Czy Twoje libido mieści się w normie?

problemy z libido Libido w pułapce statystyki – Anna Zaleska – felieton erotyczny

Chętnie posługujemy się takimi terminami jak wysokie czy niskie libido, duża lub mała ochota na seks. Ale konia z rzędem temu, kto wie, co to właściwie znaczy. Albo inaczej – każdemu z nas wydaje się, że wie, choć tak naprawdę możemy mówić tylko o naszym indywidualnym poczuciu, ile to jest dużo seksu, a ile mało.

Choć trudno zliczyć sposoby wyrażania seksualności, wielu z nas ma pewne wyobrażenie o tym, jak wygląda seks i jak często ludzie go uprawiają. Poczucie zadowolenia lub niezadowolenia z częstotliwości naszego własnego seksu bywa zatem efektem tego, jak oceniamy się względem naszego wyobrażenia „jak to jest normalnie“. Na przykład jeśli myślimy, że większość ludzi uprawia seks trzy razy w tygodniu, a my raz na tydzień lub dwa razy w miesiącu, to jest duża szansa, że zaczniemy powątpiewać w siłę naszego libido i pojawi się dyskomfort.

Czy wyższe oznacza wysokie?

Obiektywnie nie ma żadnej normy dotyczącej częstotliwości podejmowania aktywności seksualnej. Naprawdę liczy się tylko to, czy partnerzy są zadowoleni z tego, jak często się kochają (rzecz jasna, liczy się także, czy satysfakcjonuje ich to, jak ich seks wygląda, ale nie o tym w tym tekście). Jeśli obu partnerom odpowiada ta sama częstotliwość, to nie ma znaczenia, jak to wygląda w liczbach. W rzeczywistości jednak sytuacja, w której jedna ze stron potrzebuje więcej seksu niż druga, zdarza się częściej, niżbyśmy sobie życzyli. Napięcie, jakie pojawia się wówczas między partnerami, najlepiej opisuje jednak sformułowanie, że jeden z partnerów ma libido wyższe, a drugi niższe. Bo czy wyższe libido oznacza wysokie (jakkolwiek je rozumiemy), a niższe to od razu niskie (jakkolwiek je rozumiemy)? Niekoniecznie.

Weźmy dwie przykładowe pary. W przypadku pierwszej jedna z osób chce kochać się codziennie, a druga raz na tydzień; a w drugiej – ktoś pragnie raz na tydzień, a partnerowi wystarcza raz na miesiąc. Liczby bezwzględne nie mają tu naprawdę znaczenia, bo obie pary stają przed podobnym wyzwaniem: ułożenia sobie seksualnego życia tak, by było satysfakcjonujące dla obojga partnerów. Jak to zrobić? Na to nie ma jednego, uniwersalnego scenariusza. Na pewno nie da się tego osiągnąć bez szczerych rozmów o potrzebach i o tym, co nas seksualnie hamuje, a co pobudza.

Libido jest niestałe

O poziomie libido warto rozmawiać, choć raczej bez użycia etykietek „wysokie“ lub „niskie“. Nie chodzi tylko o różnice między potrzebami seksualnymi partnerów, czyli o libido w relacji, ale też o to, że libido zmienia się – powiem nawet: zmienia się nieustannie – w trakcie całego życia.

Doświadczenie obniżenia libido jest niezwykle powszechne. Może być spowodowane czynnikami zdrowotnymi np. zaburzeniami hormonalnymi, czy chorobami takimi jak np. cukrzyca, depresja, choroby serca, ale też wieloma, wieloma innymi – poczynając od ogólnego zadowolenia z seksu (jeśli seks po prostu nie spełnia naszych oczekiwań, wycofujemy się z podejmowania go), poprzez stan relacji, akceptację dla zmieniającego się ciała własnego i partnera, po zmęczenie, czy stres. A to tylko kilka przykładów.

To wszystko, co ma wpływ na to, czy chcemy angażować się w seksualną aktywność, seksuolożka Emily Nagoski nazywa kontekstem. Kontekst – czyli z jednej strony okoliczności (w dużym skrócie: z kim, kiedy, gdzie), a z drugiej stan umysłu (jak się czujemy, jaki mamy stosunek do partnera, czy nic nas nie rozprasza) – ma zdecydowanie większe znaczenie dla kobiet niż mężczyzn. W tym sensie kobieca seksualność jest bardziej niż męska nieprzewidywalna, niestała, nawet ulotna.

Często czy regularnie?

Tak to jest, że wszelka statystyka (a jakoś mamy tendencję do mierzenia, czy to czasu trwania stosunku, częstotliwości, długości penisa itd.) raczej szkodzi naszemu zadowoleniu z życia seksualnego, niż pomaga, bo jak już zmierzymy, to zabieramy się z porównywanie. Liczby – ile razy w tygodniu, czy w ilu pozycjach – nic nam nie powiedzą o tym, czy seks jest udany, czy nie, bo seks to relacja, a nie statystyka. Zatem to, na ile jesteśmy zadowoleni z seksu, wynika raczej z tego, czy mamy poczucie, że uprawiamy taki seks, jaki chcemy, czy czujemy się bezpiecznie z partnerem, czy czujemy, że możemy otwarcie komunikować nasze potrzeby, czy mamy poczucie, że partner jest uważny na nasze potrzeby i chce je zaspokoić.

O seks, jak o każdą relację, trzeba dbać. Bo seks jest ważny i dobroczynny dla naszego samopoczucia i dla wzmacniania więzi między partnerami. Warto zatem uprawiać seks regularnie, świadomie postawić go wysoko na liście życiowych priorytetów, a kiedy minie okres pierwszej fascynacji w związku, po prostu go planować. Druga kluczowa dla udanego seksu sprawa to komunikacja. Nie wystarczy powiedzieć: to lubię, tego nie lubię (choć już samo to bywa trudne). Komunikacja to nieustający proces sprawdzania: czego seksualnie chcemy w tej chwili, na co się godzimy, o czym fantazjujemy, co się zmieniło.

I takiego seksu Wam życzę: regularnego, otwartego, partnerskiego.

Anna Zaleska, sex coach

 

 

 


To może być również interesujące:

Consent musi być – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 2

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

Kobiety Brodziaka

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

 

Dodaj komentarz