Kulawy koziołek

Kulawy koziołek – Azael – opowiadanie erotyczne 

Kręciłem się po tym tartaku jak „żyd po pustym sklepie”. Wreszcie znalazłem. Były dokładnie takie, jak trzeba. Belki.

Skonstruowałem sobie „koziołek”, ale lekko kulawy. Jeden jego bok był dłuższy od drugiego. Dłuższy bok miał półtora metra długości a krótszy metr. Złożone pod kątem prostym. Szerokość prawie metr. Belka „dwudziestka”.

Elegancki „mebelek”. Długo pracowałem nad wygładzeniem nieobrobionego drewna. Miał mieć pewne wyoblenia jakby był stary i często używany. Ale bez przesady, nie chodziło tu wygodę. Zdecydowanie powinien być niewygodny… Nie dla mnie.

Po skręceniu wszystkich elementów nadszedł czas na kosmetykę. Rzemienie i płaty skóry. Rzemienie posłużyły do „wzmocnienia” spojeń nóg mojego „koziołka” i do zamontowania na nich kółek tuż przy podłodze. Na górze zaś, z jednej strony jakby przednie nogi koziołka krzyżowały się tworząc jego rogaty łeb. I to właśnie miejsce „między rogami” wyłożyłem płatem koźlej skóry, podobnie jak cały jego „grzbiet”.

Ustawiłem go i spróbowałem się na nim ułożyć. Wpijał się w biodra. Skóra koźlęcia na załamaniach nastroszyła się. Trzeba będzie posmarować łojem. Wtedy zwichruje się niezależnie. A co będzie jak zacznie wysychać?!

Nie sięgałem nogami do podłogi. Nawet nie można było pomarzyć o dosięgnięciu dłońmi do podłoża, choć znajdowały one oparcie na samym meblu. Hhmmm… Coś na to poradzę. Może znów jakiś miły tłuszcz?

Usiadłem w fotelu patrząc na swój nowy mebelek. Tak. Jak ją przywiozę to zdecydowanie, najpierw pozwolę sobie zrobić dobrze. Na kolanach, na tej kamiennej posadzce. Głęboko w gardło. Do ostatniej kropli…

Cóż mebel tak piękny i mający tyle znanych już mi zastosowań… A ilu jeszcze nie znam!? Mógłbym za bardzo chcieć. A przecież muszę uważać…

Potem każę się jej rozebrać. Nie tak szybko! Powoli… O tak. Patrząc na nią teraz, nikt by nawet nie pomyślał, że jeszcze kwartał temu była bogobojną licealistką „od sióstr”. Tyle, że nikt nie będzie na nią patrzył. Nie tak jak ja. Zostanie w butach na szpilce. „Matka mnie zabije jak je znajdzie!”. To było jej pierwsze podziękowanie. To już twój problem – odparłem.
Nie oczekiwałem żadnych specjalnych podziękowań. Jednak chodziło o kwestie wychowawcze. Więc poszliśmy do klubu z tancerkami. Zwykła agentura, tylko na trochę wyższym poziomie. Poprosiłem żeby się dobrze przyjrzała. Dobrze się przyjrzała… Dziś będzie to dokładnie widać.

Podejdzie do „koziołka” a ja przypnę jej nogi w kostkach do krótszych nóg koziołka. Poproszę, żeby weszła na poprzeczkę pomiędzy nogami „koziołka” i pochyliła się w dół przez górną poprzeczkę. Syknie, dotykając nagim ciałem do kłującej sierści zwierzęcia owiniętej na belce. Pochylając się przesunie dłońmi po dłuższych nogach „koziołka”. Jeszcze ich nie nasmarowałem, ale amforka ze wspaniałym olejkiem różanym już czeka na swój moment.

Półmrok piwnicy będzie doskonale podkreślał jej urodę. Wysoka, wyższa ode mnie o jakieś dziesięć  centymetrów, brunetka o wyjątkowo jasnej karnacji. Wolę ciemnoskóre kobiety, ale biel jej skóry będzie kontrastowała z surowością skrywającego nas wnętrza. Długie czarne loki będą okalać twarz smukłą tyleż radosną, co poważną. I tylko w oczach miała czasem błyski szalonej radości. Tym mnie ujęła. Choć już widziałem w nich łzy i tyle cierpienia…

Jednak najpiękniejsze miała stopy, wciąż jeszcze ukryte w pantofelkach. Przyjdzie i na nie czas dzisiejszej nocy. A będzie to długa noc. Delikatne, smukłe, doskonałe zakończenie prawie doskonałych nóg.

W ogóle zastanawiałem się jak udało mi się zainteresować sobą taką „dziewczynkę”. Widać różni mają różne zboczenia.

Zapnę jej nadgarstki w skórzane okowy i ich rzemienne zakończenia przeplotę przez kółka przymocowane rzemieniami do „kopyt” „koziołka”. Następnie przewieszę je wzdłuż jej ciała przez porzeczkę niech czekają na swoją kolej.

Jeden pęk rzemieni jest specjalnie długi – tym przywiążę ją do belki poprzecznej. Ale wcześniej mała „zaliczka”. Takie trzy solidne razy, stojąc za jej pupą, przez całe ciało… A po tym jeden koniec pęku rzemieni przywiążę do jednej stronie jej bioder, przeprowadzę go przez jej lędźwie, owinę od spodu przez porzeczkę i mocno zaciągnę i sprawiając sporą niewygodę, wyeksponuję jej pupę.

Tak. Oba otworki dobrze widoczne. Łatwo dostępne. To słowo lubię najbardziej – dostępność.

Wziernik przygotowany, krucze pióra, trzy duże wibratory, świece, mały skórzany bat. To będzie długa noc.

Trzeba chyba już po nią pojechać. Przecież jedzie się uczyć do koleżanki.

* * *

Po zaciągnięciu rzemieni, jęknęła. Kilkanaście czerwieniejących pręg pojawiało się powoli, jak obraz na papierze pod wpływem wywoływacza. Zimna stal wziernika pobudzała do życia. Leciutko nażelowany wsunął się dość gładko, teraz tylko jeszcze rozwarcie… i o! Piękny widok. Za słabo? No cóż więcej się nie da, konstruktor nie przewidział, ale poczekaj… To przecież dopiero początek.

Czarne pióro błądziło po jej kroczu leniwie, zanurzając się co jakiś czas w otworze, jaki uzyskałem. Stawało się mokre. Tak, to zdecydowanie dobrze. Ta zabawa piórem musi trochę potrwać. Jak płatki kwiatu tak powoli rozchylają się twoje. Czujesz? Wiem, że zabroniłem się odzywać. Bez knebla to może być trudne… O teraz widać błyszczącą łechtaczkę i można podrażnić ją nieco piórkiem.

Tak, drżyj. Przecież o to nam chodzi. Stopy ześlizgują się z kanciastej belki. To przez te buty. Daj zdejmę je. Masz takie ładne stopy. Wiedziałem już tamtego pierwszego dnia, że są idealne. Basen to miłe miejsce do prowadzenia obserwacji. Różnych.

Tak, teraz będzie na pewno mniej wygodnie, bo beleczka jest kanciasta, ale za to trochę stabilniej. A stabilność dziś ci się przyda. Powiedziałbym, że będzie wręcz konieczna.

Czas zamienić wziernik na coś większego – średni wibrator. Elektryczny. Na cztery baterie. I tak go na razie nie włączę. Polejemy go obficie oliwką dla dzieci. Tak, nad twoim kroczem. Tak by ściekała po nogach, tak powoli, łaskocząc, wewnątrz ud, przez kolana, golenie, aż do stóp. Na tę kanciastą niewygodną beleczkę. Wibrator wsunął się w nią głęboko. Tak dobrze. Trzymaj go. Nie wolno ci go wypchnąć. Teraz oliwką poleję bacik…

Wiesz, że sam go zrobiłem? Tak po prostu. Płat skóry ze starych spodni do jazdy na motocyklu pociąłem w paski. Jednak nie do końca. Siedem centymetrów od krawędzi kończyły się te nacięcia… A potem, to już proste. Zwinąć w rulonik. Opleść czarnym sznurkiem, wiesz, ozdobnym. I gotowe. Słodowy.

Ależ oczywiście, że poleję go nad twoimi udami… Tak by po nich ściekała, wewnątrz ud, przez kolana, golenie, aż do stóp. Na tę kanciastą niewygodną beleczkę… Teraz już dobrze. Prawie namoczone rzemienie ze świstem przetną powietrze i spadną na jedno udo. Drgnęła. Nie wolno ci zgubić zabaweczki tkwiącej w Tobie. Wiesz, że w ten sposób zepsujesz mi zabawę. Więc jeszcze raz. Slap! To samo udo. Wewnątrz są takie delikatne. Uda oczywiście. Slap! Teraz nareszcie zaczyna się dobrze przylepiać. Slap! Stale lewe udo. Wibrator wysuną się lekko. Wsunąłem go z powrotem, ale tym razem go włączyłem. Cichutki pomruk, niskich obrotów. Jak w ciężkim motocyklu. Slap!

– Aach! – wyrwało się jej. Tego było za wiele. Lewą ręką wbiłem jej wibrator w cipę do samego końca. Prawa zaczęła smagać batem uda, łydki, stopy. Slap! Slap! Slap! Szybko. Penis sterczy, kiwając się na boki. Slap! Slap! Slap!

– Aaaaahhhrrrraaa! – lewa stopa zsunęła się z beleczki, ale nie poprawiała jej, wyjąc szczytowała. Chwilę potem, pod „koziołkiem” pojawiła się kałuża moczu.. Tak. Zdecydowanie tak lubię. Ale należy jej się kara. Miała się nie odzywać. To taki kaprys. I tak, nikt tu niczego nie usłyszy.

Zimna stal wziernika dotknęła jej odbytu. Drgnęła. Bez oliwki, na sucho spokojnie i powoli zacząłem go wpychać w głąb jej ciała. Bardzo się starała rozluźnić. Jednak, nadal tkwiący w niej wibrator skutecznie udaremniał jej wysiłki. Pomyślałem, że jednak może zaraz dojść do jakiegoś skaleczenia. Wyjąłem wibrator. Wciskanie wziernika jednak nadal szło opornie mimo potu, który zdecydowanie ułatwiał zadanie. Pociła się nader obficie, ale skurcze pochwy po ostatnim orgazmie jeszcze się nie skończyły. W końcu się udało. Odczekałem chwilę i nacisnąłem urządzonko. Pojękiwała.

Podszedłem do dużego fotela stojącego w rogu pomieszczenia. Usiadłem i sięgnąłem do metalowego pudełka stojącego na misternie rzeźbionym hebanowym stoliczku. Cygaro, które wyjąłem było przyjemnie wilgotne. Trzasnęła zapałka. Po chwili pomieszczenie zaczął wypełniać przyjemny aromat wiśni. Podszedłem popatrzeć jak się sprawuje moja mała. Przesunąłem palcem po jej sromie. Ślisko. Choć już powoli wysychała. Zaradzimy i temu. Odrobina emocji dla niej i odpoczynku dla mnie. Nalałem sobie do szklaneczki odrobinę bourbona. Rozprowadziłem językiem po ustach. Cierpki smak alkoholu pobudzał kubki smakowe i pomysłowość. Ponownie podszedłem do niej i przez myśl przemknęła mi popielnica. Artystyczny kształt. Strzepnąłem swoje cygaro do otworu powstałego przy pomocy wziernika. Zawsze chciałem to zrobić. Zastanawiałem się czy to się jakoś czuje, ale nie miałem odwagi spróbować na sobie. Większość technik stosowanych na drugich testowałem najpierw na sobie, ale tej jednej nie. Nie dowiedziałem się tez teraz, bo nie zauważyłem reakcji.

Czas na karę. Zastąpiłem wziernik świecą. Znów trzasnęła zapałka. Świeca wyglądała trochę jak krzywa wieża. Tylko miejsce się nie zgadzało.

Usiadłem w fotelu. Pod sufitem pomieszczenia kłębił się aromatyczny dym z cygara. Mięśnie powoli wiotczały. Podnieciła mnie. Miło…

Świeca płonęła jasnym płomieniem i powoli zaczynała się topić. Po plecach rozciągniętej na koziołku dziewczyny płynęła kropla potu. Po świecy spłynęła kropla stearyny. Płomień drgnął, gdy kropla dotarła do „lichtarza”. Stopy zaczęły szukać oparcia na śliskiej belce.

Została mi jeszcze ponad połowa cygara. Spory haust burbona wywołał pobudzenie do życia. Cierpki. Podszedłem cicho do koziołka. Amforka z olejkiem różanym stała niedaleko, pod ścianą. Strumień oleistej cieczy popłynął po jednej z dłuższych nóg koziołka. Przyznam się do małego oszustwa. Wzbogaciłem go nieco oliwą z oliwek. Jest bardziej tłusty, śliski. Niedługo dotrze do jej dłoni. Teraz druga noga…

Widziała moje stopy. Powinna. Wziąłem do ręki bat. Stanąłem od strony głowy. Na przeciwnym końcu jej kręgosłupa płonęła świeca.

W kącie pomieszczenia stało niewielkie wiaderko z zimną wodą i mięciutką gąbką. Wziąłem je do ręki i podszedłem do niej. Najdelikatniej jak potrafiłem zacząłem przy pomocy gąbki chłodzić rozpalone pośladki i uda. Przy pierwszym dotknięciu drgnęła jak oparzona. Ciśśś… Teraz już polewałem ją, wyciskając gąbkę nad pośladkami. Pod koziołkiem powstała zimna kałuża. W wiaderku zostawiłem połowę zawartości. Może jeszcze się przydać.

Przede mną pozostała trudniejsza część operacji. Musiałem zmienić położenie koziołka. Razem ważyli sporo ponad sto kilo. Cóż trochę pracy fizycznej mnie nie zabije. Ostrożnie postawiłem go na boku. Śmiesznie zawisła. Była przytomna, ale jakoby otępiała. Sprawiała wrażenie, że jest jej wszystko jedno. Nie tak ma to wyglądać. Czas na trochę inicjatywy z jej strony.

Uklęknąłem przy jej głowie „od zewnątrz” koziołka i podstawiłem penisa pod wiszącą twarz. Brak reakcji. Źle. Ująłem ja za włosy i wprowadziłem go do jej ust. Ożywiła się nieco. Powoli jakby odzyskiwała życie. Zaczęła mnie intensywnie ssać. Puściłem jej włosy. Prawą dłonią zacząłem niedelikatne pieszczoty między jej nogami. Wkrótce potem zaczęła z powrotem robić się coraz cieplejsza i wilgotna. Miłe uczucie, jak przy tworzeniu czegoś nowego.

Dość tego. Ostrożnie postawiłem koziołek w nowej pozycji. Teraz siedziała na podłodze z rozłożonymi nogami i jakby rozciągnięta na ramie. Nie było szans na dostanie się do jej krocza, ale ono już nie było potrzebne.

Kiedyś zwierzyła mi się, że ma poważny problem z wytryskami na twarz, a już broń Boże na włosy. Cóż, trzeba było siedzieć cicho. Chciałem ją zdenerwować, nie chciałem biernej, uległej istoty, która jak twierdzi uwielbia otrzymywać razy i jest z tego powodu szczęśliwa. Chciałem zwierzęcia, dzikiego. Takiego, które jeszcze ma chęć walczyć, mimo, że już wie, że przegrało.

Rzemienie zaciągnięte w pasie doskonale podkreślały jej kształty. Wypięta, nad leżącą na jej udach belką, pierś zdawała się być dumna, ale prędko zniszczę ten pozór, tu nie ma miejsca na dumę. Zaprosiłem na dzisiejszy wieczór więcej, niż tylko jedną osobę.

Kilka dni temu w jednej z miejscowych knajp studenckich, spotkałem kilkoro młodych ludzi, z wyglądu kulturalnych studentów. Po jakimś czasie od momentu, kiedy postawiłem jednemu z nich piwo, rozmowa nasza, już w szerokim gonie, zeszła na tematy seksu, a właściwie erotyki. Jedna z dziewcząt była zafascynowana tym, jak opowiadałem o swojej fascynacjji pewną kobietą. Pewnie kiedyś i ją tu zaproszę, do tej swojej malej piwniczki. Jednak tamtego wieczora to panowie mnie interesowali. Dziś przyszli w komplecie. Nawet nadkomplecie. Była z nimi jedna dama.

Szczegóły ich udziału w naszej sesji ustaliliśmy telefonicznie wczoraj. Kiedy nadszedł czas otworzyłem drzwi i zaprosiłem, goszczące w saloniku towarzystwo na dół. Sześciu mężczyzn i jedna kobieta. Byli bardzo zmieszani, kiedy przyjechali, wiec użyczyłem im nieco whisky, bourbona, wódki. Krótko mówiąc cały barek. Jak się okazało później skorzystali bez oporów. Musieli być naprawdę mocno stremowani. Kiedy ich zobaczyła spojrzała na mnie z niemym pytaniem.

– Nie bój się. To tylko chwilowy dodatek… – powiedziałem cicho i spokojnie.

Wziąłem do prawej dłoni długi bat, ten sam, którym już ją oćwiczyłem a do lewej własnoręcznie zrobiony, ze zwiniętego płata skóry batog, o wielkiej ilości cienkich, krótkich rzemyków osadzonych w rękojeści.

Stanąłem po jej prawej stronie i narzędziem trzymanym w lewej ręce, lekko uderzyłem w jej pierś. Potem jeszcze raz. Panowie się rozochocili, bo jak się okazało wszystko, co im opowiedziałem o dzisiejszej nocy było prawdą. Pierwszy odważny zaczął się onanizować. Wkrótce dołączył do niego drugi, potem dziewczyna i reszta towarzystwa. Pięknie. Rytmicznie uderzałem ją w piersi. Nie mocno… Często. Sutki stały na baczność. Pewnie myśli, że ma ich wszystkich obsłużyć. Kiedyś jej wspominałem o różnych smakach spermy w zależności od dawcy…

Jeden z młodzianów spojrzał na mnie a ja kiwnąłem głową. Podszedł do niej i uderzył penisem w policzek, a następnie wsadził go jej w usta. Pozostali ustawili się w kolejce. Dziewczyna z zadartą mini spódniczka, stała w rozkroku i intensywnie się masturbowała, przyglądając się wszystkiemu z boku. Nie obchodziła mnie. Panowie zmieniali się jeden po drugim, podchodząc z boku, od jej prawej strony. Trzy do pięciu pchnięć i zmiana. Na koniec kolejki. I następny. Zmiana. Stawali się coraz bardziej rozochoceni. Zmiana. Zniknęła gdzieś początkowa nieśmiałość i delikatność. Zaczęła jęczeć. Zmiana. Trzy, cztery… Bierz suko. Następny. Zaczęli wbijać się w nią coraz brutalniej i coraz głębiej. Targając za włosy nawlekali jej twarz na swoje penisy. Następny. Pięć. Zmiana.

W kolejce ustawiła się dziewczyna. Czyżbym coś przeoczył? Kiedy doszła jej kolej stanęła przed nią w szerokim rozkroku i zaczęła klepać się po kroczu. Odchyliła głowę i z nieludzkim sapnięciem złapała moją małą za włosy, wciskając jej twarz w swe krocze. Chwilę po tym, tarmosząc ją w ekstazie, z pomiędzy tej swoistej cipotwarzy zaczęły tryskać krople płynu. Tego widoku panom było za wiele. Jeden z nich doskoczył i tarmosząc swojego nieboraczka spuścił się na jej twarz i piersi. Źle… Następny w raz z kolegą sprawili się lepiej. Zachlapali jej twarz i włosy. Zaczęła walczyć. Rzucać głową. Przeklinać. Mnie. Dobrze.

Uderzyłem mocniej. Nadal rytmicznie…

Następny młodzian rzucił się do niej i złapał za włosy, wbił się w jej usta i rycząc „dław się kurwo!” zaczął ja prawie gwałcić. Powietrze przeszył świst bata i na pośladkach młodzieńca pojawiła się pręga. Wyskoczył z niej i patrząc na mnie z niedowierzaniem, zainkasował kolejny raz. Tym razem koniec bata owinął się wokół jego pośladków i trafił w penisa i jądra… Nim się skulił jeszcze zauważyłem jak wytrysną wspaniałym strzałem, który przypadkiem trafił na jej stopę. Pięknie!

Pozostali znieruchomieli. Zastygli w ciszy, patrzyli na mnie, jak obiad na swego pożercę. Uwielbiam ten moment wahania się sił, ale jeszcze bardziej ten drugi.

– Won. – Cicho wypowiadane słowa mają magiczną moc sprawiania, że ludzie się boją. Strach to dobra rzecz. Jeden z pozostałej dwójki panów, którym niestety nie udało się dotrzeć do finału, łapał swój finał niezdarnie w dłoń. Nie wytrzymał napięcia. Cicho potulnie wyszli wszyscy i cicho potulnie pójdą do domu. Wiedzieli, że są nagrywani. Będą grzeczni. Kamera znajdowała się w obrazie za moimi plecami. To przez nią mogli obserwować część naszych zmagań tej nocy. Bezpieczeństwo i higiena. Podstawa.

Moja dama przestała bluźnić. Głowa zwisała jej na piersiach. Na belkę spoczywającą na jej udach spływały sople spermy i śluzu

– Spójrz na mnie, proszę. – powiedziałem nie zmiennie cicho. Powoli jej głowa poczęła się podnosić. Ubrudzona, zbrukana, tak jak chciałem, za to w oczach płomienie. Plunęła na mnie. Tak! Właśnie o to chodzi! Walcz! Daj mi dusze. Ciało będzie miało jeszcze wielu. Ja chcę twej woli!

Policzek, jaki jej wymierzyłem był silny. Dłoń przykleiła się do twarzy przy pomocy spermy studentów. Zaraz też, bez jednej chwili zacząłem ją batożyć. Krótki batog zadawał nie wielkie obrażenia, ale biłem prawie pięć minut. Raz za razem. Krzyczała. Nieprzerwanie. Nie słyszałem, serfujący na fali własnego uniesienia. Piersi na koniec były sine.

Dwa kroki w tył i połową zawartości wiaderka chlusnęła krzyczącej dziewczynie na pierś a zaraz potem reszta, na twarz. Zachłysnęła się. Zamilkła.

Wziąłem do ręki szpicrutę. Spojrzenie, jakim nie obdarzyła, miało coś z karconego szczeniaka. Kucnąłem przy jej stopie tej, na którą „plunął” studencik i lewą ręką uniosłem ją ponad belkę koziołka. Prawą zaś uderzyłem bardzo mocno w środek podeszwy. Zawyła. Jeszcze raz tym razem w poduszeczki pod palcami. Pod jej pupa pojawiła się kałuża.

Odrzuciłem szpicrutę. Złapałem się za penisa. Dotknąłem nim jej stopy. I po dwóch ruchach zacząłem pokrywać, ten niemal idealny kształt, białym, lepkim życiem w płynie. Szlochała. Ja prawie tez. Nie pamiętam tak udanej sesji.

Zastanawiałem się, czy ten płacz to ulga, że już koniec, czy radość z mojego spełnienia. Nigdy się nie dowiem. Nigdy też nie zapytam. Nie nakazała mi przestać, wytrzymała, więc pewnie jest jej dobrze. Ja w każdym razie widziałem bramy nieba…

* * *

Pół godziny potem, jak ją odwiązałem, wykąpałem i położyłem w mojej sypialni na górze, poprosiłem ją o masaż stóp. Uklęknęła na podłodze i po kilku ruchach dłoni na moich stopach spoczywających na skraju łóżka, po prostu wtuliła w nie twarz i zasnęła.

Śpij dobrze, dziecino. Zasłużyłaś. Nabieraj sił. Za dwa tygodnie klasówka. A to nie wszystkie zastosowania koziołka, jakie mi przyszły do głowy.

.

autor: Azael


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka – fotografie

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz