Letnia łąka

 romantyczne opowiadaniaLetnia łąka – Barman Raven – opowiadanie erotyczne

Wychowałem się w małej miejscowości w Sudetach. Scenerią mojego dzieciństwa były przysypane śnieżnobiałą kołdrą świerkowe lasy, buchające barwami jesieni zbocza gór i powoli wstające poranne mgły nad polami latem. Okoliczne górki i pagórki znałem jak własną kieszeń. Godziny włóczęgi pozwoliły mi rozpoznawać pojedyncze drzewa, znać zapach różnych części lasu oraz wynajdywać przejścia tam, gdzie pozornie było tylko urwisko. Znałem miejsca gdzie można było spotkać daniele, wiedziałem, gdzie zza czeskiej granicy przychodzą muflony, umiałem unikać ścieżek, gdzie rządziły dziki. To był mój las i moje góry.

Jednak jedno miejsce szczególnie lubiłem odwiedzać.

Tuż pod lasem, na zboczu góry, poprzedzona długą lipową aleją, pomiędzy borem świerkowym a masywem Gór Kamiennych, schowana przed wzrokiem turystów, znajdowała się moja łąka. Nigdy nie koszona, z długą trawą i dziko rosnącymi w kępkach ziołami. Latem można było tu „odlecieć” dzięki samemu tylko zapachowi. W powietrzu unosił się aromat szałwii, tymianku, pokrzywy, mięty, rumianku i wielu innych roślin, których nazwy nigdy nie poznałem, ale których zapach rozpoznam i dziś. Łąka nagrzana w letnim słońcu, wieczorem oddawała ciepło, a wraz z nim całą feerię zapachów, gdzie indziej zupełnie niespotykanych.

Na tę łąkę, pewnej lipcowej nocy, zabrałem swoją dziewczynę przywiezioną wprost z Warszawy.

Szliśmy aleją, wzdłuż której rosną lipy. Ledwie zdążyło ucichnąć brzęczenie pszczół, pracowicie zbierających lipowy nektar w upale dnia. Ledwie za horyzontem schowało się purpurowe słońce. Wciąż było ciepło, ale dzięki chłodniejszym podmuchom ożywczego wiatru od gór, można już było swobodnie oddychać. Trzymaliśmy się za ręce – było intymnie i swobodnie. Jak para zakochanych nastolatków.

Historia od zawsze była moim konikiem. Być może przez wybujałą wyobraźnię, być może dzięki kultywowaniu tradycji opowiadania bajek i podań w mojej rodzinie, w każdym zakątku na świecie szukam opowieści, jaka z danym miejscem jest związana. Są to czasami losy ludzi, czasem starych budowli, albo charakterystycznych form krajobrazu. Czasem opowieści, które znajduję, są w wpół legendami, ludowymi bajaniami, a czasem historią z kart podręczników. W ten sposób poznałem i tę legendę, która wiązała się z drogą, po której szliśmy.

Według starych opowieści jechał tędy w stronę Warszawy wraz ze swoimi wojskami nie kto inny, jak sam cesarz Napoleon. Nie drogą wijącą się w dolinie, którędy biegnie dziś szosa do Jeleniej Góry, ale właśnie tą małą dróżką zagubioną w ostępach ciemnego świerkowego boru.

Opowiadałem, rysując przed naszymi oczami ciągnące z mozołem tabory i przemarsz dumnych żołnierzy, niosących ze sobą wolność dla tej ziemi i misję budowy paneuropejskiego imperium. Opisywałem barwny korowód szwoleżerów, parskające konie, rozchełstane w wieczornym cieple koszule. Stukot kopyt na żwirowej dróżce, skrzypienie drewnianych kół wozów z zaopatrzeniem, przytłumione głosy służby, zapach i wygląd zwycięskiej armii ciągnącej na Mazowsze, jeszcze przed klęskami na odległym wschodzie. Długa kolumna schodząca z jednego zbocza doliny, wijąca się poprzez bród na rzece i wstępująca takim samym powolnym wężem lipową aleją na wzgórze.

A wśród tej ciżby ludzi, koni i sprzętu smukła kolaska z drobną postacią w charakterystycznym kapeluszu – Bonaparte. Przedwcześnie poorana zmarszczkami twarz osoby, która samym swoim pojawieniem się wśród żołnierskiej braci wywoływała zarówno szacunek, jak i uśmiechy.

Dziewczyna trzymająca mnie za rękę, stała się nagle odległa i przesłonięta jakby mgłą. Wokół mnie przesuwały się osoby z minionej epoki, każda z własnymi problemami, zmartwieniami i nadziejami. Ubrane w niebiesko-czerwone mundury postacie, pachnące całym dniem jazdy konie. Wszystko niewyraźne i rozmazane. Jakbym stanął pomiędzy dwiema rzeczywistościami zakotwiczonymi w tym samym miejscu – w długiej, wysadzanej lipami drodze gdzieś pomiędzy Wrocławiem a Jelenią Górą.

Poczułem uścisk drobnej kobiecej dłoni i znalazłem się znów we właściwych dla mnie czasach. Dziewczyna miała szerokie źrenice. Była zapatrzona we mnie. Słuchała z uwagą, uczestniczyła w tym spektaklu odtworzonym specjalnie dla niej, wspólnie ze mną malowała obraz sprzed ponad dwustu lat.

Słońce zaszło już za górami. Zniknął nawet pomarańczowy poblask zachodniego nieba. W kilka chwil zapadła ciemność rozjaśniana gwiazdami. Popatrzyłem na moją towarzyszkę – w jej lśniących włosach odbijało się światło księżyca. Wyglądała – być może zabrzmi to banalnie, ale taką ją zobaczyłem – ślicznie. Jak księżniczka, jak dama, która odłączyła się od kolumny podróżników, których nieledwie kilka chwil temu oboje widzieliśmy.

Doszliśmy w końcu na polanę. Warto było wchodzić przez prawie godzinę pod górę.
Małe miejscowości rozrzucone w zagłębieniu doliny błyskały słabymi światłami. Jak obozowisko wielotysięcznej armii, której znużeni całodniowym marszem żołnierze szykowali się do nocnego spoczynku. Błyskające gdzieniegdzie jasne punkty, jak ogniska z gotującą się strawą i ciemniejsze miejsca, które oddzielały od siebie pododdziały. A wokół nich krążące markietanki zalotnie odsłaniające co nieco w luźno zawiązanych gorsetach.

Nad wszystkim dominowały ciemne szczyty gór. Widok był wart oglądania.

Kiedy weszliśmy na łąkę otoczoną z trzech stron lasem, otoczył nas cudowny zapach. Znaleźliśmy się w innym świecie. Trawa była lekko wilgotna od wieczornej rosy. Po prostu gapiliśmy się w górę. Niebo, bezchmurne, granatowo-czarne, zwisało nad nami jak ogromny i nieskończenie odległy sufit. Na firmamencie lśniły milionami małych punkcików gwiazdy. Łąka wibrującej gamą zapachów, delikatny szum lasu za nami, milczenie i przytłaczający ogrom nieba nad nami.

Przysunęła się bliżej mnie. W nozdrza uderzył zapach jej ciała. Oszałamiający jeszcze bardziej niż pachnące wokół zioła i trawy. W chłodzie wieczora poczułem gorące biodro, dotykające mojego ciała i ciepłą dłoń na moim karku. Wszystko tak nierzeczywiste, a jednocześnie tak zmysłowe.

Bawiła się moimi włosami wpatrzona w ciemny nieboskłon. Słyszałem jej oddech, czułem jej zapach. Otworzyłem usta, żeby powiedzieć, jak jest mi dobrze, kiedy położyła swój palec na moich wargach.

– Cicho… Nic nie mów. Kochaj mnie… – poprosiła.

Przykryła mnie swoim półnagim ciałem. Jej usta na moich. Smak oddechu. Położyłem rękę na jej głowie. Wsunąłem palce w skręcone włosy. Wpiłem się wargami w jej usta. Dawała mi całą siebie. Całowała, jakby to miała być nasza ostatnia chwila razem. Przewróciła się na plecy i pociągnęła mnie za sobą. Podniecenie odurzało, zmieszany aromat jej zapachu i gorącej, letniej łąki czarował i obezwładniał.

Istnieliśmy tylko my – ona i ja. I nasze dwa ciała splątane w uścisku pośród traw.
Poczułem na sobie jej ciepło i gotowość. Jeszcze chwila i złączyliśmy się tak, jak tylko dwoje kochanków może się połączyć. Byłem w niej, a ona wokół mnie. Śpieszyliśmy się oboje do wspólnego spełnienia. To nie było romantyczne kochanie się – powolne i zmysłowe ruchy. Gwałtownie i szybko dążyliśmy do szczytu rozkoszy. Byliśmy jak wygłodniałe siebie dwa atomy, jak cząstki których zderzenie powoduje eksplozję.

Tuż przed tym, kiedy zamarła ze stłumionym okrzykiem na ustach, zobaczyłem jej dłonie, jak tłamszą trawę między palcami. Widziałem w przebłysku świadomości, jak zaciskają się, jak naciągają zebrane w nich źdźbła wyrywając je prawie z korzeniami. Po raz ostatni wsunąłem się w jej wnętrze. Zastygła z uśmiechem na ustach. Nadeszło spełnienie.

.

autor: Barman-Raven


To może być również interesujące:

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Dotyk i zmysłowość w serii XConfessions Erika Lust

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Walery, hrabia Ostroróg, erotyka retro i akty naszych prababek

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Naznaczona przez niego – opowiadanie erotyczne 


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Jedna myśl na temat “Letnia łąka

Dodaj komentarz