Sylwester z Blaszanym Drwalem

Seks pod prysznicem

Sylwester z Blaszanym Drwalem – Mezzanine – opowiadanie erotyczne

Pan Policjant nie jest bogaty. Za to ma pistolet.
I nie zawaha się go użyć, jeśli tylko zechce.
– Od wypadku już całkiem odmówił posłuszeństwa, ale możesz go poćmoćkać.
– Zapnij rozporek, bracie. Nie masz się czym chwalić. I schowaj pistolet. Po co w ogóle nosisz nabitą broń?
–  Laski na to lecą. Lubią się bać. A ty?
– Ja się nie boję.
–  Pierdolisz.
–  A czego tu się bać? Śmierci? Hahaha. To nie jest najgorsze, co może się przytrafić.
–  Wiesz, co można zrobić z takim kopytem? Dodatkowy otwór do wydymania. Widziałem już coś takiego.
–  To właśnie zrobiłeś swojej żonie?
–  Nie! Moja żona UMARŁA.
–  Na co?
–  Ze starości.
–  W wieku trzydziestu lat?
–  Tylko młodo wyglądała.

Pan Policjant jest w dobrym humorze. Sypie anegdotami jak z rozprutego rękawa.

–  Naćpałeś się.
– Chcesz? Najlepszy stuff w mieście.
– Pierdol się. Ja mam odlot i bez tego gówna, bracie.
– Czemu mnie tak nazywasz?
– Bo to mnie bawi.
– A ja też mogę cię jakoś nazwać?
– Mów do mnie jak chcesz.
– Kurwo?
– Może być.
– Gdzie twój fagas, kurwo? Pan N.? Czemu włóczysz się ze mną zamiast bawić się z nim na jakimś balu dla snobów? W końcu jest sylwester, nie?
– Nie odpowiada mi jego towarzystwo, ok.?
– I co, tak po prostu cię puścił samą?
– Powiedziałam, że wychodzę na chwilę po papierosy. Nie wzięłam komórki.
– O kurwa, hahaha! A co z panem M.? Jego towarzystwo też ci nie pasi?
– Skończyłam z nim.
– Uuu? Naprawdę? Co tym razem zrobił nasz stary przyjaciel?
– Nie chce mi się o tym gadać, bracie.
– Lubiłaś, jak cię prał po gębie, co nie?
– Każdy coś lubi.
– Niezły był z niego pojeb. Ja tam nigdy nie uderzyłem kobiety.
– Nie dziwne. Wystarczyłoby, żebyś się lekko zamachnął tą swoją łapą i zabiłbyś na miejscu.
– No, no! Hehe! Kurwa, to twoje pojebane poczucie humoru!

Pan Policjant jest wielki jak masyw Kaukazu. Rękoma mógłby ścierać kamienie na pył. Są wielkie jak łopaty i mają moc miliona koni mechanicznych. Mógłby gołymi rękami przekopywać tunele w kopalni.

– Zrobić ci minetę, kurwo?
– Gdzie? Tutaj, w lesie?
– Przecież jest ciepło.
– Aż pod nosem skrzepło. Mam okres, bracie. Miesiączkę, ciotę. Kumasz?
– Przeszkadza ci to?
– Przywykłam. Ale tobie mogłoby przeszkadzać.
– Wylizałbym ci do czysta.
– Wyluzuj, bo ci ciśnienie podskoczy.
– Popatrz, kurwa, jak ładnie strzelają!
– Przecież nic nie widać. Drzewa zasłaniają całe niebo.
– Marudzisz…

Las paruje wilgocią. Tej nocy nie boję się ciemności. Tej nocy nie boję się niczego.

– Mógłbym ci wsadzić swoją klamkę.
– Nie nakręcaj się. Masz coś oprócz kwasu, bracie?
– A co byś chciała, kurwo?
– Napiłabym się.
– Wiesz, że nie chlam tego szajsu. Mogę ci zmontować blanta, chcesz?
– A co masz?
– THC, dobry stuff.
– Jak chcesz mnie zabić, to lepiej strzel mi w głowę ze swojego pistoleciku. Skąd w ogóle masz ten towar?
– Zabrałem jakimś gówniarzom koło szkoły.
– Nie boisz się nosić przy sobie tyle tego gówna?
– Kurwa, nie rozśmieszaj mnie. Psy mnie złapią? Haha. Swojego nie ruszą, nie bój sraki.

Pan Policjant się śmieje. Jego ogromna twarz kurczy się w niekontrolowanych spazmach, jakby miał Parkinsona.

– Jak możesz w ogóle brać to gówno?
– A co mi zależy? Jakbyś miała w głowie guza wielkości piłki bejsbolowej, też byś ćpała.
– Ile ci zostało?
– Kurwa, będę żył póki nie umrę. Jeszcze ciebie przeżyję, zobaczysz. Lekarze dawali mi pół roku, a to było siedem miesięcy temu. Pieprzone łapiduchy.

Pan Policjant opowiada bardzo ciekawie. Mógłby poderwać stutysięczną widownię w sopockim amfiteatrze. Albo stumilionową przed telewizorami.
– Pokaż mi tego swojego gnata.
Broń jest dość ciężka, ale dobrze leży w dłoni. Zimna. Pachnie metalicznie.
– A może chciałbyś to… wcześniej skończyć? Dzisiaj?
– Oddawaj mi to. Odjebało ci? Dla mnie każdy pierdolony dzień to jak gwiazdka z nieba!
– Bracie… A może mógłbyś… W końcu i tak ci nie zależy. Mógłbyś… ?
– Jesteś jebnięta. Nie strzelę ci w łeb tylko dlatego, że tak sobie wymyśliłaś, kurwo.
– A w plecy?
– Za dużo chlasz i sikorki ci się we łbie lęgną. Obciągnij mi, to od razu lepiej się poczujesz.
– Będzie mi cię brakowało, bracie.
– Ej, co ci? Mnie? Raczej twojego kolesia z ciężką ręką.
– Nawet o nim nie wspominaj.
– Co ci jeszcze robił? Opowiedz!
– Czemu cię to interesuje?
– Jak go znajdę, to będę go napierdalał za wszystko, co ci zrobił. Zabiję skurwiela. Za to, że masz watę cukrową zamiast mózgu. Ale wiesz co? Lubiłem go. Mimo wszystko. Kurwa, ale jak ja byłem o ciebie zazdrosny!
– Nie zalewaj. Przecież sam kiedyś powiedziałeś, że nie mam klasy i nie chciałbyś mieć takiej żony.
– Pamiętasz, kiedy to było? Jak się ze mnie wyśmiewałaś, że jestem taki wielki i brzydki. I że wyglądam jak Shrek. I że dla ciebie nie jestem mężczyzną, że nawet na bezludnej wyspie byś mnie nie chciała.
– No i co? Tak cię to wzięło, bracie?
– Myślisz, że ja nie mam żadnych uczuć? Było mi kurewsko źle z tym. Zależało mi na tobie. Ale wiedziałem, że nie mam u ciebie szans, bo jestem za głupi i brzydki. Ale jak mi wtedy tak powiedziałaś… Kurwa, jakby mi kto w gębę napluł. Złamałaś mi, kurwa, serce.
– Hahaha!
– Dlatego powiedziałem, że nie masz klasy. Ale wcale tak nie myślałem.
– Nieźle to sobie wymyśliłeś. I co, myślisz że ci uwierzę?
– Masz w sobie coś takiego, że każdy facet cię pokocha. Ale ty wybierasz tylko najgorszych skurwysynów… Jak cię poznałem, pomyślałem sobie: mała, delikatna, seksy kobietka z dużym biustem i głosem anioła… Jak ta niemiecka aktorka Dietrich… Świetna kobieta i prawdziwa dama. Mądra, dowcipna i tajemnicza. Klasa! A potem okazało się, że jesteś też silna i cholernie złośliwa. I kurewsko popaprana. I że zasługujesz właśnie na skurwysyna. Ja byłem za głupi i za słaby. Ja bym cię nie napierdalał, ja chciałem się tobą opiekować. I bym był dla ciebie naprawdę dobry, ja bym cię na rękach nosił. A ty wyśmiewałaś się ze mnie. Bo widziałaś, jak na ciebie patrzyłem. Nie dla psa kiełbasa, co nie? A wiesz, ile razy marzyłem o tym, żeby cię przelecieć? Jak cię odwoziłem do domu, zawsze chciałem skręcić w jakąś boczną drogę i po prostu cię zgwałcić.
– No i co cię powstrzymywało?
– Bałem się, że znów będziesz się ze mnie śmiać. Przecież wiesz, że…
– Wiem. Problemy natury technicznej.
– A teraz, jak zostało mi już mało czasu… Mogę cię pocałować?

Pan Policjant zamyka mnie w objęciach jak w imadle. Zanim zdążę zaprotestować, bierze moją twarz w swoje wielkie ręce. Wsysa się w moje usta. Prawie zaczynam sinieć z braku powietrza.

– Ej, co robisz, bracie?
– Kocham cię, mała.
– Wiesz co? Przypominasz mi Blaszanego Drwala, tego z bajki o tym, jak pozory mylą. Wracasz do domu czy prześpisz się u mnie?
– A co powie na to twój fagas?
– Znając go, nie wróci dziś do domu. Na pewno będzie chciał mnie w ten sposób ukarać.
– Dasz mi dupy?
– Przecież ci nie staje, braciszku. Możemy się najwyżej poprzytulać. Chcesz?
– Dobra. Idę na to.
– Masz coś do żarcia?
– Pełna lodówka, częstuj się.
– A ty?
– Mi wystarczy wóda.
– Zrobić ci drina?
– Nie, dzięki. Piję czystą. Zajmij się czymś, ja wezmę prysznic. Potem mogę nie być w stanie, a nie lubię budzić się brudna.
– Mogę iść z tobą?
– Chcesz? Ale chyba nie zmieścimy się razem w kabinie, braciszku.

Pan Policjant patrzy z rozdziawionymi ustami na to jak się rozbieram.

– A ty będziesz się kąpał w ubraniu?
– O kurwa. Spełniają się moje marzenia. Mogę zrobić ci zdjęcie? Kurwa, później będę miał dowód, że mi się nie przyśniło.
– Jesteś strasznie dziecinny. Wielki jak brzoza, głupi jak koza…
– Kurwa, nie kpij ze mnie.
Woda zalewa podłogę. Żeby zmieścić się we dwoje pod prysznicem, musieliśmy zostawić otwarte drzwi kabiny.
Pan Policjant jest ogromny, umięśniony i owłosiony jak niedźwiedź. Wypełnia całą przestrzeń, przygniatając mnie do mokrej ściany. Wbrew woli moje ciało reaguje na niego. Tarzan i Jane. Piękna i Bestia.

– Podnieciłaś się, kurwo?
– Może już wystarczy z tą kurwą? Jakoś mnie już to nie bawi.
– Sterczą ci sutki.
– I krew mi leci. Rewelacja.
– Mogę cię umyć?
– Jeśli chcesz, ale nie licz na rewanż, Shrek. Mam za małe dłonie, hahaha.
– Chcesz mnie wkurwić, tak? Tylko po co? Jakaś nowa babska gierka?

Pan Policjant namydla swoje wielkie łapy. Masuje moje ciało z zapamiętaniem godnym mistrzostwa świata. Kiedy wkłada mi palce między uda, opieram rozpaloną twarz o jego tors, kręci mi się w głowie.

– Powiedz do mnie po imieniu, K. Możesz?
– M., nie przestawaj.
– Myślisz teraz o nim?
– Nie.
– Podoba ci się? Chciałabyś, żebym cię zerżnął, mała kurwo?

Kładzie mnie na mokrej posadzce. Klęka między moimi udami. Kiedy czuję jego dotyk na swojej kobiecości, krzyczę ze zdumienia.

– To twój język czy paluch, Shrek?
– …
– Jesteś obrzydliwy.
– Chciałabyś, żebym ci przyjebał? Nic z tego.
Jego język wślizguje się we mnie, palce pieszczą wszystkie wrażliwe miejsca. Szczytuję bardzo szybko. Pan Policjant oblizuje zakrwawiony palec.

–  Jezu, M…
– Cieszę się, że jesteś zadowolona.

Klękam przed nim, ustami ledwo dosięgam do jego męskości.
– Nie musisz tego robić, K. Wiesz, że nic z tego nie będzie. Niepotrzebnie się tylko zmęczysz.
– Nie chcę brać od ciebie za darmo.
– Nie chciałem rewanżu. Wystarczy mi, że ty jesteś zadowolona. Kurwa, teraz mogę umierać.

 

Autor: Mezzanine


To może być również interesujące:

Consent musi być – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 2

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

Kobiety Brodziaka

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

10 myśli na temat “Sylwester z Blaszanym Drwalem

  1. Niekiedy dialogi bywają najsłabszą stroną tekstu. Tu są tylko one. Podoba mi się ten zabieg. Daje Czytelnikowi wolność interpretacji i pole do popisu wyobraźni.
    A to lubię.

  2. Nie wiem, od kiedy za erotykę uważa się rzucaną co drugie słowo „kurwę”. Nie ma tu nic, co mogłoby stworzyć taki klimat, abym poczuła motylki w brzuchu i zrobiła się mokra. Czytając, raczej czuję obrzydzenie i niechęć. Brakuje tu barwnych opisów i chociażby odrobiny delikatności i subtelności.

    1. A widzsz, ja za to znam wiele kobiet, dla których co drugie słowo „kurwa”, „pieprzyć” i „rżnąć” to kwintesencja erotyzmu. Wtedy to dopiero rój motyli się zrywa ;) Pozdrawiam.

  3. Och… Piwonia pomyliła pornografię (dzieło tworzone by podniecać), greyowatą papkę okraszoną delikatnością z dosadną, mocną i krwiście rzeczywistą erotyką.
    Opis pozbawiony fabuły, skupiony tylko na interakcji między bohaterami daje nam obraz brutalnej rzeczywistości erotycznej. Samo najlepsze.
    Nadmiar przekleństw, wulgaryzmów? A czy nie takim językiem mogliby posługiwać się żywi (aż do przesady) ludzie.
    Doskonałe opowiadanie erotyczne.

  4. Tekst wzbudził we mnie ogrom emocji. A to, że pewne fragmenty odczytuję bardzo osobiście jeszcze eskaluje doznania.
    Dialogi – bomba :-)
    Gratuluję niebanalności.

  5. Nie, wybacz, ale nie pomyliłam erotyki i pornografii. Dla zasady:
    erotyka: „poetycki utwór liryczny o tematyce miłosnej, w ciągu wieków ulegający zmianom. Erotyk akcentuje miłość zmysłową, charakteryzującą się głębią uczuć i pasją.”
    pornografia: „materiały słowne lub wizualne, które przedstawiają anatomię lub aktywność seksualną, a podstawową intencją twórcy jest prowokowanie podniecenia seksualnego u odbiorców; istotą pornografii jest zatem treść oraz założony cel”, „wyrażone za pośrednictwem słów i obrazów przedstawienia o treści seksualnej, które ocenia się jako obrażające poczucie wstydu i obsceniczne, istotą pornografii jest odbiór społeczny”, „dzieła, które zawierają jawnie seksualne treści przedstawiające przemoc wobec kobiet lub degradujące kobiety i dehumanizujące relacje między płciami, ta koncepcja wywodzi się z inspiracji feministycznej i akcentuje męski seksizm”
    erotyka a pornografia: „W odróżnieniu od pornografii dzieła erotyczne przedstawiają seksualność człowieka bez dosłowności anatomicznych aktu seksualnego, choć granice bywają tu płynne i nie zawsze wyraźne. W twórczości niektórych artystów następuje często świadoma akcja zacierania tych granic estetyczno formalnych”

    Ta erotyka jest krwista, chyba tylko przez wątek z okresem. A „Greya” również nie uważam za dobry utwór.
    Interakcja między bohaterami skupia się tutaj na rzucaniu przekleństw i grubiańskich odzywkach, które najczęściej można usłyszeć w barach czy pubach, od lubujących się w większych dawkach alkoholu panów po czterdziestce. Słysząc takie wyrażenia, jak „możesz go poćmoćkać”, „Mógłbym ci wsadzić swoją klamkę” nie nabrałabym ochoty na zbliżenie, takie słowa zostawiłyby po sobie tylko zażenowanie i niesmak.
    Jestem „żywym człowiekiem”, a nie używam takiego słownictwa, nasz język jest na tyle bogaty, że jesteśmy w stanie urozmaicić dialogi trafniejszymi słowami. Niestety, ale czytałam dużo lepsze opowiadania.

    źródła: https://pl.wikipedia.org/wiki/Erotyka_(sztuka) https://pl.wikipedia.org/wiki/Erotyk http://portalwiedzy.onet.pl/30856,,,,pornografia,haslo.html

    Widzę, że moje zdanie nie spodobało się autorowi tekstu, bo mam problem z dodaniem komentarza.

  6. Druga uwaga.
    Dziękuję, że chciało się Tobie pogrzebać w definicjach. Znam je i w ogólnej mierze się z nimi zgadzam, ale…

    „istotą pornografii jest zatem treść oraz założony cel” – vide Twoje oczekiwanie motyli w brzuchu podczas czytania tekstu oznaczonego jako erotyka.
    Zmieniasz znaczenie erotyki traktując ją utylitarnie dla swoich motyli i bycia mokrą, przeistaczając de facto erotykę w pornografię.
    Nie tędy droga.

    „które ocenia się jako obrażające poczucie wstydu i obsceniczne” – zakładając ścisłe trzymanie się definicji, żeby nie wpaść w obszar porno i utrzymać konwencję erotyki tekstu powinniśmy posługiwać się nadal i wciąż moralnością purytańską – tak by nie siać zgorszenia publicznego.
    Ergo poezje Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, książki Bantome’a czy eseje Boya-Żeleńskiego nie mogą znajdować się w kanonie erotycznym ponieważ były przez im współczesnych niemiłe i „obsceniczne”. Takoż samo twórzczość Anny Zahorskiej – jej poezje publikowaliśmy niedawno, a przecież w latach sześćdziesiątych XX wieku objęto jej utwory zakazem publikacji. Listę takich autorów mogę kontynuować niemalże w nieskończoność.
    Artysta – tu autorka opowiadania – ma prawo „świadomie zacierać granice estetyczno formalne”.

    Tobie może się nie podobać. Twoje prawo czytelnika/czytelniczki.
    Ale by pozwalać sobie na ocenę czy coś jest „dobre” albo „słabe” … tu trzeba zachować daleko posuniętą ostrożność. Wypada bowiem wykazać się oczytaniem, dystansem i choć odrobiną kompetencji w dziedzinie współczesnej literatury erotycznej.

    Mezzazine jest tym typem autorki, której nie sposób podejrzewać o ubogi słownik, czy nieumiejętność składania zdań. To co czytasz, co przeczytałaś jest ewidentnie zabawą z konwencją.
    Nawet te, najbardziej rzucające się w oczy zabiegi formalne takie jak powtarzająca się formuła „Pan Policjant”, brak imion zastąpionych inicjałami (jak w formule sprawozdania z procesu), czy oparcie całości akcji na dialogach – powinny osobie w miarę oczytanej podpowiedzieć, że to wszystko to zabieg artystyczny.
    Ale artystyczny nie w formule „żeby mi się podobała melodia”.
    Mam wrażenie, że Twoja ocena jest podobne do kogoś, komu nie podoba się koncert w filharmonii bo nie słychać wyrażnej, pojedynczej linii melodycznej. Takiej jak w disco-polo. I jeszcze żeby można było potańczyć…
    I znów powtórzę: nie tędy droga.

    W tej opowieści erotyka jest nieledwie pretekstem, by opowiedzieć o dwojgu ludzi, którzy się pogubili gdzieś na ścieżkach życia. I jedyne co są sobie w stanie dać w tym, określonym a jednak nierzeczywistym (przez brak fabuły), momencie to fizyczność. Taka, jaką mają – brudna (tu znakomicie wykorzystany motyw menstruacji) pełna wulgarności, małomiasteczkowa seksualność doprowadzona do granic absurdu – przecież bezimienny Pan Policjant jest impotentem.
    A jednak ta okropna i brzydka sytuacja niesie ze sobą i wspomnienia, i dawne żale, i przebrzmiałe urazy a także – paradoksalnie – czyste, niezmienne przez wszystkie te lata uczucie. Miłość. Która w końcu znajduje swoje dopełnienie. Bohater mówi przecież na samym końcu opowieści „Kurwa, teraz mogę umierać.”

    Czy cała opowieść nie byłaby nijakim – jednym z setek – opowiadań o małżeńskiej niewierności, gdyby pozbawić ją tej skorupy brudu, beznadziei i wulgarności właśnie?

  7. Szanowna Pani piwonia.
    Autorka tekstu wypowiada się dopiero tu i teraz – żeby nie było nieporozumień. Mocno zdziwiona, że została mianowana adminem :)
    Nie mam żalu za negatywną opinię tekstu. Każdy odbiera tekst po swojemu i nie każdemu musi się podobać. Ale dziękuję za przeczytanie i pozostawioną refleksję.

    Pozostałym komentującym równie serdecznie dziękuję! Szczególnie za tę gorącą mowę obrończą :) Ale się narobiło…

Dodaj komentarz