Rezerwat ścisły

Rezerwat ścisły – Obsesja – opowiadanie erotyczne

Rezerwat ścisły. Przez lata nieodgadnione myśli, rozproszone, utracone, zawieszone.
Rozterki i gwałt na własnej woli. Tak dawno straciła orientację.
Nie wiedziała, że jej labirynt jest wszędzie zamknięty.

Półmrok. Reflektory naprzeciw jej pobudzonego wzroku. Amok. Pełna afirmacja. I ruch. Nieograniczony.

Mieszane miarowo tony. Wysokie, gwałtowne, pobudzające umysł i ciało. Nie dające spokoju. Jak w narkotycznym śnie, ciało wyrywa się na scenę w nieokiełznanym ruchu, lecz poza kontrolą umysłu.

DJ w komitywie z własną wizją, utkaną z dźwięków i obrazów. Tysiące maleńkich pikseli wprawiają ją w trans. W uszach rytm. Brak słów. Brak znaczenia. Bez znaczenia. Bez względu na jakiekolwiek… na kogokolwiek. Trans.

Odkąd zrozumiała, że jej zniewolenie jest w niej samej, mogła siebie prawdziwie odbudować. Kiedy poznała swoje własne kajdany, spowite z norm społecznych i konwenansów, odzyskała prawo do siebie. Pośród „ (…) tej nieprzeniknionej gęstwiny głupstw, przesądów i błędów, w której każdy punkt zaczepić i zwalczać można, ale wszelka walka środkami, jakie nam przysługują, okazuje się daremna.” Odtąd prawie zawsze samotna, pośród tłumów. Nigdy nie marzyła o księciu na białym rumaku, choć ten wbrew jej woli przybył znikąd, a nie miał był być… Nie miał do niej prawa, lecz czy księżniczka w każdej bajce musi być uratowana? Jej bajka uszyta inną miarą, według innego scenariusza, do równoległego życia.

Taniec daje przedsmak wolności, choć zniewolenia ciężar dźwiga dziś słodki. Choć tak niedawno, a jednak tak pieprzenie dawno. Jest świadoma. Jej w niej zgoda. Nie ma odwrotu. Jeszcze w letargu, choć pogodzona, że jej labirynt jest wszędzie zamknięty.

Jego intuicja już go do niej przywiodła. Dziś splecie się w sepii ich świat choćby na krótką chwilę. Ich kontrasty. Kolor skóry. Różne języki. Wyostrzone zmysły nie zdają się na wiele. Białka ledwie widoczne w mroku, reszta znika w otchłani, lecz ona już wie.
Jak północ i południe. Jak dzień i noc. Bez zbędnego dialogu.

Ułamek sekund, zanim zacznie się ich bolesne tango. Ona, wie, że jej labirynt jest wszędzie zamknięty. Pierwszy dotyk, tak bolesny, że nie zdołała go utrzymać. Choć zaledwie pozorna, ucieczka była jedynym możliwym wyborem. Kolejne zdecydowane rytmy, kolejne zdecydowane kroki na tłocznym parkiecie, powróciła przestrzeń na dotyk i zapach. Wyrwana z letargu, jej rezerwat jej już nie ochroni.Odziera z ułudy, z jej wyimaginowanej rzeczywistości, obnaża pierwotne instynkty. Odbiera jestestwo. Choć nie odda walkowerem. Nie ona.

Ona odda, bo wie, że droga jest tylko jedna, choć wiele ścieżek w tym labiryncie prowadzi na ten szlak. Ona już wie. Od dawna wie, że trzeba jej szlakiem iść wygnania. I choć nie łatwa to ścieżka, za nią jest jej ziemia obiecana. I choć strach, niepewność paraliżuje, choć jeszcze nie wie, co jej przeznaczone, z nim dziś jest jej ziemia obiecana.

Jej ciało wyrwane z jej własnego rezerwatu ścisłej ochrony. Poddane presji, tak fascynującej, co bolesnej. Od dawna wyostrzone wszystkie zmysły, choć długo próbowała to stłumić. Czas nie płynie. On mknie, choć wszystko, co się dzieje, jej umysł dzieli na części pierwsze. Wyrywa zeń rdzeń. Układa w sekwencje, żeby za moment, za niewypowiedziany moment całkiem mu je oddać. Ona już o tym wie.

Jej drugie życie zaciska krąg. Uścisk wokół szyi w taki sposób, że oto, co ma się wydarzyć, zlewa się z tym, co już się dzieje. I choć przyszłość dominuje nad przeszłością, to teraźniejszość wyznacza jej byt. Gra się toczy o tu i teraz.

Czas nie płynie. On mknie. Widać to w każdym calu i tylko jej ruchy są nowe. Inne. Dojrzalsze. Piękniejsze. Jej spokój ponad młodzieńczy skowyt i rozdrażnione ego. Skóra bez napięć zbędnych. Zapisane w niej tomy poprzednich żyć. Kolejne wcielenia, jak ostrze noża, wyryły szlaczki na skórze. Nie znikną. Opowiadają jej historię, jej zachwyt i pragnienie. Zatracenie. Pigment ilustruje mechanizmy, które od dawien dawna wyznaczają naturalne koleje rzeczy.

Zapach prowadzi do obłędu, a ona wie, że nie ma odwrotu. W tym samym rytmie, uścisk coraz silniejszy. Prężny, zdecydowany i nie pozostawiający marginesu błędu. Teraz patrzy na niego spod lekkich powiek, czytając go w dotyku. Jej zmysł czucia głębokiego odpowiada za to, kim teraz jest wobec jego kawałka świata, zarezerwowanego dla jej wrażliwości. Zapoznawczy gest, pierwszy dialog rozegrał się był, zanim się jeszcze wydarzył. Przeszłość zlewa się z przyszłością. Propriocepcja. Dotyk z siłą dokładnie taką, jakiej jej zmysły potrzebują. Pokochała kompleks Gryzeldy, zanim zdołała go pojąć.

Jeszcze walczy. Rezerwat ścisły wyznaczał granice długo i boleśnie. Nie odda walkowerem.
Nadal splatają się w uwspólnionym ruchu, co daje jej przestrzeń na siebie. Odczuwa coraz głębiej. Doskonale stymuluje, sensoryczna fetyszystka, perfekcjonistka swojej własnej świadomości i wyuzdania, którego kamuflaż również opanowała do perfekcji. Obietnica wolności wyzwala nowy potencjał zatracania bez jednego, zbędnego słowa. Bliska eksplodowania, trenuje mięśnie i wolę, choć nie jest pewna, co jest bardziej prawdziwe.

Ta chwila zapisana w zapachu wanili, choć nigdy nie była waniliowa. Muśnięcia wpasowane w zagniecenia poduszki poznała na pamięć. W nocy o północy. Pomiędzy jawą, a snem. Zachłanna. Chciwa. Dziwka. W niej ona i ja.

Kolejne rytmy pozwalają poczuć głębiej. Dystans potrzebny dla jej własnej przestrzeni, przerywa jego pomysł na tu i teraz. Nadaje kształt i kierunek i choć ona traci siły, kolejne rytmy podrywają ją na równe nogi. Zaciska palce na jego zbitym torsie tak, że odczuwa jego ból w swojej własnej podświadomości. Upaja, syci się pożądaniem bliskości i dotyku. Bez skrępowania, bez ograniczeń.

Powoli traci obraz. Przetwarzanie bodźców od dawna mocno zaburzone. Ledwo trzyma pion, choć nie wypiła grama alkoholu. „ (…) Pijana winem swego cudzołóstwa wszetecznica.”
Odwraca wzrok, choć wolę już z dawna oddała. Bezwiednie pozwala się prowadzić i od dawna nie wyznacza już rytmu, choć na co dzień jest jej to tak bliskie. Wyuczona. Wytresowana. Naznaczona, Latami wyzbyta instynktu, a drugą jej skórą pruderia. I świadomość. Jest bliska, jest zgodna. Jego tajemniczość i błyskotliwość jest tym, co ją zniewala. Tym, co go wyróżnia w tłumie. I choć nie ma wypisanego na czole : powstrzymaj mnie, ona przyciąga nie innych, lecz jego. A może przyciąga tez innych. Może właśnie dlatego, że nie ma wypisanego… lecz właśnie ten może się do niej zbliżyć, nie inni. Nie szuka komplementów, choć jego intelekt, tak widoczny w odczytywaniu i sączeniu jej uległości kroplami, jest dla niej jedynym słusznym komplementem.

Błyski i odbicie lasera przywołuje wspomnienia. Nadając w bezruchu kształt ósemki, którą kreślą jej biodra. Wiedzione siłą jego gestu i woli. Z wolna traci siły, opada na jego tors, a wokół niej krąg się zaciska. Już nie walczy. Jej jaźń nie oddana walkowerem, lecz siłą woli i świadomości. Samostanowi, choć przyjmuje jego ścieżki. To łagodne, jak jedwab i wyraziste, niczym splot wełnianych supłów.

Coraz bliżej, coraz bardziej wypełnia się to, co pozostało w zapoznawczym, niewypowiedzialnym, niemym dialogu. Jej uległość zazdrosna o wszystkie stracone chwile. Łaknąca, choć wie, że jej labirynt jest wszędzie zamknięty. I zda się, że przekracza rubikon po raz pierwszy, choć dawno już poznała ten smak. Sensoryczna fetyszystka.

On dźwiga jej myśli. Przygniata ją ciężar świadomości dotyku, o którym nie wiedziała, że pragnie, że lubi, że chce. Się rwie. Wyostrzone zmysły, choć spokojniejsze o pełną oktawę. Zwalnia rytmy, osuwa się na jego ścisłym ramieniu, jego zapach zniewala. Już nie walczy, oddana już wtedy, kiedy jeszcze nie była gotowa się opowiedzieć za sobą nową.
Wyrosła z ułudy. Brzydzi się ulotnością, choć ulotność nadaje sens jej sensualności. Ten drugi świat. Równoległy. Tak dalece zależy od ulotności. Nie jedyny i nie ostateczny, lecz czy najlepszy, czy właściwy? Bez perspektyw na wygraną, lecz nie oddana walkowerem. Podarowana siłą woli i świadomości.
Zaciska palce na jego zbitym torsie. Nie odczuwa jego bólu w swojej własnej świadomości. On nie wypuszcza już uścisku, żeby ten biegł w swoim własnym kierunku. On od dawna nadaje mu rytm i wyznacza kierunki. Jej zgoda współgra z jego zmiennym nastrojem, który dawkuje jej podłóg swojego własnego wyobrażenia. Dawkuje wyrazistość i kontrast. A wszystko to naturalna kolej rzeczy. Naturalny, spokojny rytm, choć na granicy wytrzymałości.

Już nie kokietuje. Już nie gra. Nie musi. Może być wolna w swoim zniewoleniu. Już nie patrzy. Od dawna nie widzi. Czerń wszechotaczającego półmroku stymuluje jej już i tak na granicy wyostrzone zmysły. Jej wytrącone z równowagi ciało, jest stabilne tylko jego siłą. Odczuwa ją każdym kawałkiem świadomości i ciała. Ich taniec jest dla niej, jak tantra, doskonałym treningiem kinestezji. Jej core stability exercise. „ (…) Każdy ruch w naszym ciele rozpoczyna się od pracy mięśni stabilizujących dolny odcinek kręgosłupa. „ Lecz jej stabilność środka ciała rozpoczyna się w podświadomości, a jej świadomość delektuje się, upaja.

Więc ściska coraz bardziej, okala jego udo. Ta zaledwie obietnica jej spełnienia,w rytmie tantrycznym, elektronicznym, z pikselami w tle. Okala jego udo, choć świadkami setki nieobecnych par oczu. Utajona pośród fleszy. Między błyskami reflektorów, naprzeciw jej od dawna niepobudzonego wzroku. Wzroku, który z dawna już nie widzi, choć patrzy. Tańczy, ufa i drży. Oplata udami, jak kolumnę, mięśnie zaciska do bólu, nie wiedząc, czy jawa to, czy sen. Opada z sił, utraciła zmysł równowagi, podtrzymywana, inne, nowe mięśnie wprawia w ruch, by oddychać. Uspokojona. Pogodzona. Uwolniona.

I tylko nieme setki oczu tańczących współtowarzyszy dzisiejszego wieczoru nie wie, o co w tej grze chodzi. Ona odczuwa miarowo. Powoli gaśnie napięcie tak drażniące, że nie do wytrzymania. Oblewa ją spokój i ukojenie, choć na zewnątrz tylko pot i czerwień poparzonej rozgrzaną atmosferą skóry.

Tak dawno straciła orientację, choć tak cholernie niedawno. Nie wiedziała, choć czuła, że jej labirynt jest wszędzie zamknięty. Tak dawno wyruszyła na łowy i aż ofiarą zdoła w tej relacji być. Jest spokojna, wątła. Znów chciwa. Zachłanna. Dziwka.
Nie ona sama, lecz nowa ja.

.

autorka: Obsesja


To może być również interesujące:

Walkiria opowiadanie erotyczne

Public relations opowiadanie erotyczne 

Opowiadania nieprzyzwoite (Mateusz Skrzyński) – recenzja

Osiemdziesiąt dni czerwonych (Vina Jackson) –  recenzja

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz