Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

merz
Merz – autoportret
O typowo polskich cechach środowiska polskiego bdsm, o ulubionych elementach pokazów na żywo oraz o pozowaniu ze świńskim noskiem – z MERZ, „Doll of flesh and blood”, polską modelką fetyszystyczną, rozmawiał Barman-Raven.

Barman-Raven: Merz, zacznijmy od ogólego pytania: czym jest dla Ciebie fotomodeling? Skąd taki pomysł na realizację siebie? To hobby, pasja, styl życia czy może sposób na zdobywanie pieniędzy?

MERZ: Zawsze lubiłam być przed obiektywem. Lub kamerą. Lub na scenie. Chyba mam taką „sceniczną” osobowość i sporą szczyptę ekshibicjonizmu i aktorstwa w sobie. Początkowo trudno mi było znaleźć kogokolwiek zainteresowanego zrobieniem mi profesjonalnych zdjęć, ale po odkryciu maxmodels wszystko poszło szybko. Ciężko mi określić, czym różni się pasja od hobby, ale początkowo było to właśnie pasją. Kiedy coś robię, to całkowicie się temu poświęcam – tak było przez kilka lat z fotomodelingiem. Obecnie jest to bardziej sposób na zarabianie pieniędzy i już dość rzadko pasja. Taki czas.

modelka
fot-Michalina-Woźniak-sfx-Marta-Podbielska

MERZ: Co do zarobków, to wśród dziewczyn, które nie są profesjonalnymi modelkami wybiegowymi z kontraktem z poważną agencją, ciężko mówić o jakimkolwiek „wyżyciu z modelingu”. Kto choćby otarł się o to środowisko, wie, jak mocno króluje stockphrase „sesja na zasadzie TFP”*. Ja raczej tego unikam, ponieważ posiadam już tysiące zdjęć i nie potrzebuję za kolejne oddawać swojego czasu, parafrazując wyżej wymieniony popularny skrót. Richardsona i Arakiego też w Polsce nie uświadczę. Są sesje autorskie, warsztaty, pokazy, klipy, sesje stockowe, okazje, ale to za mało, żeby mówić o rynku pracy, nawet kiedy jest się półprofesjonalną fotomodelką zatrudnioną w banku twarzy lub przepiękną i super zgrabną osobą. Nie jest to fajne, nie jest tak w każdym kraju, ale u nas tak po prostu jest.

Moi znajomi spoza branży są tym mocno zdziwieni, czasem komentują to w gorzkich słowach. W „branży” owe gorzkie słowa obierają całkiem przeciwny kierunek.

BR: A co z sesjami „fotki za seks”? Zetknęłaś się z taką praktyką?

MERZ: Ha ha. Pytanie, kto komu miałby płacić tym seksem. I za co tak naprawdę. Jasne, znajdują się szmaciarze, którzy sugerują coś takiego początkującym modelkom lub „modelkom”. Z mówieniem o takim czymś wprost się nie zetknęłam, bo to byłby już po prostu cyrk w biały dzień. Nie dość, że facet z aparatem (nie chcę pisać szumnie „fotograf”) popatrzy na gołą dupę, pogada, dostanie automatycznie dożywotnie prawa do korzystania z wizerunku dziewczyny na zdjęciu oraz wspaniałe fotki do swojego portfolio, to jeszcze będzie mieć prostytucję TFP – to jest kosmiczna idea, która niestety zapewne rodzi się w jakiś chorych umysłach. Taką zawoalowaną propozycję otrzymałam jeden raz. Może dwa, ale deklaracje dokonywane w stanie ciężkiego upojenia alkoholowego chyba nie powinny być w ogóle brane pod uwagę.

modelka, biust, grosey
fot-anapt

BR: Co robisz poza planem zdjęciowym? Kim jesteś poza obiektywem?

MERZ: Przychodzi mi do głowy odpowiedź następująca: całkiem spokojną wariatką. Ekscentryczką chodzącą swoimi drogami, czasem gubiącą się w życiu, a czasem odnajdującą. I tak w kółko. Jednak mocno oddzielam swoją prywatność od pozowania i jakichkolwiek ekshibicjonistycznych działań – tu jest mocna gruba kreska. Nie ujawniam poglądów, innych aktywności, życia uczuciowego. Nie czuję się z tym komfortowo – jako modelka wolę być czystym płótnem.

BR: Czy przygotowując się do sesji foto, wchodzisz w inny tryb? Zakładasz maskę czy wręcz przeciwnie – pokazujesz swoje prawdziwe ja?

MERZ: Dobre pytanie. Pół na pół. Dystansuję się od ludzi i sytuacji, nie jestem typem modelki romansującej lub nawet kolegującej się z fotografami, sesja nie jest dla mnie spotkaniem towarzyskim. Przychodzę, żeby pozować. Zdecydowanie jest to więc tryb pozowania i skupiania uwagi na tym, co w danym momencie jest naprawdę istotne. Nie piję piwa, nie chichoczę, nie opowiadam dowcipów, nie puszczam ulubionych piosenek. Jestem konkretna, a to tylko część mojej natury. Prywatnie jestem bardzo emocjonalną osobą, ale to wychodzi tylko w bliskich relacjach, nigdy na sesjach.

BR: Kto kreuje Ciebie w czasie sesji foto: Ty czy fotograf? Kogo widzimy jako efekt: część Ciebie czy kogoś zewnętrznego – kreację?

MERZ: To zależy od dynamiki, od modus operandi. Czasem jest mnie więcej, czasem mniej, czasem jest to totalna kreacja (np. rola dominy lub niewinnego dziewczątka), czasem czysty fetyszyzm (lalkowatość, szpilki, hiberbolizowana kobiecość i puste oczy). Są też oczywiście zdjęcia, na których od początku do końca jestem ja, jakaś moja historia, sporo reżyserii z mojej strony – tak nadęcie mówiąc. Jednak w głównej mierze jest to większe lub mniejsze aktorstwo. W tym mniejszym aktorstwie też trzeba się wczuć, nawet jeśli mam wyglądać tylko ładnie – muszę poczuć się ładna, aby swoim ciałem, postawą i mimiką tę ładność pokazać.

BR: Występujesz nie tylko jako modelka zdjęciowa, ale również performerka – na pokazach bdsm. Dlaczego? Jakie to są emocje?

MERZ: To dość ogólnie postawione pytanie. Pokazy były, ale teraz się zmyły, ponieważ mój obecny partner nie jest związany z tak zwaną „sceną bdsm”, tj. nie interesuje go to salonowo. Ja to strasznie lubiłam! Jest to dla mnie po prostu wielka frajda i przyjemność, przynajmniej te pokazy zamknięte, gdzie mogłam pokazać część siebie i dynamiki relacji. Shibari osobiście mnie ani ziębi, ani grzeje, ale lubię być na scenie. Zdecydowanie lubię, kiedy ludzie na mnie patrzą. Lubię też dostać przy ludziach.

BR: Dostać?

MERZ: Starałam się nie używać wulgaryzmów i nie dopisać słowa „wpierdol” ;- ) Terminy typu „spanking” czy „impact play” są też dość nieadekwatne, nie lubię ich. Lubię proste słowa.

BR: Dlaczego bierzesz w tym udział? Jak Twój partner reaguje na to, że jesteś wiązana, bita, poniewierana przez kogoś innego?

MERZ: Odpowiedź powyżej. Wcześniej te działania wiązały się jednak z istniejącą relacją, w pewnym momencie życia przestały być bezosobowe (przynajmniej te rzeczy, które sprawiają mi frajdę większą niż tylko stanie na scenie, a żeby taki pokaz wyszedł naprawdę fajnie – musi być autentyczny), a ostatnio zdecydowałam się trochę domknąć związek, więc obecnie stoję z boku. Chciałabym powiedzieć, że oglądam innych, ale to nieprawda, bo trochę im zazdroszczę, więc nie patrzę ; – )

modelka z dłońmi na ciele
fot-Tomasz-Brodie-Brodawka

BR: Czym jest seksualność i jak się ma do intymności?

MERZ: Dla mnie? Seksualność jak seksualność – wiadomo, o co chodzi. Seks, erotyzm, fetysz, podniecenie. Moim zdaniem każdy ma jakieś fetysze, na tym seksualność się zasadza. Jesteśmy ludźmi, nawet potencjalnych partnerów dobieramy pod jakimś określonym kątem wizualnym lub materialnym. Każdy fetyszyzm jest inny, tylko nie każdy go odkrył. I nie chodzi tu o maski, lateksy i worki na twarzach, tylko o coś zdecydowanie głębszego.

Jednak bardziej skupiłabym się na tym, czym jest dla mnie intymność. Gdyby była nagością czy czymkolwiek powiązanym ze standardowo rozumianą (także w kręgach bdsm-owych) seksualnością – nie pokazywałabym się od takiej strony nigdy i nigdzie. Dla mnie intymność to czułość, miłość, oddanie, głęboko skrywane uczucia, słabości, łzy, wzruszające słowa, drobne upominki, wspólne szczęście. Ale nie erotyzm, nie seksualność. Seksualność dla mnie jest realizacją tego, co leży w sferze id, co jest gdzieś zepchnięte, co jest niejednoznaczne. Każdy ma swoją seksualność. Czasem tylko skrywaną pod czymś bardzo ogranym i popularnym. Tak to sobie tłumaczę.

BR: Żyjesz w Polsce… Czy miałaś kontakt z hejtem? Czy w jakiś sposób na Ciebie wpłynął?

modelka i ośmiornica
fot.-Michalina-Woźniak

MERZ: Jako szkolny kozioł ofiarny jestem przyzwyczajona, więc zazwyczaj, jak coś takiego się gdzieś pojawia, jestem trochę rozbawiona, trochę podniecona, a trochę obojętna. Ale generalnie nie robi to na mnie większego wrażenia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że są osoby, które mnie nie lubią lub nie podoba im się to, co robię.

Raz tylko ruszył mnie tak zwany hejt. Pozowałam w roli fetyszystki martwych świń, konkretnie połówek ich głów. Takich sprzedawanych w rzeźni. Były kupione dla dużych psów, które muszą pogryźć sobie czasem takie mięso z kością. Wystąpiłam z nimi na zdjęciach, tarzałam się w nich. Totalnie obca rola, ponieważ jestem wegetarianką, prawa zwierząt bardzo leżą mi na sercu. W życiu nie tknęłabym wieprzowiny, uwielbiam świnki i całą florę i faunę, mam bzika na punkcie ekologii i jedyne, co te głowy mi robiły, to trochę smuciły. Że tak piękne i inteligentne zwierzęta giną masowo w rzeźniach. Ale psy wegetarianami nie będą, a może śmierć świń przyczyni się chociaż do powstania ciekawego obrazu.

Oddzielam sztukę od życia, potrafię złamać granice, aby stworzyć coś pięknego i być może szokującego, intensywnego, nie krzywdząc przy tym nikogo. Dlatego czasem pozuję z mięsem. Zapozowałam zatem ze świńskim noskiem, wytarzałam się, ucałowałam. Było to ciekawe doświadczenie i zdjęcia wyszły bardzo zadowalające. Ale gdy pochwaliłam się tym dokonaniem, jego odbiór był bardzo, bardzo negatywny. Zostałam oskarżona o lansowanie się na cierpieniu zwierząt. Brak szacunku do nich, propagowanie przemocy oraz nawet zabicie owej świni i zabawianie się z jej zwłokami. Jako szczerą miłośniczkę zwierząt, która przenosi żaby i ślimaki przez drogę, dokarmia bezdomne koty i psy, i nienawidzi rzeźni – jakoś mnie to zabolało. Ale może to bardziej smutek nad niesłusznym osądem, ponieważ ja nie widziałam w tym zdjęciu niczego złego. To była rola – ciężka i obrzydliwa, ale jednak rola. Tak samo jak pozowanie z żywymi robakami na twarzy lub machanie pejczem nad kolegą.

I trochę smuci mnie fakt, że ludzie, oglądając zdjęcia modelkowe, nie oddzielają tego od życia. Anthony’ego Hopkinsa nikt nie uważał za kanibala. Nie chodzi mi tu o zwyczajowe rzucanie kurwami, ponieważ ten epitet jest po prostu durny, a nie obraźliwy. Choć nikt nigdy oficjalnie mnie tak nie nazwał. Aż dziw bierze.

harnes
fot-Paweł-Masnyk

BR: Jesteś uznawana za najseksowniejszą modelkę fetyszystyczną. Czym według Ciebie jest seksappeal?

MERZ: Oj, bez przesady, na pewno jest rzesza osób, które nie trawią mojej specyficznej urody. Nie jestem klasycznie piękna ani klasycznie zgrabna. Nie mam wąskiej szczęki, opalonego i jędrnego ciała, dwudziestu lat, wyćwiczonej tysiącami pompek okrągłej pupy, sterczących piersi i co tam jeszcze jest w tych czasach modne i uważane za kanon atrakcyjności kobiecej. Ale – nie wiem, czy tu można przeklinać, czy też nie – pierdolę kanony z całej siły, nie znoszę ich. Nigdy nie chciałam być uważana za seksowną, elementy wdzięczenia się i podkreślania „kobiecych” cech (biorę je w cudzysłów, ponieważ to, co jest uważane za męskie i kobiece, jest umowne i zależne od kultury i epoki) traktuję jako fetyszystyczną zabawę i wizualne podkreślenie uległości. Takie „jestem lalką, możesz zrobić ze mną, co chcesz, jestem przedmiotem do zabawy, spełniam twoje marzenia, jestem narzędziem”. Doll of flesh and blood. Teraz ubiera się lalki w mocne makijaże i wysokie buty.

Pytanie, czy z tym seks appeal’em chodzi o to, co uważam za seksowne. U siebie czy u innych? Tak czy inaczej uważam, że najbardziej seksowne jest bycie sobą i silna, niezależna osobowość. U każdego. Moim zdaniem, jak już kiedyś pisałam, każdy powinien mieć swoje miejsce w ikonosferze. Ja na przykład uwielbiam mężczyzn oryginalnych, nie mieszczących się w kanonach ogólnie pojętej „atrakcyjności”. Na to samo lubię patrzeć u kobiet – oryginalność i pewność siebie.

fetyszowa modelka
Alfred-Wiltos

BR: A czym jest fetysz – dla Ciebie osobiście i jako element zdjęcia, performance’u. Czy to tworzywo, którego świadomie poszukujesz, czy jest to naturalna cecha Twojego wyglądu?

MERZ: Szczerze mówiąc, długo myślałam nad tym pytaniem i chyba go nie rozumiem.

Fetysz to dla mnie określony moment w indywidualnej seksualności człowieka, kiedy coś zewnętrznego w bardzo mocny sposób pobudza erotycznie. Szpileczki, pończoszki, tatuaże, piercing, garniaki, sznurki, koronki i rękawiczki to jest jakiś ograny symbol, wytrych myślowy. Fetyszem może być przecież wszystko – rzecz dla innych dziwna, niezrozumiała, odrażająca lub śmieszna.

modelka fetysz
fot. Mateusz Bylica

Chyba że chodzi o to, co potocznie określa się „fetyszowym wyglądem”, czyli mocny makijaż, tatuaże, piercing, jakaś obroża, erotyczne buty i tak dalej. Najprościej mówiąc: po pierwsze od dziecka uważam, że to jest po prostu ładne. Wygląda fajnie i estetycznie, czuję się w tym naturalnie. Po drugie – jako kulturoznawczyni lubię posługiwać się taką komunikacją niewerbalną, mam mocną świadomość tego, jak odbierany jest określony element kreacji i wyglądu. Strój zawsze zmienia ruchy. Zmienia wszystko. A ponieważ jestem związana z tym całym bdsm, to mam niewiele do gadania. Uważam, że to trochę jak orientacja seksualna – nie ma za bardzo wyboru. Albo w tym jesteś, albo nie.

BR: Czy współpracujesz z fotoamatorami?

MERZ: Współpracuję, ale nie za same zdjęcia. Choć tu też oczekuję minimum poziomu, ponieważ złe zdjęcie może naprawdę ośmieszyć i skrzywdzić modelkę – i czasem pieniądze tego nie rekompensują. Najbezpieczniejsze są pod tym względem warsztaty.

BR: A jak Cię traktują faceci? Czy twoje rozebrane, dość ekspresyjne zdjęcia zmieniają postrzeganie Ciebie?

MERZ: Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nigdy nie ukrywałam przed nikim mojego hobby i moich zdjęć, więc nie ma za bardzo czasu na taką zmianę nastawienia. Jeśli zaś chodzi o facetów jako adoratorów lub potencjalnych / istniejących partnerów, to po prostu nie spotykałabym się z kimś, dla kogo byłby to problem. Ale ja niczego nie ukrywam, więc sytuacja sama się rozwiązuje.

BR: A kobiety? Jesteś akceptowana czy czujesz zawiść z ich strony?

MERZ: Nie czuję zawiści. Jeśli już to są to jakieś sprawy pokątne, w które nie chcę wnikać i trudno mi ocenić, czy antypatia do mnie wynika z zawiści czy z czegokolwiek innego. Staram się dobrze dogadywać z kobietami. Nie jestem z tych, które uważają, że „baby są głupie, wolę rozmawiać z facetami”. Absolutnie nie – uwielbiam dzielić się doświadczeniami i przemyśleniami z koleżankami. Większość pozytywnego odbioru mojego pozowania pochodzi właśnie od dziewczyn, które piszą mi masę miłych rzeczy i to są chwile, dla których naprawdę warto to robić.

shoe lick
fot-Zensen

BR: Jak oceniasz środowisko polskiego bsdm?

MERZ: Ojoj, to dziwne pytanie. Po pierwsze – czy ja wiem, czy „polskie bdsm” jest jakieś inne niż zagraniczne? Pewnie, dochodzą te wszystkie polskie cechy – typu narzekanie, wpieprzanie się w cudze sprawy – ale jak dla mnie na tym się kończy. Staram się nie być cyniczna, staram się być wyrozumiała. To wszystko, na co narzekają Polacy, jest chyba wszędzie. To ludzkie cechy, słabości, konflikty, kłamstwa, małe grupki. Normalka – czemu środowisko bdsm miałoby być inne. Jedyne, co łączy tych ludzi, to zamiłowanie do specyficznego rodzaju seksu i / lub erotyki.

Jedyne, co mnie osobiście drażni, to kicz i klisze. Ale to też nie jest specyfika polska – po prostu popularny gust jest niski, przewidywalny i stereotypowy. Nie dziwi mnie to, wiem, że nie może być inaczej, ale prywatnie pęka mi żyłka, że nie mogę zobaczyć czegoś, co podoba się również mnie, i nawet nie mogę się zwyczajnie po ludzku podniecić, oglądając zdjęcia erotyczne. A chyba do tego one służą.

I te postgreyowskie klimaty… Nie oceniam tego negatywnie, to nie moja sprawa, ale to bardzo, bardzo nie mój świat.

Czasem też kręcę nosem na różnorakie loże szyderców pod hasłem: „moje bdsm jest jedynym słusznym, twoje jest głupie”. Pewnie sama jestem trochę szydercą, z czego absolutnie nie jestem dumna, ale jednak ta polska mentalność siedzi w człowieku głęboko. Tak, też czasem narzekam.

BR: Czy określenie „porno-grubasy” lub „grubasy mentalne” to trafne nazwanie większości polskiego świata bdsm?

MERZ: A ja w sumie nie wiem do końca, co to znaczy. Czy chodzi o tę naszą utarczkę słowną, jak to grubasów oglądać nie chciałeś? Bo ja się czuję mentalnym grubasem – to znaczy podobno zachowuję się jak osoba, która kiedyś miała nadwagę i nigdy więcej nie chce jej mieć. Ale ja lubię i akceptuję nadwagę u innych ludzi, u facetów mnie to czasem kręci, a u kobiet po prostu nie oceniam, nie znam się na kobietach ; -) Dla mnie grubas mentalny to ktoś z zaburzeniami odżywania, a chyba większość polskiego świat(k)a bdsm nie ma takich problemów. Mam taką nadzieję, ponieważ to bardzo męcząca przypadłość.

BR: Chodzi mi bardziej o stan świadomości – o kobiety, które szukając akceptacji, wchodzą w bdsm, traktując tego typu relację jak ostatnią deskę ratunku. Są w stanie zaakceptować bycie „mięsem” do spełniania chłopackich zachcianek równie zakompleksionych mężczyzn, byle tylko uzyskać odrobinę akceptacji. Widzisz taki model postępowania?

klamerki
fot-Michalina-Woźniak

MERZ: Nie widziałam chyba czegoś takiego i na pewno nie zetknęłam się z tym bezpośrednio. Ciężko mi wyobrazić sobie taką sytuację. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi o seksie, ponieważ uważam, że to sam w sobie ciekawy temat i z moich rozmów oraz obserwacji wynika, że to raczej kobiety szukają urozmaicenia w sztampowej erotyce i szukają głębszych relacji, w których mogą przeżyć coś wyjątkowego, coś granicznego.

Zresztą sam mechanizm kobiecego podniecenia tak działa, że chce się więcej i więcej, bo seks nie kończy się na jednym orgazmie. To nawet wpisuje się w stereotypy płciowe, które głoszą, że kobiety szukają miłości i emocji – przecież w bdsm-owym układzie jest tego więcej, bo strony są zależne od siebie i muszą sobie ufać. Więcej się rozmawia. Więcej się czuje. Mówi się też, że statystycznie kobiety są bardziej odporne na ból i bardziej do niego przyzwyczajone jako płeć menstruująca – tak nawiasem mówiąc.

Poza tym nie potrafię sobie wyobrazić robienia w łóżku rzeczy bolesnych i z zasady nieprzyjemnych, kiedy faktycznie nie ma w tym żadnej przyjemności. To musiałby być jakiś koszmar, codzienne gwałty, nikt by tego nie wytrzymał! Jest wiele lepszych sposobów zwrócenia na siebie uwagi. Chyba że elementy „kinky” to związanie komuś rąk sznurkiem lub założenie obroży i danie kilku klapsów… Takie rzeczy radzi nawet „Pani Domu” znudzonym parom. A tak to pewnie najczęściej wygląda.

Z drugiej strony, kiedy spotka się dwójka zakompleksionych osób – tak jak w pytaniu – to przecież w zasadzie świetnie się uzupełniają i mogą do woli bawić się w bdsm według własnych zasad i granic. Takich osób jest pewnie sporo i nikt im tego nie zabierze. Myślę, że bawią się bardzo dobrze i o to chodzi.

modelka w atłasach
fot-Keymo-sfx-Lena-Zięba

BR: Czy chcesz mieć dzieci? Co im powiesz, jeśli znajdą w sieci zdjęcia mamy zmaltretowanej na scenie?

MERZ: Przede wszystkim, kiedy zaczynałam pozować, postanowiłam, że hipotetyczna myśl o jakiejś bardzo odległej decyzji życiowej nie będzie mieć wpływu na moje świadome obecne wybory, ponieważ trzeba zawsze określać swoje priorytety. Każda kobieta ma prawo mieć dziecko, kiedy zechce – bez względu na przeszłość. Po erze maxmodels połowa dzieci będzie mieć gołe mamy w Internecie. Myślę, że jakoś te mamy sobie poradzą. Na razie jednak nie planuję dzieci. A jeśli cokolwiek niepokoi mnie w przyszłości to brak pieniędzy, ogólna sytuacja ekonomiczna kraju i wspaniale zapowiadające się emeryturki. Blacha wymachujący pejczem na scenie lub moje gołe cycki, które widziało tysiące osób w Internecie, jawią mi się przy tym jako coś bardzo niegroźnego.

BR: Na ile wygląd jest dla Ciebie istotny?

MERZ: Jest bardzo, bardzo istotny. W życiu interesuje mnie głównie strona wizualna – świata i siebie. Kocham modę, wizaż, malarstwo. Mam kreację na każdy dzień. Lubię dobrze ubranych facetów. W ogóle lubię wszystko to, co ładne.

panna młoda
fot.-Aleksander-Ikaniewicz

BR: Eksperymentujesz ze swoim wizerunkiem. Czy znalazłaś już swoją drogę?

MERZ: Kiedy się eksperymentuje, to chyba dochodzi się do wniosku, że nie ma jednej drogi. I dla mnie nie ma, ponieważ wygląd traktuję jako manifest. Obecnie strasznie lubię minimalistyczną modę z górnej półki i retro połączone z kiczem, ale to taka moja modowa twarz, całkiem inna niż na zdjęciach „fetyszowych”. Kusi mnie ciągle łysa głowa, ale mam krzywą czaszkę, więc odsuwam tę decyzję w czasie.

BR: Pracowałaś z wieloma fotografami. Który z nich zapadł Ci szczególnie w pamięć i dlaczego? Masz swoich ulubionych fotografów?

MERZ: Obecnie strasznie dużo rzeczy robię z Michaliną Woźniak, z którą współpracuję już od lat. Słowność, sumienność, podobna wrażliwość, świetne oko i czarowanie kadrem to cechy, które mnie w niej urzekły – no więc tworzymy sobie razem.

Zensen i Keymo oczywiście muszą się pojawić, to była Złota Era : P Zarówno z tym słynnym w środowisku fotograficznym akciarzem, który obecnie od kilku lat nie fotografuje, jak i z tą wspaniałą, wszechstronnie uzdolnioną i pewną siebie artystką przełamaliśmy trochę granic – miałam przyjemność pozować do mocnych i zapadających w pamięć zdjęć.

Pracowałam z naprawdę wieloma osobami. Oczywiście kilka spotkań było koszmarem, część była wspaniała, część taka sobie – wiadomo. Aż ciężko mi teraz sobie przypomnieć konkretne sytuacje i osoby, ale pozowanie ludziom wrażliwym, kulturalnym, sympatycznym, otwartym i inteligentnym zawsze jest przyjemnością. I myślę, że ci ludzie to wiedzą : -)

modelka z dłońmi na ciele
fot-Tomasz-Brodie-Brodawka

BR: A z którym fotografem z tych najbardziej rozpoznawalnych chciałabyś współpracować – Araki, Fontenoy, Granovsky, Brodziak, Hikari Kesho?

MERZ: Araki tak, lubię bardzo! Jedyne zdjęcia ze sznurkami, które naprawdę podobają mi się estetycznie, bo ogólnie nie jestem fanką bondage poza zabawą na sesji zdjęciowej. Fontenoy, Kesho i Gansovsky to w ogóle nie mój gust. Brodziak jest fajny, bo robi eleganckie zdjęcia, ale bierze tylko modelki w typie agencyjnym – gdzie do nich trzydziestoletniemu kurduplowi z bliznami i luźnym cycem ; – )

modelka domestic violnece
sexypolaroid

Ze znanych fotografów moim absolutnym ulubieńcem jest Juergen Teller, ale to nie są zdjęcia fetyszowe. Właściwie jakby się zastanowić, to średnio przepadam za typową fotografią o takiej tematyce. Prywatnie lubię zdjęcia fashion, w ogóle mocniej fascynuje mnie świat mody.

Moim skromnym zdaniem najlepsze zdjęcia erotyczne robi facet o pseudonimie SingleChair. Są przepiękne i to jemu najbardziej chciałabym zapozować. Pokazuje w swoich pracach to, co mnie interesuje w bdsm, co mnie interesuje ogólnie, ten typ emocji, który jest mi najbliższy. O tak, SingleChair!

BR: Jakie jest Twoje zawodowe marzenie? Albo cel do osiągnięcia?

MERZ: W bliższej perspektywie – kroi się fajny teledysk, małymi kroczkami. Jeśli to wyjdzie, będę bardzo szczęśliwa. Wciąż nie ufam możliwościom materii filmowej. Trudno jest stworzyć coś dobrego w ruchu.

W dalszej perspektywie – zająć się modą, szyciem, projektowaniem. I być bardziej samodzielna twórczo. Chciałabym też hodować płazy, ale to taki cel pozamodelkowy.

BR: Dziękuję bardzo za rozmowę.

* Sesja TFP to sesja, w której modelka w zamian za pozowanie otrzymuje zapłatę w postaci zdjęć.

Więcej zdjęć na funpage


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • dołączysz do naszej grupy Erotyka – Odcienie Czerwieni

Jedna myśl na temat “Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

Możliwość komentowania jest wyłączona.