Pani Sztormu

seks z syreną

Pani Sztormu – Alexis – Opowiadanie erotyczne fantasy

Karaiby, rok 1757

Wzburzone morze unosiło okręt w górę i dół, a spienione fale raz za razem, z całą siłą, uderzały w burty, zalewając górny pokład słoną wodą. Gęste chmury zakrywały gwiazdy, ciemna noc rozświetlana była tylko co jakiś czas blaskiem błyskawicy. Okręt miał zerwany maszt i dryfował, zdany na łaskę żywiołu. Kapitan James Brooks leżał nieprzytomny na dolnym pokładzie. Migotliwe światło oliwnej lampki rzucało na jego spoconą twarz żółty poblask, a wraz z kołysaniem się całego pokładu, jasność ześlizgiwała się po niej i wracała, ukazując kolejny grymas bólu starego kapitana. Był piratem, więc nie było mu obce ponoszenie ran w boju. Wielokrotnie wymykał się śmierci, ale tym razem ugodziła go zatruta strzała, wypuszczona przez jednego z najemników, których inne załogi bandyckie rekrutowały jako wsparcie w walce z konkurencyjnymi okrętami. Na morzu nie było przyjaźni. James sam wielokrotnie zdradzał i wykorzystywał swych kolegów po fachu. Teraz leżał niemal bez sił i czuł, jak powoli ucieka z niego życie. Pierwszy oficer Martin Hayes kucał tuż obok niego. Pokładowy zapas leków nie zawierał remedium na nieznane toksyny. Wyspiarskie gatunki zwierząt wyposażone były przez naturę w różnorodny arsenał jadów. Tubylcy je wykorzystywali, zatruwając groty strzał i ostrza noży, by nawet lekkim draśnięciem pokonać wroga.

– Widać ląd! Zaraz dobijemy do brzegu. Wynieście kapitana! Trzeba znaleźć kogoś, kto zna się na leczeniu. – głos bosmana przebił się przez szum fal i huk mas wody uderzających o burtę.

Hayes wstał i wybiegł z dolnego pokładu. Rzucił okiem na żałosne szczątki masztu. Naprawa potrwa kilka dni. Zaklął cicho pod nosem – część łupu będzie musiała pokryć poniesione straty. Jednak utrata kapitana to coś najgorszego. Stary pirat trzymał dyscyplinę w załodze i bardzo często ratował swoim doświadczeniem skromny statek, który już nie raz uciekał Posejdonowi spod trójzębu. Teraz, gdy leżał nieprzytomny, trzeba było prędko znaleźć lekarstwo. Śmierć kapitana byłaby tragedią i Hayes dobrze o tym wiedział.

Gdy tylko statek dobił do piaszczystego brzegu, błyskawicznie zeskoczył na ląd i razem z grupką zaufanych ludzi, mimo środka nocy, rozpoczął rozpaczliwe poszukiwania jakiejkolwiek osoby znającej się na sztuce leczenia. Tuż za pasem plaży stały chaty i niewielkie budynki magazynowe postawione przez osadników. Dość liczne, jak na tę część świata. Zwiększało to szanse na wybawienie z kłopotu, co wyraźnie poprawiło nastroje piratów. Prędko ruszyli w głąb osady, rozdzielając się. Hayes wybrał najbardziej prawdopodobne miejsce na zasięgnięcie języka – karczmę.

Zapach smażonych ryb i słonej wody unosił się w powietrzu, a z komina unosił się białawy dym, dobrze widoczny na tle ciemnego nieba. Z wnętrza gospody dobiegał wesoły gwar, brzęk naczyń oraz głośny śmiech kobiet do towarzystwa. Hayes uśmiechnął się pod nosem. Wszedł do środka i natychmiast uderzyła go w nozdrza przyjemna, ciepła fala smakowitych zapachów. Był bardzo głodny, ale nie było na to czasu. Musiał ratować kapitana.

Zbliżył się do karczmarza, który dość podejrzliwie przyglądał mu się od momentu wejścia, ale gdy tylko Hayes położył na blacie dwie złote monety, jego twarz rozjaśnił uśmiech.

– Szukam kogoś kto zna się na leczeniu. Człowiek jest w potrzebie, jeśli czegoś mu nie podamy, nie przeżyje dwóch dni.

Hayes wyczuł niechęć karczmarza, nie poddawał się jednak.

– Dostaniesz jeszcze pięć takich – wskazał na monety – jeśli kogoś znajdziesz.

Karczmarz szybko zgarnął złoto do kieszeni i wskazał na rudowłosą kobietę siedzącą na kolanach łysego grubasa, który powoli kołysał się w tył i przód, przysypiając. Co jakiś czas dotykał piersi swojej towarzyszki, aby sprawdzić czy jeszcze na nim siedzi. Był kompletnie pijany, a dziewczyna nawet nie starała się już uśmiechać. Czekała, aż typek zaśnie. Hayes widział jak co jakiś czas wykorzystywała sytuację i zręcznym ruchem sięgała do sakiewki grubasa, by wydobyć jedną lub dwie monety. Mężczyzna, zupełnie tego nieświadom, kiwał się dalej, mrucząc coś niezrozumiale. Hayes zawiesił wzrok na dziewczynie, po chwili spostrzegła to i bezczelnie na niego popatrzyła, uśmiech wrócił jej na twarz i powoli zsunęła się z kolan łysego pijaka, który w jednej chwili się obudził. Chciał chwycić kurtyzanę za rękę, ale ta szybko odwróciła się i zdzieliła go dłonią w ucho. Grubas zaryczał i ruszył na nią. Rudowłosa schowała się za młodym piratem, trzymając dłonie na jego ramionach i spoglądała zaniepokojona, jak grubas odpina pas i okręca go sobie wokół dłoni. Wreszcie, trzymając w ręku coś na kształt ciężkiego bicza, uniósł rękę i popatrzył na Hayesa.

– Puść ją szczeniaku i oddaj albo oboje zarobicie po grzbietach tak, że nawet leżeć będzie wam przykro. No już, kurwa! Odsuwaj się i oddawaj rudą, bo cię zatłukę, gówniarzu! – Grubas opluł się cały, a oczy wychodziły mu z orbit, gdy wydzierał się coraz głośniej. Pozostali goście karczmy nie zwracali uwagi na awanturę. Hayes stał nieruchomo i zaciskał rękę na swoim kordzie. Był gotów dobyć go błyskawicznie i ugodzić spoconego grubasa, który zbliżał się powoli. Kurtyzana mocniej zacisnęła dłonie na ramionach młodzieńca.

– Pomóż mi… – wyszeptała mu wprost do ucha głosem słodszym od miodu.

Hayes nie dał się jednak wyprowadzić z równowagi i w pełnym skupieniu obserwował ruchy ciężkiego pasa w ręku łysego. Musiał zachować dystans. Młoda kobieta cofała się, z każdym krokiem, który grubas robił w ich kierunku. Hayes wzmógł czujność, gdy dostrzegł niespodziewany błysk w oku grubego. Mocno popchnął kobietę do tyłu. W tym samym momencie grubas rzucił się i zamachnął pasem na wysokości ich głów. Ruda natychmiast padła na ziemię, dzięki piratowi uniknęła uderzenia. Młodzieniec skoczył do przodu, wykonał zręczny przewrót, i przeturlawszy się obok zaskoczonego łysola, przejechał ostrzem korda po jego łydce. Gruby zachwiał się i krzyknął niespodziewanie wysokim głosem. Hayes bez chwili wahania kolejnym uderzeniem rozciął mu łydkę. Grubas padł na ziemię, ale próbował jeszcze zdzielić chłopaka, jednak ten szybkim ruchem uniósł ostrze, na którym zawinął się ciężki pas, a Hayes zdecydowanym ruchem wyszarpnął go z dłoni rannego awanturnika. Łysy wył z bólu i upokorzenia. Młody pirat, nie czekając na reakcję gości czy karczmarza, chwycił za rękę rudowłosą kurtyzanę i wybiegł przez frontowe drzwi. Kobieta zaśmiała się chicho, gdy, mijając leżącego grubasa, „przypadkiem” nadepnęła mu obcasem na dłoń. Poszkodowany jeszcze raz zawył i zacharczał. Uciekli prędko, lawirując wąskimi uliczkami osady. W końcu, ciężko oddychając, zatrzymali się przy starym magazynie.

– No nieźle! Rozumiesz, że teraz będę miała kłopoty? Gruby, owszem, był kompletnie pijany, ale raczej będzie pamiętał kto mu to zrobił, a na pewno będzie pamiętał mój w tym udział. Lepiej, żebyś miał więcej argumentów niż tylko ten kord. Ale dzięki! Miałam już i tak go dosyć, może nie dojdzie do siebie za szybko, wtedy złość mu przejdzie. Jestem Cathrina. – Uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń wierzchem, jak do pocałunku. Hayes chwycił ją, obrócił i położył na niej kilka złotych monet.

– Jestem Martin Hayes – powiedział dość chłodnym tonem – karczmarz zasugerował, że znasz się na truciznach, a ja mam przyjaciela w potrzebie, muszę znaleźć jakieś remedium. Nie zwlekaj, jeśli możesz pomóc, a kilka złotych monet znów wpadnie ci do sakiewki. – Zacisnął palce jej dłoni na zimnym złocie, a dziewczyna popatrzyła na niego zmieszana.

– No co ty?! Ja jestem kurwą, nie znam się na truciznach, o czym ty… – przerwała, widząc surowy wzrok pirata. – No… ale znam kogoś kto będzie w stanie pomóc twojemu druhowi. Jeśli nie boisz się czarów. – Uśmiechnęła się tajemniczo, a Hayes prychnął.

– Czarami chcesz mu pomóc? Niby jak? – oburzył się.

– Ja nie. Morska wiedźma. – powiedziała poważnym tonem Cathrina, po czym obróciła się lekko i wskazała palcem na migocące światło w oddali, na skale górującej nad osadą.

– Będziesz musiał się nieco powspinać, ale to chyba twoja jedyna szansa. Tylko ta wiedźma może coś poradzić. Nie ma sensu szukać dalej. – stwierdziła dobitnie.

– Da się tam w ogóle wejść? Próbowałaś kiedyś? – pirat z niepokojem popatrzył na strome skały, na których stała chata wiedźmy.

– Kilka razy. Wiedźma nie tylko zna się na truciznach, umie też bezboleśnie usuwać… nieprzewidziane wypadki, a mojej profesji zdarzyło się to już kilka razy. Nie jestem gotowa na bycie matką, sam rozumiesz. – uśmiechnęła się słodko, a Hayes dopiero teraz zwrócił uwagę na jej niezwykłą urodę.

Rude włosy dziewczyny, spięte w bezładny kok z boku głowy, układały się lekkimi falami. Zielone oczy śmiały się bezczelnie, a nieco za długi nos dodawał jej twarzy zadziornego charakteru. Usta lśniły lekko i kusząco, gdy kobieta uśmiechała się zalotnie. Hayes, nieco wbrew sobie, odwzajemnił uśmiech, po czym znów popatrzył na wysokie skały.

– Jaka ona jest? Ta wiedźma?

– Sam zobaczysz. Całkiem normalna, na pewno bardziej przypomina człowieka niż ten spasiony łysol z karczmy. Nie bój się jej. Jeśli nie masz złych zamiarów, nic ci nie grozi. Ale uważaj, co robisz i co mówisz. Bywa nieco drażliwa. – Ostatnim słowom kurtyzany towarzyszył nieprzyjemny grymas. Martin zapamiętał go dobrze. Skinął głową i ruszył w stronę skał.

– Poczekaj! – zawołała za nim Cathrina. – Znajdź mnie, gdy wrócisz. Chętnie odwdzięczę się za pomoc z łysym, pro bono ma się rozumieć. – uśmiechnęła się ślicznie i pocałowała go lekko w policzek, po czym nieco mocniej w usta. Odwzajemnił pocałunek. Jej usta były miękkie, a włosy pachniały miętą i tatarakiem. Poczuł przyjemne mrowienie w kroczu, gdy obróciła się i oddaliła, kręcąc biodrami. Pomachała jeszcze raz i zniknęła w ciemności, chowając ukradkiem zdobyte monety, które zwinęła mu z kieszeni. Pirat nawet nie poczuł jej zgrabnych palców, które uszczupliły jego trzosik o kolejnych kilka dukatów. Wciągnął morskie powietrze do płuc i ruszył w stronę chatki wiedźmy.

Skały były śliskie, ale ścieżka prowadząca do góry była dobrze widoczna i młodzieniec bez trudu trzymał się wyznaczonego szlaku. Wspinaczka nie trwała zbyt długo. Hayes miał nadzieję, że nie jest za późno. Gdy pokonał ostatnią skalną półkę i wychylił się, podciągając do góry, zobaczył niewielką drewnianą chatę, oświetloną delikatnym światłem lampki, którą dostrzegł tuż za oknem. Wokół panowała cisza, a młody pirat wpatrywał się w drzwi chatki. Gdy wreszcie stanął na nogi, usłyszał szelest sukna targanego wiatrem. Poczuł zapach świeżej bryzy i dziwne łaskotanie wzdłuż kręgosłupa. Powoli zbliżył się do drzwi i zapukał, jednak nikt nie poruszył się wewnątrz, a chata wyglądała na opuszczoną. Niebo przeszyła błyskawica i z czarnych, nocnych chmur zaczął padać deszcz. Hayes zaklął pod nosem. W domku nie było żadnej wiedźmy, a teraz  czekała go wspinaczka w dół, po coraz bardziej śliskich z wilgoci skałach, na dodatek zrobiło się niezwykle zimno.

– Może powinienem zawołać? – pomyślał, ale gdy rozbłysła kolejna błyskawica poprzedzająca ogłuszający huk, zrezygnował ze zdzierania gardła. W świetle pioruna zobaczył zarys postaci. Odziana w przewiewną, czarną suknię kobieta stała na najbardziej wysuniętej ku morzu skale, a wiatr targał jej odzieniem na wszystkie strony. Czarne poły jej okrycia opadały i unosiły się jak czarne skrzydła, omiatając przestrzeń wokół nieruchomej sylwetki. Uśmiechała się, a twarz miała zwróconą ku niebu, rozkoszując się kroplami deszczu uderzającymi z dzikością sztormu. Hayes patrzył jak sparaliżowany. Nie dostrzegł jej wcześniej, a z pewnością stała już tam od dłuższej chwili. Otrząsnął się jednak i powoli podszedł do tajemniczej kobiety. Kiedy był już o kilka kroków od niej, odezwała się melodyjnym, dziewczęcym głosem.

– Nie podchodź bliżej. Muszę się tobie przyjrzeć.

Młodzieniec znieruchomiał, a kobieta bardzo powoli obróciła się do niego.

Pierwszym, na co zwrócił uwagę, był nieziemski kolor i wielkość jej oczu. Mimo ciemności nocy, jasnoniebieskie oczy zdawały się rozświetlać przestrzeń między nimi. Jej wzrok odebrał piratowi resztkę woli i kontrolę nad ciałem. Stał jak sparaliżowany, a tajemnicza istota zaglądała mu, zdawałoby się, do samej duszy. Ponownie poczuł mrowienie wzdłuż kręgosłupa. Mógł jedynie patrzeć na nią, nie był w stanie ruszyć nawet palcem. Jej twarz była piękna, choć delikatny uśmiech miał w sobie nutkę drwiny. Wyglądała na bardzo młodą, ale jej wzrok sprawiał odmienne wrażenie: młody pirat czuł, jakby całe wieki zaglądały mu w oczy. W jej oczach była siła żywiołu, a także jego nieskończone piękno. Ciemne włosy, wilgotne od kropel deszczu, okalały jej twarz, unosząc się na wietrze, by odsłonić fantazyjne kolczyki z morskich muszelek i bursztynów. Z lewej strony, na skroni, miała pasmo krwistoczerwonych włosów, delikatnie mieniących się jakimś wewnętrznym blaskiem. Jej ciało było schowane pod niezliczonymi fragmentami czarnej sukni, ale krągły biust unosił się przy każdym głębokim oddechu.

– Przyszedłeś tu po pomoc dla swojego kapitana – stwierdziła po chwili, a mrowienie ustało. – Nie masz złych zamiarów, więc i z mojej strony nie grozi ci niebezpieczeństwo. – Jej głos przebijał się przez szum rozszalałego morza, a nie podnosiła nawet głosu. Hayes bardziej czuł, niż słyszał to co do niego mówi.

– Na truciznę, jaką zastosowali wasi wrogowie, nie ma antidotum. Śmierć jest nieunikniona, a ty możesz jedynie skrócić męki swojego kapitana. Nie pomogę ci, przykro mi.

Hayes był zdruzgotany, ale jednocześnie ciekaw, skąd ta kobieta wiedziała się o tym wszystkim, i już miał ją pytać, ale uświadomił sobie, że to nie ma sensu. Tajemnicza istota wiedziała, zdawałoby się, o wszystkim. Padł na kolana.

– Błagam cię, na pewno jest sposób, by uratować go przed śmiercią. Potrzebujemy go, bez niego zapanuje chaos na pokładzie i pewnie zginą kolejni w walce o jego miejsce.

– Więc zabij go i zdobądź należną ci pozycję. Czyż to nie siła decyduje o pierwszeństwie na morzu? – powiedziała zimnym tonem. Hayes milczał przez chwilę i nie podnosił się z ziemi, bał się dobyć głosu, ale w myślach błagał wciąż o ratunek dla kapitana. Ciszę znów przerwał zimny ton morskiej wiedźmy.

– Jeśli bardzo tego pragniesz, skrócę męki twojego kapitana i jeszcze dziś zaśnie uśmiechnięty, bez bólu i trosk, by już nigdy się nie obudzić. Jednak musisz przysiąc, że spełnisz moją prośbę. Wszystko ma swoją cenę, a pirat wie o tym najlepiej, czyż nie, Martinie Hayes?

Młody pirat zamarł, wciąż wpatrywał się w oczy morskiej wiedźmy. Kapitan był dla niego jak ojciec, a każda upływająca chwila uświadamiała mu o koszmarnym bólu, jaki musi znosić jego zwierzchnik. Był gotów oddać wiele, by choć skrócić jego cierpienie.

– Jaka jest twoja cena? – wyszeptał, opuszczając wzrok jakby w oczekiwaniu na wyrok.

Wiedźma uśmiechnęła się tylko i zbliżyła się do młodego mężczyzny. Przysunęła usta do jego ucha i elektryzującym głosem wymruczała mu wprost do ucha.

– Ceną będzie moja rozkosz. – Przylgnęła mokrymi ustami i delikatnie wysunęła język, prześlizgując się z góry po małżowinie, aż do szyi młodzieńca, który zadrżał, nie spodziewając się takiego obrotu spraw.

Ręce wiedźmy chwyciły go mocno za poły kubraka i gwałtownym ruchem uwolniła go z odzienia, odrzucając zerwane fragmenty materiału na ziemię. Była niesamowicie silna i władcza. Po chwili Martin Hayes stał już cały nagi, na targanej sztormem skale, a ręce tajemniczej kobiety błądziły po jego ciele. Usta pirata odnalazły drogę do warg czarnowłosej, która namiętnie oddała mu pocałunek. Ich mokre włosy splatały się teraz ze sobą, a ramiona Martina objęły kobietę, przysuwając ja całą do siebie, jakby chciał się z nią scalić w jedno. Szalony pocałunek trwał i trwał, a pirat czuł jak fala gorąca zastępuje w jego ciele uczucie chłodu.

Krew zawrzała, gdy poczuł jej dłoń na swojej męskości. Momentalnie nabrał dzikiej ochoty, by oddać się przyjemności i dać upust wszystkim skrywanym pragnieniom. Dotyk czarnowłosej działał jak afrodyzjak, nie panował nad sobą. Wiedźma drugą dłonią bawiła się jego włosami. Wyraźnie zwolniła tempo pocałunku i stanowczym, ale bardzo powolnym gestem zmusiła go, by znów padł na kolana. Uśmiechnęła się i podniosła swoją suknię, by stanąć tuż nad nagim Martinem. Jej zgrabne nogi i kusząca kobiecość ukazały się oczom młodzieńca. Nie czekając na rozkazy, przysunął się ku niej i dotknął ją ustami między nogami, które rozsunęła nieco szerzej. Wysunął język i prędko odnalazł łechtaczkę, obdarzając ją intensywną pieszczotą, chwycił dłońmi jej pośladki, przyciągnął i jeszcze mocniej przywarł do niej. Czarnowłosa kobieta zakryła go całego swoją suknią, a Martin klęczał okryty materiałową czernią i wciąż dostarczał jej przyjemności, nie przerywając ani na moment. Kolejna błyskawica uderzyła w pobliżu i rozświetliła całą scenę. Kobieta wplatała teraz dłonie w swoje włosy i wyginała się w spazmach przyjemności, czując, że pirat odnalazł właściwy rytm i miejsce dla swojego języka. Jej oddech przyspieszył, a uda zacisnęły się na ramionach Martina, unieruchamiając go w tej pozycji. Po chwili głośny jęk przeszył okolicę, ginąc jednak w szumie fal, ale młodzieniec wiedział, a raczej czuł co dzieje się z morską wiedźmą.

Przerwał pieszczoty, a kobieta uwolniła go spod sukni. W jej oczach wciąż lśniło pożądanie. Położyła mu dłoń na klatce piersiowej i popchnęła w stronę najbliższej skały. Martin zachwiał się, ale utrzymał się na nogach. Próbował odnaleźć oparcie, ale zaraz poczuł jak wiedźma, całym swoim ciężarem, opada na niego i dosiada jak wierzchowca, zarzucając czarną suknię wokół jego bioder. Był niesamowicie podniecony i momentalnie odnalazł właściwą pozycję. Chwycił ją za talię i pewnym ruchem umieścił swoją męskość w ciele spragnionej kobiety. Przymknęła oczy i pozwoliła Martinowi unosić się i opadać w rytm jego pchnięć. Położyła mu ręce na ramionach i dostroiła się do jego tempa. Ujeżdżała go zapamiętale, a Martin ponownie ogarnięty namiętnym szałem napierał na nią od dołu z całych sił. Nieprzyjemna szorstkość skał nie przeszkadzała mu wcale. Jedyne, co czuł, to niepohamowane pragnienie spełnienia.

Obserwował jak czarnowłosa opada na niego raz za razem, jęcząc coraz głośniej. Dzika chuć odbierała mu zmysły. Był tylko dotyk, jej dotyk i jej ciało. Tylko to miało teraz znaczenie. Młodzieniec wydał z siebie głośny jęk i podniósł się wraz z ciągle penetrowaną przez niego wiedźmą. Mocno objął ją ramionami i oparł o skałę. Teraz to on był górą nad swoją kochanką, a ta z nie mniejszym entuzjazmem oddawała się mu, oplatając go rękami i nogami. powietrzu przyciśnięta do skały kobieta dyszała  coraz szybciej i szybciej. Jej paznokcie odznaczały się na jego plecach krwawymi pręgami, gdy bez opamiętania i nie zważając na ból, napierał na nią z całych sił. Ich usta znów się połączyły na krótką chwilę. Martin podniósł oczy i spojrzał wprost na nią. Jeden rozbłysk błyskawicy, to światło w jej jasnych oczach, jeszcze jedno pchnięcie, jeszcze jeden oddech i momentalnie całym ciałem wstrząsnął najpotężniejszy orgazm w jego życiu, rozwarł usta w bezgłośnym krzyku, wciąż jednak dziko napierał na czarnowłosą, która również jęczała z rozkoszy, czując rozlewające się w jej środku ciepło. Martin widział, jak powoli przygasa pożądliwy blask w jej oczach, zastępowany przez wesołe iskierki i uśmiech spełnienia.

Jego palce sięgnęły teraz ku jej sukni. Pozwoliła mu na to. Uniósł wiedźmę delikatnie do góry i stojąc za nią, powoli zdejmował z niej mokre ubranie. Jej blada skóra lśniła od wilgoci i jakiegoś nieziemskiego blasku. Gładkość jej skóry była dostrzegalna gołym okiem, jednak pirat nie mógł sobie odmówić przyjemności, by ją dotknąć. Stojąc wciąż za nią, pocałował ją w szyję, przenosząc usta raz w jedną, raz w drugą stronę odsłoniętego karku. Odgarniał czarne włosy dłonią, a drugą wodził po jej nagich ramionach, brzuchu i piersiach. Kobieta zmysłowo pocierała pośladkami o jego krocze, prowokując do dalszych pieszczot i unosząc znów nabrzmiewającego penisa. Martin włożył go jej pomiędzy uda, a wiedźma zacisnęła je, i przesuwając się do przodu i do tyłu, sprawiła, że znów zrobił się twardy. Nie przerywała więc ruchów i rozkoszowała kolejnymi pocałunkami, składanymi chaotycznie na szyi i karku.

Młodzieniec chwycił mocno piersi czarnowłosej i lekko ugryzł ją w szyję. Kobieta jęknęła zaskoczona i mocniej zacisnęła nogi na naprężonej męskości pirata. On naparł na nią i pochylił się do przodu, odsłaniając jej zgrabny tyłeczek, uwolnił się z zacisku jej ud i momentalnie naparł od tyłu, wsuwając się zgrabnym ruchem, ponownie dosiadł ją i na nowo rozpoczęli oddawać się przyjemności. Martin chwycił jej ręce za nadgarstki i rozchylając ręce do granic, rozłożył jej ramiona jak skrzydła. Nie przestawał jej jednak mocno posuwać, czując jak kobieta traci kontrolę nad jękami. Przyspieszył i przyciągnął jej ręce do siebie. Teraz nadziewał ją jak na pal, odginając jej ręce, unieruchomił i podporządkował swoim ruchom. To jednak nie przeszkadzało jej wcale, wiedźma odchyliła głowę do tyłu dysząc z przyjemności. Ręka Martina chwyciła za jej ciemne włosy, które zawinął w pięść i przyciągnął ją stanowczo ku sobie, jednocześnie mocno napierając biodrami, ponownie ograniczył jej swobodę. Czuł jak wzbiera w nim fala kolejnego orgazmu. Znów przyspieszył mu oddech, a oczy zasnute mgłą dostrzegły, jak jej ciało drży. Martin nie wytrzymał, ryknął głośno wkładając całe siły w ostatnie pchnięcie. Czarnowłosa wiedźma pisnęła po dziewczęcemu i wygięła się mocno.Młodzieniec po chwili opadł z sił i z błogością padł na ziemię obok kobiety.

Ich nagie ciała leżały obok siebie, obmywane przez deszcz, który studził mocno rozgrzaną krew. Na niebie znów pojawiały się gwiazdy. Czarne burzowe chmury przenosiły się dalej na morze. Światło księżyca oświetliło szczyty skał. Czarnowłosa wstała i palcami przesunęła po jedynym krwistoczerwonym fragmencie jej włosów. Włożyła sobie ich końcówkę do ust i possała ją mocno. Jej wewnętrzny blask rozjarzył okolicę jasnym światłem. Martin przez chwilę nie widział nic. Gdy odzyskał wzrok, zobaczył, jak naga kobieta stoi znów na tej samej skale co na początku, jednak tym razem naga i arcypiękna. Nagle zrobiła kilka kroków i runęła w dół, ku morskiej toni. Martin zerwał się na nogi i podbiegł do krawędzi skały. Morze było już spokojne, a głośny plusk upewnił go, że tajemnicza istota zanurzyła się. Pirat patrzył w ślad za nią, widział jedynie wodne kręgi, coraz słabiej odznaczające się na powierzchni. Błysnęło mu jeszcze coś… Przetarł oczy i zauważył, że to nie może być pomyłka. Na przybrzeżną skałę podpłynęła kobieta o czerwonych włosach, z niedostrzegalnym  z tej odległości czarnym kosmykiem na prawej skroni. Była zanurzona do pasa, a jej nagie piersi unosiły się nad powierzchnią wody. Spojrzała na niego w górę i mógłby przysiąc, że uśmiechnęła się szeroko. Po chwili odwróciła się i dała mocnego nurka w dół. Po chwili nad powierzchnią wody zatańczył jeszcze pokaźny srebrny, rybi ogon.

Autor: Alexis

3 myśli na temat “Pani Sztormu

  1. Zieeew.
    To opowiadanie jest nudne i niezgrabnie napisane. Naiwne do bólu. Byle jakie.

    Scena ‚consumate’ jest do napisania od nowa. Bez podniecenia i egzaltacji.
    Jęczenie, nieziemskie pożądanie, ryczenie, spazmy rozkoszy i opadanie z błogością… Fuj.

    Do tego nadużywanie czasownika „być” (43 użycie w tekście) i cholerna zaimkoza („jej” użyte 53 razy, „jego” 24 razy), przy tym niezgrabne użycie imion (28 razy użycie imienia Hayes).

    Jednym słowem – słabiusieńkie.

    1. ….:) Przyznaję rację.Nie da się tego czytać.Najbardziej jest mi żal kochanka,który opadł z sił i padł na ziemię.No i ten ryk po ostatnim pchnięciu .Kogo zabił arcypięknie ? :)

  2. OC potrafią zaskakiwać. I tym razem się udało. Dotychczas miałam przyjemność czytać naprawdę dobre opowiadania. Teraz, zamiast dobrej erotyki mamy… No właśnie co? Czyta się ciężko. Musiałam się chwilę zastanowić czym to jest spowodowane. Niby po polsku, niby poprawnie a wieje nudą. Niby piraci, niby rany a nie słychać wystrzałów i walki o życie. I już wiem co jest nie tak. Nudne, zbyt długie zdania, brak dynamiki a opowieść przewidywalna, żeby nie powiedzieć trywialna. Dialogi jakieś takie sztywne, bez polotu. Gdyby nie fakt, że się uparłam, nie przeczytałabym tego na pewno. Ponadto jest sporo powtórzeń, to pierwsze z brzegu: „Skały były śliskie, ale ścieżka prowadząca do góry była dobrze widoczna”. I tak jeszcze niemało razy. Piszący mógłby się nauczyć dodawać dramaturgii i ruchu akcji. Można przecież tak: „ Stopy ślizgały się na skałach i choć ścieżka była dobrze oświetlona pot zalewał mu oczy i przeszkadzał we wspinaczce”, czy oczywiście lepiej, ale to przykład. Teraz mamy i dramaturgię (ześlizgujące się stopy, pot, wysiłek, przeszkody), brak powtórzeń i wiadomo, że ścieżka do góry prowadzi bo się wspina. Dla autora stara dobra rada – pokazywać nie opisywać!!! Kolejny kwiatek: „rozbłysła kolejna błyskawica”. I znów przydałaby się dobra redakcja. Nie będę tu wszystkich błędów wytykać, bo miejsca mi nie stanie. „Czarne poły jej okrycia opadały i unosiły się jak czarne skrzydła” – zlitujcie się nad czytelnikiem. A teraz „momenty”. Najpierw męskość i kobiecość a zaraz łechtaczka. Więc albo metafory – przyjmijmy, że pasujące do opowieści choć zabawne, albo dosłowność. „i dotknął ją ustami między nogami” – rymy w takich momentach potrafią rozbawić. „Gładkość jej skóry była dostrzegalna gołym okiem, jednak pirat nie mógł sobie odmówić przyjemności, by ją dotknąć.” – Chyba jej dotknąć a nie ją? Poza tym – poważnie? Dostrzegł to? I to GOŁYM okiem? No tak, w końcu go rozebrała wcześniej ;) O „byciach” i zaimkach już wspomniał Barman. Kończąc tą męczarnię, bo mogłabym tak długo – to nie jest dobra erotyka. Życzę autorowi wytrwałości i niech popracuje nad tekstem. Jakiś to potencjał ma. Jakiś. Powodzenia.

Dodaj komentarz