VHS Volume 3

porno opowiadanie erotyczne VHS Volume 3 – Ferrara- opowiadanie erotyczne

Było jej gorąco. Czuła, że policzki ma czerwone a pot splamił jej bluzkę pod pachami. Przyciskała ucho do białych drzwi; boleśnie je odciskała. Zerknęła na telefon trzymany w pogotowiu. Dwudziesta druga pięćdziesiąt dziewięć. Serce tłukło się w jej piersi.

Stuk.

Przerażona, zagryzła wargi, żeby nie krzyknąć. „Nie dam rady”, myślała. „Chuja nie dam”. Z okrzykiem, który zabrzmiał trochę jak jęk szarpnęła zasuwkę i uderzyła w drzwi otwierając je na oścież. Wystraszone, brązowe oczy rozbiegły się w poszukiwaniu intruza. Dostawcy. Tego pojeba, kimkolwiek by nie był. Korytarz był pusty. Oczywiście oprócz kasety, bo kaseta tam była, leżała tuż obok jej drzwi, zawinięta w małą reklamówkę, tym razem z H&M.

– Kurwa – szepnęła. Zbyt się bała biegać po klatce i szukać obcego, który tak strasznie wyruchał jej mózg. Spojrzała na zawiniątko z pogardą i zamknęła drzwi.

Otworzyła je pięć sekund później i zabrała kasetę. Zamknęła drzwi na klucz i na zasuwkę.

Wyczuwała kanciasty kształt starej kasety. Na grzbiecie na pewno miała brzydki plaster z napisem „vol 3”. Wyjęła ją z torebki, obejrzała. Kaseta, jak dwie poprzednie, nie była nowa. Była stara i zużyta, jak kasety, które jako dziecko wynosiła z osiedlowej wypożyczalni, jakieś dwadzieścia lat temu.

Odrzuciła ją od siebie z niepewnym niesmakiem i sama się zdziwiła, kiedy kaseta opadła bezpiecznie na drogą kanapę. Prychnęła do siebie. Tak jakby miała zamiar ją w ogóle oglądać. Czas zadzwonić na policję i tyle. I chuj z tym. Skrzyżowała ręce na piersiach i poszła do łazienki.

* * *

Leżąc w gorącej wodzie z nawilżonym ręcznikiem na włosach denerwowała się na samą siebie. Zębami nieświadomie skubała wargi.

Trzecia kaseta. Regularnie jak w zegarku, co czwartek, o dwudziestej trzeciej, ktoś, nie wiadomo kto, podrzucał jej ten syf pod same drzwi. Pierwszy tydzień odbił się na jej zdrowiu. Odchodziła od zmysłów, zastanawiając się co to za cholerstwo i kto jej to robił. Przeglądała listy znajomych i listy wrogów; szukała kogoś zdolnego do czegoś tak… pokurwionego.

Kiedy przyszła druga kaseta ochłonęła nieco. Wzięła wolne na piątek i w weekend pierwszy raz obejrzała cały materiał, obie kasety. Wcześniej wyłączała po kilku minutach nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.

Ale nie. Wcale tak naprawdę nie odchodziła od zmysłów. To nie ona była popieprzona, to te kasety i ich nieznany twórca.

Estera nie wiedziała, co o tym myśleć. W ten czwartek, właśnie dziś, czuła strach jedynie, gdy czaiła się pod drzwiami, żeby złapać zboczeńca na gorącym uczynku. Czekała, ale strach ją sparaliżował i wyszła na zewnątrz kilka sekund za późno.

– Czemu akurat kurwa, na VHSie, debilu? – Pytała, gdy już wycierała się ręcznikiem przed lustrem. Mysia blondynka, średni wzrost, małe piersi, ot, trzydziestka z ciekawą twarzą, ładna nawet bez makijażu. Odrzuciła ręcznik, przeglądając się w lustrze pod wpływem impulsu. Obróciła się i spojrzała przez ramię na swój szczupły tyłek. Znamię pod prawym pośladkiem wkurwiało ją od zawsze, ale jakoś nie mogła się zdobyć na usunięcie. Jej faceci mówili, że dodaje jej charakteru. A charakter jest w cenie. Klepnęła się w pośladek, zadowolona. Obróciła się znów przodem. Poczuła falę gorąca na myśl o kasecie i przelotnie musnęła swoje sutki. Gorąco natychmiast wylało się jaskrawo na jej policzki. Poczuła wilgoć na wewnętrznej stronie uda i wkurwiła się na samą siebie. Obmyła twarz zimną wodą. Przecież dopiero co wyszła z wanny! Nosem już wyłapała ukłucie zmieszanych zapachów: potu i własnej cipki. „Dosyć tego”, myślała. Policja i tyle.

Oczywiście, że nie obejrzy tego gówna.

* * *

Przykucnęła na miękkim dywanie w salonie i z chrzęstem nakarmiła odtwarzacz pudełkiem z taśmą. Nienawidziła się za to, jak bardzo była podniecona i jak trzęsły jej się ręce, gdy naciskała „play”.

Szum pojawił się na jej wielkim telewizorze. Błyskający śnieg. Podniosła kieliszek prosseco i tonąc w wielkim, puchatym szlafroku podeszła do szklanej ściany swojego apartamentu na Złotej. Wyjrzała na tonący w smogu Pałac Kultury. Światła dodawały mu uroku. Była szczęściarą, że mogła tu mieszkać i to zupełnie, ale to zupełnie sama.

Ale nie potrafiła się cieszyć nowym mieszkaniem jak należy. Pierwsza kaseta przyszła, gdy tylko się wprowadziła. „Vol 1”. Przeszedł ją dreszcz. Telewizor przestał śnieżyć i rozległy się fanfary. Potem odezwał się Tomasz Knapik, lektor nagrany na reklamówce jakiegoś gniota. O, sorry. To był Robocop dwa. Potem jakaś komedia, czytana przez lektora, którego nazwisko właśnie jej umknęło. Jak miała się skupić, skoro zaraz się, kurwa zacznie… Serce zabiło jej mocniej. Wciąż patrzyła na panoramę centrum, słuchając zniekształconych wrzasków i wystrzałów, tak wiele razy już przewiniętych przez tysiące domowych zestawów video.

Była wielką fanką VHSów. Taka trochę obsesja, w czasach, gdy wszyscy wydawali fortuny na Blue-Ray’e i monitory cztery K. Nie dla niej sześćdziesiąt klatek na sekundę. Relaksował i hipnotyzował ją seksowny głos lektora, uwielbiała zniekształcenia obrazu i dźwięku; nostalgia za szczęśliwym dzieciństwem była najlepszym z legalnych narkotyków. Miała paru znajomych, którzy podzielali jej dziwactwo, ale z żadnym nie czuła się bliżej związana. Gdyby nie potrzeba napraw i czyszczenia wciąż psującego się, leciwego sprzętu oraz wspólne łowy i handel starą taśmą w ogóle by się z nimi nie widywała…

Nagle światło padające z jej telewizora na ścianę pociemniało. Trailer Mrocznego Kryształu Hensona urwał się w połowie. Zatrzęsła się pod szlafrokiem.

Szept. Potem jęk.
Wyuzdany, perwersyjny, taki mokry jęk kogoś odartego całkiem z intymności.

Estera, drżąc, opadła na kanapę i ściskając kieliszek owinęła się szczelnie szlafrokiem, jakby nowy materiał nagrany na starej kasecie mógł oglądać ją z takim samym napięciem, z jakim ona wpatrywała się w telewizor.

* * *

Bez zbędnych ceregieli. Żadnych wstępów. Estera na ekranie widziała swoją szefową. Pani Monika, dobrze po czterdziestce, wciąż była gorąca, a po biurze krążyły plotki o coraz to nowych młodzieńcach, z którymi pojawiała się w ulubionych restauracjach. W biurze była chłodna, opanowana i profesjonalna. Choć uczciwa, potrafiła być suką. Estera szanowała to.

Na ekranie Pani Monika była zupełnie naga i pieprzyła właśnie w tyłek Adriana, kolegę Estery z czasów liceum. Na filmie Adrian był związany i zakneblowany; leżał na plecach, jego nogi były uniesione i przywiązane do poprzecznego prętu, tak, że tyłek miał zupełnie wyeksponowany. Wyglądał na jakieś góra osiemnaście lat.

Takie zestawienie było, oczywiście, niemożliwe, ale Estera przyzwyczaiła się już do dziwacznych kalejdoskopów serwowanych jej przez VHSy. Zestawienie było niemożliwe z dwóch powodów. Po pierwsze pani Monika w czasach, gdy Estera i Adrian byli w liceum, była o wiele młodsza niż na filmie. Po drugie dlatego, że Adrian nie żył od pięciu lat. Wypadek samochodowy.

Nie to, żeby Estera to przeżyła. Właściwie nie znała chłopaka. Chodzili do jednej klasy, ale chyba nawet nie zamienili ze sobą jednego zdania.

A teraz patrzyła z rozchylonymi ustami, przestraszona, lekko już pijana, jak jej szefowa pieprzy chłopaczka czarnym straponem. Jak dyma go jak fachowa domina, jak solidne, czarne dildo zanurza się w jego ciasnym odbycie a on jęczy wniebogłosy, jak z jego sterczącego kutasa cieknie nasienie prosto do jego pępka. Ujęcie było statyczne, z góry, z ukosa. Pokój, w którym się to odbywało przypominał klasyczny „loch” BDSM i był tak nudny, mdły i wtórny jak to tylko możliwe. Gdy Estera właśnie otrząsnęła się z pierwszego szoku (minęło zaledwie jakieś dwanaście sekund nagrania) obraz zmienił się momentalnie, bez widocznego „przejścia”.

Zbliżenie oka jakiegoś zwierzęcia. To chyba była łania. W czarnym, niespokojnym oku coś się odbijało i Estera już sięgała po pilota by nacisnąć „FFW”; nienawidziła scen ze zwierzętami („przyznaj się przed sobą samą, suko! Tak naprawdę nienawidzisz siebie, bo pomimo obrzydzenia to cię podnieca!” myślała) ale obraz znów się zmienił. Vol 3 najwyraźniej miał szybsze tempo montażu, niż dwie poprzednie kasety.

Teraz jakaś nieznana kobieta w średnim wieku całowała się namiętnie z seksowną, rudą dziewczyną. Nie było tła ani dźwięku, tylko białe światło i ich przytulone, nagie ciała i śliskie języki wsuwające się i wysuwające z nieumalowanych ust. Języki splatały się pomiędzy wilgotnymi, lśniącymi wargami a cisza tylko potęgowała siłę tej sceny. Estera rozpoznała w rudzielcu kelnerkę z hipsterskiej kawiarni, w której czasem bywała. Pod prawą piersią widniał tatuaż sikorki modrej.

Estera nie była lesbijką, ale nie była też niewrażliwa na kobiece piękno.

Od tej sceny zrobiło się jej gorąco miedzy nogami i marzyła, żeby ta scena trwała. Wieczny pocałunek. Wsunęła dłoń pod szlafrok, aby dotknąć swojej piersi. Nie była tak podniecona od czasów dzieciństwa, kiedy pod kołdrą eksplorowała ten nowo odkryty świat łatwej ekstazy. Serce waliło jej jak oszalałe. Odstawiła kieliszek.

Przy odrobinie szczęścia scena potrwa dłużej. Materiał na „vol 1” i „2” również był kalejdoskopem przeróżnych erotycznych lub pornograficznych scen, które potrafiły trwać od kilku sekund do kilku minut. Przy odrobinie szczęścia… Zacisnęła uda na miękkim materiale szlafroka.

Rudzielec wygrywał te ustne zapasy i teraz chciwie zlizywał ślinę kobiety (Estera nie kojarzyła jej, ale widziała, że to może być ktokolwiek, nawet kobieta, na którą kiedyś spojrzała przelotnie w metrze) z jej warg. Wysunęła różowy języczek na całą długość i przeciągnęła nim po szyi kobiety, od obojczyków aż po czubek nosa zostawiając lepkie, ciągnące się strugi. Estera otworzyła usta i dyszała jak podczas seksu.

Pstryk.

Umięśniony mężczyzna trzymał swój wyprężony członek w dłoni i robił mu zdjęcie. Estera nie kojarzyła kto to, ale ścisnęła swoją pierś mocno na widok pulsujących żył.

Pstryk.

Jej matka, w młodości. Estera jęknęła z zaskoczenia, ale tak, to była twarz, którą zapamiętała z dzieciństwa. Lód wypełnił jej płuca, podniecenie pozostało, pomimo obrzydzenia, strachu i niezdrowej fascynacji, z jaką kobieta patrzyła teraz na film. Nie chciała wcale oglądać własnej matki klęczącej na podłodze z serdecznym palcem prawej dłoni zagłębionym we własnym odbycie, jęczącej i zlizującej z podłogi coś, co raz po raz tryskało zza kadru to z jednej, to znów z drugiej strony, przy akompaniamencie męskich, chrapliwych sapnięć i porykiwań. Nie chciała widzieć, jak kilka strug spermy ląduje na bladym tyłku jej matki z czasów, gdy nawet pewnie nie znała jeszcze swojego męża. Nie chciała, ale dyszała wciąż, a fale gorąca i lodu torturowały jej szczelnie owinięte szlafrokiem ciało.

„To nie jest mama” myślała sobie. „Tylko wygląda jak ona”. „To w ogóle nie jest prawdziwe” myślała i wiedziała, że ma rację. Cokolwiek było nagrane na kasety, nie miało prawa wydarzyć się w prawdziwym życiu. Czyż film z Adrianem („Boże, jego miękki kutas cieknący i falujący w rytm pchnięć!”) tego nie potwierdzał? Ktokolwiek tworzył te… chore obrazy, używał jakichś sztuczek. Jakichś efektów specjalnych. Magii. Chuj wie, czego. Może na kasecie był jakiś narkotyk, który Estera wchłaniała przez skórę dłoni („chuja prawda”). Może, może, może. Ważne było to, że to nie było prawdziwe. Nic z tego nie było prawdziwe. I to nie jej wina, że to było tak cholernie podniecające!

Sięgnęła po pilota i nacisnęła „ffw”. Zapadła cisza a na ekranie pojawiły się dwie linie szarego szumu, kiedy przewijała tę scenę perwersyjnej orgii z jej matką za dni młodości w roli głównej. Tłumaczyła sobie, że ogląda te kasety na własnych zasadach i z pewną dozą buńczuczności nie odwracała wzroku widząc jak na przyspieszonych obrotach nagie plecy jej matki pokrywają się coraz grubszą warstwą spermy z kolejnych wytrysków.

Pstryk. Wcisnęła znów „play”.

Estera aż jęknęła z zaskoczenia.

To był jej salon.
Ale na kanapie nie siedziała ona sama, szczelnie owinięta szlafrokiem. Za oknami był mglisty dzień, a nie noc, jak teraz. Kamera zdawała się być zawieszona gdzieś pod sufitem; cały kadr wypełniała kanapa i postać na niej. Estera odruchowo spojrzała w górę. Nic. Oczywiście. Żadnej kamery. Gładki, biały sufit.

Na kanapie siedziała kobieta. Młoda dziewczyna. Była w zaawansowanej ciąży. Estera mrugnęła i przełknęła ślinę. Kobieta na ekranie nie mogła. Miała zasłonięte oczy i knebel w ustach. Knebel miał kształt pierścienia rozwierającego szczęki kobiety tak szeroko, że Estera nawet oglądając obraz w jakości VHS prawie mogła zobaczyć jej migdałki.

Ślina ciekła po brodzie kobiety już od jakiegoś czasu i skapywała na pełną pierś, która powoli szykowała się do roli karmicielki wyznaczonej do tego zadania przez samą matkę naturę.

To była Justyna. Sąsiadka Estery. Matka bliźniaków, obecnie w ciąży z trzecim dzieckiem. Na filmie jasnobrązowe włosy miała związane w dwa krótkie, grube warkocze. Była piękna a ciąża tylko sprawiała, że wyglądała jeszcze cudowniej.

Estera jęknęła przeciągle.

Justyna miała przedramiona ciasno związane za plecami. Na biodrach czarne, koronkowe majteczki. Na nogach kurewskie szpilki, jakich nigdy w życiu nie śmiałaby włożyć żadna kobieta w ciąży. Wyglądała jakby nie mogła się zdecydować, czy szarpać się z więzami, czy poddać.

Estera, litościwie tłumacząc sobie, że robi to absolutnie wbrew sobie i tylko dlatego, że jest pijana, rozłożyła szeroko nogi. Szlafrok rozchylił się i opadł między jej nogami, odsłaniając prawą łydkę i udo. Rozległo się ciche mlaśniecie i poczuła zapach swojej cipki. Zacisnęła pośladki kilka razy, aż przeszedł ją dreszcz, a potem położyła dłoń na nabrzmiałych wargach.

W kadrze pojawił się mężczyzna. Adrian. Taki sam, jakiego widziała jeszcze niedawno, dymanego przez panią Monikę, ale tym razem wolny i w szortach. Brutalnie schwycił Justynę za włosy i pchnął, tak, że opadła na plecy na kanapę, wygięta w niewygodnej pozycji. Kolejny ruch w kadrze i rudzielec z kawiarni, ubrany w za duży T-shirt odsłaniający jej piegowate ramię i uda wpełzł na kanapę i schwycił kostki ciężarnej kobiety, siłą rozchylając szeroko jej nogi.

Adrian pochylił się i pocałował rudą dziewczynę mocno, głęboko, między nogami ich ofiary. Justyna wiła się, ale bez przekonania. Bezsilnie wysuwała język daleko przez kneblujący ją pierścień jakby badała nim powietrze niczym wąż.

Serce zaraz wyskoczy Esterze z piersi. Odrzuca połę szlafroka i klęka na kanapie, ściskając wrażliwe sutki i raz po raz zagłębiając palce w ociekającej śluzem cipce. Modli się sama nie wie do kogo, żeby ten obraz się nie zmienił. Masturbuje się jak zwierzę.

Adrian klęka nad głową zakneblowanej i wpycha sterczącego kutasa do jej rozwartych szczęk. Z jękiem zaczyna pieprzyć Justynę w usta, nie, w gardło! Kobieta dławi się a Estera widzi raz po raz gulę w jej przełyku. Ruda laska pełznie po kanapie jak wąż i wsysa się w nabrzmiałą waginę ciężarnej kobiety i mocno ściska jej napęczniałą pierś. Estera mogłaby przysiąc, że widzi tryskające mleko i prawie dochodzi. Baristka wpycha język do pochwy kobiety, a koszulka zsuwa się z jej wypiętego, okrąglutkiego tyłka odsłaniając jej własną, ogoloną dokładnie cipkę (i Estera wie, że tak właśnie wygląda cipka kelnereczki naprawdę, bo VHSy nigdy nie kłamią) i bladoróżowo-kakaowe oczko.

Osiemnastoletni, niewyżyty Adrian wciąż wpycha swojego kutasa w usta pani Justyny z mieszkania tuż obok a Estera nienawidzi siebie samej za to, że marzy, żeby przestał i wydymał rudą w jej wypięty tyłek. Ale on zamiast tego wyciąga swojego lśniącego od śliny fiuta i prawie siada na twarzy przyszłej matki, a jego napęczniałe od spermy jądra wpadają jej do ust. Estera widzi, jak je ssie i liże, a jej język sięga prawie aż do ciemnego rowka chłopaka. Adrian obciąga sobie kutasa jak nastolatek oglądający porno, niewrażliwy już na żadne bodźce, umęczony, pragnący tylko wytrysnąć, zupełnie jak Estera, zupełnie jak ona, bo ona już nie czuje ani cipki ani łechtaczki, tylko ogień płonący w jej brzuchu.

Estera wbrew sobie („nieprawda!”) jęczy głośno, wręcz szarpiąc swoje krocze, kiedy Adrian tryska łukiem spermy na podłogę, marnując, och, jak marnując swoje nasienie i wreszcie nie wytrzymuje. Kobieta zrywa się z kanapy i wyplątawszy się ze szlafroka prawie biegnie do sypialni. Wyciąga tajemne pudełeczko spod sterty torebek, których już nie nosi i wraca na kanapę, dzierżąc solidny wibrator w dłoni.

Obraz na ekranie zmienił się i w pierwszej chwili z ust Estery ucieka jęk rozczarowania, ale potem patrzy, zafascynowana, na nową scenę.

Mężczyźni. Kilkunastu. Garnitury, bluzy, lekkie kurtki, czasem płaszcze. Od nastoletnich przez dorosłych mężczyzn do starców. Idą jak roboty a kamera zmienia co chwila ujęcie. Ich buty-tenisówki-trampki stukają o beton. Idą jak zombie, wszyscy w jedno miejsce.

Estera siada, zupełnie naga, zahipnotyzowana przez ten obraz powoli unosi nogi i stawia je na krawędzi kanapy, tak, że ogląda materiał pomiędzy swoimi udami.

To jakiś plac. Jakaś fontanna… I nagle Estera wie. To przed Pałacem Kultury. Jest dzień. Lato, południe. Doskonała widoczność.

Na środku betonowego placyku stoi dziewczyna. Estera wzdycha, bo to jej rudzielec z kawiarni. Ubrana w ten sam T-shirt i nic więcej. Nawet jej usta są wciąż wilgotne od cipki Justyny. Ruda stoi bosa i uśmiecha się, szczerząc ząbki, a ze wszystkich stron zmierzają ku niej mężczyźni. Estera oblizuje nagle suche usta.

Mężczyźni wciąż idąc sięgają do rozporków-guzików-spodni i wyciągają swoje fiuty. Estera w kilka sekund widzi kilkadziesiąt kształtów i rozmiarów. Widzi, jak naprężają się gotowe do dzieła. Przełyka ślinę i włącza wibracje, przytykając maszynę do swojego rozgrzanego brzucha.

Pierwszy mężczyzna dociera do rudej i łapie ją za włosy, zmuszając do uklęknięcia, po czym pcha fiuta w jej gardło. Rudzielec dławi się, ale przyjmuje kutasa, mocno chwytając się pośladków mężczyzny. Następny dociera nastoletni chłopak i chwytając rudą za biodra, unosi ją do góry, tak, że teraz dziewczyna wygląda jak złamana wpół, kiedy ssie fiuta pierwszego. Nastolatek zadziera T-shirt i odsłania piękny tyłeczek. Spluwa na różowy, ciasny otworek i wsuwa swojego krótkiego, ale grubego kutasa na pełną długość w jej odbyt. Estera słyszy zdławiony pisk.

Tętno pulsuje w jej skroniach, kiedy zaczyna pieprzyc swoją cipę twardym wibratorem, ustawionym już na najwyższe obroty. Kolejni mężczyźni dopadają rudą. Kamera krąży nad tłumem sterczących kutasów, choć jedynie kilkunastu facetów ma możliwość zbliżyć się na tyle, żeby dziewczyna mogła ledwie dotknąć lub otrzeć się o ich penisy. Reszta patrzy i zawzięcie pracuje rękami.

Chłopak z tyłu pieprzy ja szybkimi ruchami i równie szybko dochodzi w środku, po czym wysuwa więdnącego fiuta z jej tyłka i natychmiast zastępuje go inny, ale czy posuwa ją w cipkę czy znów w tyłek tego Estera już nie widzi. Kolejna zmiana i następny tryska jej w przełyku. Struga spermy ląduje na jej koszulce. Ktoś duży przewraca ją na beton i teraz ociera się o nią kilkanaście kutasów na raz, niektóre eksplodują, ale na ich miejsce natychmiast pojawiają się inne. Jej rozdarta koszulka cała mokra i lepka od spermy, śliskie palce macają jej cudowne, jędrne piersi.

Estera jęczy głośno czując nadchodzący orgazm i wbija dildo boleśnie szybkimi rytmicznymi ruchami w głąb swojej pochwy najszybciej i najmocniej jak potrafi.

Dziesiątki kutasów tryska raz za razem, aż ruda jest pokryta od stóp do głów spermą, aż dławi się nią, aż nasienie wycieka ze wszystkich jej otworów, aż blade bąble wykwitają wokół jej odbytu, ale nagle Estera widzi znamię pod jej prawym pośladkiem i wie, że na ekranie to już nie ruda kelnereczka, ale ona sama, ona sama, do cholery, pieprzona przez tłum mężczyzn, z których najmłodszy mógłby być jej synem a najstarszy ojcem i nie wytrzymuje i wyciąga długie dildo z siebie i wpycha je brutalnie w swój odbyt a jego wibracje wstrząsają całym jej ciałem.

A potem to już nawet nie mężczyźni, tylko psy, sfora dzikich psów gwałci ją na betonie pod Pałacem Kultury, ich czerwone fiuty wbijają się w nią z prędkością, którą prawie czuje na swoim własnym ciele.

Pstryk.

Jakimś cudem widzi wnętrze kobiecego ciała, jakby przekrój. Mięśnie, kości, wilgoć, wszystko; widzi dwa potężne penisy penetrujące czyjąś („czy to ja?”) pochwę i odbyt, widzi wszystko w najdrobniejszym detalu, łącznie z macicą i resztkami kału stłoczonymi wyżej w wyginających się, pulsujących, mięsistych jelitach. Widzi jak członki zapadają się w sobie na ułamek sekundy a potem tryskają spermą w głąb miękkiego ciała.

Pstryk.

Oko łani. Odbity ruch. Jęk albo kwik.

Pstryk.

I nagle ekran ciemnieje albo zmienia się w lustro, Estera nie wie, jest zbyt podniecona, widzi jak przez mgłę i widzi siebie jak jęcząc wypycha język z ust aż za brodę i wygląda jak opętana. Prawie mdleje, kiedy nadchodzi orgazm i wie, jest z całą pewnością świadoma, że czarny, lśniący ekran odbijający jej wyuzdany samogwałt chłonie każdy jej jęk i każdą kroplę jej śluzu kiedy szczytuje i skurcze łapią jej całe ciało raz za razem, jak krzyczy a jej cipka tryska na dywan gorącym, rzadkim płynem, co jeszcze nigdy, nigdy, na Boga, jej się nie zdarzyło i jak ze szczeliny magnetowidu zaczyna płynąć biały, lepki płyn, aż Estera wywraca oczami i mdleje na kanapie.

* * *

Budzi ją bzyczenie. Wibrator mokry od jej płynów leży na podłodze, bucząc jak wściekły bąk. Estera boi się ruszyć, bo czuje wciąż resztki potężnego orgazmu i zaciśnięty ciasno odbyt pulsujący bólem. Na ekranie widać już tylko szum. Nic więcej. Nie wie, czy te ostatnie sceny sobie wyobraziła, czy były tam naprawdę… Nie ma siły myśleć.

Zwleka się tylko z kanapy, na czworakach sięga po pilota, wyłącza zestaw i wibrator.

Wstaje, zatacza się, i rusza do sypialni. Nie pamięta, kiedy zasypia.

* * *

– Estero, czy mogłabyś wydrukować mi te referencje? – Pani Monika nawet na nią nie patrzy, podając jej pendrive, a potem wychodzi. Nie widzi więc pustego wzroku Estery ani mechaniczności jej ruchów.

W piątek w pracy Esterę wszystko boli. Wspomnienie „vol 3” pulsuje w jej głowie niczym złośliwy guz. Nienawidzi siebie, nienawidzi, że to cos, cokolwiek to jest, tak strasznie ją podnieca.

Dziś rano postanowiła sobie, że dowie się prawdy. Wie nawet jak. Ma znajomego, fachowca od magnetowidów i technologii VHS. Jeden z tych, którzy podzielają jej pasję. Jeżeli ktoś ma jej pomóc, to tylko on. I nie wstydzi się, nic a nic. Bardziej niż podzielenia się swoją tajemnicą wstydzi się tego, kim się staje, kiedy to ogląda. Wstydzi się, bo w głębi serca czuje, że to kaseta ogląda ją. Te kasety, czymkolwiek są, ktokolwiek je przysyła, gwałcą ją. Tak. Gwałcą. A ona się nie da. Ona ma dość („nie, nigdy dość, chcę jeszcze, jeszcze!”) i to koniec. Policja nic nie pomoże, bo policja jest durna, ale Daniel będzie wiedział, co to za cholerstwo i uwolni ją od tego.

Bo Estera musi się uwolnić. Inaczej zwariuje.

* * *

W przerwie na lunch zamawia mocne latte w kawiarni.

– Proszę nie mówić! Pani Estera, prawda? – mówi uroczy rudzielec za kasą po czym podpisuje kubek. Estera patrzy na nią zmęczonym wzrokiem. Widziałam, jak cię pieprzą, kochana. Widziałam jak z twojej różowej dupki ciekła sperma kilkunastu gości.

– Dziękuję, sikoreczko – mówi Estera odbierając swoje latte i odwraca się, wiedząc, jak zaskoczoną minę ma baristka i nie musząc, nie chcąc na to patrzeć.

Czas zadzwonić do Daniela.

Przeczytaj nstępną część VHS Volume 4 

.

autor: Frank.Ferrara

 


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • dołączysz do naszej grupy Erotyka – Odcienie Czerwieni

Dodaj komentarz