Kielich

Kielich SitaaarKielich – Sitaaar – opowiadanie erotyczne

Kiedy zapada wieczór, przypieczętowany miarowym, spokojnym oddechem, przemieszczam się wolniej. Dotykam tych samych sprzętów o wiele ostrożniej, uważniej. Wymuszone zewnętrznymi okolicznościami wyciszenie rozlewa się we mnie leniwą falą, spina mięśnie, by za moment uwolnić je od zmęczenia, każe umysłowi nasłuchiwać, a ten, oswobodzony od zwykłej gonitwy myśli otwiera przede mną świat, w którym chronię swoją ciszę.

– Pani..? – Młody sługa przystaje obok mnie, wpatrzonej w płomień oświetlający rzeźbę.

– Słucham cię – odwracam ku niemu głowę. Jest jednym z tych, których przysłano na służbę świątyni z początkiem jesieni. Ledwie dorosły mężczyzna o szczupłym, smukłym ciele. Jego dłonie zawsze przypominać mi będą, jak próbował się zasłaniać, rozebrany publicznie po raz pierwszy. Teraz trzyma w nich puchar. Odbite od falującego płynu światło maluje jego twarz bursztynową barwą.

– Wiadomość, pani… – szepcze.

Nareszcie! Uśmiecham się do siebie, gdy czuję, jak intensywne jest pragnienie, które każe mi sięgnąć po puchar. To nie tylko ranga nadawcy… To przemożna ciekawość i obezwładniające przeczucie nasycenia. Niewolny musiał zauważyć coś w moich oczach, może grymasie, bo nie opanowuje odruchu wycofania. Boisz się żądz? Musisz się jeszcze wiele nauczyć, chłopcze…

Wciągam głębiej powietrze i czuję zapach jego skóry. Na skroniach iskrzą się drobne kropelki potu. Tak pachnie strach, przyprawiony aromatem czerwonego wina. I podniecenie, którego też nie umie pohamować. Muszę zapamiętać, by zabrać się do jego nauki jak najprędzej.

Odbieram kielich i wypijam łyk wina. Czym je przyprawiłeś, wytrawny Graczu? Bo na pewno ono już takie nie jest… Śmieję się głośno, gdy smak maluje we mnie obraz, który jest wiadomością od Niego. Wiedziałam, wiedziałam…

Czuję na sobie niezdarnie skrywane spojrzenia niewolnego. Ma szczęście, że jest mi potrzebny.

– Służyłeś już? – Pod bacznym spojrzeniem czerwieni się i pochyla głowę jeszcze niżej. Na pewno wie, o co pytam.

– Czy służyłeś już? – próbuję spojrzeć w jego półprzymknięte oczy.

– Nie… To znaczy tak… ale nie przed tobą, pani.

– To wiem!

Irytuje mnie ten młodzian, ale i bawi. Choć nieskładny w mowie, gorliwy jest ciałem, które o wiele szybciej odpowiada na moje pytania. Chciałabym chwycić go w dłonie, zagarnąć i naznaczyć każdą jego część, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Nietknięte ciało, niewolny umysł, to kompozycja godna największej uczty…

Czubkiem palca mieszam pozostały w kielichu trunek. Patrzę na spadające krople i w myślach ważę słuszność swojej decyzji. Jest nowy, nie powinien mieć wglądu… Nie wiadomo jednak czego uczył się tam, w zewnętrznym świecie. Czy będę potrafiła uspokoić go, jeśli zobaczy zbyt dużo, zbyt wcześnie? Myślę o nadawcy wiadomości. Czym wzbudzić jego rozleniwione zainteresowanie? Czym sprowokować…?

– Podejdź tu – wskazuję mężczyźnie miejsce obok siebie. – Uklęknij.

Zamaczam opuszek palca. Niewolny czeka z otwartymi ustami. Krople wina spadają na jego język. Przytykam palec i wsuwam do jego ust, początkowo ssie łapczywie, za chwilę jednak zaczynają docierać do niego obrazy, strzępki wizji spajających krople ciemnego płynu. Ile z nich potrafi wyczytać? Które docierają do jego świadomości, które zaś trafiają bezpośrednio do krwi, odmieniając jej bieg, które do płuc, każąc im rozszerzać się w coraz gwałtowniejszym oddechu?

Gdy zabieram palec, nie zamyka ust, nie jest w stanie kontrolować tego odruchu, zaabsorbowany wizjami. Muszę powtórzyć rozkaz, zanim przystępuje do dzieła.

– Służ mi, teraz!

Zaskoczony podniesionym głosem, przebijającym się przez obezwładniający wir emocji i dźwięków, zaczyna przepraszać.

– Dosyć! – Nie mogę pozwolić na trwającą dłużej opieszałość. Widzę jego ciało w najwyższej gotowości. Sama czuję wpływ wypitej mikstury, a ten chłystek również jej posmakował. – Zaczynaj!

– Pani… – skłania głowę i chwyta sterczący członek.

– Patrz mi w oczy! – Wkrótce nauczy się, że to niezbywalny rozkaz.

Czerwienieją mu policzki, gdy wpatruję się w jego twarz, raz po raz przenosząc wzrok na obnażone podbrzusze. Szczupła dłoń zaciska się mocno. Przesuwa ją to od nasady ku żołędzi, to w przeciwnym kierunku. Gubi rytm ruchów. Uśmiecham się i pozwalam, by zobaczył ciepło w moich oczach. Jest piękny w swoim wstydzie i niezdarności. Niewinny…

Upijam kolejny łyk i oblizuję powoli usta. Teraz już nie przebijesz rzeczywistości swoimi wizjami, Graczu. To, co widzę, syci mnie o wiele bardziej. Niewolny odnajduje punkt odniesienia w widoku mojej przygryzionej wargi i pozwala ciału, by wypełniło swoje zadanie, w naturalnym dla siebie rytmie. Słyszę jego oddech, westchnienia… Widzę, jak drugą dłonią dotyka szyi, policzka… Okrąża brzuch, klatkę piersiową i czubkami palców chwyta maleńki sutek. Kiedy ściska go, bezwiednie mruży oczy…

W końcu jego ciało spina się i zaczyna powoli prostować. Mężczyzna przyspiesza, zaciska szczęki, umyka wzrokiem. Wiem, że za moment osiągnie cel…

– On będzie z ciebie zadowolony – wypowiadam zdanie, które blokuje ruchy młodzieńca na jeden krótki moment, jednak strumień płynący z głębi jego ciała jest już zbyt rozpędzony, by zahamowała go nagła świadomość znaczenia moich słów.

Urwany krzyk, towarzyszący wytryskowi, zawiera w sobie ekstazę i strach. Widzę w jego spojrzeniu radość skończonej męki i pytanie o tę zapowiedzianą… Nie, to nie pytanie, to pewność, że stanie się coś złego. Coś, co smakować będzie mieszanką pragnienia i obrzydzenia, słodkiej dumy i palącego goryczą wstydu. Patrzę w jego pytające oczy i zawieram w spojrzeniu, w uśmiechu całą swoją siłę, której tak bardzo mu teraz brakuje.

– Jesteś mi potrzebny… – podchodzę do niego, ujmuję rękę w nadgarstku. Nasienie oblepia mi dłoń, skapuje spomiędzy palców. Chcę, by jak najwięcej trafiło do kielicha.

Podnoszę rękę wysoko i podstawiam naczynie. On patrzy na dłoń, jakby widział ją po raz pierwszy. Drugą wciąż uciska nasadę skurczonego teraz członka. Nie tak… Przyciągam jego dłoń do swojej twarzy i zaczynam lizać jej wnętrze.

Po chwili wypluwam do kielicha ślinę zmieszaną ze spermą, łączę ją z resztką wina. Biorę do ust jego palce, smakuję słono-gorzki smak, wysysam go do końca. Niewolny zaskoczony nie wie, co ze sobą zrobić. Jego pani dotyka go, i to dotyka w taki sposób, spluwa…

Teraz czuję, że nie została już ani jedna kropla nasienia, jego smak wypełnia moje usta, a to, co zmieszane zostało z winem, wystarczy. Przykrywam naczynie i blokuję sekretnym szyfrem wpisanym w zdobne ornamenty. Oddaję je słudze. Posłaniec na pewno czeka na odpowiedź przed bramą świątyni. Mężczyzna patrzy na mnie pytająco. Jest tak zabawny w swojej bezradności.

– Będziemy mieli gościa… – rzucam, odwracając się w stronę posągu.

.

 autorka: Sitaaar


To może być również interesujące:

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz