Sekspozytywność – jak sprawić by seks dawał radość?

sekspozytywność

Sekspozytywność – Ania Kropelka – felieton erotyczny

Seksualność jest potężną siłą. Może nas zniszczyć albo uszczęśliwić, a mimo to często jej nie doceniamy, staramy się zepchnąć ją na margines życia, pod kołdrę ciemnej, małżeńskiej sypialni. A przecież nie da się zaprzeczyć, że odciska na nas swoje piętno, niezależnie od płci, wyznania czy orientacji.

Chyba warto zastanowić się co zrobić, żeby ta potężna siła pracowała dla nas. Zarówno dla nas jako jednostek, jak i dla nas jako ludzkości. Innymi słowy: jak zacząć budować lepsze życie i lepszy świat, czerpiąc przy tym olbrzymią radość? Na pewno w pierwszej kolejności należy zastanowić się nad tym, czego pragniemy i dlaczego nie wyciągamy po to ręki.

Podstawowy problem wynika z faktu, że większość z nas wychowała się w kulturze deprecjonującej cielesność, wmawiano nam, że ciało jest nieczyste i zwierzęce, że powinniśmy walczyć z jego zachciankami dla dobra nieśmiertelnej duszy. I nawet, jeśli gdzieś po drodze przestaliśmy wierzyć w nieśmiertelność, głęboko zakodowane przekonania pozostały. Tymczasem, choćby ledwie przez chwilę, jesteśmy właśnie naszym ciałem, tylko ciałem lub ciałem żyjącym w symbiozie z czymś więcej, ale w symbiozie ścisłej, w danym miejscu i czasie nierozerwalnej. Jesteśmy, jacy jesteśmy i powinniśmy to zaakceptować, bez względu na to kto nas stworzył: Bóg, Natura, ewolucja czy przypadek.

Nasza seksualność zawsze zaczyna się od relacji z własnym ciałem – budowanej od chwili narodzin, najpierw spontanicznie i beztrosko, później w ukryciu i poczuciu winy, bo przecież dorośli szybko nam uświadamiają, że jeśli dotykanie się sprawia nam przyjemność, coś z nami jest nie tak. W kontekście własnej relacji z ciałem, często niełatwej, pełnej nieporozumień i wątpliwości, wiele razy zastanawiałam się nad tym, jakie przekonania powinny być ludziom wpajane od dziecka i czego sama chciałabym kiedyś nauczyć córkę. Nie potrafię stworzyć jednej pełnej i domkniętej listy, ale wszystko to, co by się na niej znalazło, można określić właśnie mianem sekspozytywność.

  1. Przyjemność jest czymś dobrym i każdy ma do niej prawo. Nawet, jeśli istnieją dziesiątki ważniejszych rzeczy, warto znaleźć czas dla siebie.
  2. Ciało jest przyjacielem i jak przyjaciela powinnaś je traktować, okazując mu wyrozumiałość, współczucie, ale też motywując do pracy nad sobą, bo przecież chcesz, żeby wasza przyjaźń mogła trwać jak najdłużej.
  3. Powinnaś dążyć do tego, by możliwie najlepiej poznać własne ciało i umieć go słuchać. Dzięki temu zrozumiesz też różnicę między miłością a pożądaniem.
  4. Powinnaś je szanować, szanować ciała innych i od innych oczekiwać szacunku dla własnego. Tylko ty możesz decydować o własnym ciele, nikt inny: ani osoba, ani grupa.
  5. Nic, co naturalne, a więc i nasza fizjologia, nie może być złe. Nie mamy na nią wpływu, więc też nie powinniśmy jej oceniać.
  6. Menstruacja nie jest karą ani powodem do wstydu. Jest ważną częścią kobiecości, fazą cyklu, który sprawia, że możemy dawać życie. I tak, masz prawo mieć ochotę na seks w trakcie okresu, masz też prawo chcieć zakopać się w ciepłej pościeli. Sama.
  7. Każdy człowiek jest inny, ale właśnie w tych różnicach tkwi piękno. Również w możliwości ich odkrywania.
  8. Żadna płeć czy orientacja seksualna nie jest gorsza, a najważniejsze jest to, żebyśmy żyli w zgodzie ze sobą, nie krzywdząc przy tym innych.
  9. Miłość sprawia, że seks staje się wyjątkowy, ale seks nigdy nie może być wymuszany w imię miłości.
  10. Seks, podobnie jak czuły dotyk, może być narzędziem budowania więzi, ale jeśli chcesz, by tak było, dopilnuj, żeby w twoim związku nigdy nie stał się walutą.
  11. To nieprawda, że chłopcy chcą tylko jednego – w gruncie rzeczy wszyscy mamy takie same potrzeby, w tym potrzebę akceptacji i bycia kochanym, ale im często po prostu łatwiej przyznać, że akurat w danej chwili chcą seksu dla samego seksu.

A co powinni wiedzieć chłopcy? Że dziewczynki też czują pożądanie i też mają prawo lubić seks (nie czyni ich to dziwkami, puszczalskimi ani nic w tym rodzaju – czas skończyć z podwójną moralnością!), że prawdziwy dżentelmen nie tylko przepuszcza panie w drzwiach, ale również w łóżku dba najpierw o ich przyjemność, że kobieta nie kocha się z penisem, a z całym mężczyzną, i że to nieprawda, że dziewczynkom chodzi wyłącznie o jedno: o ślub.

No i oczywiście: niezależnie od tego, co pokazują w telewizji, krew menstruacyjna nie jest niebieska. Nie jest także toksyczna, nie zatruwa wody i nie wyjaławia ziemi.

Komunikacja jest ważna. Choć najłatwiej uczymy się przez naśladownictwo, słowa również mają ogromną moc. Nie powinniśmy bać się tych związanych z seksualnością, one wcale nie są groźne, nie muszą być medyczne ani infantylne. Możemy wypracować swoje własne, takie które będą pasować do nas samych i które będą nieść pozytywne przesłanie. Nawet jeśli podnieca nas wulgarność i soczysty język, w sytuacjach pozaerotycznych przyda nam się coś łagodniejszego. Wskazane byłoby także oczyszczenie codziennego słownictwa z obelg i przekleństw zawierających seksualno-genitalne konotacje – nie służą budowaniu atmosfery wzajemnego szacunku i są bardzo seksnegatywne! Bardzo!

Pamiętajmy, że mówimy o częściach ciała, które każdy z nas ma: ty, twój partner, twoje dzieci, rodzice, rodzeństwo, a słowa, których używamy, kształtują nasz sposób myślenia. W moim domu, kiedy byłam dzieckiem – podobnie jak w wielu innych – kobiece genitalia były czymś nienazwanym, jakby w ogóle nie istniały lub stanowiły jedynie brak tego, co między nogami ma chłopiec (tu akurat przeważały infantylne określenia). I o ile uważam, że taka sytuacja nie jest zdrowa, trudno mi zaakceptować również inne.

Weźmy małżeństwo mieszkające w średniej wielkości mieście, oboje z wyższym wykształceniem, ona nauczycielka – co prawda przedmiotu ścisłego, ale jest również wychowawczynią. Po latach starań rodzi im się córeczka, pierwsze dziecko. Kiedy pewnego wieczoru pomagam przy kąpieli, doznaję szoku, słysząc z ust młodej mamy: A teraz umyjemy cipę!

Czy ona naprawdę tak chce się komunikować z dzieckiem? Nie zna innych słów? Czemu są zdrobniałe rączki, nóżki, malusieńkie paluszeczki i jednocześnie ostro brzmiąca cipa? Mogłaby być przecież chociaż cipka? Nie jestem w stanie tego pojąć. Być może niemowlęciu jest to zupełnie obojętne, ale ta dziewczynka dorośnie. Myślicie, że łatwo przyjdzie jej rozmawianie o sprawach intymnych (szczególnie z matką!) i że będzie się czuła piękna, kochana, pożądana? Cała, również ze swoją wstydliwą cipą?

W rozmowach dorosłych język również często jest problemem, nawet ginekolodzy skarżą się, że pacjentki nie potrafią nazwać poszczególnych części własnego ciała. Bo „tam na dole” nie jest żadnym wyjaśnieniem, gdy coś boli, piecze lub cieknie. Teoretycznie w łóżku można obejść się bez słów, tylko po co, skoro dzięki rozmowie da się ulepszyć życie seksualne, opowiedzieć partnerowi o tym, czego oczekujemy, o czym marzymy i fantazjujemy. Rzekome ubóstwo języka polskiego jest tylko wymówką.

Notuję określenia stosowane przez innych, takie drobne zboczenie. Mamy więc firletkę – z którą bodaj po raz pierwszy zetknęłam się w Monologach waginy Eve Ensler, książce, którą wszystkim gorąco polecam, pouczająca lektura – cipkę, cipę, pizdę, pizdeczkę, waginę, ale też truskaweczkę, bobra, borsuka, norkę, kotkę, kluskę, ogród rozkoszy, jaspisową grotę, cienistą dolinę, joni, temperówkę, Pi, mufkę, karmelek, królestwo różowości, różę mechatą, garniec miodu, ul, źródełko, wąwóz, tunel, tabernakulum, święty gaj, szparkę, szczelinkę, sklepik, siśkę, rozlewisko, rozetkę, pierożka, pieczarę, pękniętego jeża, ostrygę, oczko, mrowisko, grzmotkę i wiele, wiele innych.

Analogicznie jeśli chodzi o mężczyznę (mój ulubiony to chyba męski aspekt osobowości): penisa, kutasa, fiuta, męskość, ale też narząd kopulacyjny, ogon, oręż, miecz, pałę, pijawkę, pimpusia, pieczęć, różdżkę, Rumcajsa, świder, taran, torpedę, tyczkę, urwisa, węża, lingama, wajchę, węgorza, pierwotny korzeń prawdziwego piękna, rumaka, bicz, krewetkę, kreta, przyrząd wiertniczy, mentulę, lizaka, kuśkę, krogulca, kornika, grzmocidełko itp.

Proponuję rozpoczęcie przyjaźni ze swoim kobiecym lub męskim aspektem osobowości od nadania mu ładnej nazwy, takiej, którą będzie nosić dumnie i z którą będzie się identyfikować. Nawet, gdyby miała to być znienawidzona przez wielu muszelka! A czemu nie!

Jak już będziecie ze sobą po imieniu, może przy okazji szczerze pogadacie o tym, co każde z was lubi, a czego ma serdecznie dosyć. Może twoja… firletka?… chciałaby odpocząć od ciągłych zabiegów upiększających, zostać ubrana w ładną bieliznę tylko dla siebie, a nie dla kogoś innego, raz na zawsze pozbyć się tych suchych kawałków waty wpychanych na siłę albo spojrzeć ci w oczy, bo skoro na nią nie patrzysz, to może się jej wstydzisz.

Może twój… pierwotny korzeń prawdziwego piękna?… chciałby, żebyś dał mu trochę luzu, zarówno dosłownie, jak i w przenośni, może chciałby żebyś zdjął z niego presję i przestał wokół seksualnej sprawności budować poczucie własnej wartości, może chciałby spać nago i nago pływać w jeziorze, może chciałby więcej wilgoci, nawet podczas zabaw solo. Zapytaj!

Sekspozytywność to nastawienie do świata, ludzi i przede wszystkim do samego siebie, wyrozumiałe, pełne ciepła i nieoceniające. Dzięki niemu dajemy sobie przyzwolenie na przyjemności małe i duże, uczymy się słuchać siebie i innych, akceptować słabości. Sekspozytywność owocuje również na pozałóżkowych płaszczyznach życia, bo pomaga zachować pogodę ducha i uczula na potrzeby bliźnich, czasem przecież tak różne od naszych. Żeby być sekspozytywnymi nie musimy uprawiać seksu ani nawet nie musimy chcieć go uprawiać.

Zaczyna się – tak, będę to powtarzać do upadłego! – od dobrej relacji z własnym ciałem: fizycznej, emocjonalnej, werbalnej, od sprawiania mu drobnych, zmysłowych przyjemności. Aromatycznej kąpieli, automasażu, gładzenia szczególnie wrażliwych stref, otulania go miłymi w dotyku materiałami, prawienia komplementów, być może nawet codziennego wyznawania miłości lub długich sesji masturbacji – co kto lubi. Jeśli zechcemy, dopuścimy kiedyś do naszych rytuałów inną osobę, podzielimy się nimi i wypracujemy wspólne, nie możemy jednak oczekiwać, że ktokolwiek pozna i zrozumie nasze ciało lepiej niż my sami, że odgadnie nasze potrzeby i rozbudzi nieistniejącą wcześniej seksualność. To się rzadko udaje.

Domyślilibyście się, że wasz partner osiągnie orgazm tylko, jeśli założycie kask strażacki? Albo wyłącznie słuchając Vivaldiego?

Z seksnegatywną postawą nigdy się tego nie dowiecie, bo nie skłonicie go do rozmowy, nie sprawicie, by poczuł się wystarczająco bezpiecznie, będzie się bał odrzucenia, drwiny i napiętnowania. A któż z nas chciałby, żeby jego druga połówka była nieszczęśliwa i sfrustrowana dlatego, że się nas boi lub wstydzi? W poważnych, zaangażowanych związkach nie powinno być miejsca na podobne emocje. I w tych sekspozytywnych zwykle nie ma.

Sekspozytywność ma również inne aspekty, łączy się z asertywnością i umiejętnością stawiania granic. Nie wolno nam obrzydzać innym rzeczy, które sprawiają im przyjemność, ale też sami nie możemy zmuszać się do czegoś, co wzbudza w nas obrzydzenie. Vivaldi chyba dla niewielu będzie nieprzekraczalną granicą, ale może być nią ból, wulgarność, kneblowanie, używanie zabawek, a nawet penetracja, przez wielu uznawana za jedyny słuszny rodzaj seksu. Przede wszystkim trzeba dochować wierności samemu sobie. Płaszczyzna erotyczna powinna być źródłem radości i satysfakcji, nie stresu czy upokorzenia, mamy za jej pomocą budować, nie burzyć. Owszem, to normalne, że chcemy sprawić przyjemność bliskiej nam osobie, ale nie możemy przedkładać jej zadowolenia nad własny komfort psychiczny. Kiedy to jest już jasne, czas na eksperymenty. Oczywiście tylko jeśli masz na nie ochotę – w seksie właśnie piękne jest to, że wszystko wolno, a nic nie trzeba!

Nagle sypialnia, cały dom, miasto czy świat, stają się jednym wielkim placem zabaw. Możesz eksperymentować z:

  • rodzajem dotyku – przydadzą się tu pióra, futra, rękawice do masażu, skórzane rękawiczki, jedwabne apaszki, kremy, balsamy, olejki, lubrykanty i pudry;
  • temperaturą – świece, lód, ale też szklane, kamienne, porcelanowe lub metalowe dilda, które możesz ogrzać bądź schłodzić;
  • jedzeniem – spożywaniem posiłków jako formą uwodzenia, wspólnym gotowaniem zamiast gry wstępnej, byciem talerzem lub używaniem partnera jako talerza, kreatywnym wymyślaniem własnych zabawek erotycznych i co tylko przyjdzie wam do głowy;
  • odcinaniem poszczególnych zmysłów – przepaski na oczy, słuchawki na uszy;
  • krępowaniem – jeśli nie masz doświadczenia i nie chcesz od razu inwestować w zestaw skórzanych kajdan, radzę zacząć od miękkich, elastycznych materiałów: pończoch, szalików, krawatów; nie pozostawią niewygodnych śladów;
  • przebierankami – być może poczujesz się seksownie w jakiejś szczególnej stylizacji, niekoniecznie powszechnie uważanej za erotyczną i choć pełne zachwytu spojrzenie partnera jest bezcenne, najważniejsze jest to, co dzieje się w twojej głowie;
  • odgrywaniem ról – tutaj również nie trzeba ograniczać się do sekretarki, nauczycielki czy hydraulika… zdolnościami aktorskimi bym się nie przejmowała, w końcu to tylko zabawa;
  • zmianą otoczenia – dla jednych niesamowitym urozmaiceniem będzie zejście z łóżka i uprawianie seksu na podłodze, inni będą szukać dreszczyku ekscytacji na dachu wieżowca lub w windzie biurowca, a jeszcze inni z chęcią zaszyją się w buszu i będą tarzać się po ziemi;
  • porą – ponoć większość z nas uprawia seks w sobotni wieczór, a przecież poranny szybki numerek może naładować nas pozytywną energią na cały dzień, zbliżenie w porze lunchu uspokoić po kłótni z szefem, nocne przyjemności pomóc uporać się z bezsennością…
  • atmosferą – oświetlenie, muzyka czy zapach znacznie zmieniają dynamikę intymnego spotkania;
  • pozycjami – przerabianie Kamasutry może okazać się raczej zabawne niż podniecające (taki erotyczny Twister ;)), ale może też pomóc wypracować własne ścieżki ku rozkoszy;
  • podglądaniem lub ekshibicjonizmem – i nie, bynajmniej nie zachęcam do szukania przypadkowych ofiar, raczej wspólników, spektakle dla jednego widza zwykle bywają przyjemniejsze niż straszenie sąsiadek przy śmietniku;
  • zabawkami – na rynku jest niezwykle szeroki asortyment zabawek dla dorosłych, takich z przymrużeniem oka i takich na poważnie, starających się odwzorować części ludzkiego ciała i dizajnerskich, każdy powinien znaleźć coś dla siebie; dokonując wyboru, pamiętajmy jednak, że cokolwiek pobudza naszą wyobraźnię, najważniejsze, aby gadżet był wykonany z bezpiecznych dla zdrowia materiałów;
  • dominacją i uległością – temat rzeka, szkoda, że niektórym kojarzy się wyłącznie z przemocą, a przecież założenie obroży na szyję może być jedynie deklaracją posłuszeństwa, oddaniem się we władanie równie symbolicznym co założenie obrączki; częściej niż siła liczy się tu konwencja, ton głosu, władcze spojrzenia, stanowczość w wyrażaniu żądań; za formę dominacji uznaje się również sytuację, gdy pozostajemy ubrani podczas, gdy partner jest nagi – bez wątpienia rodzi to dystans, ale zdecydowanie nie boli;
  • bólem – podniecenie seksualne zwiększa naszą tolerancję na ból, sprawia, że doznania w innych sytuacjach trudne do zniesienia, stają się ledwo odczuwalne, nieistotne lub przyjemne; jak wszystko w seksie, również reakcja na ból jest sprawą bardzo indywidualną, nie zmienia to jednak faktu, że na przykład klasyczne klapsy zwiększają ukrwienie w rejonie genitaliów, co może powodować przyjemny dreszcz podniecenia;
  • ograniczeniami – czasem nawet jeśli nie musimy, dla zaostrzenia apetytu, warto zrobić sobie mały celibat, nie rezygnując przy tym z podkręcania atmosfery; jeśli nie uda nam się dotrzymać założonego terminu – tym lepiej; możemy też zakazać na pewien czas dostępu do którejś z części naszego ciała, ograniczyć konkretne czynności (szczególnie te najpowszechniejsze) lub wręcz bawić się do upadłego, ale bez szczytowania; musimy jednak traktować całość jako przygodę i sposób na odkrywanie nowych dróg ku rozkoszy, a nie jako karę – inaczej nic z tego nie wyjdzie;
  • świntuszeniem – jeśli nie potrafimy powiedzieć partnerowi prosto w oczy, jakie „niegrzeczne” rzeczy najchętniej byśmy z nim zrobili, być może uda nam się zrobić to przez telefon, w mejlu, esemesie lub odręcznym liściku wsuniętym potajemnie do kieszeni; możemy też w szale zapomnienia wymieniać nieskładne, urywane słowa, uprawiać cyberseks z nieznajomymi czy barwnie opisywać fantazje seksualne;
  • treściami erotycznymi – filmy, obrazy, proza i poezja bywają bardzo inspirujące, nawet jeśli trudno zaliczyć je do kultury wysokiej, każdy może znaleźć coś dla siebie, również coś, czym chętnie podzieliłby się z partnerem, choćby czytając mu na głos opowiadania ulubionego autora…

Kiedy już funkcjonujesz w harmonii z własnym ciałem, traktując je jako sprzymierzeńca i kompana zabaw, przypomnij sobie ten błogi stan tuż po orgazmie, rozpierającą radość, poczucie spełnienia, przypomnij sobie nieschodzący z ust uśmiech po którymś z tych wyjątkowych razów, życzliwość bijącą wtedy od ciebie na kilometr – czyż nie byłoby pięknie gdybyśmy wszyscy nieustannie czuli się w podobny sposób? Szczęśliwi ludzie tworzą lepszy świat!

Jeśli po orgazmie wcale się tak nie czujesz, ogarnia cię przygnębienie, smutek, rozdrażnienie, wsłuchaj się we własne ciało – ono nie kłamie – i zacznij wszystko od początku. Być może zostały przekroczone twoje granice, partner okazała się niewłaściwą osobą lub nadal tkwi w tobie przekonanie, że grzeczne dzieci TEGO nie robią. Otóż robią – gdyby nie robiły, nie byłoby nas na świecie.

.

autorka: Ania Kropelka

Powiązane: Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • polajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

20 myśli na temat “Sekspozytywność – jak sprawić by seks dawał radość?

  1. Tylko ty możesz decydować o własnym ciele, nikt inny: ani osoba, ani grupa.
    Dziękuję za to zdanie szczególnie.
    A poza tym gratuluję wyważonego ale szczerego podejscia do seksualności.

    1. To przykre, że ciągle trzeba powtarzać równie oczywistą prawdę. Mam nadzieję, że kiedyś wszyscy nauczymy się o niej pamiętać…

  2. Strasznie feministyczny ten atrykuł.
    Autorka nawet zwraca się „zrobiłaś, „pomyślałaś” – a punktu widzenia faceta nie zawsze wygląda to tak prosto.
    Kobiecie łatwiej jest być otwartą i zmienić relacje w ramach związku.

    1. Część dotycząca tego, co chciałabym na temat seksualności przekazać swojej córce celowo została skierowana do odbiorcy płci żeńskiej, resztę tekstu starałam się utrzymać w konwencji neutralnej płciowo – jeśli gdzieś coś przeoczyłam, szczerze przepraszam wszystkich panów. Nie zamierzałam nikogo dyskryminować, choć oczywiście z feministki trudno wyplenić feminizm…

      Chętnie poznałabym spojrzenie mężczyzny na ten temat i dowiedziała się dlaczego facetom jest trudniej.

  3. Facet ma „zawsze dawać radę”. Nadawać ton. Przewodzić w łóżku.
    A nie mazgaić się bo chce być więcej głaskany.

    1. Sęk w tym, że takie przeświadczenia siedzą głównie w głowach mężczyzn (i panowie nader często utwierdzają się w nich nawzajem)… Większość z nas uwielbia głaskać swoich facetów, lubimy też przejmować inicjatywę (o ile partner nie odbiera tego jako zamach na jego męskość). Fakt, że erekcję postrzegamy jako najlepszy komplement, ale o ile wiemy, że jej brak nie jest naszą winą, jesteśmy w stanie się obejść bez niej :)

      Naprawdę warto rozmawiać. Jeszcze nie spotkałam dziewczyny, której by przeszkadzało, że jej facet jest pieszczoszkiem :)

      1. Trudno się z tym zgodzić. Nie chodzi o głaskanie tylko o inicjatywę w łóżku. Tak przy okazji, ile kobiet wie, że poza narządami płciowymi i okolicami, ciało mężczyzny to „pustynia” erogenna. Np. pieszczenie męskich sutków, jest w olbrzymiej większości nie skuteczne, a zdarza się zbyt często. Trudno spotkać kobietę, która przejmuje inicjatywę, niemal zawsze czeka na niego, to raczej jakieś promile. Nie znam też faceta, który by nie chciał, żeby np. kobieta pobawiła się jego penisem (z własnej inicjatywy). Podobnie jest mitem jakiś „zamach na jego męskość”, o ktorym panie przekonują siebie wbrew rzeczywistości. To określenie ze średniowiecza? Erekcja, to oczywiście komplement dla kobiet, ale skąd wiedzą kiedy jej brak jest ich winą, jeśli tak słabo znają reakcje i potrzeby mężczyzn. Wcale nie rzadkie jest lekceważenie, głupi uśmiech lub głupia uwaga, podczas, gdy powinny zastanowić się, co z nimi nie tak i może właśnie przejąć inicjatywę. Rozmawiać koniecznie trzeba, ale to dużo za mało. Potrzebna jest otwarta dyskusja i edukacja oparta na wiedzy i doświadczeniu, do której Internet jest jednym z najlepszych mediów. Na państwową oświatę nie ma co liczyć. :(

        1. Aż zaczynam się zastanawiać co rozumiesz przez inicjatywę?
          Chwycenie za penisa czy tekst „chodźmy się bzykać”? ;)

          Oczywiście przesadzam, ale zdecydowanie najwyraźniej nie potrafisz zdystansować się od własnych doświadczeń. Zauważ, że odpowiadałam Brunonowi, który na przykład twierdził, że jego pieszczoty interesują. Każde ciało jest inne i każde reaguje inaczej. Są mężczyźni, którzy chcą być miziani godzinami i tacy, których delikatny dotyk w ogóle nie rusza. Pieszczenie sutków na jednych działa, na innych nie. Osobiście radziłabym sprawdzać reakcje każdego kochanka, bo efekt czasem może przerastać nasze najśmielsze oczekiwania…

          A skąd kobieta ma wiedzieć czy brak erekcji jest jej winą? Oczywiście, że od mężczyzny! Jeśli kochanek ma podobne problemy, powinien się do tego otwarcie przyznać, bez względu na to czy wnikają z przemęczenia, stresu, problemów z krążeniem czy na przykład przyjmowania antydepresantów. To naprawdę wiele ułatwi, bo jeśli kobieta uzna, że nie podnieca partnera, bez wątpienia nie będzie miała ochoty uprawiać z nim seksu… w ten sposób przegrają obie strony.
          Jeśli natomiast mówimy o stałych związkach, podobna wiedza może wynikać również z obserwacji. Tyle, że jeśli w którymś momencie przestaną pojawiać się spontaniczne nocne czy poranne wzwody, koniecznie trzeba wysłać mężczyznę do lekarza. Impotencja może być pierwszym objawem wielu groźnych schorzeń.

  4. Wystarczy mieć większe libido od partnera, a stajesz się nimfomanką. Kiedy nie odpowiadasz na amory, toś cnotka – niewydymka. Upraszczam, ale te określenia znam z autopsji.
    Brunon, molestował Cię pracodawca w czasie rozmowy kwalifikacyjnej? Albo dentysta komplementował Twoją szyję ( bo wszystko inne było szczelnie zakryte), o głupich tekstach i klepaniu w tyłek nawet nie ma co wspominać. Sądzę, że większość kobiet ma podobne doświadczenia.
    Nadal uważasz, że kobiety mają łatwiej?

    1. Podejrzewam, że Burbonowi chodziło o relacje i problem z rozmawianiem o emocjach – wielu panów tak ma, w końcu od dziecka wmawia im się, że muszą być twardzi. Powiem więcej, zachęca się ich do zachowań, które wiele pań postrzega jako opresyjne, jak choćby to nieszczęsne klepanie.
      Niechciane zainteresowanie jest niestety poważnym problemem, ale to raczej temat na inną dyskusję…

  5. Seksualność dotyczy każdego z nas. I każdy ma do niej inne podejście. Nie wpłyniemy na to, co myślą inni, ale możemy nauczyć się rozumieć siebie, swoją seksualność i swoje potrzeby.

  6. Patrycjo, na szczęście nie byłem molestowany.
    I wiem, że jest z tym problem i sam staram się tego nie robić.
    Chodziło mi o wzorce wpajane nam przez pół życia, które z jednej strony nam facetom pozwalają na więcej, a z drugiej obciną dostęp do pokaźniej sfery doznań.

  7. Artykuł niezły, ale że feministyczny to widać, to co dla chłopców jest niezwykle skromne nie wystarczające i widać, że pisała kobieta. Dzisiaj nie mam czasu, ale postaram się w najbliższych dniach dodać parę spraw, żeby było bardziej seksopozytywnie. :)

    1. Cogito, część skierowana do dziewczynki w dużej mierze jest uniwersalna, bez względu na przyjętą przez mnie formułę. Każdy powinien szanować swoje ciało i swoje granice oraz dawać sobie prawo do cieszenia się fizycznością. Ale oczywiście chętnie przeczytam Twoje uwagi :)

      Pozwolę sobie również ogólnikowo odnieść się do innych Twoich komentarzy: relacja zawsze wymaga pracy wszystkich zaangażowanych w nią stron. O ile często odpowiedzialność za dobry seks zrzuca się na mężczyznę, o tyle pracę nad emocjami na kobietę. Fakt, że panie często mają lepiej rozwiniętą empatię i więcej narzędzi do pracy nad emocjami, ale dlatego, że od małego się je w tym trenuje (pomijając niestety trening nad komunikacją w sferze erotycznej). Tymczasem zarówno nad seksem, jaki i całą relacją powinny pracować obie strony. Zdajesz się o tym zapominać, rzucając swoje oskarżenia. Mężczyzna ma usta i język stworzone nie tylko do seksu oralnego, ale również do rozmawiania…

  8. Co do akapitu pierwszego trzymam za słowo.
    Co do dalszej wypowiedzi. Nie ładnie tak przejmować tezę interlokutora i prezentować jako własną. O koniecznej pracy obu stron relacji pisałem krytykując jednostronny felieton „Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?” Hello. „rzucając oskarżenia” jakie niby?

  9. Sęk w tym, że raczej głośno krzyczysz jakie to złe i niedobre są kobiety, bo nie przejmują się biednymi, wrażliwymi mężczyznami. One natomiast często nie wiedzą czym mają się przejmować, bo mężczyźni nie komunikują swoich potrzeb i stanów emocjonalnych. Każdy tymczasem jest inny.

    Fakt, że najwięcej frajdy zwykle sprawia wam pieszczenie genitaliów i nie macie nic przeciwko, żeby zabrać się za nie od razu, bez żadnych wstępów, ale wrażliwość na bodźce jest sprawą szalenie indywidualną. Nie każde męskie ciało to „erogenna pustynia” i wielu ma szalenie wrażliwe sutki. Uwierz, sprawdzałam. Jeśli Ty nie, szkoda, ale to że partnerki sprawdzają, dobrze o nich świadczy. Twierdząc, że pieszczenie sutków zdarza się zbyt często, zniechęcasz kobiety do inicjatywy i szkodzisz komuś, dla kogo to ważny element gry erotycznej. Tymczasem powinieneś zakomunikować, że Ciebie to nie kręci i podpowiedzieć w jaki inny sposób partnerka może sprawić Ci przyjemność.

    I nie, internet może być polem do szerokiej dyskusji, ale zdecydowanie nie nadaje się na źródło wiedzy. Zbyt wiele tu sprzecznych i zafałszowanych informacji, a źle wyedukowani seksualnie czytelnicy, mają problem z rozróżnieniem rzetelnych. Twoje wypowiedzi kojarzą mi się trochę z amatorskimi artykułami mężczyzn na temat tego jak zostać „królową loda”. Heteroseksualni mężczyźni będący jedynie biorcami podobnych pieszczot nie potrafią zwykle zdystansować się od własnych potrzeb i oczekiwań. Jeden powie: do licha, ssij, mocno z uczuciem! Drugi: tylko delikatnie, partner oddaje w twoje ręce najcenniejszy skarb! Jednym słowem potrafią jedynie opisać czego sami oczekują. Sęk natomiast w tym, że każdego partnera trzeba wyczuć, nie ma jednej, prostej, sprawdzonej recepty ani tym bardziej scenariusza według, którego należy postępować. Rodzaj pieszczot i ich natężenie musi być dostosowane do wrażliwości konkretnego członka. Stymulacja wysyłająca jednego na orbitę, innemu może najprościej w świecie sprawiać ból. I tak jest ze wszystkim… nawet z tą przeklętą inicjatywą. Choć to rzadkość, istnieją tacy, którym opada na samą myśl, że to kobieta mogłaby zacząć.

Dodaj komentarz