Pociąg pod specjalnym nadzorem, czyli życie erotyczne kobiety w ciąży

sex w ciąży

Seks w ciąży – Agata w Wielkim Mieście – blog erotyczny

Podobno istnieją kobiety, na których życie erotyczne ciąża nie ma żadnego wpływu.

Nie załamują rąk nad przemianą ciała, ani też przesadnie się nią nie ekscytują, a ich temperament i apetyt pozostają niezmienne.

Znakomita część kobiet w ciąży, z którymi miałam okazję porozmawiać, przyznaje jednak, że dopiero teraz rozumie w pełni, co kryje się za terminem stan odmienny. Do tego grona należę również ja. Naczytawszy się o huśtawkach libido (sen zimowy zmysłów na początku i pod koniec ciąży oraz erotyczne rozpasanie i wybujałe potrzeby w legendarnym drugim trymestrze), ciągle zmieniającym się stosunku do własnego ciała (od euforii po dojmujące uczucie przygnębienia), a także skrajnych podejściach mężczyzn do seksu w czasie ciąży, wydawało mi się, że jestem przygotowana na każdą ewentualność. Było inaczej.

Ciało obce

Na początek kilka słów o ciele, które się zmienia. Znam kilka kobiet, które przyjęły te zmiany z zachwytem. Pozostałe musiały nauczyć się je lubić, albo przynajmniej je akceptować. Paradoksalnie najłatwiej chyba zaprzyjaźnić się z rosnącym brzuchem, w końcu wewnątrz niego znajduje się dziecko, jest symbolem macierzyństwa, jest krągły i ciepły i przez to jakby bardziej… kobiecy(?). Trudno nie lubić ciążowego brzucha, nawet jeśli tak bardzo wpływa na łóżkową zwinność i sprawność (co przekłada się na krocie pociesznych niezręczności w tak zwanym “trakcie”). Niestety dla jednych (“Kto podmienił moje piersi?!”), stety dla drugich (“Nareszcie je mam!”) zmiany dotykają również biustu. Nieskazitelna dotychczas skóra pokrywa się błękitną siecią żyłek, co od samego początku nasuwało mi skojarzenia z kintsugi. Ponadto, rośnie w oczach z każdym kolejnym dniem, co owszem, bywa czasem paszportem do niedostępnych wcześniej erotycznych krain (gorąco pozdrawiam Hiszpanię!), ale jednak nie jest tym samym biustem, z którym jeszcze nie tak dawno budziłyśmy się każdego ranka. W tym samym czasie, czyli właśnie w ciąży, pojawia się poraz pierwszy przeczucie (które po porodzie zamieni się w przekonanie), że to, co dotychczas było dla nas przede wszystkim atrybutem erotycznym, jest czystą fizjologią. “To są piersi, które będą karmić” – zaczyna myśleć kobieta w ciąży i to zdanie powraca ciągle i ciągle w najbardziej nieodpowiednich momentach. W ten sposób kobieta, która dotychczas traktowała swoje ciało przede wszystkim jako źródło przyjemności i estetycznych wrażeń, dostrzega wyraźnie jego fizjologiczny wymiar. Dociera też do niej, że ciałem, którym dotychczas dysponowała tylko i wyłącznie według własnego uznania, zaczęła się właśnie dzielić. Dlatego dziś, kiedy koleżanka, również młoda mama, wyznaje mi, że tęskni za swoim biustem, rozumiem ją, bo wiem co ma na myśli: “Nie tęsknię za tym, jak wyglądał kiedyś. Tęsknię za tym, jak o nim kiedyś myślałam”. Pokręcone? Być może, ale dziś zastanawiam się głównie nad tym, czy to kiedyś minie.

Seks mój niepowszedni

Ciało ulega również licznym modyfikacjom wewnętrznym. To sprawia, że po pierwsze, naszego ciała uczyć musimy się na nowo z zaskoczeniem odkrywając, że np. to, co wcześniej sprawiało nam frajdę, dziś wywołuje ból lub też – to ta dobra wiadomość – cieszyć się większą wrażliwością na dotyk i spotęgowanymi doznaniami; po drugie relacje z naszym libido często zmieniają status na “to skomplikowane”. Inaczej mówiąc, trzeba pogodzić się z faktem, że szalejące w nas hormony mogą sprawić, że amatorka miłości waniliowej zapragnie nagle klapsów i inwektyw, a miłośniczka mocniejszych wrażeń poprosi ładnie żeby było delikatniej. Może się też zdarzyć, że nie zmieni się nic, co uroczyście potwierdzam własnym przykładem. A bywa i tak, że libido spada poniżej poziomu morza i ani drgnie. I każdy z tych scenariuszy jest czymś wcale normalnym.

Jeśli ciąża przebiega prawidłowo, możesz robić wszystko

Tutaj odrobinę Cię kokietuję, bo tak naprawdę możesz robić prawie wszystko. Sama długo byłam nieufna i trudno było mi uwierzyć, że od harców z wibratorem nienarodzony jeszcze dzidziuś nie nabawi się ADHD i nerwowych tików. Potrzebowałam zapewnień z pierwszej ręki i takie też otrzymałam. Okazuje się bowiem, że jeśli z ciążą wszystko jest w porządku, można kochać się do upadłego aż do końca drugiego trymestru i to na tysiąc sposobów. W trzecim trymestrze również, ale tu lekarze już roztropniej przywołują sformułowanie “do upadłego”.

Inaczej sprawa przedstawia się w przypadku bardziej wyrafinowanych upodobań. Lekarz składający gorące zapewnienia, że można robić wszystko, wzięty przeze mnie na spytki, prędko zorientował się, ile tak naprawdę zawiera w sobie owe “wszystko” i musiał zmienić zdanie. I tak, udało nam się ustalić, że przyszła mama powinna zrezygnować z shibari, akcesoria do elektrostymulacji schować na dno szuflady, a także ostrożnie podchodzić do miłości w jej greckim wydaniu. Zdarza się również, że kobieta otrzyma zalecenie, by pod sam koniec ciąży zrezygnować z zabawek do “użytku wewnętrznego”. Poza tym możemy hulać do woli. Również na ostro.

Seks dobry!

Z jaką radością przyjęłam wiadomość, że seks w stanie odmiennym nie tyle nie jest zabroniony, co – w przypadku prawidłowo przebiegającej ciąży – wskazany! Daje poczucie bliskości, relaksuje, a i podobno regularne szczytowanie sprawia, że kobiety łatwiej przechodzą poród siłami natury. Ponadto zbliżenia, a także ćwiczenia z kulkami i masaże – również te wykonywane przy pomocy akcesoriów wibrujących (zwłaszcza w mariażu z naturalnymi olejkami) – sprawiają, że stajemy się bardziej elastyczne i w konsekwencji zwiększamy swoje szanse na urodzenie dziecka bez pomocy chirurgicznych nożyczek. Nie mam wątpliwości, że wszystkie te zabiegi warte są zachodu. W końcu dla większości kobiet ważne jest to, by móc wrócić do nocnych aktywności w blasku i chwale, a już z całą pewnością wszystkie wolą nadal żyć w przeświadczeniu, że wyrażenie “posikać się ze śmiechu”, to tylko taka metafora… (gimnastyka z kulkami działa na mięśnie Kegla jak złoto!)

Ponadto seks to dobry sposób na wywołanie skurczy, jeśli jesteśmy już “po terminie”. Zaprzyjaźniona położna lubi też opowiadać, jak podczas porodów domowych namawia pary do zbliżeń, żeby nieco przyspieszyć akcję. I choć nie przeprowadzono badań naukowych potwierdzających te zależności, ja sama jestem dziś przekonana, że moje spóźnialskie dziecko urodziło się ostatecznie dlatego, że je z mężem tak zapamiętale do tego “namawialiśmy”.

Dziś chylę czoła przed matką naturą, która zaprojektowała nas tak pięknie (seks jako wywoływacz i ułatwiacz porodów), a jednocześnie staram się zrozumieć wszystkich, którym amory na ostatniej prostej wydają się niewyobrażalne. Tu prym wiodą przede wszystkim mężczyźni ulegający obawie, że podczas faire l’amour wyrządzą krzywdę kobiecie, a nawet dziecku.

Przyznam, że uśmiecham się za każdym razem, gdy stykam się z tym męskim dylematem podyktowanym obawą, że penis może dotknąć dziecko i pozostawić trwały ślad zarówno na jego ciele (czole? czubku głowy?), jak i umyśle. I choć mądre głowy trąbią wszem i wobec, że dziecko podczas chwil uniesień rodziców jest całkowicie bezpieczne, wizja stuknięcia potomka w sam środek głowy okazuje się nie do przeskoczenia. Dlatego nie zdziwiłam się, kiedy koleżanka wyznała mi, że odkąd jej mąż usłyszał, że dziecko “jest już bardzo nisko”, definitywnie odmówił zbliżeń, a trzeba tu podkreślić, że to mężczyzna o fizjonomii wikinga i zamiłowaniu do sportów ekstremalnych, rzekłbyś: człowiek nieustraszony.

Dziś na wspomnienie tego, jak erotycznie wiodło mi się w ciąży, przypominam sobie przede wszystkim nieustające batalie. Po pierwsze z bólem, który niekiedy sprawiał, że czułam się jakbym ponownie miała dziewiętnaście lat (w konsekwencji wieczory, które upływać miały pod znakiem litery R, jak “romantycznie”, przebiegały raczej pod A, jak “Aua!”). Po drugie z widmem głębokiego przygnębienia, które pojawiało się za każdym razem, gdy decydowałam się zerknąć w lustro. Dzisiaj gratuluję sobie konsekwencji, z jaką zabiegałam o to, by nawet z dodatkowymi piętnastoma kilogramami czuć się atrakcyjnie.

Gdybym zatem miała tę możliwość przekazania tamtej sobie kilku rad, na pewno poleciłabym zakup dużej ilości środków nawilżających, żeby nigdy nie zaskoczył mnie ich niedostatek. Przede wszystkim jednak powiedziałabym: “Nie przejmuj się tak, że tyjesz i ciesz się piersiami!”.

.

autorka: Agata w Wielkim Mieście


To może być również interesujące:

Stealthing, to nie był gwałt

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

Jedna myśl na temat “Pociąg pod specjalnym nadzorem, czyli życie erotyczne kobiety w ciąży

  1. Ja to chyba jakis fenomen w ciazy bylam , libido tak wysokie miałam , ze jak pare razy na dzien nie bzykalam sie z facetem to nerwa miałam. Ale ciaza cała ksiazkowa była i ja wesoła i pelna energii do samego porodu. A synek ani guza na głowie nie ma ani płaskiego noska :)

Dodaj komentarz