Ostatni raz

pierdolenie opowiadanie erotyczneOstatni raz – Mezzanine – opowiadanie erotyczne

 

Marta. Moja pierwsza dziewczyna. Szesnaście lat temu poznaliśmy się w akademiku, na jednej z tych szalonych imprez, których nie znosiłem. Jej śliczna twarz o nieco skandynawskich rysach i kobieca figura nie pozostawiała żadnego faceta obojętnym. W dodatku miała usposobienie diablicy: pozornie subtelna i dowcipna, potrafiła ciętą ripostą w jednej chwili zastrzelić rozmówcę. Wszędzie było jej pełno, gadała ze wszystkimi, śmiała się, czarowała, mamiła. Z pogardą patrzyłem, jak moi kumple się do niej łaszą. A ona wybrała właśnie mnie, brzydkiego okularnika, mruka stroniącego od imprez, nieśmiałego na granicy panicznego lęku. Do tej pory nie wiem, jak mnie dostrzegła w ciemnym kącie, gdzie nudziłem się strasznie nad kuflem odgazowanego piwa. Usiadła koło mnie i do końca imprezy gadała tylko ze mną. To ona zaproponowała, żebyśmy się spotkali gdzieś na mieście.

 

I tak się zaczęło: wspólne wypady, kino, spacery, i wreszcie nasz cholerny pierwszy raz. Ja, jak smarkacz, na widok jej boskiego ciała po prostu nie wytrzymałem, skończyłem zanim ona zaczęła. Ze wstydu bałem się kolejnych zbliżeń. Spotykaliśmy się coraz rzadziej. Ona nie rezygnowała, dawała mi szansę za szansą. Prosiła o spotkanie. Pisała esemesy, zapewniała o miłości. A ja stchórzyłem. Nie dorosłem do tego, co chciała mi dać.

 

Po latach, mając już żonę i córkę, odezwałem się do niej. Nie znałem jej nowego numeru telefonu, ale odnalazłem profil w Internecie. Wysyłałem więc wiadomości. Nie odpowiadała. Nie miałem prawa mieć nadziei, że kiedykolwiek mi odpisze, ale ta namiastka kontaktu pomagała mi jakoś na niezaspokojone męskie fantazje.

Żona… Nigdy jej nie kochałem. Była po prostu jedną z kolejnych kobiet na mojej drodze. Ale dała mi córkę, najdroższą istotę, dzięki której z dzieciaka stałem się ojcem. Żeby jej nie stracić, musiałem poślubić jej matkę. Bez miłości, bez namiętności. Tego nigdy między nami nie było i już nie będzie. Na pewno.

 

Tamtej nocy wróciłem do domu po dwunastu godzinach dyżuru, zjebany, głodny. Żona spała, w lodówce tylko parę piw, nic do żarcia.

To był impuls. Napisałem do niej: „Co u Ciebie, Martuś? Jak żyjesz? Jak masz ochotę, napisz. Jestem przez chwilę na fb”. Już miałem wyłączyć laptopa, gdy nagle usłyszałem sygnał powiadomienia o nowej wiadomości. Odpisała: „O, no proszę, pan niespodzianka”.

A potem konwersacja poszła w zupełnie nieoczekiwanym dla mnie kierunku. Stek wulgarnych wyzwisk, wyuzdanych seksualnych propozycji… Takiej jej nie znałem. Im bardziej mi ubliżała, tym goręcej mi się robiło. Nie było już tamtej dziewczyny, z którą kiedyś chodziłem do kina i na piwo nad Wisłę. Szalonej, ale subtelnej i romantycznej. Oto pisała do mnie kobieta-demon. Wyzywała od psów, żądała szybkiego, mocnego zaspokojenia, kopulacji. Nie byłem na to przygotowany…

Postanowiłem zagrać w jej grę. Oczywiście, wyczuwałem prowokację, ale póki pisała, miałem nadzieję na realizację swojego marzenia – spotkania się z nią. Jej zdjęcia na fb były… Obiecujące. Wyglądała pięknie mimo upływu lat. Więcej: była bardziej ponętna niż szesnaście lat temu. Dojrzała. I to coś w oczach… Zapragnąłem jej tak bardzo, że zapomniałem o rozsądku i zasadach. Nikomu, tym bardziej kobiecie, nie pozwoliłbym się poniżyć. Ale ona robiła to w taki sposób… Czułem, że z jednej strony zupełnie jej nie zależy, ale z drugiej… Po co by do mnie pisała?

Poprosiłem o spotkanie. Odpisała: „Jeny, ty tak naprawdę, po 16 latach? Ok, spotkajmy się na pierdolenie. Wtorek w południe”.

 

Umówiliśmy się pod Kolumną Zygmunta. Szedłem na to spotkanie zestresowany jak gówniarz, z bukietem kwiatów. Po drodze je wyrzuciłem. Dawna Marta lubiła takie drobne gesty adoracji. Ale ta nowa…

Stała oparta łokciami o balustradę, patrzyła na trasę WZ.

Kiedy podszedłem bliżej, usłyszałem, że rozmawia z kimś przez telefon. Domyśliłem się, że z mężem… Odwróciła się powoli i spojrzała mi w oczy, nie przerywając rozmowy.

– Kocham cię – mówiła do słuchawki – zobaczymy się wieczorem, skarbie. Teraz nie mogę rozmawiać, jedzie mój autobus.

Rozłączyła się i podeszła do mnie. Objęła i wtuliła we mnie. Boże, co ona wyprawia – przemknęło mi przez myśl. Chciałem jej powiedzieć, że pięknie wygląda, ale w porę się opanowałem.

Zamiast tego spytałem:

– Masz ochotę na grzane wino? U Michałka zawsze dają najlepsze…

– Nie spotkałam się, żeby z tobą gadać.

– Dobrze. Będzie jak chcesz.

– No chodźmy wreszcie, bo zimno.

Szliśmy w niechętnym milczeniu. Czułem, jakbym prowadził ją na gwałt.

– Nie mogę uwierzyć, że chciałaś się ze mną spotkać… – zagaiłem, żeby jakoś pozytywnie nastroić tę ciszę.

Wzruszyła ramionami, nawet na mnie nie patrząc.

– Mamy czas do trzeciej, potem muszę jechać po małą do przedszkola. Żona pracuje do czwartej… – kontynuowałem, starając się wywołać w niej jakąkolwiek reakcję, ale ona milczała jak zaklęta.

 

Na szczęście mieszkałem niedaleko, na Podwalu. To jej milczenie było gorsze, niż wyżywanie się w komunikatorze.

Kiedy weszliśmy do mieszkania, chciałem pomóc jej się rozebrać. Szarpnęła się, zrzucając płaszcz na podłogę.

– Słuchaj – zacząłem – jeśli nie chcesz tu być…

Objęła mnie mocno i pocałowała. Poczułem jej wargi na swoich i zgłupiałem kompletnie. Już nie wiedziałem, co chciałem powiedzieć. Liczyło się tylko to, że trzymam ją w ramionach. Że jest teraz tylko moja.

Rozebrała się, niedbale rozrzucając ubrania po podłodze. Patrzyłem oszołomiony na jej piękne ciało, chociaż na udach i ramionach miała sine pręgi. Zapomniałem zapytać, co jej się stało, kiedy zaczęła rozpinać mi spodnie. Nie mogłem dłużej czekać. Musiałem ją mieć tu i teraz, bez względu na wszystko. Wyciągnąłem z kieszeni durexy, ale ona wytrąciła mi je z ręki. „Nie potrzeba, jestem bezpłodna”. Potem sprawy potoczyły się szybko. Wiła się pode mną z przymkniętymi oczami, cicho jęczała. Całowałem ją zapamiętale, szeptałem, jaka jest piękna.

 

Po wszystkim leżeliśmy obok siebie; zachwycałem się miękkością jej skóry, gładząc opuszkami palców jej brzuch i wilgotne wnętrze ud, a ona patrzyła w okno. Zacząłem opowiadać jej o swojej żonie, o tym, że nigdy bym z nią nie był, gdyby nie dziecko. Przepraszałem, że szesnaście lat temu byłem głupi, bo pozwoliłem odejść najcudowniejszej kobiecie, a teraz mogę ją mieć tylko na chwilę.

Wtedy wreszcie na mnie spojrzała.

– Nie obchodzi mnie twoje zasrane życie.

– No dobrze, nie musimy rozmawiać, jeśli nie chcesz.

– Masz coś mocnego do picia?

Poszedłem zrobić jej drinka, a ona rozglądała się po mieszkaniu.

– Straszny masz tu chlew – podsumowała.

– Przepraszam, nie zdążyłem…

Przerwała mi machnięciem ręki.

– Nie szkodzi. Pasuje do ciebie.

Podałem jej szklankę, ale ona wzięła butelkę i wróciła na łóżko. Popijała z gwinta, oglądając zdjęcia mojej córki, stojące na szafce nocnej.

– Podobna do ciebie – powiedziała w końcu. – Żeby tylko ma fizycznym podobieństwie się skończyło.

– Marta, nie cofnę czasu. Byłem głupi, ale dojrzałem.

– Ja nie jestem tą samą osobą, co kiedyś.

– Zawsze byłaś mądrzejsza ode mnie…

– Zamknij się. Wyobrażasz sobie, że zostaniemy przyjaciółmi?

– Po co w ogóle przyszłaś?

– Po gówno. Co cię to obchodzi?

Jej wulgarne zachowanie i chamskie odzywki wywołały odwrotny skutek niż chciała osiągnąć. A może tego właśnie chciała? Robiłem z nią rzeczy, które bałbym się kiedykolwiek zaproponować żonie. Spełniałem swoje fantazje, a ona brała łapczywie, wciąż nienasycona.

Była już mocno wstawiona, ale w dalszym ciągu nic nie mogłem z niej wyciągnąć. Pytałem o męża, o to, czemu nie może mieć dzieci, o ślady pobicia. Moje pytania zbywała śmiechem. Wreszcie zażądała, żebym ją podwiózł na Ochotę. Wysiadła przy pętli Banacha bez pożegnania. Nawet się nie obejrzała.

Po tej szalonej randce nie mogłem dojść do siebie. Wciąż odtwarzałem w pamięci każdy najdrobniejszy szczegół spotkania. Nie mogłem się na niczym skupić. Myślałem tylko o tym, żeby znów się z nią spotkać. Bałem się napisać jej wiadomość na fb, przewidując, że w najlepszym razie zostałbym wyszydzony. Postanowiłem odczekać kilka dni.

Odezwała się po tygodniu, żądając kolejnego spotkania. I znów było jak za pierwszym razem. Czyste szaleństwo, orgia zmysłów. Jej życie skrywała aura jakiejś niedobrej tajemnicy, która zdawała się ją bawić. Zachowywała się jak niespełna rozumu, ale to tylko podsycało moją fascynację. Pragnąłem posiąść ją całą, z jej zmysłowym ciałem i mrocznym umysłem. Kompletnie straciłem dla niej głowę.

Czekałem na jej kolejny krok. Dziesięć pieprzonych dni w pełnym napięcia oczekiwaniu. Kiedy jedenastego dnia wszedłem na portal, jej konta już nie było.

Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale to nieprawda. Można wejść. I utonąć.

autorka: Mezzanine


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • dołączysz do naszej grupy Erotyka – Odcienie Czerwieni

2 myśli na temat “Ostatni raz

  1. Za ten ostatni akapit tym razem lubię: „Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale to nieprawda. Można wejść. I utonąć.”

Dodaj komentarz