Serduszko (Walentynki)

gwałt w Walentynki opowiadanie erotyczneSerduszko (Walentynki) – Boober – opowiadanie erotyczne

Reklamówka z czerwoną biedronką wylądowała na mikroskopijnym stoliku w kuchennej wnęce. Roksana zdjęła kozaki na imponującej, szesnastocentymetrowej szpilce i cisnęła puchową kurtkę z kołnierzem ze sztucznego misia na zmiętą pościel na kanapie. W mieszkaniu znów śmierdziało papierosami.

Zgarnęła ze stolika talerz z resztką bułki i kilkoma zduszonymi papierosami. Kawalerka w gierkowskim bloku znów wyglądała jak chlew, chociaż cztery dni temu całe popołudnie sprzątała. Nie mogła zrozumieć, dlaczego dla jej Misia sprzątania po sobie było sprawą nie do przejścia.

Otworzyła okno. Dwadzieścia jeden i pół metra kwadratowego mieszkania szybko się wietrzyło.

Spojrzała na zegarek. Do wieczora i niespodzianki, którą przygotowała, zostało jeszcze ponad trzy godziny. Zdąży sprzątnąć, przygotować wszystko, co zaplanowała. Wskoczyła w powyciągany różowy dres, związała tlenione loki w luźny kok i wzięła się do pracy. Miała plan. W końcu były Walentynki.

Plan zawalił się z hukiem dokładnie cztery godziny później. Kolacja, w którą włożyła cały swój mizerny talent kulinarny, stygła. Fikuśna bielizna, którą wytropiła na jakiejś wyprzedaży, okazała się wprawdzie widowiskowa, ale średnio wygodna, a poza tym zaczynało być jej zimno. Narzuciła dres i sięgnęła po telefon. Odebrał po trzech sygnałach.

– No czego tam?

– Kiedy będziesz?

– Chuj ci do tego, jak będę, to będę.

– Ale czekam z kolacją…

– Nie pierdol, opierdolę kebsa na mieście, sprawy mam.

Połączenie przerwano.

Chciało jej się płakać. Nawet nie nad tym, że znowu miał ją gdzieś. Taki już był. Miał swoje sprawy, o których jej nie mówił. Wolała nie wiedzieć, skąd ma kasę, skoro oficjalnie był na bezrobociu. Żałowała czasu, który zmarnowała, bo nic z tego nie będzie. Sprawy na mieście oznaczały, że znowu wróci w nocy. Późno.

Spojrzała na zegarek. Dziewiąta. Zrezygnowana poszła do łazienki zmyć makijaż. A potem zjadła to, co ugotowała, między jednym kęsem a drugim bezmyślnie wchłaniając przerywaną reklamami telenowelę. Sprzątnęłai zakopała się w świeżej pościeli, którą specjalnie zmieniała, licząc na romantyczny wieczór.

Zgrzytu klucza w zamku nie słyszała. Obudziło ją dopiero donośne przekleństwo. Jej Miś, chwiejąc się na nogach, wyrżnął łokciem we framugę.

– Browar jakiś kupiłaś? – burknął, widząc, że nie śpi.

– Tak…

– To rusz, kurwa, dupę z wyra i mi daj!

Opadł na kanapę, kładąc nogi na stoliku. Wyciągnął z kieszeni pomiętą paczkę Viceroy’ów, zapalił. Roksana podała mu otwartą butelkę piwa.

– No – burknął, przypinając się do szyjki. Wypiwszy mniej więcej połowę zawartości, odstawił butelkę na stół, beknął donośnie i zaciągnął się papierosem. Spojrzał na leżącą na krześle bieliznę. – Co to za szmaty?

– Myślałam, że wieczorem pobędziemy razem… Wiesz, Walentynki…

– Ty, kurwa, nie myśl, bo zbrzydniesz – roześmiał się z własnego dowcipu. – Walentynki, sralentynki.

– Chciałam, żeby miło jakoś coś…

– Miło? To mi obciągnij.

Bez najmniejszego ostrzeżenia chwycił ją za głowę i przydusił do swojego krocza. Dresowe spodnie śmierdziały potem i czymś jeszcze. Wolała nawet nie wiedzieć czym. Wciąż nie pozwalając jej podnieść głowy, drugą ręką zaczął ściągać spodnie. Chwilę później dokładnie naprzeciw jej twarzy znalazła się jego męskość.

– No, ciągnij… Zrobię ci zaraz takie walentynki, że chuj!

Wiotki penis śmierdział moczem. Roksana wyczuła jednak jeszcze inny zapach. Gwałtownie poderwała głowę.

– Z kim się rżnąłeś? – Oskarżycielsko wycelowała w niego palec.

– Kurwa, nie twój interes! – warknął. – Możesz tu mieszkać, bo, kurwa, masz fajne cycki, a do tego, co robię, to chuj ci. Ciągnij lachę!

– Spierdalaj! – niemal krzyknęła. – To ja się tu, kurwa, staram, a ty na kurwy polazłeś? Pierdol się!

Cios był tak szybki, że nawet nie dostrzegła lecącej pięści. Po prostu nagle podłoga skoczyła do pionu i wyrżnęła ją w twarz. Przed oczami rozlała się jej fala bieli, szybko zastąpiona bólem i metalicznym posmakiem krwi w ustach.

– Pierdolić to ja będę ciebie. A jak, kurwa, nie dasz po dobroci, to se i tak wezmę, szmato… – Wymierzył jej kopniaka w plecy.

Poderwał ją z podłogi jak lalkę i cisnął na łóżko. Majtki poddały się z trzaskiem już za pierwszym podejściem. Dopiero kiedy zdarł z niej podkoszulek, zrozumiała, że powinna się bronić. Tylko jednak pogorszyła sprawę. Wdusił jej twarz w poduszkę, niemal pozbawiając oddechu. Poddała się.

Wciąż przyciskając ją do łóżka wbił się w kompletnie nieprzygotowaną. Kiedy wrzasnęła z bólu, kolejny cios spadł na głowę.

– Stul ryj! – wycedził przez zęby.

Z obawy przed kolejnymi ciosami, tłumiąc łkanie, pozwalała, by ją gwałcił. Kiedy po kilku minutach z niej wyszedł, myślała, że skończył. Myliła się.

Odruchowo niemal zacisnęła uda, broniąc się przed dalszym upokorzeniem. Tym razem oberwała otwartą dłonią, a potem jeszcze raz, pięścią. Z trudem utrzymała się na powierzchni świadomości. Z odrętwienia wyrwał ją potworny ból. Kiedy pierwsza fala opadła, dotarło do niej, że jej ukochany tkwi do połowy zagłębiony w jej tyłku. Naparł jeszcze raz. Wrzasnęła przeraźliwie i natychmiast oberwała jeszcze raz. I kolejny. Ból i ciosy pozbawiły ją w końcu świadomości.

* * *

Przytomność wracała powoli. Leżała na podłodze. Nawet nie wiedziała jak długo. Była naga. Usiłowała otworzyć oczy, ale efekt był połowiczny. Lewe oko całkowicie skryło się pod opuchlizną. W ustach czuła smak krwi. Bolała twarz, plecy… W zasadzie wszystko. Najmniejszy ruch wywoływał kolejne fale cierpienia w zmaltretowanym ciele. Piętnaście minut walczyła, by wstać. W końcu, podpierając się o meble i ściany, udało jej się dotrzeć do łazienki.

Z lustra nad umywalką patrzyła na nią opuchnięta, pokryta zakrzepłą krwią twarz. Nawet nie miała siły się rozpłakać. Bardziej wyczuła niż dostrzegła, że brakuje jej przynajmniej jednego zęba. Spojrzała w dół. Na brzuchu rozlewał się już siniak wielkości pięści. Nogi znaczyły ślady krwi. Wróciła do pokoju.

Spał na poznaczonej jej krwią pościeli.

Nie pamiętała, skąd w jej dłoni wziął się szeroki kuchenny nóż. Później potrafiła przypomnieć sobie tylko, że zaskakująco miękko wszedł w pokrytą tatuażem pierś mężczyzny. I że plama krwi, która wykwitła na prześcieradle, miała kształt serca.

.

 autor: Boober


To może być również interesujące:

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 

Opowiadania nieprzyzwoite (Mateusz Skrzyński) – recenzja

Osiemdziesiąt dni czerwonych (Vina Jackson) –  recenzja

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Dodaj komentarz