Przyjaciel w prezencie

seks w trójkąciePrzyjaciel w prezencie – Obsesja – opowiadanie erotyczne

Wolne w pracy, wyimaginowane szkolenie i uwieńczenie splotu kłamstw wspólnym wyuzdaniem. Sześć bitych godzin zabawy, seksu, prowokacji i przekraczania granic. I co otrzymałam? Miast zaspokojenia dostałam w prezencie podrażnienie apetytu. Rozbudzenie moich pragnień. Bezwstydne nienasycenie, obsesyjne pożądanie, podniecenie. Jeszcze nie ochłonęłam po czwartkowych ekscesach. Rozpalone bólem wargi sromowe, przypominały o minionym dniu z każdym czynionym krokiem. Obolałe piersi drażniły każdym falowaniem. Wspomnienie…

– Czy masz ochotę dziś wyjść potańczyć? A może hotel i sobą sycenie? – zabrzmiał głos kochanka po drugiej stronie słuchawki. Naiwny, czy pogrywa ze mną? Mam dość plenerów, klubowych parkietów, toalet, zacienionych bram…

– Hotel i ty… – i chociaż mnie nie widzi, odpowiadam z sobie właściwym wyrazem kokieterii w oczach. – Zatem wyjdziemy potańczyć – Dupek!! Egoista!! Nie wierzę. Po co więc pyta? Ma nadzieję, że będę się prosić? Łasić się? Niedoczekanie… Tylko jego czy moje?

– A wiesz, że to świetny pomysł kochanku – w moim głosie słychać rozbawienie. Całe szczęście, że tyle o ile się rusza, taniec więc ostatecznie jest przeze mnie do przyjęcia – kąśliwa myśl przebiegła przez moją głowę.

Po pracy miałam chwilę dla siebie. Radosny nastrój, do tego świadomość swobody następnego dnia pozwoliła odprężyć się i poczuć w pełni weekendowo. Czas odpoczynku, relaksująca kąpiel, lampka wina.. Dokładnie tyle czasu, ile było mi potrzeba, by nabrać nieodpartej ochoty na to, by go dziś sobą zmiażdżyć. Skoro chce tańca, będzie więc taniec. Szybka wycieczka po szafie… dżinsy. Tak. Luźno, dyskotekowo, jakże inny styl, niż ten, do którego jestem przyzwyczajona na co dzień. Czarny top, czarne szpilki, kilka dodatków, koński ogon, delikatny makijaż i kwiatowa nuta perfum Lancom… Prosto, gustownie, surowo.

Chwilę spóźniona dotarłam na miejsce. Nowy Świat zatłoczony i gwarny, jawił się pobudzonym.

Nie znosi, kiedy się spóźniam, a czynię to permanentnie i chyba sprawia mi to odrobinę przyjemności. Kochanek czekał na mnie nieco zniecierpliwiony, a przecież nie zwykł był się gniewać skoro już byłam blisko. Z premedytacją skorzystałam więc z tego przywileju.

– Witaj mężu… – „cudzy”– z niebywałą przyjemnością dodałam w myśli. Od kiedy zaskoczyłam go tą odrobiną kokieterii w obecności agenta nieruchomości, wynajmującego nam krakowski apartament, z ubawem sobie właściwym, korzystaliśmy z tej formy określania siebie nawzajem. Prowokująca i pozwalająca pograć. Ze sobą nawzajem i kosztem osób trzecich, naszych obserwatorów. Delikatny, zdało by się od niechcenia, pocałunek w policzek i pozwoliłam szanownemu panu poprowadzić się do miejsca, gdzie spędził ostatnie kwadranse, w towarzystwie przyjaciela ze szkolnej ławki.Prowokacja erotyczna

W środku, przy kuflu złotego trunku, siedział jego towarzysz dzisiejszego wieczoru. Niewysoki, bardzo szczupły, ciemny blondyn. Niepozorny, młody mężczyzna, którego młodzieńcze jeszcze rysy twarzy, podkreślały delikatne okulary. Konrad… Obsesja… przedstawiono nas sobie. Chwila na nasze wspólne zorganizowanie się przy barze, a potem panowie rozprawiali pusząc się i nadymając, by uczynić jakiekolwiek zdało by się wrażenie. Nastały panów czasów licealnych wspominki, o panien uwodzeniu w najlepszych młodości latach i nieudane ich próby kokietowania. Mnie? A może siebie nawzajem? Tak. Zdecydowanie siebie nawzajem. Spokojna, obojętna na stroszenie piórek towarzyszących mi samców, sączyłam piwo z sokiem, bez skrępowania rozbierając wzrokiem siedzący obok obiekt mojego pożądania, nie mogąc się przy tym doczekać jego dotyku, zapachu, i smaku. Sensoryczna fetyszystka.
– Wyglądasz na znudzoną kochanie – w odpowiedzi na jego pytanie, pojawił się mój uśmiech, kryjący znamienną wypowiedź milczenia mego. No coś Ty, jakże bym mogła w tak zacnym towarzystwie, pomyślałam, nie opierając się chęci usłyszenia własnej złośliwości…

– Aż tak to widać? – I ja i on wiedzieliśmy, że sytuacja jest mało atrakcyjna dla każdego z naszej trójki.

Piwo, sok, zapach tytoniu, kadzideł, potu i perfum. Na pośladkach, pod moim poncho poczułam zachłanną dłoń kochanka. Nie miałam już najmniejszego zamiaru dłużej czekać .Miałam na niego ochotę tu i teraz… co dobitnie pokazałam, patrząc mu prosto w oczy. Zakończyliśmy więc piwne rozkosze, by urządzić sobie spacer w kierunku jednego z warszawskich klubów muzycznych. Po kilku próbach dotarliśmy do klubu, który zrobił na mnie całkiem sympatyczne wrażenie. Jasne, przestronne wnętrza, stare, stylizowane pomieszczenia piwniczne, zachęcały do poddania się atmosferze zabawy.

Zamówiliśmy drinki. Tłum młodych, rozbawianych ludzi zapraszał do tańca w rytm dyskotekowej muzyki. Coraz bardziej udzielał mi się nastrój swobody i rozluźnienia. Jeszcze przez chwilę obserwowaliśmy bawiący się tłum, w końcu wkroczyliśmy na zatłoczony parkiet. Rozbawienie i podniecenie dawało się we znaki. Ogarniał mnie coraz większy szał. Mój dotyk i jego muśnięcia. Woń perfum i feromonów drażniła zmysły. Coraz śmielej, coraz bliżej, coraz bardziej zachłannie.

Taniec. Uwielbiam decydować w tańcu. Pozwalam się prowadzić. Pozwalam na bliskość taką, jakiej sobie tylko zażyczę, ale jeśli tylko zapragnę, jednym ruchem mogę odepchnąć od siebie partnera, czyniąc sobie przestrzeń dla swojej własnej inwencji. Uwielbiam tę grę. A mojemu, zadufanemu w sobie kochankowi, najwyraźniej sprawia przyjemność obserwowanie i bycie obserwowanym w tańcu. Czyniło mi to podwójną więc radość.
Konrad wydawał się nie być zachwyconym sytuacją, a my nie dawaliśmy mu jakichkolwiek powodów do zadowolenia. Nie zwracaliśmy na niego uwagi. Nie przeszkadzał, ale też nie był nam potrzebny. Ponad zwykłą wymianę porozumiewawczego uśmiechu nic więcej mnie z nim nie łączyło tego wieczoru. Kochanek i ja syciliśmy się sobą, taplaliśmy się we własnych żądzach, nużyliśmy w zachwycie.

Kolejny drink i chwila odpoczynku gdzieś na uboczu. Dłonie kochanka spoczęły na moich pośladkach, którymi ocierałam się, zataczając koła na jego skórze, zapraszając tym samym do pełnej śmiałości. Dotyk mocny, wyraźny, podniecający. Słodki smak zimnego napoju na języku i coraz większe wzburzenie emocji rodzących zachłanność. Nie pozostawiałam najmniejszych wątpliwości, że moja ochota na posiadanie go tu i teraz rosła z każdą chwilą. Satynowa delikatność policzka, lekki podmuch na mojej spoconej szyi i słowa:

– Chcę, abyś zaprosiła Konrada do zabawy z nami… – pomimo tego, że czułam podświadomie, że może tego ode mnie oczekiwać, nie spodziewałam się tej prośby. Pierwsza myśl, która urodziła się w mojej głowie – nie jestem nim zainteresowana. Zdawał się być zdystansowanym, niepewnym, pokuszę się o twierdzenie, że był wystraszonym. Nic tu ze świadomości i zdecydowania, które tak lubię. Nie ten typ mężczyzny, który potrafi mnie doprowadzić do utraty panowania nad sobą. Gdyby się nie wahał. Ale wahał się, a co gorsza ja to widziałam i czułam.

Kochanek, jak zwykle, nie oczekiwał ode mnie natychmiastowej reakcji. Jego nieoceniona cierpliwość, kolejny raz okazała się jedynie słuszną. Pozostawił ciężar podjęcia gry na moich barkach. Skądinąd nie pierwszy i nie ostatni zapewne raz.

Z każdą chwilą alkohol coraz szybciej krążył w obiegu krwi. Z każdą chwilą moje przyzwolenie na naszą wspólną zabawę rosło. Wróciliśmy na parkiet, a ja poddałam się nastrojowi chwili w tańcu. Świat wirował a w uszach wybrzmiewała muzyka. Rytmy zdały się być wyczuwane najmniejszymi członkami mojego ciała. Ręce błądziły w powietrzu wiedzione wysłuchiwanym rytmem, a pod powiekami rozlewała się wszechogarniająca ciemność.

Jedno, krótkie spojrzenie na Konrada. Spięty, oczekujący, niepewny. Czekający na jakikolwiek sygnał. Zależny. I świadomość obecności mojego wyuzdanego kochanka. Nie pozostawało zatem nic innego, jak zająć się „naszym” kolegą. Swobodnym ruchem przyciągnęłam go do siebie, obejmując głowę. Kierowałam jego ruchami, sterowałam nim w naszym potrójnym tańcu. Wodziłam nim dla swojej własnej przyjemności. Dotyk błądził po mojej skórze śmiało i odważnie. Moje pośladki wyczuwały zgrubienie jego nabrzmiałego członka, ukryte pod szorstkim materiałem jeansu. Nieśmiałe dłonie Konrada spoczęły na moich biodrach. Były delikatne gdy trzymałam go na dystans, zachłanne kiedy moje ciało przywierało do niego, pozwalając mu na dotyk.

Tańczyliśmy we wspólnym splocie jakiś czas. Z każdą chwilą byłam coraz bardziej nakręcona. Poddawałam się dotykowi czterech rąk. I oczy. Były też oczy towarzyszy naszego flirtu. Wytrącały mnie z równowagi, kiedy podnosiłam powieki i dawały miłe wrażenie świadomości uczestnictwa osób trzecich kiedy nie zwracałam na nie uwagi.

– Wychodzimy – usłyszałam szept. Nie było mi w głowie wychodzić. Nie miałam zamiaru schodzić z parkietu w momencie odczuwanej euforii, zabawy i ekscytacji tanecznym szaleństwem. Jedno spojrzenie. Tyle potrzebowałam, by upewnić się, że wie, co robi. W tym momencie już nie pytałam, nie dyskutowałam.

Przed budynkiem czekała na nas taksówka. Konrad wskazał kierowcy adres swojego mieszkania i auto ruszyło. Bliskość mojego mężczyzny na tylnej kanapie samochodu spowodowała, że chciałam go od zaraz, od już. Między naszą trójką toczyła się już gra, ale było w niej dwóch rozgrywających i jeden pionek, który rozstawialiśmy wedle naszego uznania. Ach i kierowca. Ale to mało znaczący dodatek, zważywszy na fakt, że jego obecność w niczym nam nie przeszkadzała. Może nawet dodawała swoistego uroku.

Beztrosko przewiesiłam więc kolano przez udo kochanka i syciłam się jego nieskrywanym, jak u nieopierzonego młodzieńca, napalonym wzrokiem. Świadome, niespieszne upajanie się myślą o tym, co miało nastąpić już niebawem. Chwila szczególnej uwagi i jego kamienna twarz. Wyraźne, badawcze spojrzenie…

– Jeśli tylko nie będziesz czegokolwiek chciała… – nie skończył

– Wiem – przerwałam w pół jego wypowiedź. Wiem, że tego nie lubi. Tym chętniej kończę jego wypowiedzi w pół zdania. Krótka wypowiedź, znacząca, potwierdzona zalotnym uśmiechem. Uwielbiam odpowiadać w sposób, jakiego się nie spodziewa. Uwielbiam jego zaskoczony wzrok. Poza tym wszystko zostało już niewypowiedziane.

Rozkoszowałam się więc chwilą w oczekiwaniu na spotkanie, które miało się właśnie rozpocząć. Wielka niewiadoma. Moje niezaspokojone wyuzdanie, niemożność opanowania się kochanka, w końcu milczące onieśmielenie Konrada. Zabawne. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Coraz większy niepokój, ekscytacja i podniecenie niewiadomą.

Tylko minuty dzieliły mnie od pełnej swobody dotyku, smaku i zapachu, a jednak czas przemierzania windą pięter dłużył się. Jeszcze chwila do brania wszystkimi zmysłami, tak, jak lubię. Wyraźny dźwięk stukających obcasów niósł się echem po całej klatce. Zgrzyt klucza w zamku i ciepło małej, ciemnej, pachnącej kawalerki.

Chwila rozeznania, oswojenie się z pomieszczeniem, odnalezienie swojego miejsca w całym układzie przez każdą z naszej trójki osób. Szklanka wody, wino, kieliszki – wszystko po to, by dać sobie czas, dać nam czas. Spokojna, swobodna i oczekująca na zewnątrz. W środku natomiast rozdygotana i pragnąca. Spieszna, podniecona, spięta, naznaczona emocjami.

Chwilę czekaliśmy na Konrada, który kręcił się po mieszkaniu, zdało by się, bez celu. Kochanek przywołał go do nas i zaproponował, by spoczął. Dysonans. Czułam dysonans. Skrępowanie Konrada i moja narastająca pewność siebie, dokładnie tak, jakbym wysysała z niego całą energię. Im bardziej był unikającym, tym bardziej byłam śmiała.

Wszechogarniająca cisza i wisząca w powietrzu gra między mną i kochankiem, który nagle wstał i podszedł do mnie. W mej dłoni błyszczał kieliszek. Kochanek wyjął go spomiędzy mich palców i odstawił na stół. Podszedł jeszcze bliżej. Tak blisko, że wywołał u mnie odruch obronny.

– Pamiętasz, jak brzmi safeword? – zapytał patrząc mi w oczy. W reakcji dostał uśmiech i moje ciche przytaknięcie.

– Powiedz, jak ono brzmi – ciągnął wątek. Sprawdza mnie? Kpi? Prowokuje?

– Nie wystarczy, że zapewniłam, iż mam je w pamięci? – z premedytacją nie udzieliłam odpowiedzi na postawione pytanie. Jego twarz przeszywał zadziorny uśmiech. Odczekał krótką chwilę w milczeniu i powtórzył pytanie. Gra. A więc nie chodziło o pytanie. Pytanie nie miało znaczenia.

– Jeśli zapomniałam safeword, to już mój własny problem. Nieprawdaż?

Było już za późno, bym dobrowolnie usatysfakcjonowała go odpowiedzią. O nie, nie tu i nie teraz. Już nie. Jednym więc, silnym ruchem sprowadził mnie na podłogę, trzymając za kark tuż nad ziemią i z drżącym głosem powtórzył pytanie. Zapierałam się kolanami, między jego kostkami. Ustąpiłam napierającym dłoniom, by złagodzić ból, ale nie zamierzałam odpuścić.
 Jeśli sam nie pamiętasz safeword, poproś, a przypomnę – prowokowałam, kiedy nie pozwalał mi bezczelnie spojrzeć sobie w oczy. W ułamkach sekund na mój policzek spadły jego spocone, zimne palce. Zaskoczona, chwilę zbierałam myśli. To nie była już nasza gra. To było przedstawienie. To był pokaz dla onieśmielonego Konrada, który w tym właśnie momencie, odwrócił twarz, by na nas nie patrzeć. Dla niego chce mnie upokorzyć? Niedoczekanie i twoje i jego, pomyślałam. Co za dupek! Normalnie nie pozwala sobie na takie przepychanki, odpuszcza szybciej, niż mogłoby się zdawać, a teraz? A teraz urządził sobie pokaz swojej samczej stanowczości?

– Czy masz jeszcze inne argumenty? Czy to wszystko, na co cię stać? – na mój policzek spadło kolejne uderzenie, tym razem silniejsze. Piekąca skóra tylko mnie rozwścieczyła. Mogłabym się z nim szarpać, mogłabym droczyć, ale uścisk na karku i lędźwiach nie pozwalał mi na jakikolwiek ruch, a niemoc, bezsilność, świadomość wyprowadzała mnie z równowagi. Ostatnia próba odzyskania sił i zjadliwe wyartykułowanie prośby, by nie upokarzał mnie przy Konradzie.

– Więc powiedz, jak brzmi safeword… – jego głos był coraz bardziej uniesiony. Nie spuści z tonu! Kawał skurwysyna! Wybrał niezły moment na obnoszenie się ze swoimi samczymi zapędami – pomyślałam. Ależ czego się spodziewać, skoro kochanek uwielbia widzów. Publika dodaje mu siły. Publika jest dlań tym, czym dla gladiatorów krzyk i pisk z trybun coloseum. Pieprzony fetyszysta swojej własnej osoby. Kolejne spotkanie skóry mojego policzka i jego dłoni, ból drażniący tak bardzo, że chciałabym mu oddać w pierwszym możliwym odruchu.

– STOP, safeword brzmi STOP – wykrzyczałam w złości. Wściekłą do bólu, rozgoryczoną i podnieconą pozostawił na dywanie. Mieszały się we mnie emocje, a epitety dla niego przeznaczone, gnieżdżąc się w moich myślach, rozsadzały mi głowę. Dupek! Skurwysyn! Pieprzony samiec alfa.

Odpoczywałam więc na dywanie, a dystans, jeszcze kwadrans temu wyczuwany w powietrzu, znikał gdzieś powoli. I cisza. Czego chcę bardziej? Postawić na swoim czy ulec? Podniosłam głowę i spojrzałam na kochanka. Był spokojny, uśmiechnięty, swobodny. Zapatrzony we mnie, jeszcze bardziej niż zwykle. Łaknący, niecierpliwy, ale opanowany. Uniosłam się na kolana, wciąż klęcząc i patrząc kochankowi prosto w oczy, poprawiłam włosy i ubranie.

– Rozbierz się – padło polecenie. Znów nie potrzebowałam powtarzania. Podniosłam się i zdjęłam spodnie demonstrując swój bunt. Jeśli nie poprosi wyraźnie, nie uczynię nic, by go zachwycić. Najmniejszej dla niego staranności.
– Wstań, podejdź do blatu i zrób to powoli, chcę na ciebie patrzeć…

Nie możliwe, by usłyszał moje myśli, ale uczynił dokładnie to, o czym przed momentem myślałam. Bez najmniejszego zniecierpliwienia zażądał, bym odeszła dalej i pokazała mu się w pełnej okazałości. Doprowadzał mnie do szału i obłędu jednocześnie, ale uczyniłam to, o co poprosił. Podeszłam do blatu i odwrócona doń tyłem, z wolna pozbyłam się topu. Odwróciłam się do niego przodem, uśmiechem sycąc moje sobą i nim zafascynowanie.

– Podejdź do niej. Kochanek zwrócił się do Konrada, rzuciwszy polecenie w powietrze, nie odrywając ode mnie wzroku. Mężczyzna, który bez najmniejszego ociągania wykonał polecenie, podszedł do mnie, objął mnie w biodrach i przylgnął językiem do moich nagich ramion. Przez chwilę stałam obojętna, nieskrępowana i podniecona grą z kochankiem. Tak. Nasza gra, która toczyła się na odległość, bardziej mnie dotykała, niźli język Konrada. Z wyuzdaną przyjemnością patrzyłam na kochanka, jak nas obserwuje. Miałam nieopisaną przyjemność, czując jego obecność. Niespiesznie zdjęłam bieliznę i odrzuciłam w głąb pokoju. Całujący mnie mężczyzna był coraz bardziej zachłanny i nieopanowany. Czekałam, aż kochanek przywoła mnie do siebie. Ale wciąż tkwiłam na środku pokoju naga i oglądana, jak na wystawie. Będąc na skraju opanowania dotykałam się sama tak, jak lubię najbardziej. Zachłannie, spiesznie, mocno. Czułam nadchodzące napięcie, ogarniające całe moje ciało i ten jego wzrok. Uwielbiam wzrok. Uwielbiam patrzeć. Przyglądać się, a kochanek nie spuszczał ze mnie oka. Nie drgnął. Przymknęłam powieki. To był tylko mój moment. Pieszcząca się w swoim własnym rytmie, drażniąca temperaturą mych własnych dłoni, moją wyuzdaną świadomością…

– Usiądź przy mnie. – Zaledwie krótkim zdaniem przeciął mój narastający napięciem nastrój. Nagle, brutalnie, niespodziewanie. W momencie, kiedy byłam ze sobą tak blisko. Wraz z poleceniem ustąpił dotyk Konrada. Jakoby ten nakaz zerwał ze mnie jego dotyk. Nie czekałam. Nie musiał drugi raz powtarzać, byłam gotowa wrócić, mimo oczekiwanej nagrody, przyznawanej sobie samej. Nie oglądając się zostawiłam Konrada na środku pokoju i zbliżyłam się do kochanka, który ustąpił mi miejsca na sofie, na którą opadłam swobodnie. Za niedługą chwilę tuż przy mnie usiadł Konrad. Nie śmiał patrzeć, nie śmiał dotykać. Był przezroczystym, bezwonnym w swoim onieśmieleniu. Kochanek klęcząc u moich nóg, delektował się nami. Pytanie, kim bardziej? Mną napaloną i oczekującą? Czy nim, niepewnym, zależnym, podporządkowanym?
– Zajmij się jej piersiami…– jakby mimochodem, zdawałoby się nie przerywając drażnienia mojej kobiecości, zwrócił się do Konrada. Ten ruszył na mnie gwałtownie, acz z delikatnością właściwą kobiecie. Jego palce dotykały mojej skóry niespiesznie i lekko. Jego zachwyt było czuć w każdym geście, w każdym oddechu, w każdym spojrzeniu… Na chwilę wręcz odebrał mi kochanka, który wydawał się być wyraźnie skupionym na obserwowaniu pieszczącego mnie Konrada. „Że też faceci nie mają podzielności uwagi” pomyślałam. Chwyciłam więc kochanka za włosy, by wskazać swoje oczekiwania i kierunek naszej wspólnej zabawy tegoż wieczoru. Przypomniał sobie, zaskoczył – przez chwilę byłam pieszczona przez obu samców jednocześnie, dzięki temu mogłam oddać się pełnemu odbieraniu bodźców, które mi serwowali na przemian, z osobna i jednocześnie… Pozwalałam sobie na swobodę ekspresji zachowań i emocji. Pozwalałam być sobie ruchliwą i głośną, biorącą garściami od kochanków, co tylko potrafili mi dać tej nocy. Dwóch, będących na każde moje skinienie. Dwóch doprowadzonych emocjonalnie do szału moimi emocjami.

Przyciągnął mnie ku sobie, ale nasza bliskość nie była teraz przeznaczona dla mnie. Ujął moje ramiona i odwrócił twarzą w stronę Konrada. Klęczałam wyprostowana nad siedzącym na kanapie Konradem i wyprzedzałam ciąg zdarzeń w myślach. Nie uczynię nawet jednego kroku, wyprzedzając polecenie kochanka, choćbym miała być pewna jego oczekiwań, bardziej niż swoich własnych. Wiedziałam, że jest tego świadomy. Musiał prosić, wskazać, zażądać lub zmusić mnie do tego, ale miał wybór. Ręce kochanka spoczęły na moich plecach. Palcami wodził to po moim karku, to wzdłuż kręgosłupa, po pośladkach. Był delikatny i niespieszny. Pozwolił mi wyprężyć się, niczym rasowej kocicy. Poddawałam się dotykowi podsuwając to ramię, to łopatki pod jego palce, spragniona, jak wody jego dotyku.

Oczekiwanie. Narastająca ciekawość, a może świadomość przekraczania tabu, podniecała mnie coraz bardziej. Zza przymkniętych powiek nie widziałam wiele, ale czułam wzrok Konrada na swoich sutkach. Za wzrokiem poczułam ciepło dotyku. Znów delikatny, znów niepewny. Moje piersi prężyły się pod dotykiem, czyniąc skórę napiętą do granic wytrzymałości. Wrażliwość sutków sięgała szczytu doznań na granicy bólu i rozkoszy. Moje ręce opadły swobodnie wzdłuż tułowia, a głowę zbliżyłam do twarzy kochanka. Poddałam się.

Z zatopienia w zachwycie chwilą wyrwała mnie gwałtowność pchnięcia w kierunku Konrada. Natychmiastowa reakcja moich i Konrada dłoni, wyciągniętych w odruchu bezwarunkowym. Kochanek docisnął mój kark do łona Konrada, nakrył mnie swoim ciałem i wyszeptał:
– Weź go do ust, tak, jak tylko ty potrafisz. Zachłannie, łapczywie. Chcę, żeby mu było dobrze. 

 
W pośpiechu odszukałam ustami męskość Konrada i pochłonęłam zachłannością mych warg. Klęczałam z wypiętą pupą, z malowniczą wklęsłością kręgosłupa lędźwiowego, wsparta na łokciach, okalająca ustami i językiem kutasa przyjaciela mojego kochanka. Był słodkawy. Wręcz mdły. Nie mój, lecz pławiłam się w chwili otrzymywania go w prezencie. Bawiłam się nim. Wodziłam czubkiem języka od nasady po sam czubek, zlizując każdą, najmniejszą kroplę gęstego soku męskości. Sięgnęłam ustami jąder. Wypełniłam nimi całe swoje policzki, rozpychałam językiem i dotykałam palcami zewnętrznej strony policzka, chcąc poczuć wypukłość. Okalałam samą główkę, będąc to delikatną, to brutalną w sile i gwałtowności ssania. W półmroku pokoju odszukałam jego jasne białka i skupiłam na nim swój wzrok. Był rozedrgany. Podniecony. Rozpływający się w zachwycie. Oczy zaszłe mgłą. Widziałam, jak zachłannie bierze wszystko, czym go obdarowywałam. Delektowałam się tą świadomością i brałam sama, bo kochanek nie szczędził mi przyjemności. Jego dłonie pieściły mnie, nie dając o sobie zapomnieć. Trzymały moje biodra mocno, były zaborcze, a ja oczekująca. Nie dał mi długo czekać. Wszedł we mnie powoli, dając mi rozkoszować się każdą sekundą. Zatracałam się w swoim uniesieniu. Moja przytłumiona percepcja skupiona była już tylko i wyłącznie na odczuwaniu tego, co przychodziło do mnie przez upośledzone emocjami zmysły. Posuwał mnie miarowo i rytmicznie, za każdym razem czyniąc ruchy głębokimi i pełnymi.

– Chcę, aby było mu dobrze Obsesjo – powtórzył. Starałam się więc jeszcze bardziej. Byłam jeszcze bardziej skupiona, jeszcze bardziej precyzyjna. Na chwilę zapomniałam o sobie, przywołując wszelkie myśli, by teraz były blisko mych ust i wokół penisa Konrada. Na chwilę nie czułam kochanka, nie czułam siebie. Jak lalka, bez najmniejszej próby współpracy, bez potrzeby odnalezienia uwspólnionego rytmu i tempa, byłam posuwana, myśląc tylko o dobrze wypełnianym zadaniu. Mięśnie ust powoli drętwiały. Po chwili wręcz bolały, ale nie śmiałam ulżyć sobie. Wciąż obciągałam z pełną siłą i w pełnym skupieniu.

Na mój pośladek spadło uwalniające uderzenie.
– Ty zepsuta suko – usłyszałam za plecami. Byłam już tak nakręcona, że nie potrafiłam wrócić myślami do Konrada. Kochanek pochwycił mnie w talii i przyciągnął ku sobie. W jednym momencie znaleźliśmy się w we wspólnym splocie ciał. Przywieraliśmy do siebie tak, że czułam ból jego bliskości. Tak! Jego podniecenie sprawiało mi ból. Czynił to świadomie. Czułam jego premedytację. Gwałtowność i brak opanowania dominowały w tym krótkim spotkaniu naszych ciał. Łapczywie czerpałam z każdego kawałka jego spoconego seksem ciała. Tarzaliśmy się jak zwierzęta po podłodze, a nasze uniesienie zakończył orgazm, pełen spazmów i drgawek. Bolesny. Oczekiwany. Upragniony. Powoli przychodziło ukojenie. Napięcie rozchodziło się po każdym skrawku ciała, przeobrażając się w błogość.

Kochanek usiadł w fotelu, pozostawiając mnie zwiniętą na dywanie. Ależ on lubi demonstrować swoje panowanie nad sytuacją. Próżny samiec alfa. Dopiero teraz dostrzegłam, że jesteśmy sami w pokoju. Nie było z nami Konrada. Odsunął się, nie odnajdując przestrzeni dla siebie. Byliśmy egoistyczni i zapatrzeni w siebie tak bardzo, że nie skrywaliśmy przed nim, iż jest ledwie dodatkiem do naszego wyuzdania i napalenia. Leżałam jeszcze chwilę na dywanie, obserwując odpoczywającego kochanka, by po chwili, resztkami sił, wiedziona pożądaniem i niedosytem, przypełznąć do jego kolan. Oparłam brodę na jego kolanie i patrzyłam mu spokojnie w oczy.. Nasz wzrok okalała cisza i zadowolenie, ale czegoś brakowało. Jak zwykle. Brakowało sytości. Wciąż chciałam więcej i mocniej. Obłęd i obsesja.

autorka: Obsesja


To może być również interesujące:

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Walkiria opowiadanie erotyczne

Public relations opowiadanie erotyczne 

Osiemdziesiąt dni czerwonych (Vina Jackson) –  recenzja

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz