Początek wszystkiego

Początek wszystkiego - megaeraPoczątek wszystkiego – megaera – opowiadanie erotyczne

Wszystko zaczyna się w niewielkim mieszkaniu na poddaszu stołecznego wieżowca. Siedzę w miękkim fotelu i jestem nieludzko zdenerwowana. Na zmianę pociągam niewielkie łyki wódki z redbullem i dym z mentolowego papierosa. Jedno i drugie powinno mnie rozluźnić, ale intensywne spojrzenie mężczyzny siedzącego tuż obok skutecznie spina wszystkie mięśnie mojego ciała. Chciałabym prezentować się tak pewnie i wulgarnie, jak w tym internetowym anonsie, przez który się poznaliśmy, ale jestem przerażoną sierotą z prowincjonalnego miasta, która pierwszy raz wyraźnie czuje, jak bardzo potrafią przerosnąć ją jej własne pragnienia i fantazje.

Mężczyzna natomiast jest cudownie rozluźniony i opanowany. Mówi do mnie tym jedynym w swoim rodzaju tonem głosu, który jest jednocześnie piekielnie onieśmielający i podniecający. Dzielą nas prawie dwie dekady życia. Ja zerwałam się na to spotkanie z ostatniego wykładu, a on przyjechał na nie prosto z pracy, którą wykonuje odkąd ja byłam 12-latką. Jest dorosły, a do mnie dopiero powoli dociera, co to właściwie znaczy. Wymieniliśmy już obowiązkowe uprzejmości i atmosfera między nami zaczyna się zagęszczać. Wiem, co się stanie, chcę tego, ale zupełnie nie czuję się gotowa. Na szczęście mężczyzna jest lepiej przygotowany.

– To pokaż mi te czarne pończoszki – mówi do mnie uśmiechając się lekko.

Tandetny tekst, ale wybaczam mu, bo jest prostym nawiązaniem do durnego nicku, z którym w pewną nietrzeźwą noc wystartowałam w świecie internetowego randkowania, a o którego mocy nie miałam pojęcia dopóki nie obudziłam się następnego ranka do 38 wiadomości w mojej skrzynce. czarne_ponczoszki, kobieta, biseksualna, 20 lat, Łódź, szuka mężczyzn, kobiet i par, męża nie ma i nie chce mieć, dzieci nie ma i nie chce mieć, paląca, pijąca, koziorożec, włosy brązowe, oczy niebieskie, intrygujący opis, bo do pisania zawsze miałam smykałkę i jedno zdjęcie eleganckiej manszety na młodym udzie. Sądziłam, że celuję w wąskie grono podobnych mnie miłośników retro estetyki rodem z lat 50., a odkryłam, że trafiłam w najpowszechniejszy fetysz w dziejach ludzkości. A przy okazji w mężczyznę, który za te pończoszki obiecał zrobić mi rzeczy, jakie nawet mi się nie śniły, a których zapowiedź rozlewała się mokrą plamą po spodniach piżamy, w których czytałam jego wiadomości przed zajęciami na uczelni.

A teraz przychodzi pora żeby sprostać wyobrażeniu siebie, które stworzyłam w głowie mężczyzny tym anonsem i kilkudniową, intensywną i piekielnie stymulującą korespondencją. Nie mam w sobie za grosz pewności, że potrafię i trochę mam ochotę uciec, ale jeszcze silniejsza jest ciekawość, co się stanie. Dlatego tylko uśmiecham się do mężczyzny i mam nadzieję, że jest to uśmiech zalotny, który oślepi go na tyle, że nie zauważy, jak trzęsą mi się ręce, kiedy powoli podciągam do góry materiał spódnicy. Odsłaniam manszetę pończoch trzymaną w miejscu gównianymi, plastikowymi żabkami. Minie jeszcze kilka lat zanim kupię swój pierwszy porządny pas do pończoch i na razie jaram się, że w ogóle trafiłam chociaż na to całkiem ładne kusidełko, które nadaje się tylko do łóżka.

Mężczyzna przesuwa dłonią po moim udzie, a ja czuję jak pąsowieją mi policzki. Nie tyle z ekscytacji, co ze wstydu za tę gęsią skórkę, która obsypuje mnie pod jego dotykiem. Nie wiem czemu wydaje mi się niestosowna i szpecąca, ale moja szczenięca głowa jest pełna głupich kompleksów na temat własnego ciała i jego reakcji. A ta cała sytuacja jest dla mnie nowa i gubię się w tym, co wypada i jaka powinnam być.
– Wstań i rozbierz się – z jego twarzy znika ten miły uśmiech, który chociaż trochę koił moje nerwy. Jego ton jest tak chłodny i zasadniczy, że instynktownie spuszczam wzrok.

Wstaję z fotela i przechodzę na drugą stronę niskiego, kawowego stolika, przy którym siedzimy. Staję na wprost mężczyzny i dalej wbijając spojrzenie w podłogę rozpinam spódnicę i powoli zsuwam ją z bioder. Chciałabym być tak pewna siebie, jak wtedy, kiedy cała nasza znajomość sprowadzała się do wymiany wulgarnych, flirtujących wiadomości. Chciałabym umieć rozebrać się przed nim jakoś kurwa seksownie, bujać tyłkiem i z dumą odsłaniać jędrne, młode piersi, ale zamiast tego zrzucam z siebie ubrania jak na lekarskiej inspekcji. Zostaję w samej bieliźnie i ze wszystkich sił powstrzymuję odruch zasłonięcia się rękoma. Podniecenie, które przy tym czuje zupełnie nie potrafi zamanifestować się na zewnątrz. To akurat nie zmieni się dla mnie nigdy. Przynajmniej nie w konfrontacji z mężczyznami, którzy będą mówili do mnie chłodnym i zasadniczym tonem.

– Bardzo ładnie – mówi zupełnie beznamiętnie i podnosi się z fotela. Czekam żeby do mnie podszedł. Najlepiej żeby mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Albo żeby chociaż mnie dotknął jakoś miło. Ale on zamiast tego podchodzi do szafy stojącej w kącie pokoju.
– Idź do łóżka – rzuca nawet na mnie nie patrząc, co trochę zbija mnie z tropu.

Rozglądam się wokół siebie i dopiero teraz dociera do mnie, że łóżko rzeczywiście jest w zasięgu mojego wzroku. Wcześniej zupełnie nie zanotowałam układu tego dziwnego mieszkania, w którym nie ma właściwie żadnych wydzielonych pomieszczeń. To bardziej przestronne studio z przepierzeniami z mebli i parawanów w indyjskim stylu. Wchodzę za jeden z nich i ostrożnie siadam na samym brzegu dużego łóżka nakrytego prążkowaną narzutą. Jest tak idealnie zasłane, że nie chcę tego popsuć swoim tyłkiem i nie ośmielam się wsunąć na nie głębiej. Siedzę opierając cały ciężar ciała na nogach i czekam.

Mężczyzna przychodzi po chwili, trzymając w rękach zwoje białej liny. Rzuca je w pościel obok mnie i bez słowa klęka przede mną. Zupełnie nie wiem, co robić. Nie mam odwagi pytać i boję się nawet drgnąć. A mężczyzna łapie mnie za kostki i delikatnym ruchem ustawia je tak, że są idealnie równo obok siebie. W tej pozycji jeszcze trudniej mi utrzymać się na brzegu materaca, ale nie mam odwagi się ruszyć i poprawić pozycji. Napinam tylko wszystkie mięśnie i czuję jak zaczynają drżeć z wysiłku. Mam wrażenie, że mój ukoronkowany majtkami tyłek za chwilę po prostu zsunie się z łóżka i zwyczajnie upadnę na podłogę.

– Słuchaj… – zaczynam niepewnie, kiedy mężczyzna sięga po pierwszą linę.
– Tak? – odpowiada nawet na mnie nie patrząc.
– Muszę się poprawić. Źle usiadłam i zaraz spadnę. Ale nie ruszę stóp, obiecuję, tylko muszę się poprawić – mój głos drży tak idiotycznym lękiem, jakbym bała się, że robię mu jakiś nieprawdopodobny problem, przez który z wściekłością wyrzuci mnie za drzwi. A całą sobą nie chcę żeby mnie wyrzucał. Za nic nie chciałabym go rozczarować.
– Dobrze – odpowiada zaskakująco lekko. – Usiądź tak żeby było ci wygodnie. Póki jeszcze możesz.

Ostrożnie wspieram się na rękach i wsuwam tyłek głębiej na łóżko, uważając, aby nie ruszyć stóp nawet o milimetr. Jak jakiś paralityk. A kiedy siedzę już wygodnie, a mężczyzna zaczyna powoli oplatać moje kostki białą liną docierają do mnie jego słowa. Co to znaczy „póki jeszcze możesz”? czy to jest groźba? Czy powinnam się bać? Co to właściwie za pytanie? Przecież już się boję. Co on mi zrobi? Mówił, że chce mnie związać, ale jak? Nie będę mogła się ruszyć? To niebezpieczne. Nierozsądne.

Moje serce wali jak pojebane i czuję, że zaraz się rozpłaczę. Znowu mam ochotę uciekać. Albo chociaż sprawdzić, czy mi pozwoli. Jak zareaguje, kiedy zgłoszę strach albo chęć wycofania się z tej zabawy. Bo to przecież jest zabawa, tak? To tylko seks. Może trochę dziwniejszy, ale nadal seks.

Myśli przelatują przez moją głowę w takim tempie, że przestaję rozumieć, co czuję. Oprzytomnia mnie dotyk mężczyzny, który kładzie rękę na moim kolanie. Dopiero teraz zauważam, że cała się trzęsę, a mężczyzna patrzy mi prosto w oczy.
– Spokojnie – mówi tym dziwnym tonem, który nie jest ani czuły ani troskliwy, ale mimo to jest dziwnie kojący. Jakby biła z niego jakaś pewność siebie, której mężczyzna ma tyle, że wystarczy dla nas obojga.

Biorę głęboki oddech, a mężczyzna wraca do wiązania moich nóg. Śledzę każdy jego ruch i nagle odłączają mi się te wszystkie męczące myśli, które chwilę wcześniej odbierały mi rozum. Przyglądam się dłoniom precyzyjnie układającym kolejne ciasne oploty na moich kostkach. Wszystko robi z jakimś uważnym namaszczeniem. Zwinne palce zdają się dokładnie wiedzieć, co robią, kiedy tworzą zgrabne węzły i utykają końcówkę liny tak, że całość wygląda po prostu nieskazitelnie. Biała lina na czarnych pończochach – zaskakująco piękne.

Kolejnym sznurem zaczyna oplatać moje nogi tuż nad kolanami. Znowu z tym samym spokojem, dokładnością i wprawą. Nie mogę tego zrozumieć. Wiem, że ludzie wiążą się w łóżku – widziałam filmy. Widziałam kobiety i mężczyzn rozciągniętych na materacach z dłońmi i stopami przywiązanymi do rogów łóżka. Ale to nigdy nie wyglądało tak jak to, co robi mężczyzna. Wiąże mnie jak zakładnika, którego potrzebuje unieruchomić, ale robi to z taką atencją, że musi być w tym coś więcej niż chęć odebrania mi możliwości ucieczki.

I wtedy przypominam sobie, że mężczyzna jest żeglarzem. To musi być to. To na pewno jakiś nietypowy fetysz, którego nabawił się żeglując. W końcu fetysze biorą się z najdziwniejszych doświadczeń. Minie jeszcze sporo czasu zanim odkryję bondage, jeszcze więcej zanim dowiem się, co to shibari i zrozumiem, że ta miłość do sznurków i wiązań nie musi mieć z żeglowaniem nic wspólnego. Na razie jestem po prostu przekonana, że trafiłam na rzadki gatunek zwyrola i ta świadomość podnieca mnie bardziej niż powinna.

Mężczyzna wstaje z podłogi i klęka na łóżku tuż za mną. Ostrożnie bierze moje ręce i wiąże je za plecami. Znowu czuję przerażenie. Próbuję ruszyć nogami, ale związane są tak ciasno, że mam pewność, że w życiu z tego nie ucieknę. Z rękoma unieruchomionymi równie skutecznie i to za plecami nie zrobię już absolutnie nic. Nie obronię się w żaden sposób. Robi mi się słabo i zaczynam szybciej oddychać. Nie chce panikować. Nie chcę wyjść na tchórza. Nie chcę żeby mężczyzna pomyślał, że się nie nadaję. Nie chcę żeby stracił do mnie cierpliwość i za nic, za nic w świecie nie chcę żeby pomyślał, że wszystko, co mu wcześniej pisałam, to była jakaś mrzonka i kłamstwa. Przecież chciałam tego wszystkiego. Chociaż dopiero teraz dociera do mnie, że nie miałam pojęcia, co to znaczy i na co się godzę.

I znowu z tego panicznego otępienia wyrywa mnie dotyk męskich dłoni, które spokojnie łapią mnie za ramiona. Trzyma je na mnie dłuższą chwilę w jakimś kojącym uścisku. Czuję, że odruchowo kulę ciało, jakbym chciała się w niego wtulić. To reakcja na tę dziwną namiastkę czułości, która przywraca mi przekonanie, że jestem bezpieczna.
– Dziękuję – szepczę pod nosem i prostuję plecy, kiedy znowu zaczynam czuć się odrobinę pewniej.

Mężczyzna schodzi z łóżka i staje przede mną. Wstydzę się na niego spojrzeć, ale opuszczonym wzrokiem dokładnie widzę erekcję wypełniającą jego spodnie. I rozlewa się po mnie kojące podniecenie. Zrobiłam mu dobrze. Nie mam pojęcia jak, nie wiem, czym, ale to nie ma znaczenia. Ważne żeby był ze mnie zadowolony.

Nagle czuję męską dłoń we włosach i robi mi się miło, że mnie dotyka. Ale tylko na chwilę, bo dłoń zaciska się mocno i silnym szarpnięciem podciąga moją głowę do góry. Z zaskoczeniem patrzę na mężczyznę, którego twarz wydaje mi się zastygła w jakimś zwierzęcym grymasie. Nie wiem, co przychodzi szybciej – fala kompletnego przerażenia czy bolesny strzał otwartej dłoni w moją twarz.

Jestem kompletnie zaskoczona i przerażona. Próbuję w jakiś pokrętny sposób schować głowę między ramionami, ale mężczyzna dalej trzyma mnie za włosy i wymierza kolejny policzek. Nikt nigdy mnie tak nie uderzył. Nigdy. Czuję taki strach i poniżenie, że mam ochotę krzyczeć. Ale zamiast tego zalewam się łzami. Nie mam pojęcia, czemu zaczynam płakać. To aż tak nie bolało. Próbuję się powstrzymać, ale po prostu nie potrafię. Jest mi za siebie tak strasznie, potwornie wstyd, ale jednocześnie słyszę swój oddech, który zamienia się w głośne dyszenie i niczego już nie rozumiem.

Pociągam nosem, bo jeszcze tego brakuje żebym się teraz zasmarkała. Jakby ten płacz i panika, to było mało! Miałam być seksowna. Miałam być wyuzdana i gotowa na wszystko, a jestem zwyczajnie żałosna. Jeśli wcześniej wydawało mi się, że przerosły mnie moje własne fantazje, moje własne wyobrażenie o sobie, to nie wiem, jak nazwać to, co czuję teraz. Chcę tylko żeby to wszystko się skończyło. Żebym mogła przeprosić, uciec i na zawsze zapomnieć o mężczyźnie i wszystkich tych chorych pomysłach, które roją się w mojej głowie. Najwyraźniej jestem na nie za słaba.

Mogę sobie tylko wyobrazić, jaki rozczarowany musi być mężczyzna. Łkam cicho czekając aż mnie rozwiąże i każe spierdalać. Ale on zamiast tego wyciera chusteczką moją twarz i odgarnia z niej kosmyki włosów. Mam ochotę spojrzeć na niego najbardziej błagalnym i przepraszającym spojrzeniem, jakie w sobie mam, ale silne ręce nagle popychają mnie na łóżko i wprawnym szarpnięciem przekręcają na brzuch.

Poprawiam się w pościeli tak żeby w ogóle móc oddychać. Wiercę się w tych ciasnych więzach i dopiero teraz czuję, jak bardzo zdrętwiało moje ciało. Każdy ruch rozlewa się chłodnym mrowieniem płynącym od miejsc, na których zaciskają się sznurki. Chciałabym coś powiedzieć. Zapytać, czy tak powinno być. Ale zanim zbieram się na odwagę żeby otworzyć usta, na mój pośladek spada miękki klaps. A za nim kolejny. I jeszcze jeden.

Dostawałam w życiu klapsy podczas seksu, ale nigdy w taki sposób. Zawsze spadały w jakimś ekstatyczny uniesieniu, z namiętności i pojedynczo. A mężczyzna uderza mnie miarowo, raz za razem. I nie przestaje. Początkowo to nawet przyjemne i trochę mnie rozluźnia. Oddycham spokojnie i robi mi się jakoś cieplej. Ale uderzenia zaczynają przybierać na sile i powoli przestaje być miło. Skóra pośladków zaczyna mnie piec i szczypać, a kolejne strzały są coraz bardziej kąśliwe. Instynktownie próbuję przed nimi uciec, ale tylko wiję się w pościeli jak jakaś oferma.

Nagle słyszę swój własny wrzask. I kolejny. Znowu czuję ten sam wstyd, co wcześniej, ale tym razem trwa tylko chwilę. Bo nagle boli mnie tak bardzo, że jest mi już wszystko jedno. Zderzam się czołowo ze swoją słabością i nie potrafię już udawać dzielniejszej niż jestem. Jakby coś we mnie pękło. Jakbym musiała poddać się jakiemuś prymitywnemu instynktowi i nagle musiała być kim jestem, a nie kim chciałabym być. Znowu płaczę i krzyczę coraz głośniej, ale zupełnie nie przejmuję się tym, co pomyśli mężczyzna. Ani tym, jak wyglądam. Ani tym, co robi moje ciało. Nie przejmuję się niczym. Po prostu reaguję. Jakby puściły mi jakieś hamulce.

– Dość! – wrzeszczę zaskakująco piskliwym głosem – Błagam dość… już nie mogę… błagam… przestań… – mój głos łamie się i ginie w szlochu. Nie mam nawet nadziei, że to się skończy. Błagam raczej odruchowo niż z przekonaniem, że moje słowa coś znaczą. Że mam jakąkolwiek moc sprawczą. Jakąkolwiek władze albo kontrolę. Po prostu czuję, że nie zostało mi nic innego niż błaganie.

Ale mężczyzna przestaje. Przestaje. Przestał. Boże, kurwa, co za ulga. Przestał. A ja ciągle wyję. Ból minął, a ja mam ochotę zapaść się w sobie z rozpaczy i zupełnie tego nie rozumiem. Próbuję pełznąć w pościeli, chociaż zupełnie nie wiem dokąd. Czuję tyle rzeczy. Czuję, że coś rozpiera mnie od środka i nie mam pojęcia, co to jest.

Mężczyzna ze spokojem i ciągle bez słowa zaczyna rozwiązywać moje ręce. Powoli i ostrożnie układa je wzdłuż mojego ciała i rozwiązuje nogi. Cieszę się, że to koniec, ale równocześnie męczy mnie poczucie, że wszystko zepsułam. Że nie wytrzymałam tyle, ile powinnam. Że nie dostał ode mnie wszystkiego, co chciał. I znowu jest mi wstyd za siebie. Znowu mam ochotę go przeprosić.

Wciskam twarz w pościel i sama już nie wiem, co powiedzieć. Jak wyjaśnić mu, że po prostu jestem za słaba i przeceniłam sama siebie. Żeby mi tylko wybaczył. Nie potrzebuję drugiej szansy, ale chociaż przebaczenia. Czuję się jednocześnie skrzywdzona i winna i zupełnie nie wiem, jak to pogodzić, więc tylko dalej wyję i cała jestem cierpieniem i jakąś żałosną ofiarą czekającą na wyrok i odrzucenie.

Ale mężczyzna nie wykopuje mnie z łóżka, tylko przyciąga do siebie moje zmaltretowane ciało i zamyka je w uścisku, który nagle wydaje mi się najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Ledwie znam tego gościa, ale mam wrażenie, że nigdy z nikim nie byłam bliżej niż z nim w tej chwili. Wtulam się w niego całą sobą i szlocham mu prosto w ucho. I nie mam pojęcia, skąd we mnie te emocje. Zbił mnie, poniżył, skrzywdził i doprowadził do płaczu, a mimo to nie wyobrażam sobie niczego bardziej kojącego niż ten jego dotyk. Bo nagle ktoś widzi mnie w całej mojej gołej słabości, moim upadku, a mimo to jest dla mnie miły i jakoś idiotycznie wyrozumiały.

Oplatam biodro mężczyzny udem, a on wsuwa dłoń w moje majtki. Dopiero teraz czuję, jaka jestem mokra i po prostu nie mogę w to uwierzyć. Jego palce prześlizgują się po mojej cipce z taką łatwością, że odruchowo podnoszę wzrok i patrzę na mężczyznę w kompletnym zaskoczeniu. Co chyba go bawi, bo uśmiecha się do mnie z zadowoleniem. Wyjmuje dłoń z moich majtek i patrząc mi prosto w oczy oblizuje palce. A w moim mózgu wysiadają ostatnie bezpieczniki. Jakbym nagle znalazła się w swoim najbardziej naturalnym żywiole.

Sięgam ręką do rozporka w męskich spodniach, ale on łapie moją dłoń i boleśnie ją wykręca. Uciekając przed bólem przekręcam ciało i nagle znowu leżę na brzuchu. Mężczyzna zrywa się z pościeli i łapie moje biodra podciągając je do góry. Próbuję unieść się na rękach, ale rzucone wściekle „leż!” zostawia mnie z twarzą wciśniętą w pościel i wysoko uniesionym tyłkiem.

Czuję jak zsuwa majtki z moich pośladków, słyszę odgłos rozpinanej klamry paska i odruchowo unoszę wyżej biodra. Nawet mnie nie dotyka. W żaden sposób nie przygotowuje mnie na to pierwsze pchnięcie, które wylewa się ze mnie przeciągłym jęknięciem zduszonym pościelą zatykającą moje usta. Pieprzy mnie szybko i nerwowo, jakby pragnął mnie zupełnie niecierpliwie, co doprowadza mnie do szału. Mam wrażenie, że rozlewam się po jego udach moim lepkim podnieceniem i wszystko między nami staje się nieludzko gorące. Dochodzę szybciej niż wydawało mi się możliwe i z trudem utrzymuję równowagę, kiedy pchnięcia męskich bioder stają się coraz silniejsze. Słyszę jego chrapliwe dyszenie i ostatkiem sił zaczynam mocniej napierać na niego pośladkami, na których mężczyzna coraz mocniej zaciska palce. Jeszcze jedno pchnięcie i nagle męskie uda zaczynają drżeć bardziej niż moje. Jego ciało upada mnie ciężko i słyszę w uchu jego głośne dyszenie. I wszystko jest po prostu, kurwa idealnie.

Kilka godzin później siedzę w pociągu do domu i zastanawiam się, jakim cudownym zrządzeniem losu trafiłam na tego kolesia. Jak to możliwe, że w całej tej internetowej otchłani zupełnym przypadkiem znalazłam człowieka, którego pojebaństwo jest tak idealnie kompatybilne z moim. Takich ludzi nie może być przecież zbyt wielu. On i jego dziwna, żeglarska zajawka na sznurki. I jeszcze ten pomysł żeby po prostu mnie zbić. I w ogóle uderzyć w twarz. Skąd mógł wiedzieć, że tak to na mnie podziała? Niby wiem, że sadomasochizm, ale to przecież dziwni zwyrole od skórzanych masek, pejczy i kajdanków i innych pierdół obśmiewanych w głupich komediach. A tutaj były te potężne emocje, to zniewolenie, jego dziwna władczość, mój żenujący upadek, cały ten wstyd i słabość i podniecenie i to dzikie pragnienie. Co to kurwa było?!

Jeszcze nie wiem, że odpowiedź na to pytanie zacznę znajdować dwa lata później, kiedy poznam skrót BDSM i zacznę eksplorować mnogość jego znaczeń. Kiedy z fascynacją i zaskoczeniem odkryję, że istnieje cały, szeroki świat podobnych mnie pojebków. Że sadomasochizm to nie tylko ta karykaturalna domina poniżająca mężczyzn, którą znam z popkultury. I kiedy zrozumiem, czym jest relacja D/s, w którą na tym dziwnym spotkaniu, całkiem nieświadomie, naturalnie i instynktownie zaczęłam wchodzić.

.

autorka: megaera


To może być również interesujące:

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 

Pocałunek w górach – opowiadanie erotyczne

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

3 myśli na temat “Początek wszystkiego

Dodaj komentarz