Teatr

seks grupowy opowiadanie erotyczneTeatr – opowiadanie erotyczne – Kenaarf

Oczekiwanie. Dziwna ekscytacja. Zamknięty we własnym wnętrzu, którego jestem więźniem. Wiem, że za chwilę coś się wydarzy. To będzie mocne uderzenie. Czuję to podskórnie. Każdy nerw, każdy neuron wyczekuje tego „czegoś”. Otwieram oczy i wpadam w panikę. Ciemność. Tak gęsta i złowroga, że nie można jej opisać. Milion myśli na sekundę. Nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem, po co znajduję w tym… miejscu? Straciłem wzrok, przemknęło mi przez głowę. I słuch. Nie wyłapuję żadnego dźwięku. Cisza aż dzwoni w uszach. A może postradałem zmysły? Może po prostu zwariowałem? Chwila skupienia, zastanowienia.

Siedzę na miękko wyściełanym fotelu. Z obydwu stron mam podłokietniki. Stopami dotykam podłoża. Wyciągam ręce, chcąc wymacać, co mam wokół siebie. Siedzenia. Ustawione w równych rzędach. Sala kinowa, a może teatr. Pierwsze i jedyne skojarzenia. Już mam się podnieść, szukać ucieczki z tej nicości, gdy nagle mą uwagę przykuwa intensywny, cienki snop światła. Przemieszcza się wokół mnie, by w końcu zataczać kręgi przede mną.

Pojawia się jeszcze kilka podobnych wiązek światła, każda innego koloru. Nie mogę śledzić ich wzrokiem, są zbyt szybkie, chaotyczne. Tak nagle, jak się pojawiają, gasną. I znowu ciemność. Mam ochotę krzyczeć. Otwieram usta, przed wydaniem dźwięku powstrzymuje mnie oślepiająca jasność. Wielki reflektor skierowany wprost na twarz. Oczy pieką, łzawią. Mrugam szybko. Gdybym mógł wybierać, wolałbym ciemność.

W końcu po chwili, która wydawała się wiecznością, blask przygasa. A może przyzwyczaiłem się do panującej jasności. Snop światła sunie powoli, ukazując mi przypadkowe szczegóły wnętrza. Stawiałem na kino, jednak z mroku wyłoniła się scena. Swoją drogą, piękna. Słoje drewnianych desek odznaczały się wyraziście na powierzchni podłogi. Jak zahipnotyzowany śledziłem ruchy białej plamy. Ciemna, chyba bordowa stora, zasłaniała wnętrze sceny.

W końcu do mych uszu dotarł cichy dźwięk. W pierwszej chwili, rozemocjonowany, nie mogłem rozpoznać, co to za odgłos. Odetchnąłem z ulgą – pianino. Akompaniowały skrzypce. Przyjemna melodia, na moment pozwoliła zapomnieć o zdenerwowaniu. Ponowny atak paniki nie powrócił wraz z wyłączeniem światła i ścichnięciem muzyki.

Nim na nowo oswoiłem się z ciemnością i ciszą, wychwyciłem kątem oka ruch kotar, towarzyszyło mu skrzypnięcie podłogi. Ktoś przemieszczał się po scenie. Prawdopodobnie kilka osób.

Uczucie napięcia mieszało się z ciekawością. Światło, tym razem puszczone z kilku reflektorów, otuliło scenę przyjemną, czerwonawą poświatą. Story rozsuwały się powoli.

Adrenalina wybuchła w moim wnętrzu. Chciałem się zerwać, wbiec na scenę. Zrobić coś, cokolwiek.

Odebrano mi i tę możliwość. Ofiarowano mi wzrok i słuch, a odebrano moc poruszania się. Nie wiedziałem, co jest gorsze.

Jak otępiały wpatrywałem się w CIEBIE.

Surowa sceneria. Kilka krzeseł, na których spoczywali roznegliżowani mężczyźni. Masturbowali się, niespiesznymi ruchami, prawie w jednym rytmie. Wszyscy skupieni. Zapatrzeni w centralny punkt sceny, gdzie stał drewniany, solidny stół. A na nim ty. Golusieńka.

Ale nie to mnie przeraziło najbardziej. Wręcz czułem jak liny, które przytwierdzały cię do blatu, wżynają się w moje ciało. Nadgarstki i kostki aż zaswędziały. Wstrząśnięty obrazem, odczuwałem wewnętrzny ból, napiętych mięśni.

Znów spróbowałem poderwać się z miejsca, zareagować, krzyknąć. Nic. Tylko niemoc. Pozostało mi biernie obserwować spektakl.

Rozciągnięta na stole, z szeroko rozłożonymi udami, rękoma przywiązanymi do nóg i głową zwieszoną tuż za obrębem mebla, uniosłaś powieki. Spojrzałaś w moją stronę. Czerwona łuna nie obejmowała mojej postaci. Wodziłaś wzrokiem, jakby szukając tego jednego, szczególnego widza. Nie znalazłszy go, znów przymknęłaś powieki. Poruszyłaś ustami, z których wydobył się cichy szept:

– Jestem gotowa.

Nie! – krzyczałem w myślach. Nie jesteś gotowa! Ja też nie jestem gotowy, żeby na to patrzeć.

Mężczyźni, ignorując moje bezgłośne protesty, jak na komendę podnieśli się z miejsc. Powoli zbliżali się do ciebie. Otoczyli stół, chwilę krążyli wokół niego. Niczym sępy, wpatrywali się w twe ciało.

Dłoń spoczęła na piersi, kolejna głaskała linię żeber. W owej plątaninie nie mogłem nadążyć, który facet i gdzie cię dotyka. Jeden schował głowę między rozłożonymi nogami. Miał idealny dostęp do uwydatnionej kobiecości. Przeszedł cię dreszcz. Spięłaś mięśnie. Liny jeszcze mocniej zacisnęły się na nadgarstkach.

Na twojej twarzy pojawił się lubieżny uśmiech, którym raczyłaś mnie w chwilach największej ekstazy.

W pierwszej chwili poczułem żal. Jak mogłaś czuć przyjemność? Jak?! Obcy! Intruzi! Agresorzy! Mieli spełniać swoje zboczone fantazje z twoim udziałem. Jak mogłaś czerpać przyjemność z bólu i całkowitego poddaństwa? Jak mogłaś tak chętnie przystawać na ich poczynania? Jak? Dlaczego?

Potem buzował już we mnie tylko gniew. Przelewał się. Kotłował. Nawet gdybym chciał, w tej chwili nie byłem w stanie powstrzymać chęci mordu. Oczyma wyobraźni widziałem, jak każdemu ze zboczeńców skręcam kark. Emocje, które mnie opanowały, były tak intensywne, jak czerń i cisza, które towarzyszyły mi na początku tego koszmaru. Nic nie mogłem zrobić. To tkwiło we mnie.

Kiedy sztywny kutas spenetrował twoją mokrą pizdkę, w mojej głowie wybuchły fajerwerki. Oślepiały. Ogłuszały. Nie chciałem patrzeć, jak gwałciciele posuwają cię na zmianę. Jak nurzają się w wilgotnej pochwie, zapychają ochoczo rozwarte usta. Czułem zapach potu. Czułem smród spermy. A pomiędzy nimi… ta jedna, szczególna woń. Na języku poczułem twój cierpkawy smak. W nozdrza uderzył mnie zapach perfum.

Krople nasienia skrapiały wymęczone ciało. Krzyczałaś w ekstazie. Fajerwerki.

W końcu i ja mogłem krzyknąć.

Obudził mnie mój własny, przeraźliwy skowyt i huk wystrzałów. Twoje imię na mych spierzchniętych ustach. Pieprzony Sylwester. Pieprzony Nowy Rok. I każdy następny. Ileż bym dał, by móc czuć to, czego przed chwilą, pod osłoną snu, doświadczałem. Pragnąłem płonąć z gniewu. Pragnąłem patrzeć, jak cię rżną. Chciałem czuć chorobliwą zazdrość. Wszystkie te negatywne emocje… Chciałbym móc je poczuć.

Lepsze to niż zupełna pustka. Moje wnętrze przepełniała pustka. Odeszłaś nagle, bez pożegnania. Już nigdy nie miniemy się na ulicy.

Ten wieczór powinienem spędzić z tobą. Ale czy wypadało jechać w środku Sylwestrowej nocy na cmentarz…

 

Autor: Kenaarf

 


To może być również interesujące:

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 

Pocałunek w górach – opowiadanie erotyczne

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz