Prawda albo wyzwanie

Prawda albo wyzwaniePrawda albo wyzwanie – Mezzanine – opowiadanie erotyczne

Najbardziej pamiętam jego dłonie. Nieco zbyt drobne i kształtne, jak na męskie. I jeszcze oczy. Stalowoszare, zmrużone, jakby wciąż patrzył w słońce. I jeszcze ten jego krzywy, chłopięcy, zawadiacki uśmiech. Słońce w znaku Barana. Pogodą ducha mógłby obdzielić połowę populacji tego świata.

Mężczyzna, którego pokochałam tak rozpaczliwie, że zapomniałam o całym świecie, porzuciłam przyjaciół, własną godność i wyrzuty sumienia. Mężczyzna, który tak walecznie bronił się przed moją obsesją. Moja pierwsza miłość. Trochę spóźniona, bo byłam już wtedy poważną „proszępanią” na stanowisku, z własnym domem i samochodem. Bez męża, dzieci, zobowiązań.

Na prośbę przyjaciółki załatwiłam mu pracę w dziale, którym kierowałam. Tak się poznaliśmy. I bardzo szybko okazało się, że odbieramy na tych samych falach.

Mówiłam do niego: Wojciechu. Bo tylko jego żona miała prawo zdrabniać jego imię.

„Jesteś moim najlepszym kumplem”, mówił. Po pracy chodziliśmy na piwo do knajpy albo na wódkę do parku. Opowiadaliśmy sobie o wszystkim, kłóciliśmy się, po prostu lubiliśmy spędzać ze sobą czas. Klepał mnie po plecach, a ja robiłam mu głupie kawały. Kumple. Gdzie on, tam ja.

– Zauważyłeś, że więcej czasu spędzasz ze mną niż ze swoją Ewą?

– Jej szef to pieprzony tyran. Ciągle albo każe jej zostawać po godzinach, albo wysyła w delegacje.

– I ona tak z nim jeździ? W te delegacje?

– Nie wiem. A co cię to obchodzi?

– Wiesz, na takich wyjazdach różne rzeczy się dzieją…

– Głupia jesteś. Moja Ewunia… Nie mów o niej, gówno wiesz.

Próbowałam go uwieść, a on zbywał mnie śmiechem. „Nie jesteś w moim typie. Zresztą nigdy nie zdradzę Ewuni. Kocham ją, wiesz w ogóle co to znaczy?”. Wydawało mi się, że wiedziałam. W moim świecie o wszystko trzeba było walczyć do upadłego. Czy ta sama zasada nie dotyczyła także miłości?

Potem była pamiętna wigilia służbowa i koniak, dużo koniaku. Potem wszyscy się porozchodzili. Zostaliśmy w biurze sami. Ja i Wojciech.

– Zagrajmy w coś… – oczy błyszczały mu od wypitego alkoholu – Może w prawdę albo wyzwanie?

Zgodziłam się od razu.

On zadawał mi pytania, ja wolałam wyzwania.

– Pocałuj mnie. Ale tak naprawdę.

– O rany! Aleś wymyśliła!

Musnął mnie wargami, ale objęłam go mocno i wpiłam się w jego usta. Odepchnął mnie zniecierpliwiony.

– Fuj, ty pijawko!

– Nie umiesz się w to bawić!

– No dobra, już dobra.

Powoli wciągała go ta gra na moich zasadach.

Dotknął moich piersi. Sutki stanęły na baczność, uwypukliły materiał bluzki.

– Chcę je zobaczyć.

Rozpięłam bluzkę i zdjęłam biustonosz.

– Ale masz balony…

– Możesz ich teraz dotknąć, jeśli chcesz.

– No co ty? Zwariowałaś?

Do niczego więcej wtedy nie doszło. „To tylko zabawa, przecież jesteśmy kumplami”.

Potem była impreza u nich w domu. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam jego żonę, jej długie blond włosy, szczurzą buzię, i kiedy podała mi obrzydliwie sałacianą rękę na przywitanie, znienawidziłam ją. I jeszcze za to, jak wciąż mówiła „Wojtuś, zrób mi drinka”, choć podobno była abstynentką.

– Ona cię skrzywdzi, jest fałszywa, jest w niej coś, co mi się nie podoba.

– Ewuś to najdelikatniejsza kobieta na ziemi. Wiem, że mnie kocha.

Pokłóciliśmy się wtedy o nią. Pierwszy raz na poważnie. Gniew. Tygodnie milczenia.

Potem miałam sen. Widziałam w nim, co zrobiła. I okazało się, że zrobiła to naprawdę.

– Odeszła ode mnie. Jest w ciąży z tym swoim szefem.

Świat się rozpadł. Nie tylko jego, bo gdy widziałam jak cierpi, płakałam razem z nim.

– Mógłbym być ojcem dla tego dziecka, gdyby tylko zechciała wrócić.

Złożył wymówienie. Przestał odbierać telefony, nie dawał znaku życia. Pojechałam do niego. Drzwi były otwarte. W środku bałagan. Puste butelki po wódce walały się po podłodze. On potwornie zarośnięty i śmierdzący spał w ubraniu na rozbebeszonym małżeńskim łożu.

Poczułam wściekłość, obudziłam go krzykiem i szarpaniem. Jeszcze nie do końca trzeźwy patrzył na mnie jak na zjawę. Nie zważając na jego bełkot, niemal siłą wepchnęłam go pod prysznic. Chciałam przygotować mu coś do jedzenia, ale w lodówce nic nie było. Wzięłam jego klucze i poszłam do sklepu. Kiedy wróciłam, zapytał tylko, czy kupiłam wódkę.

­– Już masz dość. Teraz zrobię ci coś do jedzenia.

Zachowywał się jak mały chłopiec. Zażądał wódki tak, jakby prosił o cukierki. Rozbroił mnie zupełnie. Wybuchłam śmiechem. Ten śmiech i zapach jajecznicy na boczku wyraźnie poprawił mu nastrój.

Potem otworzyłam pierwszą butelkę wódki…

– Zostań, proszę, nie chcę być dziś sam. Jesteśmy kumplami, wiesz… ale ja jestem mężczyzną, ty kobietą… przepraszam. Zostań. Proszę.

Pierwsza wspólna noc. Marzyłam o tym tak długo, że nie przeszkadzała mi jego uległość. Niemęska delikatność. Płaczliwe wołanie Ewuni. I to, że ciągle przepraszał.

Spędziliśmy razem cztery dni. Cztery pijane, cuchnące fizjologicznymi wydzielinami dni. Zmuszałam go do rzeczy, o których istnieniu nie miał pojęcia. „Boże, dziewczyno” wzdychał, kiedy całowałam jego dłonie, które wcześniej mnie krzywdziły. Otwierałam zamknięte drzwi w jego umyśle, uwalniałam mrok. Miał być konkret, nie romantyczne miziania.

Zdawało się, że doszedł do siebie. Przestał pić. Zrobiliśmy porządek w jego mieszkaniu. Opłacił rachunki, włączył telefon. Obiecałam, że załatwię mu pracę na dawnym stanowisku. Że znów będzie jak dawniej. Że znów będziemy kumplami. I kochankami. Zamieszkamy razem. A kiedyś na pewno mnie pokocha. I będziemy żyli długo i szczęśliwie.

Uśpił moją czujność. Nie sądziłam, że będzie zdolny do tego, żeby mnie oszukać. Nie odzywał się przez kilka dni, ale wcześniej zapowiedział, że jedzie do rodziców na wieś, więc jego milczenie mnie nie zaniepokoiło.

Potem jego matka przyjechała do mojego domu i napluła mi w twarz. „Co mu zrobiłaś, że musiał przed tobą uciekać za granicę?”.

Tak oto dowiedziałam się, że miłość mojego życia to już tylko wspomnienie.

A potem nastąpiły długie miesiące zimy, moje serce stwardniało na kamień. Dawni przyjaciele nie wrócili, nie pojawili się nowi. Pisałam do niego pełne wyrzutów esemsy, błagałam o litość. Czasami odpisywał. Że owszem, zdaje sobie sprawę, że żadna kobieta nigdy nie da mu tyle miłości co ja. I owszem, zgadza się, że jestem nieskończenie doskonała: piękna, inteligentna, czarująca. Owszem, ale. „Nie pasujemy do siebie. Nie jestem dla ciebie wystarczająco dobry. Tobie trzeba drania, który by cię sponiewierał, a ja jestem zwykłym, prostym facetem. Znienawidziłabyś mnie kiedyś i może bym tego nie przeżył. Potrzebuję zwykłej kobiety. Głupszej i brzydszej”.

 

Autorka: Mezzanine


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • dołączysz do naszej grupy Erotyka – Odcienie Czerwieni

Jedna myśl na temat “Prawda albo wyzwanie

Odpowiedz na „WikiAnuluj pisanie odpowiedzi