Mindfuck me harder

dominacja i seks w toalecieMindfuck me harder – Megaera – opowiadanie erotyczne

W środku sobotniej nocy schodzę po długich, krętych schodach na parter mojego ulubionego klubu w centrum miasta. Rozglądam się po sali i nagle w tłumie ludzi dostrzegam znajomą sylwetkę mężczyzny. Jestem jednak przekonana, że to jedna z tych sytuacji, kiedy wydaje ci się, że widzisz znajomego, ale to tylko ktoś do niego podobny. Bo przecież niemożliwe żeby tu był. Nie przyjechałby do mojego miasta nie dając mi znać. A już na pewno nie przyszedłby do tego klubu. Zwłaszcza gdyby zależało mu żebym nie dowiedziała się o jego wizycie. Prawdopodobieństwo, że tu będę graniczy właściwie z pewnością i on dobrze o tym wie.

Podchodzę do baru, zamawiam drinki i kiedy już mam wracać z nimi do znajomych, jeszcze raz podnoszę wzrok, bo to widmo po drugiej stronie baru nie daje mi spokoju. Przez chwilę błądzę wzrokiem po tłumie ludzi i znowu wychwytuję znajomą sylwetkę mężczyzny, który pochyla się nad jakąś kobietą i z uwagą jej słucha obejmując ściśle ramieniem jej talię. Kobieta unosi twarz ku górze i namiętnie całuje mężczyznę w usta. Nagle widzę jego twarz tak zajebiście wyraźnie, że czuję, jakby ktoś wymierzył silne uderzenie w moje podbrzusze. W jednej sekundzie staje się dla mnie jasne, że to nie zjawa, tylko on. Mężczyzna przestaje być znajomą sylwetką i staje się prawdziwy, a mnie zalewa taki wodospad emocji, że z trudem łapię oddech.

Trzymam w dłoniach dwie lodowate szklanki z drinkami, które zdają się nagle topnieć w temperaturze mojego uścisku. W uszach dudni mi bicie serca, a ja powoli próbuję zrozumieć, co się dzieje. Ale nie mogę. Czuję się, jakbym znalazła się w jakiejś równoległej rzeczywistości. Jakbym przez przypadek była świadkiem sceny, której nie powinnam oglądać. Widzę mężczyznę z inną kobietą i nagle wszystko we mnie skupia się tylko na niej. Patrzę jak uśmiechając się szeroko poprawia swoje długie blond włosy i zaciska pełne, czerwone usta na słomce pociągając łyk drinka ze szklanki. Jest taka młoda i piękna i idealna, że mam ochotę naciągnąć na siebie gruby, wełniany koc i zakopać swoje niedoskonałe ciało w czarnej ziemi.

Znowu podnoszę wzrok na mężczyznę, który nadal czule obejmuje tę obcą kobietę i widzę jak odwraca głowę w moim kierunku. Mam wrażenie, że patrzy dokładnie na mnie. Uśmiecha się i unosi dłoń, jakby chciał mnie pozdrowić. Odwracam się i pospiesznie zmierzam w kierunki schodów prowadzących na górę. Chcę znaleźć moich znajomych, potrzebuję natychmiast wrócić do swojej rzeczywistości i przekonać się, że to wszystko nigdy się nie stało.

Wbiegam po industrialnych, stalowych schodach, które zaprojektował ewidentnie jakiś potwór. Kręcą się przez dwa piętra długą i wąską spiralą pełną dziur i pułapek. W jedną z nich zapada się moja szpilka, a ja w panice szarpię nogą tak energicznie, że zostawiam za sobą obcas i kuśtykam dalej, jak jakaś smutna i niedokończona reklama Mentosa. Nie wyobrażam sobie żebym mogła czuć się bardziej żałośnie.

Na piętrze odstawiam drinki na stolik, przy którym siedzą moi znajomi i w jakimś bezmyślnym transie biegnę dalej przed siebie kulejąc na jednym obcasie. Słyszę, że ktoś za mną woła, ale nie zatrzymuję się, bo potrzebuję dokądś uciec. Pomyśleć na spokojnie. Wpadam w wąski korytarz prowadzący do toalet. Tutaj mogę się schować. Kolejka ludzi przede mną na chwilę mnie otrzeźwia. Próbuję poskładać myśli, chociaż cały czas nie rozumiem, co się dzieje.

Stoję w ciemnym korytarzu i biorę kilka głębokich oddechów. Uspokój się, uspokój się, uspokój się – mielę w swojej głowie jakąś mantrę. Przecież wiem, że spotyka się w innymi kobietami. Wiem to. Wiem to i nie mam z tym problemu. Nigdy nie miałam. Opowiadał mi. Mówił. Podniecało mnie to. Dochodziłam, kiedy szeptał mi do ucha, o tym, co z nimi robił. Więc dlaczego czuję tę gulę w gardle? Dlaczego czuję, jakbym traciła grunt pod nogami? Co się ze mną dzieje?!

Czemu ta konfrontacja z rzeczywistością boli mnie do szpiku kości? Czy to zazdrość? Czy czuję zazdrość?! To takie małe uczucie. Czemu jest takie obezwładniające, że tracę oddech? Mam ochotę skulić się w sobie i zniknąć. Nie ma w tym żadnej logiki. Nie potrafię wytłumaczyć sobie tego w żaden racjonalny sposób. Czuję się jak gówno i nienawidzę się za to. Powinnam być ponadto. Powinnam być tą wyluzowaną, otwartą i pewną siebie sobą, którą zazwyczaj jestem. Ale to jest silniejsze. I nie potrafię zrozumieć dlaczego.

To koszmarne uczucie pożera mnie od środka i wiem tylko, że nigdy więcej nie chcę się tak czuć. W głowie układam całą spokojną przemowę, którą zakończę relację z mężczyzną, kiedy tylko dojdę do siebie na tyle żeby się z nim skonfrontować. Bez wyrzutów i pretensji. Logicznie i racjonalnie, przede wszystkim logicznie i racjonalnie, bo przecież taka właśnie jestem – rozsądek ponad wszystko. Po prostu wytłumaczę, że to dla mnie za dużo. Wyjaśnię, że jestem za słaba. Odejdę zostawiając go z tymi kurwa pięknymi blond dupami, skoro to właśnie ich potrzebuje. Niech się nimi udławi. Skisnę w środku, ale nie przyznam ani przed nim ani przed sobą samą, jak bardzo potrzebuję czuć się dla niego wyjątkowa. Jak bardzo krucha jest moja pewność siebie i jak bardzo potrzebuje zewnętrznego potwierdzenia.

Jestem spokojna. Oddycham. Wszystko w środku boli jak jasny chuj, ale nie mogę mieć pretensji do nikogo poza sobą. To tylko słabość mojego charakteru. On nie mógł wiedzieć. Bo skąd miałby wiedzieć? Przecież jego inne kobiety nigdy mi nie przeszkadzały. Nie mam prawa być zła. Zapanuj nad tym, panuj nad sobą, oddychaj. Oddycham.

Głośno wciągam powietrze nosem, kiedy męska dłoń łapie mnie za ramię.

– Dobry wieczór.

– Dobry wieczór – odpowiadam mężczyźnie i nawet nie próbuję brzmieć, jakbym była zaskoczona jego widokiem. Po prostu nie mam siły udawać.

– Czemu przede mną uciekłaś? Kiwałem do ciebie – jest spokojny, jest taki, jak zawsze, jest tak samo ujmujący i opanowany, jakby nic się nie stało. Może w jego świecie. We mnie wszystko na zmianę pulsuje wściekłością i umiera z poniżenia.

– Wydawałeś się zajęty – odpowiadam tonem, który jest bardziej bierno-agresywny niż mogłabym sobie tego życzyć. Chciałabym się za to wstydzić, ale nie mogę, bo mam to wszystko w dupie.

– Miałem nadzieję, że cię tu spotkam.

– Serio? – pytam kpiącym tonem, czując jak narasta we mnie wkurwienie, nad którym nie potrafię zapanować.

– Serio. Wiem, że lubisz ten klub i spodobał mi się odkąd mnie tu przyprowadziłaś. Podejrzewałem, że tu będziesz.

Patrzę w jego uśmiechnięte oczy i czuję jak wszystko we mnie kipi. Co za kutas! Co za podły, wstrętny kutas! Mógł to jeszcze uratować. Mogło mu być głupio. Mógł powiedzieć, że to ONA uparła się żeby tu przyjść, że ma nadzieje, że to wszystko nie jest dla mnie niezręczne. Musiałabym powiedzieć, że nie ma problemu, bo przecież jestem ponadto. Musiałabym się wycofać rakiem i udawać, że luz i że rozumiem. Ale nie! On to zrobił świadomie i celowo. I jeszcze „miał nadzieję, że mnie tu spotka”?!

Kolejka skraca się o kolejną osobę wychodzącą z toalety. Zaraz wszystko będzie dobrze. Zaraz pojadę do domu i zapomnę o wszystkim do jutra. A jutro to wyjaśnię raz na zawsze. Będzie po wszystkim. To minie. Teraz muszę go tylko jakoś spokojnie spławić. Nie będę robić scen. Nie jestem taka. Nie robię scen.

– Ok – odpowiadam chłodno. – Sorry, ale naprawdę muszę do toalety, złapię cię później gdzieś na dole.

Uśmiecham się sztywno i odwracam plecami do mężczyzny w nadziei, że sobie pójdzie.

– Spoko, ja też – mówi i dalej za mną stoi. Przewracam oczami i w głowie poganiam ludzi przede mną żeby sikali szybciej. Ale każda sekunda w tej kolejce trwa cała wieczność, a we mnie coraz szybciej i bardziej zamaszyście obraca się tornado żalu, pretensji i wściekłego rozgoryczenia. Mogę powtarzać sobie w kółko tę mantrę o opanowaniu, ale to na nic, bo moje ciało nagle odwraca się w kierunku mężczyzny i wylewa z siebie te wszystkie ohydne, małe emocje.

– Dlaczego tu z nią przyszedłeś?! – wyrzucam z siebie tak głośno, że na pewno słyszeli to wszyscy dookoła.

– Słucham? – mężczyzna nawet nie wydaje się zaskoczony pretensją w moim głosie.

– Dlaczego ją tu kurwa przyprowadziłeś?! Do mojego klubu! Mojego miejsca! – wrzeszczę i z jakiejś idiotycznej bezsilności akcentuję ostatnią sylabę słabym ciosem pięścią w męski tors.

– Twojego klubu? Ochujałaś? O co ci chodzi??

– O jajco! – jezu, naprawdę tylko na tyle mnie stać? Nie jestem z siebie dumna, ale nie nadążam myśleć nad tym, co mówię. – Wiedziałeś, że tu będę! Chciałeś żebym cię z nią zobaczyła?? O to ci chodziło?!

– Chryste, agata, uspokój się. Nie rozumiem, w czym problem? Wiesz, że nie jesteś jedyna. Myślałem, że będzie miło się spotkać, skoro już przyjechałem do Łodzi.

– O mój boże… ja nie… ja w ogóle… – brakuje mi słów, po prostu brakuje mi słów żeby wyrazić wszystko, co czuję.

– Oddychaj – mówi mężczyzna i delikatnie gładzi moje ramię. Odruchowo odsuwam się o krok, bo brzydzi mnie jego dotyk. Wiem, że ma racje, to wszystko nie powinno robić na mnie wrażenia. Czuję się bardziej poniżona własną zazdrością i słabością niż tym, że on jest tu z inną. Wiem, że to nie przez niego, tylko przez moje kompleksy, ale mój umysł broni się przed tą świadomością i woli zrobić z niego potwora niż ze mnie taką słabą pizdę.

– Wiem, wiem, że nie jestem jedyna, ty też nie jesteś! – wrzeszczę, jakbym chciała mu coś udowodnić. – Tyle, że ja mam to minimum przyzwoitości i szacunku do ciebie, że nie przyjeżdżam z innymi mężczyznami do twojego domu! Ty najwyraźniej zupełnie mnie nie szanujesz.

– A co ma do tego wszystkiego szacunek?!

Nie wiem. Serio nie wiem, ale potrzebuję mu udowodnić, że jest chujem, choćby przy pomocy nielogicznych argumentów.

– Skoro tego nie rozumiesz, to najwyraźniej się nie dogadamy! – mówię i sama nie wierzę w swoje słowa, ale nie potrafię powstrzymać tego potoku. – Przyjeżdżasz tu z inną kobietą, jakbyś chciał żebym zobaczyła was razem, jakbyś chciał żebym była zazdrosna. Tego chcesz? Żebym była zazdrosna?! Chciałeś mnie poniżyć?! To ci się udało! Ona jest taka piękna! I młoda. A ja złamałam obcas – klepię dalej bezmyślnie. – Jak ja mam się z tym czuć??

– No… jest piękna. I piekielnie inteligentna. Właśnie kończy prawo i przenosi się do Warszawy, bo dostała propozycje pracy po stażu w Deloitte – mężczyzna mówi to z uśmiechem i jakąś pierdoloną dumą w głosie, a ja czuję jakby mnie kopnął w te resztki ego, które jeszcze próbowałam ocalić.

Nie wiem, co mam powiedzieć. Nie rozumiem, czemu jest taki podły. Czemu nie próbuje tego załagodzić? Nerwowo trzepię powiekami próbując osuszyć napływające do oczu łzy, ale to tylko sprawia, że jedna po drugiej zaczynają spływać po mojej twarzy. Czuję się goła. Mężczyzna kilkoma zdaniami potwierdził wszystkie moje głęboko skrywane lęki i kompleksy. Obrał mnie z całej tej udawanej zajebistości i kazał się skonfrontować z własnymi słabościami, które nagle są dla mnie tak boleśnie oczywiste. Nie zrobił nic złego. Mogę próbować się na niego wściekać, ale prawda jest taka, że całą tę krzywdę, którą czuję robię sobie sama. Nie mogę mieć do niego pretensji. I nagle rozumiem, że właściwie nie mam. Po prostu mi siebie żal.

– Ok… Przepraszam… Masz rację. Nie wiem, co mi się stało. Coś mi odbiło – mówię całkiem spokojnie, ale nie mam odwagi spojrzeć mężczyźnie w oczy. – Serio przepraszam. To było gówniarskie. Po prostu to dla mnie za dużo. Muszę siku.

Odwracam się i łapię drzwi od kabiny toalety, z której właśnie ktoś wyszedł. Wchodzę do środka i marzę tylko żeby się schować i postawić do pionu, ale kiedy próbuję zamknąć drzwi mężczyzna łapie za klamkę i wchodzi za mną. Patrzę na niego z zaskoczeniem, kiedy gwałtownie popycha mnie na ścianę obok kibla. Przywiera do mnie ciałem i zaciska dłoń na moim gardle. Robi mi się duszno – bardziej z przerażenia niż braku powietrza, bo nie rozumiem, co się dzieje. Przecież przeprosiłam za swoje zachowanie, ale on nagle wydaje się wściekły. Wcześniej był taki obojętny, jakby cała ta scena, którą urządziłam nie robiła na nim żadnego wrażenia, a teraz ma w oczach jakąś furię.

– Chcesz wiedzieć, dlaczego tu z nią przyszedłem? – pyta zaciskając palce coraz mocniej na mojej szyi. Chcę coś powiedzieć, ale z mojego gardła wyrywa się tylko charczenie. Czuję przerażenie i zaczynam nerwowo szarpać jego rękę w nadziei, że zwolni uścisk.

– Weź te kurwa ręce – syczy do mojego ucha, a ja opuszczam dłonie i układam je potulnie wzdłuż ciała. Boję się go. Autentycznie się go boję, ale jego ton jest onieśmielający i odbiera mi wolę walki. Jego wściekłość wydaje mi się uzasadniona i nie potrafię z nią dyskutować.

– Zapytałem, czy chcesz wiedzieć, dlaczego tu z nią przyszedłem – mówi sięgając dłonią pod moją spódniczkę. Czuję, że piecze mnie twarz, a łzy napływające do oczu zamazują mi obraz. Potakuję głową i próbuję wyostrzyć wzrok żeby widzieć jego twarz.

– Dlatego – odpowiada mężczyzna wsuwając dłoń w moje majtki. Jego palce zanurzają się w mojej cipce, a ja czuję nagle jaka kompletnie jestem mokra.

Zaczynam głośno łapać powietrze – nie wiem, czy z podniecenia, czy dlatego, że uścisk na mojej szyi staje się coraz mocniejszy. Dłoń wysuwa się spomiędzy moich ud. Mężczyzna rozsmarowuje moje własne, kompletnie dla mnie niepojęte podniecenie po moich ustach i mocno mnie całuje. Znowu przesuwa rękę w dół i zaczyna mnie pieścić. Patrzy na mnie tym wściekłym, rozpalonym wzorkiem, a ja mam wrażenie, że cała topnieję rozlewając się pod jego dotykiem.

– Bo właśnie takiej cię chcę – mówi spokojnie patrząc mi prosto w oczy. Próbuję utrzymać kontakt wzrokowy, ale obraz coraz bardziej się rozjeżdża.

– Złamanej, skrzywdzonej, przegranej, słabej…

Moje dyszenie zaczyna zagłuszać jego słowa. Męska dłoń w moich majtkach porusza się znajomymi ścieżkami, doprowadzając mnie do szału. Chcę być obecna, ale zwyczajnie odpływam otumaniona podnieceniem.

– Bezbronnej wobec własnych słabości, nad którymi mam kompletną kontrolę…

Palce we mnie wydają się pulsować. Tracę napięcie mięśniowe i w jakimś desperackim odruchu chwytam męskie ramię zawieszając się na nim żeby nie upaść.

– Mogę cię złamać kilkoma słowami… nie muszę nic robić… wystarczy kilka zdań żebyś upadła i żebym mógł z tobą zrobić, co chcę…

Tak! Błagam! Tak! Nie jestem już w stanie zapanować nad podnieceniem. Wszystko nagle wydaje mi się tak bardzo na miejscu. Zaczynam jęczeć tak głośno, że zagłuszam dźwięki muzyki płynącej zza drzwi łazienki.

– Rozbieram cię warstwa po warstwie… do niczego… a ty nie możesz nic z tym zrobić… nie umiesz się bronić i uwielbiasz to… i ciągle wracasz po więcej…

 

Ja pierdolę! Co się ze mną dzieje?! Jestem w jakimś kosmosie własnego podniecenia. Z trudem łapię oddech, ale mam poczucie, że oddałabym ostatnie tchnienie za ten dotyk. Spod opadających zupełnie bez kontroli powiek widzę twarz mężczyzny i chcę go błagać, chociaż sama nie wiem o co. Nie o litość. O więcej. Niech robi, co chce. Kilka minut temu nienawidziłam go całą sobą, a teraz czuję, że cała jestem jego. Nie rozumiem czemu, ale jest mi wszystko jedno. Wiszę na skraju orgazmu i nie wiem, czy moje gardło zaciska się mocniej od męskiego uścisku, czy od tego kretyńskiego wzruszenia, które mnie opanowuje.

– Właśnie tak, jak teraz… oddajesz mi się cała… nie tylko ciało… jestem w twojej głowie i mam cię całą dla siebie…

– Tak… tak… – charczę niewyraźnie, a cienka strużka śliny wypływa z moich ust, którymi łapczywie próbuje łapać powietrze. Nie wiem, czy potwierdzam słowa mężczyzny czy po prostu bełkoczę dochodząc, bo orgazm rozlewa się po całym moim ciele odbierając mi ostatecznie zdolność logicznego myślenia.

Mężczyzna wysuwa dłoń spomiędzy moich ud, puszcza moje gardło, a ja powoli osuwam się po ścianie i upadam na kolana. Głośno dyszę klęcząc obok brudnego kibla i próbując zrozumieć, co właśnie się stało. Mężczyzna kuca na wprost mnie i mocnym szarpnięciem za włosy zmusza mnie żebym na niego spojrzała. Mokre od moich soków palce zanurzają się głęboko w moich ustach, a ja krztuszę się, kiedy sięgają gardła.

– Rozumiesz, co do ciebie mówię? – pyta spokojnie, a ja potakuję głową, chociaż nie mam przekonania, czy kiedykolwiek będę w stanie to wszystko pojąć.

– Dobrze. Ogarnij się trochę – dodaje i wychodzi z łazienki.

W środku sobotniej nocy znowu schodzę po długich, krętych schodach na parter mojego ulubionego klubu w centrum miasta. Rozglądam się po sali i nagle w tłumie ludzi dostrzegam znajomą sylwetkę mężczyzny. Tym razem wiem, że to on. Znowu widzę go z kobietą, którą on znowu czule obejmuje. Jest tak samo piękna i idealna. Wszystko jest tak samo jak wcześniej, wszystko wygląda tak, jakby zupełnie nic się nie stało. Tylko ja widzę wszystko inaczej. Jakby zmieniła się gama kolorystyczna całej tej sceny. Wszystko po prostu wydaje mi się normalne i dobre. Uśmiecham się do mężczyzny, który tym razem zupełnie mnie nie zauważa. Spokojnie, na jednym obcasie kuśtykam do wyjścia. Wsiadam do taksówki i jadę do domu.

Autor: Megaera


Te opowiadania mogą być również interesujące:

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Jedna myśl na temat “Mindfuck me harder

  1. Jedno z lepszych opowiadań jaki czytałam do tej pory (nie tylko na Odcieniach ale w ogóle).
    Aż dziwne, że nie ma tu więcej opinii.

Dodaj komentarz