Pozwól się dotknąć

touch me not odcienie czerwieniPozwól się dotknąć – Ania Kropelka –  felieton

Dziś, w Międzynarodowym Dniu Tolerancji, na ekrany polskich kin wchodzi szczególny film, seks- i ciałopozytywny jak mało który. Touch Me Not rumuńskiej reżyserki Adiny Pintilie, mimo iż zdobył Złotego Niedźwiedzia, z czysto artystycznego punktu widzenia trudno określić mianem działa wybitnego, a jednak jest dziełem znaczącym, dla niektórych ważnym osobiście. Właśnie dlatego szczerze go polecam. Część widzów twierdzi, że zmienił ich życie i jeśli naprawdę tak się stało, jeśli dotknął głęboko choć jedną osobę, autorzy mogą być z siebie dumni: odwalili kawał dobrej roboty.

Przyznam, że jestem szalenie ciekawa szerszego odbioru tego obrazu, opowiadającego przecież o sprawach trudnych: cielesności, seksualności, akceptacji i intymności. Jeśli damy się porwać, nie analizując, ile w filmie jest prawdy, a ile fikcji, czy przed kamerą da się w pełni być sobą i mówić szczerze, możemy wraz z bohaterami przeżyć terapeutyczną podróż. To nie fabuła. Ani dokument. Raczej esej. Z czułością pokazujący ciała niemieszczące się w powszechnie przyjętych kanonach piękna – te mieszczące się zresztą też.

Występuje tu przynajmniej dwójka zawodowych aktorów, część scen jest wyraźnie inscenizowana, ale wcale nie umniejsza to wagi przesłania. Krytycy, być może słusznie, zarzucają twórcom przesadne skupienie na aspekcie miłości fizycznej, wieszcząc upadek naszej cywilizacji, przejawiający się tym, że nagrody zdobywają filmy epatujące nagością i seksem. Owszem, ten nimi epatuje, ale zupełnie inaczej niż przywykliśmy, w dobry, uleczający sposób.

Podróż w głąb naszych lęków i uprzedzeń zaczyna się od zbliżenia penisa w stanie spoczynku, bardzo naturalnego i znacznie odbiegającego od przedstawień pornograficznych. Nie radziłabym jednak wychodzić – jeśli ten obraz okaże się trudny, dalej będzie tylko gorzej, ale to znaczy, że ten film jest właśnie dla Ciebie. Małgorzata Sadowska dokonała idealnego podsumowania twierdząc, że tylko od nas samych, od naszej relacji z własnym ciałem, zależy, jak na niego zareagujemy, bo właśnie relacja z własnym ciałem okazuje się tu kluczowa. Żeby zaakceptować innych, najpierw musimy zaakceptować samych siebie.

W moim życiu Touch Me Not nie zmienił nic, najwyżej kazał zastanowić się nad paroma kwestiami, tyle że ja staram się zachowywać zdrowe podejście do cielesności i seksualności, doskonale zdaję sobie sprawę, że to, czy poczuję się dobrze we własnej skórze i czy będę miała udane życie seksualne, wcale nie zależy od tego, czy spełnię wymagania stawiane przez kulturę masową. Szczęście jest w nas i zależy od naszego nastawienia, nie od tego, ile osób określi nas jako pięknych. Czasem wystarczy jedna.

Przerażające, ale też niestety bardzo wymowne, jest zestawienie dwóch postaci. Laury, raczej przeciętnej, dojrzałej kobiety, która dopiero teraz dorosła do próby odkrycia własnej seksualności i miota się korzystając z pomocy osób trzecich (przyznam, że osobiście największy problem miałam z seks-coachem i jego metodami) oraz Christiana, młodego mężczyzny z dystrofią mięśniową. Choć porusza się na wózku, nawet bardziej leżąc na nim, niż siedząc, niezdolny do samodzielnej egzystencji, a nawet do samodzielnego wytarcia ściekającej z kącików ust silny, nie ma najmniejszego oporu przed powiedzeniem wprost do kamery, że czuje się przystojny, że uważa, że ma piękne oczy (prawda!) i jest zadowolony ze swojego penisa (nie dowiadujemy się czy pięknego, ale zdaniem właściciela stanowiącego jedyną część ciała funkcjonującą bez zarzutu). To nie puste słowa, jako jedyny z trójki głównych bohaterów, Christian buduje normalną i pełną relację z drugą osobą, związek, w którym wcale nie okazuje się słabszą stroną. A skoro on sięgnął po szczęście, co stoi na przeszkodzie, żebyśmy zrobili to my, w przeważającej większości posiadający lepsze ku temu warunki? I cóż stoi na przeszkodzie temu, żebyśmy zaakceptowali swoje ciała takimi, jakie są, skoro on akceptuje, a nawet lubi, swoje?

Nader często pozwalamy aby różne drobiazgi przeszkadzały nam cieszyć się życiem, zbyt dużą wagę przywiązując do rzeczy z gruntu nieistotnych. Zapominamy, że ciało jest przede wszystkim narzędziem – dzięki niemu możemy czuć i poruszać się – nie jest bibelotem, który ma wyłącznie cieszyć oko. Powinniśmy o nie dbać, ale nie po to, by zadowolić innych, a po to, by mogło nam jak najdłużej służyć. Dobrze służyć. Takie osoby jak Christian zdają się lepiej rozumieć tę logikę i choć prawdopodobnie powinno być na odwrót, czasem łatwiej im zbudować dobrą relację z własnym ciałem. Możliwe, że właśnie dlatego, iż mniej zależy im na walorach czysto estetycznych, a bardziej na funkcjonalności, bo najprościej w świecie trudniejsza niż odbieganie od kanonów piękna okazuje się codzienna logistyka. Symboliczne trzy schodki, brak oznaczeń dla niedowidzących i niewidomych czy powszechna nieznajomość języka migowego.

Dla mnie prawdziwa moc tego filmu leży w przesłaniu, że wszystkie nasze bariery istnieją jedynie w naszych głowach. Nawet jeśli jesteś chory lub niepełnosprawny, zamiast skupiać się na swoich słabościach, szukaj swoich silnych stron, a masz spore szanse osiągnąć sukces. Oczywiście różnie przez różne osoby pojmowany, przy czym dla większości wiążący się nierozerwalnie z relacjami z innymi ludźmi, czy to uczuciowymi, czy erotycznymi.

Rodzimy się jako istoty z natury seksualne oraz z natury społeczne, nawet jeśli nasze potrzeby potrafią przyjmować najróżniejsze formy. I nie jest tak, że seksualność występuje w pakiecie z atrakcyjnością, ze względu na rozmnażanie płciowe, stanowi ona standardowe wyposażenie naszego gatunku. Dotyczy wszystkich, z wyłączeniem wąskiej grupy nieodczuwającej pociągu płciowego. Moim zdaniem w przypadku osób zdolnych stworzyć z drugą osobą relację emocjonalną i intelektualną, bez względu na urodę czy stopień sprawności, nie powinniśmy mieć z tym najmniejszego problemu. Schody zaczynają się dopiero przy niepełnosprawności intelektualnej i co cięższych chorobach psychicznych, też bynajmniej niewykluczających występowania popędu.

W naszej kulturze niezwykle rzadko poruszany jest temat seksualności osób niepełnosprawnych. Najchętniej zamietlibyśmy go pod dywan jako niewygodny czy nieestetyczny, bo nawet seks zwykłych, zdrowych osób często za taki uważamy, oczekując przeestetyzowanych obrazów do jakich już przywykliśmy dzięki mediom. Ale to nie piękni i młodzi mają najlepszy seks – zresztą nawet ci najpiękniejsi miewają kompleksy; nie wymyślono jeszcze luster z efektami rodem z Photoshopa – a ci, którzy potrafią przestać się kontrolować, nie skupiać na wyglądzie i po prostu odczuwać. Całym sobą, wszystkimi zmysłami. Wiek, płeć czy sprawność nie mają tu nic do rzeczy.

Szalenie przykry jest szeroko rozpowszechniony, u obu płci, brak akceptacji własnego wyglądu. Kobiety niestety mają z tym zwykle większy problem, nie wystarczy im zapatrzony jak w obraz kochanek, podczas gdy mężczyźni szybko zapominają o kompleksach zyskując czyjąś uwagę. Co ciekawe, zdaje się, że ta reguła dotyczy również mężczyzn trans.

Nie zrzucałabym całej winy na atakujące nas ze wszystkich stron wyidealizowane przedstawienia ludzkiego ciała, sądzę że to siedzi znacznie głębiej w kulturze, że to my, kobiety, przekazujemy sztafetę z pokolenia na pokolenie. Na przykład doradzając córkom jakie mankamenty swojej urody powinny ukryć albo krytykując przy nich inne kobiety – choćby za strój nieadekwatny do wieku.

Tymczasem każde ciało jest na swój sposób piękne, doskonałe w swojej złożoności i różnorodności przybieranych form. I to owłosione, i to zupełnie pozbawione włosów, młode, ale też dojrzałe. Każde potrzebuje czułości, nie tylko czułego spojrzenia, wolnego od ocen, ale przede wszystkim dotyku.

Moc dotyku jest ogromna – potwierdzają to zarówno badania na wcześniakach (dotykane rozwijają się znacznie lepiej niż niedotykane), jak i akcje w rodzaju darmowego przytulania, często wyciskające łzy wzruszenia z samotnych i zagubionych osób. Dotyk koi, leczy zranione dusze, buduje więzi i utrwala związki. Uspokaja. Sprawia przyjemność. Być może ze względu na bardziej dosadne treści, osoby komentujące często pomijają kwestię pokazywanej w filmie terapii dotykiem. Nawet jedynie patrząc na bohaterów można przez chwilę poczuć jej moc, kiedy siłą rzeczy opaść muszą wszystkie maski. Aż chce się komuś spojrzeć głęboko w oczy i przesunąć dłonią po jego policzku… Komuś, kto może czuć się samotny.

Wbrew tytułowi – dotknij!

 


To może być również interesujące:

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 

Pocałunek w górach – opowiadanie erotyczne

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz