nie ułatwiać wyjaśnieniami.
– Nie uznam tego za sukces. Raczej powód do wstydu. Ocalisz mnie i odświeżysz moją pamięć?

Przysunęłam się do niego bliżej. Stanęłam na palcach i zbliżyłam usta do jego ucha.
– Jakąś dekadę temu jechałeś szeroką aleją tego miasta odwożąc do domu młode dziewczę, które wypięte w dosyć nienaturalnej pozie na siedzeniu pasażera podciągało do góry spódnicę żeby pokazać ci tyłek dokładnie w momencie, w którym policjant z lizakiem wyszedł na jezdnię żeby zatrzymać cię za brak światła. To była nasza pierwsza randka.

Zawiesiłam głos i odsunęłam się od mężczyzny, ale nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Wbijałam wzrok w guziki jego marynarki pociągając długi łyk wina z kieliszka.

Mężczyzna odstawił swoją szklankę na stół, delikatnie złapał mnie za brodę i uniósł ją do góry. Patrzyłam w jego uśmiechniętą twarz i z trudem powstrzymywałam potok dalszych wyjaśnień, który chciał wylać się z moich ust.

– O kurwa… Agata. Moim kutasem szarpnęła sentymentalna erekcja – powiedział spokojnie, a ja parsknęłam śmiechem.
– No widzisz, on mnie pamięta, a ty nie, kołku.
– Zawsze byliście ze sobą bliżej. Bywałem zazdrosny.
– Słusznie. Łączyła nas szczególna więź. Nie rozmawialiśmy ze sobą za dużo, a i tak wiedzieliśmy o sobie wszystko i potrafiliśmy się uszczęśliwić bez słów.
– To prawda. Miał do ciebie ogromną słabość.
– Nie użyłabym w tym kontekście określenia „słabość”, ale dość już o twoim fiucie. Jak się miewasz Macieju?
– Miewam się dobrze Agato, a teraz jeszcze lepiej. Dobrze cię widzieć.
– Ciebie też. Mam flashbacki jak z innego życia.

– Zmieniłaś się. Wszystko w tobie jest inne, poza wrażeniem, które na mnie robisz. Czy to nie fascynujące, że po takim czasie zobaczyłem cię z końca sali i od razu miałem ochotę cię przelecieć? Tak samo jak te miliony lat temu na naszej pierwszej randce.
– To nam niezbyt dobrze wróży – wtedy mnie nie przeleciałeś. Ale tak, to miłe.

Jakaś kobieta przecisnęła się między nami sięgając do wielkiego stołu z przekąskami. Stała rozglądając się po platerach z jedzeniem, a mężczyzna złapał mnie za rękę i odciągnął na bok.

– Chcesz stąd wyjść?
– Pewnie. Prowadź.

Wyszliśmy na taras i usiedliśmy w wiklinowych fotelach przy niewysokim stoliku kawowym.

– Nie będę pytał, co u ciebie, bo to trywialne, ale streść mi proszę kluczowe kwestie. Wyszłaś za mąż, założyłaś rodzinę, prowadzisz dom za białym płotkiem?
– No nie żartuj. Czy kiedykolwiek odniosłeś wrażenie, że tak może potoczyć się moje życie?
– Nieszczególnie, ale byłaś wtedy idiotycznie młoda i miałaś siano w głowie, więc nigdy nic nie wiadomo. Poza tym rzuciłaś mnie z miłości do innego.
– No tak, to też dosyć spektakularnie ugryzło mnie w dupę.
– Rzucenie mnie czy miłość?
– Jedno i drugie w zasadzie – palnęłam bez sensu, bo nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie chciałam ciągnąć tego tematu. – W każdym razie w kwestii relacji interpersonalnych niewiele się u mnie zmieniło. Za to poza tym mam wrażenie, że wyrosłam na ciebie.

– Jak to? – zapytał z uśmiechem, jakby nagle się ożywił.
– Jestem wiecznie przemęczonym pracoholikiem, który marzy tylko o tym żeby spędzić chociaż jeden weekend w miesiącu na leniwym pieprzeniu przekładanym spaniem. I może jeszcze żeby wszyscy się od niego odjebali.
– Już myślałem, że powiesz mi coś miłego – pociągnął długi łyk ze szklanki. – Ale przyznaję, że to faktycznie przypomina mnie.
– To poniekąd jest miłe. Muszę z tej perspektywy odszczekać wszystkie fochy, które strzelałam ci za niechęć do wychodzenia i robienia czegokolwiek poza przewalaniem się w pościeli.
– Nie masz za co przepraszać Agato – miałam wszystkie twoje fochy w dupie.
– Dlatego tak dobrze nam się układało – uśmiechnęłam się i stuknęłam kieliszkiem w jego szklankę. – Ale dość już o tym. Streść mi siebie. Ustatkowałeś się wreszcie? Żona? Dzieci?

– Żona nadal tylko jedna i była, dziecko ciągle to samo, tylko absurdalnie dorosłe.
– Nie wiedziałam, że masz dziecko.
– Ja pierdolę! Ile my się spotykaliśmy? Cztery, pięć lat? Jak mogłaś nie wiedzieć, że mam syna?! – mężczyzna wykrzyknął z udawanym wzburzeniem, czym wzbudził na chwilę zainteresowanie krążącego po tarasie kelnera.

– Nie wiem, czemu jesteś zaskoczony. Minęły ze dwa lata regularnego pukania zanim poznałam twoje nazwisko, a i to był przypadek, bo niechcący wysłałeś mi maila ze służbowego konta – odpowiedziałam ze stoickim spokojem. Moja obojętność kręciła go lata temu i z zaskakującą łatwością wślizgnęłam się z powrotem w ten schemat. – Zresztą, powiedz mi, czy mam rodzeństwo albo co studiowałam, kiedy zaczęliśmy się spotykać?
– No fakt. Niespecjalnie interesowaliśmy się swoim życiem poza tymi jego elementami, które nas łączyły – zawiesił głos i wbił wzrok w dekolt mojej sukienki.

Chwilę siedzieliśmy w niekrępującym milczeniu. Czułam jak po moim ciele rozlewają się wspomnienia tej znajomości. Cała, od początku do końca była czystą, niczym nie skażoną przyjemnością. Wyłączoną z zewnętrznego świata relacją polegającą na nieustannym robieniu sobie dobrze. Żadnych problemów, żadnych oczekiwań, żadnych pretensji – dawaliśmy sobie tylko tyle, ile mieliśmy do zaoferowania i wystarczało nam to w zupełności.

– Kurwa, to był najlepszy związek w moim życiu – wymamrotałam pod nosem z jakimś sentymentalnym smutkiem w głosie, pociągając długi łyk wina.
– O tym samym pomyślałem – mężczyzna lekko się zaśmiał.

– Tyle lat i nawet nigdy się nie pokłóciliśmy.
– Raz. Pokłóciliśmy się raz. Pamiętasz? W Sopocie, w tym chujowym hotelu. Aż się popłakałaś.
– Faktycznie, było coś takiego. Doprowadziłeś mnie do szału, chociaż zupełnie nie pamiętam, o co poszło.
– Ja też nie, ale to był tylko nieważny epizod – powiedział i pochylił się w moim kierunku. – Poza tym byłaś pierdoloną królową. Seksowną, inteligentną, bezpruderyjną, bezproblemową i doskonałą.
– Ja jebe, czarusiu. Już wiem, czemu na ciebie leciałam. Przez tę niekończącą się minetę, którą strzelałeś mojemu gówniarskiemu ego.

Sięgnęłam do torebki i wyjęłam z niej paczkę papierosów. Musiałam na chwilę odwrócić swoją uwagę od mężczyzny, bo poczułam, że robi mi się w jego towarzystwie trochę za ciepło. Widziałam, że obserwuje każdy mój ruch, ale nie patrzyłam na niego. Zapaliłam i głęboko zaciągnęłam się dymem.

– Ciągle jarasz?
– Mówiłam ci, że niewiele się u mnie zmieniło.
– Już nie kokietuj. Zestarzałaś się i utyłaś – to spora zmiana.
– A ty i tak na mnie lecisz – rzuciłam w jakimś bezwstydnym odruchu ryzykując bolesne odrzucenie. Serce na chwilę zabiło mi mocniej, bo nagle uświadomiłam sobie, że byłabym piekielnie rozczarowana, gdyby ten wieczór zakończył się na rozmowie. Dokładnie jak lata temu, kiedy nie przeleciał mnie po naszej pierwszej randce. Pamiętałam to rozgoryczenie doskonale.

Ale mężczyzna nie odpowiedział. Patrzył mi tylko prosto w oczy, kiedy powoli wypuszczałam z ust mentolowy dym. Trwaliśmy w tym zawieszeniu dłuższą chwilę. Jego spojrzenie stało się nagle piekielnie krępujące, więc odruchowo spuściłam wzrok i wbiłam go w swoje dłonie.

– Jezu, nadal potrafię cię speszyć – powiedział z wyraźną satysfakcją w głosie wstając nagle od stolika. – Chodź – rzucił do mnie i ruszył w stronę wyjścia.

Złapałam jeszcze jednego macha, dopiłam duszkiem wino i ruszyłam za nim pozostając kilka kroków w tyle. Nie spieszyłam się, nawet kiedy musiał chwilę przytrzymać drzwi windy.

W milczeniu zjechaliśmy na dół i ruszyliśmy przez rozległe, hotelowe lobby. Mężczyzna podszedł do jednej ze stojących przed budynkiem taksówek, otworzył drzwi i gestem ręki zaprosił mnie do środka.

– Musisz podać adres, bo ja nie pamiętam – powiedział, kiedy wsiedliśmy do samochodu.

Zacisnęłam mocniej uda i mimowolnie uśmiechnęłam się lekko podając kierowcy cel naszej podróży. Całą drogę gapiłam się w okno, bo nie miałam odwagi spojrzeć na mężczyznę. Oboje wiedzieliśmy, że cała moja pewność siebie prysnęła w chwili, w której tak ostentacyjnie przejął inicjatywę i nie chciałam dawać mu satysfakcji płynącej z tej świadomości. Znowu czułam się jak ta dwudziestokilkuletnia srula zafascynowana tym starszym mężczyzną, któremu poddawała się na skinienie palcem.

Weszliśmy do mieszkania. Nie zdążyłam nawet zamknąć drzwi, kiedy mężczyzna popchnął mnie na ścianę i przywarł do mnie całym ciałem. Stałam tyłem do niego, a on odgarniał dłonią włosy z mojej szyi. Odruchowo przechyliłam głowę na bok. W biodra wbijała mi się szafka z butami, która wypychała mój tyłek w kierunku jego fiuta.

Mężczyzna przeciągnął ustami wzdłuż mojego karku i ramienia rozlewając po nich ciepły oddech i lekkie ugryzienia, po których delikatnie przeciągał językiem. Wszystko we mnie zaczęło płynąć i poczułam jak rozlewam się po koronkowych majtkach. Moje usta rozchyliły się mimowolnie i głośno wciągnęłam powietrze kilkoma urywanymi westchnieniami.

– Chryste, ciągle pamiętam, jak naciskać twoje guziczki – mężczyzna wymamrotał mi do ucha i lekko je przygryzł, a ja nie miałam siły z tym dyskutować. Zaśmiałam się tak naturalnie, jak byłam w stanie udać i odepchnęłam go od siebie.
– Wino, wódka?
– Wódka. Masz tu jakąś kanapę?

Palcem wskazałam mu pokój i weszłam do kuchni przygotować drinki. Próbowałam ochłonąć i ułożyć w głowie jakiś plan, który mógłby chociaż markować chłodny dystans i opanowanie dorosłej, świadomej i doświadczonej kobiety, za jaką lubiłam się uważać. Nie mogłam tak ordynarnie na niego lecieć. Poddać się tak zupełnie, jak ta gówniara, którą byłam w tych odległych czasach, kiedy mógł ze mną zrobić wszystko.

Kiedy weszłam do pokoju, siedział na kanapie przeglądając jakąś przypadkową książkę kucharską leżącą na stoliku.

– Faktycznie niewiele się zmieniło. Twoje życie ciągle kręci się wokół jedzenia. Pamiętam jak ciągałaś mnie po restauracjach i spinałaś się z szykowaniem kolacji, kiedy do ciebie przyjeżdżałem, a rano nie pozwalałaś mi wyjść bez śniadania.

Uśmiechnęłam się lekko i podałam mu szklankę. Usiadłam obok mężczyzny i znowu poczułam się pewniej. Wyciągnęłam stopy i oparłam je na jego kolanach – wiedziałam, że ma do nich słabość. Skoro pamiętał takie pierdoły, to to wszystko musiało być dla niego w jakiś sposób ważne. Nie ubzdurałam sobie tej relacji.

– Tęskniłaś? – zapytał przeciągając palcami wzdłuż mojej łydki.
– Nie nazwałabym tego tęsknotą.
– A czym?
– Ciekawością może? Googlowałam cię czasem – powiedziałam przeciągając uszminkowanymi ustami wzdłuż brzegu szklanki. Nie spuszczałam z niego wzroku.

– Znalazłaś coś ciekawego?
– Tylko peany o twoich zawodowych sukcesach i te neoliberalne bzdury o urokach kapitalizmu szalejącego na rynkach wschodzących i związanych z nimi okazjach inwestycyjnych, którymi krasisz wywiady dla branżowych portali – odpowiedziałam z żywą odrazą, której nie musiałam udawać.

– Właśnie! O to się pokłóciliśmy! Byłaś socjalistką! – wykrzyknął rozentuzjazmowany.
– Nadal jestem. Dumną nawet.
– Ile ty masz lat? Z tego się przecież wyrasta?
– Nie wyrasta się. Przynajmniej nie, jeśli się ma w klatce piersiowej serce, a nie maszynkę do liczenia pieniędzy.
– Uuuu, mocny tekst – zasarkał mężczyzna lekko mrużąc oczy. – Taka inteligentna, a taka naiwna.

Przewróciłam oczami i otworzyłam usta gotowa na żarliwą tyradę o wyższości społecznej wrażliwości i odpowiedzialności nad kapitalistycznym egoizmem elit, ale męska dłoń przesunęła się z mojej łydki wzdłuż kolana na udo i na chwilę odebrała mi mowę.

– Dupek – wyszeptałam pod nosem zaciskając mocniej dłoń na szklance. Mężczyzna odstawił drinka, wstał z kanapy i sięgnął do klamry paska w spodniach.
– Zlejesz mnie za moje niegodziwe poglądy? – zapytałam tonem, który w założeniu miał zabrzmieć kpiąco, a wybrzmiał jak przepełniona nadzieją prośba.

– Nie, nigdy nie lubiłem cię bić. Miałem nadzieję, że z tego też się wyrasta.
– To niestety rozkwitło do granic nieprzyzwoitości – odpowiedziałam wbijając wzrok w rozporek męskich spodni.
– Cóż, lania nie będzie – powiedział mężczyzna wysuwając ze spodni sterczącego fiuta. – Po prostu zamknę ci usta w sposób, który zawsze dawał nam obojgu wiele radości.

W mojej głowie rozgrywała się cicha walka pomiędzy chęcią obśmiania tego czerstwego tekstu a pragnieniem zaciśnięcia ust na kutasie, którego mężczyzna masował przed moimi oczami powolnymi ruchami dłoni. Jego twarz stężała w znajomym grymasie, którego siła zsunęła moje ciało z kanapy. Uklęknęłam na podłodze i podniosłam oczy w górę, otwierając usta i wysuwając z nich język w geście tak lubieżnym, że zawstydził mnie samą.

[…]

– Ja pierdolę… Agata… – wydyszał mężczyzna kilka długich chwil później, opadając w pościel obok mojego drżącego orgazmem ciała.
– No wiem… – wyszeptałam urywanym oddechem wgapiając się w sufit. – To serio zaskakujące po tylu latach…
– Może to przeznaczenie… Chcesz zostać moją żoną?
– Nie, bo nie chcesz mnie bić.
– Spierdol coś jutro ze śniadaniem, to się zastanowię – mężczyzna lekko się zaśmiał, odwrócił na bok i zgasił lampkę stojącą przy łóżku.
– Dupek – odparsknęłam odwracając się do ściany i zawijając wyczerpane ciało w kołdrę.
– W dodatku zacząłem chrapać.
– Nic dziwnego, masz już ze 140 lat.
– Szmata – wymamrotał pod nosem.
– Dobranoc.
– Dobranoc. Będę wpadał częściej.

.
Autorka: megaera


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka – fotografie

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Jedna myśl na temat “I am the echo of your past

Dodaj komentarz