Brudna gra

brudna gra - opowiadanie erotyczne

Brudna gra – Katja Tomczyk – opowiadanie erotyczne

Dziewczyna tańczy na środku pokoju ze swoim facetem, Romkiem.

Nie wie, że w przeciągu tygodnia ten puści ją kantem z Martą, przyjaciółką przyjaciółki Izy. Wypiła już butelkę wina, trzy setki Bolsa i piwo przed imprezą – na wiotkie kolana i łatwość komunikacji.

Ma na sobie tę czarną kieckę z cekinami, odsłaniającą plecy i z dużym wycięciem z przodu. Stanik zostawiła w domu,  psuł kompozycję. Dziewczyna lubi swobodę, więc pozbycie się fiszbin i gryzącej koronki to tylko zapowiedź braku kolejnej części garderoby. Majtki także nie opuściły szuflady (na wypadek, gdyby jeden z mężów koleżanek, wodząc wzrokiem po szwie w pończosze, zapędził się zbyt wysoko). Na pewno rozchyli wtedy uda. Nie mam złudzeń.

Dziewczyna tańczy na środku pokoju, bo jest sylwester, a ona obiecała sobie, że uchla się do nieprzytomności i pozwoli wyruchać się w dupę. Po alkoholu mniej boli. Wie, bo nie raz sprawdzała. Na trzeźwo zawsze czuje, i czasem krew psuje przyjemność. Jej. Bo Romek gustuje w krwawych jatkach, zwłaszcza związanych z seksem.

Chris Isaak nadaje rytm jej biodrom. Dziewczyna bezgłośnie porusza ustami, a kiedy dochodzi do słów No, I don’t wanna fall in love, Romek przywiera do niej spoconym cielskiem i bez pardonu łapie za pośladek, odsłaniając zakazany skrawek ciała. Robi to celowo. Nie jest na tyle pijany, by nie dostrzec zazdrosnych spojrzeń kumpli siedzących na kanapie i lustrujących każdy ruch jego dziewczyny. Ona nie oponuje, jest jej wszystko jedno. I tak są pijani, rano zapomną o przedstawieniu, więc trochę na przekór Romkowi i trochę dla podbudowania swojego ego, dziewczyna ruchem łagodnej fali schodzi w dół, nie zapominając o podrażnieniu męskości Romka. Robi to tak delikatnie i kokieteryjnie, że gdyby nie żony stojące przy stoliku z drinkami, mężczyźni z kanapy lizaliby jej białe stopy. Ale to jeszcze nie koniec. Nie bez powodu wrzucili ją do wora z dziwkami, kurwami, jebanymi sukami. Nie może ot tak, po prostu wstać. To nie w jej stylu. Dlatego, gdy czuje kolejny sztylet w plecach, wbity wzrokiem niebieskookiej Ani lub czarnej Anity, wypina pośladki jak uczennica robiąca skłon tuż przed kanapą, którą grzeją koledzy Romana.

Jurek podnosi się gwałtownie, a Gosia, jego narzeczona, przerażona, że dojdzie do zdrady na jej oczach, zanosi się szlochem i wybiega z pokoju. Jurek tymczasem rozpina koszulę i otwiera okno. Duszno, zdaje się komunikować otoczeniu. Romek łapie kudły dziewczyny i jednym ruchem sprawia, że ta staje na baczność, sztywno jak podczas musztry. Przyciąga ją do siebie. Wie, że będzie ją pieprzyć już niedługo, ale teraz przez chwilę pastwi się nad kumplami. Wielką łapską sunie po ciele dziewczyny, zaczynając od szyi, miękkich piersi i wreszcie kończąc na podbrzuszu. Jeszcze sekunda, a wciśnie w nią cztery palce na raz. Już dotyka wilgotnej skóry, dziewczyna rozsuwa nogi, już prawie… Grono ciekawskich zupełnie jej nie przeszkadza, niech w końcu ktoś w nią wejdzie, wypełni wielkim chujem i zerżnie do upadłego, mocno i ostro, już teraz. Gdyby usunąć te wstrętne babska, miałaby orgię wszech czasów. Faceci żałują bardziej niż ona – gotowa, ciepła, rozwarta, chętna.

 – Zerżnij mnie wreszcie – prosi Romka, ale nie tylko Romek ma na to ochotę. Jurek, Adam i Robert też wlaliby w nią spermę, jeden po drugim, brutalnie i szybko, bez gry wstępnej, ale cóż zrobić, żony za barkiem… Dziewczyna niezrażona, rzuca mężczyznom wyzywające spojrzenia, wypina pośladki i wskazując palcem intymne miejsca, mówi:

 – Tu albo tu, poproszę.

 – Ej, koniec – przytomnieje Romek i klepie ją w twarz jak starą klacz. – Już dość!

Podchodzi Marek, gospodarz imprezy, mąż Ewy. Ewa to przyjaciółka dziewczyny. Gdyby dziewczyna wiedziała jak dalej potoczy się ta historia, na pewno wytrzeźwiałaby w jednej minucie i uciekła, zostawiając rozpalonego Romka i pięciu innych mężczyzn z towarzyszkami ich życia. Ale nie zna przyszłości, więc gdy Marek szepcze do ucha Romkowi coś, czego dziewczyna nie słyszy, a Romek w odpowiedzi rzuca niezobowiązujące chcesz się przyłączyć?, w jej głowie świta myśl grzeszna, obrzydliwa i niemoralna. Sprawdza, czy Ewa mówiła prawdę. Marek otwiera szeroko oczy i odsuwa dłoń dziewczyny. Ewa nie kłamała. Gigant. Źrenice dziewczyny błyszczą. Romek tymczasem znajduje receptę na wszystkie bolączki – sypialnię gospodarzy. Sami zaproponowali w obawie przed skandalem obyczajowym i poróżnieniem przyjaciół.

Więc lądują w łóżku Marka i Ewy, pościel nadal pachnie gospodarzami, ale Romkowi to nie przeszkadza, jest pijany i skupia się jedynie na tyłku dziewczyny. A dziewczyna? Dziewczyna zaciąga się zapachem pościeli, przymyka oczy wyobrażając sobie, że to coś w środku, to penis Marka. Nie jest najgorzej, znośnie nawet. Romek kończy. Dziewczyna nawet nie zaczęła, ale nie ma żalu. Podaje mu butelkę z wódką, a on niezdarnie zaczepia o dywan i ląduje na podłodze. Krew, jak podczas Kill Billa, tryska strumieniami. Romek rozpierdala głowę o kant małżeńskiego łoża, które przed sekundą zbezcześcił kwaśnym nasieniem.

– Kurwa! – syczy i kopie dziewczynę w brzuch.

– Kurwa! – odpowiada dziewczyna. To nie jej wina, że jest pierdolonym wieprzem.

Ewa zawozi Romka na pogotowie, wstyd wzywać karetkę. Imprezowicze w ostatniej fazie upadku mogliby odstraszyć sanitariuszy. Ewa jest trzeźwa. Wszyscy wiedzą, że stara się o dziecko i unika używek. Więc to wszystko jej wina. Ale ona także nie ma o tym pojęcia, pomaga bezinteresownie, a właściwie czuje ulgę, że te seksualne ekscesy dobiegły końca.

*

Drzwi do sypialni otwierają się cichutko.

– Spierdalaj – mówi dziewczyna, nie odwracając głowy. Myśli, że to Jurek próbuje dobić. –  Spierdalaj – powtarza, ale mężczyzna zalega na łóżku, a jego dłonie pewnie wnikają między jej uda.

– Mówiłaś, że tu i tu – szepcze mężczyzna dotykając miejsc, które niedawno prezentowała na forum. Dziewczyna drży oszołomiona.

– Mocno – dodaje podniecona i już wie, że nienawidzi Ewy.

– Nigdy żadna nie pozwoliła mi tak się zerżnąć –mężczyzna mówi po wszystkim.

Dziewczyna kuli się na łóżku.

To nie było rżnięcie.

*

W taksówce kolejny raz Chris Isaak. Dziury w asfalcie, trzęsie. Taksiarz nie włącza ogrzewania, żeby nie zabryzgała tapicerki. Podśpiewuje pod nosem, zadowolony z kursu. Sylwester zawsze się opłaca. It’s strange what desire will make foolish people do. I’d never dreamed that I’d meet somebody like you. I’d never dreamed that I’d lose somebody like you… Grubas nie powinien kaleczyć takiej piosenki, myśli dziewczyna. Na głos, niestety.

Puławska nie jest przyjazna. Spaliny audicy taksiarza zostawiają białą chmurę dymu. Zimno. Nie ma zapałek. Będzie zapalenie płuc, ale to jutro.

*

Mija tydzień. Zgodnie z obietnicą, Romek odchodzi do przyjaciółki przyjaciółki Izy. Dziewczyna ryczy w kawalerce, za którą płaci Romek. Płacił. Teraz płaci ona. To znaczy będzie, od następnego miesiąca. Kaszel prawie się kończy. Tylko grypa, przeziębienie, whatever. Dziewczyna rozbija skarbonkę. Śmieszne. Tandetne. Tanie. Nie ma kasy. Wszystko przejebała na perfumy i kozie mleko, bo głupia kąpie się w mleku. Raz na tydzień.

Ewa telefonuje, nagrywa wiadomość. Dziewczyna kasuje. Marek puka do drzwi. Dziewczyna otwiera, półnaga. I zaraz się chowa. Tuż obok Marka stoi Ewa. Szlafrok, kurwa, czemu różowy?! Ale niech będzie.

 – Nie odbierasz. – Dlaczego Ewa jest taka łagodna? Po co ta troska?

Powiedzieć prawdę? –  myśli dziewczyna. Sarnie oczy Ewy, co za banał. Nie powie przecież. Ewa chce mieć dziecko z Markiem. Kwadratowa szczęka, szerokie barki, wielki zaganiacz. Dziewczyna też chce. Nienawidzi Ewy. Ewa zaprasza na kolację, we troje. Marek nie unika spojrzenia. Patrzy łapczywie, gdy tylko Ewa odwraca wzrok.

 – Marzyłem o tobie, gdy w nią wchodziłem – rzuca ukradkiem, chwilę przed wyjściem.

To obrzydliwe, ale dziewczyna wilgotnieje, podniecona. Między udami.

*

Białe majtki, biały stanik, welurowy dres, kucyk, zero tapety. Podkrążone oczy. Kolacja we troje. Kurczak, pieczone ziemniaki i blok czekoladowy na deser. Będzie prośba, ale żeby od razu aż to? Tak z grubej rury? Nie, na pewno się nie zgodzi. Chyba ich pojebało. Niech spierdalają, to nienormalne. Niech znajdą kogoś obcego. Ona się nie nadaje. Kawa, fajki i wino. Na pewno nie odstawi. Pięćdziesiąt tysięcy. Nie, nie ma mowy. No dobrze, siedemdziesiąt i wakacje w Hawanie. Tak bardzo marzyła. Buena Vista Social Club. Cygara. Fidel. No dobra, ale kawa zostaje. Zamieszka z nimi. Absolutnie. Woli kawalerkę. Sarnie oczy i dwie wielkie łzy.

 – Ewa, to nie skończy się dobrze – ostrzega dziewczyna. Głupia Ewa błaga na kolanach. Chce widzieć jak rośnie. No dobrze, ale żeby nie było.

*

Światło jarzeniowe. Bzyczy nieznośnie. Ołówek uderza o blat biurka. Dziewczyna siedzi z nieelegancko rozchylonymi kolanami, zero powabu i seksapilu, nawet gdyby chciała. Mężczyzna przegląda zawartość szarej koperty. Dziewczyna nie wykazuje zainteresowania. Zdjęcia nie robią wrażenia. Widziała gorsze, na przykład w Kryminalnych zagadkach Las Vegas, więc o co ten szum? Oliwkowa opalenizna, pozostałość po wakacjach w Hawanie, drażni policjanta.

 – Dlaczego? – pyta mężczyzna, ale jej nie chce się odpowiadać. Ostrzegała uczciwie. – Dlaczego? – powtarza szczerze poruszony. Mazgaj. Powinien być twardy, a nie takie kluchy.

 – Dlaczego? Dlaczego? – przedrzeźnia go niezadowolona. Siedzi tu czwartą godzinę. Ma dosyć. – Dlatego – wskazuje palcem krocze. – Bo było zbyt dobrze. –  Mężczyzna wychodzi zdegustowany.

Dziewczyna zostaje sama. I dobrze, myśli. W kuchni leży pudełko cygar. Poprosi matkę, by przywiozła do aresztu. Już niedługo zapali. Pierdolić witaminy i luteinę. Evviva l’arte!

*

Kałuża sików. Nie siki, woda. Kurwa, gdzie lekarz?! Wrzeszczy to okrutnie. Niech zabierają. Czyje? Dziewczyna nie wie (nie wie?!), chyba wypadło. Cygara. Teraz już może. Zadzwonić do matki, koniecznie. Niech przyniesie. Marek mówił, że wyśmienite. Jezu, jak wyje. Niechże się zamknie. Odcinał końcówkę nożykiem od Ewy. Gdzie jest? Pewnie zaginął. Dowody zawsze znikają. A Marek? Już wystygł? – zastanawia się dziewczyna. Brr! Wykrzywia usta w grymasie. A może to tylko sen? Marzenie. Jak jego słowa, szeptane nocami. Za ścianą głucha i ślepa Ewa.

Jesteś wspaniała.

Kocham cię.

Szaleję.

To wyjątkowe.

O co ci chodzi?

Błagam, nie mów Ewie.

A potem już głośniej, gdy Ewa jest w pracy:

Ona tego nie przeżyje.

Histeryzujesz.

Niczego nie obiecywałem.

To jest szantaż?

Wypierdolisz stąd, jak będzie po wszystkim.

Tylko po co ten Chris Isaak? Nigdy nie marzyłem, że spotkam kogoś takiego jak ty. Ale w jednym Chris ma rację: nikt nikogo nie kocha.

*

– Palić mi się chce – mówi dziewczyna. Ma na imię Karolina. Jeśli to coś zmienia.

.

Autor: Katja Tomczyk


To może być również interesujące:

Consent musi być – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 2

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

Kobiety Brodziaka

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 

Akceptowalne – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 3


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

6 myśli na temat “Brudna gra

  1. Świetne. Jedno z lepszych jakie czytałem. Doskonała konstrukcja, bardzo dobre wykonanie – całość spójna do ostatniej kropki. Jestem pod wrażeniem. Chcę więcej.

Dodaj komentarz