Stokrotka

opowiadanie kocham gejaStokrotka – Moomu Moo – opowiadane o miłości

– Mówię więc ciotce, żeby nie mówiła „pedały”, – westchnęła Amelka –  tylko geje, albo homoseksualiści. I że ja po tej historii z Tonym postanowiłam być lesbijką. A platoniczną, to właściwie od zawsze jestem, więc mnie boli, kiedy ona taką oczywistą agresję im objawia. Tłumaczę jej, a w odpowiedzi słyszę, że zawsze to ja byłam, ale popierdolona.

Buzia Amelki co jakiś czas ściągała się w obłędny dziubek. Zakończony ustami w kolorze śliwki. Odcień dostępny w najnowszej kolekcji Sefory Liquid Matt.

-…  i dokłada mi jeszcze, że nie byłaby wcale zdziwiona, gdyby całe to fiasko ze Szkocją to tylko i wyłącznie z powodu mojej życiowej niezaradności. Uwierzysz?!

Zamilkła na chwilę. Tak jakby mówienie nie mogło iść w parze z jednoczesnym przybieraniem teatralnej, pozy. Tak oczywistej, że aż uroczej. Jednej z tych jakie serwowała narzeczona Kaczora Donalda, zamiatając rzęsami pół podłogi.

Rozpiął się trzeci guzik białej koszuli, wsuniętej w błękitną, ołówkową spódnicę. Opiętą na nienagannym półkolu prawego biodra, na którym zadziornie i jednocześnie delikatnie spoczywała drobna dłoń, zakończona manikiurem w odcieniu klasycznej, nieśmiertelnej, czerwieni.

Smukłymi palcami drugiej ręki Amelka machnęła mi przed nosem, żądając odpowiedzi.

– Uwierzysz?! – powtórzyła.

– Słabo. – Mruknąłem. – Ale fakt, że niektórzy geje to ewidentne pedały.

– No tak, – Amelka zachichotała udając zmieszanie – ale to wy tak sobie możecie mówić, wy to co innego.

Nie wiem czemu Amelka myślała, że jestem gejem. Z początku mi to nie przeszkadzało, bo w ogóle nie byłem nią zainteresowany. Jedna z tych słodkich, głupiutkich dziuniek z pracy, do których zawsze ma się ochotę powiedzieć, „och, słonko…”. „Oj niunia, nie tędy; och ptysiu uważaj; pchełko, to tylko takie powiedzenie…”

 

Mam słabość do stóp.

Ogromną. W sypialni zamiast aktów wiszą u mnie oprawione fotografie stóp moich byłych.
Czarnobiałe. Każde inne. Hanki blade zakończone czarnymi paznokciami, połyskującymi odbiciem blasku flesza. Beaty oplecione wokół kostki łańcuszkiem z wisienką. Kolejne z początkami haluksów… Zosi. Moje ulubione.

Stopy Amelki zapamiętałem od pierwszego wejrzenia. Idealnie egipskie. Drobne, proste palce ułożone niczym zbocze piramidy. Zakończone perełkami nienagannie połyskujących paznokci.

Pierwszy raz trzymałem je w dłoniach jakoś po sylwestrze. Wtrąciła się w naszą rozmowę z Antonim.

Rozpływał się nad Notatkami z przestrzeni Jarnuszkiewicza, na co ja zanim się zorientowałem zdążyłem przewrócić oczami.

– Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem w galerii. – Rzuciłem zmieszany.

– Och powinien się pan wybrać, panie Wacku, zdaje się że jest do końca marca, czy może nawet dłużej.

– Takie przeceny? – Rzuciła Amelka, weszła do garderoby chwilę wcześniej i właśnie ściągała cienkie, czarne pończochy z paskiem przez środek łydki.

– Niestety się nie orientuję. – Odpowiedział Antoni. Odchrząkną najpierw, aby ukryć zakłopotanie. Potem z nienaganną uprzejmością i sympatią, jaką uważał za stosowne obdarzać cały świat, obiecał popytać. – Czy jakieś konkretne dzieło panią interesuje?

– A nie wiem, tak bym polatała. Dotychczas byłam tylko w Arkadii i Złotych Tarasach. – Powiedziała Amelka zmieniając czarne lakierowane szpilki, na gołębią biel z odsłoniętymi palcami.

– Poczekaj. – złapałem jej łydkę. Antoni rzucił mi spojrzenie człowieka wykorzystującego sytuację, żeby wymigać się z rozmowy, w której nie wie o co chodzi.

– To gdzie ta galeria dokładnie? Nie znam jeszcze dobrze Warszawy.

– Zachęta to jest galeria sztuki.  – Powiedziałem nie odrywając spojrzenia od wstrząsanej puszki z pudrem w spreju.

– Acha. – Zachichotała kołysząc się na jednej nodze. Drugą miała zgiętą jak pelikan

– Myślałam, że to dzielnica.

– Dzielnica to Ochota. – Przetarłem przednią krawędź buta chusteczką z nabłyszczaczem. – Powinnaś się przejechać na Hynka, do Polskich projektantów. Spodoba ci się.

Amelka będzie mi się zwierzać.

Tak postanowiła któregoś dnia.

– Będziesz moją psiapsiułą Wacuś. – Powiedziała biorąc mnie pod rękę. – Ja tu taka samotna jestem. – Dodała wzdychając teatralnie i opierając głowę na moim ramieniu. Jej włosy pachniały płynnym jedwabiem.

Zanim się zorientowałem znałem jej cały życiorys. Chociaż, jak Amelka słusznie zauważyła tylko część, bo kto wie co ją jeszcze w życiu czeka.

– Jakoś tak czuję, taką pewność mam, że mi się wszystko w końcu ułoży. Bo niby czemu nie. Ja wcale nie chcę nie wiadomo czego.

– Bo ty dobra kobieta jesteś, – powiedziałem udając zachrypnięty głos Lindy – prosta.

– No. Faceta bym chciała, który by mnie kochał na zabój. Takiej stabilności. Dużego psa, małego mieszkanka na poddaszu. I koniecznie bez windy, żebym mogła cały czas dbać o kondycję. Tak wiesz, mimo woli.

W sumie zgadzam się z dziewczyną, jak jej tak słucham. Zaczynam dostrzegać dyskretny, prosty jej urok. Tę wesołą banalność. Oczywistość i jakby lekkość.  Lubię ją, – myślę sobie – sporo w życiu przeszła, – stawiam werdykt – powinna być szczęśliwa. A chyba najgorsze co mogło ją spotkać to to, że jest sierotą. Wychowaną przez kompletnie powaloną ciotkę.

Taką trochę cyganką jest. Cyganką i platoniczną lesbijką – czasem się śmieję. Wciśniętą w dopasowany autfit niewinnie słodkiej, kreskówkowej Daisy. Zaczynam rozmyślać nad zapachem jej cipki. Tłumaczę sobie, że to przez tę lekkość bytu. I przez to, że dopiero co skończyłem Kunderę czytać. I że bardzo bym chciał, żeby usiadła mi na twarzy.

Szkoda, że jesteś gejem.

Powiedziała Amelka.

– Wiem że się nie da was nawrócić, ale ja to bym dla ciebie nawet przestała palić papierosy.

Amelka paliła przynajmniej paczkę mentolowych Vouge’ów dziennie, więc jej deklaracja była imponująca.

– No to rzuć. – Palnąłem, zanim zdążyłam przemyśleć sprawę.

– No co ty? – Amelka uśmiechnęła się od ucha do ucha – Myślisz, że by ci stanął?

Siedzieliśmy na kanapie w kącie Coffee Heven przy rondzie Daszyńskiego. Na kolanach wciąż trzymałem kurtkę, więc nie musiałem się martwić, że Amelka się zorientuje, że pytanie było absurdalnie śmieszne.

Nie wiedziałem co odpowiedzieć.

– Fajnie by było. – oparła głowę na moim ramieniu. Przytuliłem policzek do jej włosów. Pachniały darmowymi próbkami Biosilku. – Moglibyśmy wyjechać do Szkocji. Mielibyśmy chatkę na wrzosowiskach…

– Wiatr rozwiewałby ci włosy…

– Wiesz, Szkocja to chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie w ciągu jednego dnia można doświadczyć wszystkich pór roku.

– Hm, to ładne.

– No. Tony tak twierdzi. On to jest zakochany w tej swojej Szkocji – Westchnęła. Lekko przechyliła twarz w moją stronę ściągając brwi, robiła słodkiego zeza próbując przyglądać mi się w tej pozycji – Myślę, że by ci się Tony spodobał. – oceniła.

Oczy jej nagle błysnęły i zaraz pociemniały. Równie gwałtownie, jakby na myśl jakąś źrenice pękły i zalały smołą całą zieleń tęczówki.

– Wiesz co…

Rumieniec na jej twarzy upewnił mnie w przekonaniu, że nie wiedziałem.

– Ja zawsze miałam taką fantazję. Żeby na sandłicza spróbować…  Ale nigdy nie miałam odwagi.

Skrzywiłem się na samą myśl, żeby tak blisko z drugim facetem.

– A, że wolałbyś z Tonym? – niby tak dobrze czytała moje myśli – On chyba nie bardzo… A jak bym ci robiła laskę, a Tony by mnie brał od tyłu, to w sumie byś mnie nie widział za bardzo. I patrzył na Tonyego. To by było trochę tak jak to on ci robił laskę, nie? Chociaż Tony by pewnie musiał zamknąć oczy…

Nie mogłem się otrząsnąć. Piłem drugą kawę, coraz bardziej dotkliwie odczuwałem skutki wzrostu ciśnienia.

– Ale to ja bym wolał cię brać.

Od stycznia.

Codziennie, poza weekendami, chodzę z Amelką na kawę. W weekendy za to o niej myślę. Nieustannie. O włosach. Ustach. Wspominam, jak poprawiam przed sesją stanik i próbuję sobie wyobrazić zapach jej skóry w rowku między piersiami. A ona mi tu o trójkącie. O swoich ustach na moim penisie… Resztki przytomnego umysłu musiały to przerwać.

Otarłem czoło. Odstawiłem szklankę grande latte na stół. Zatrzymałem tam swoje spojrzenie, bo Amelka milczała.

– To ja bym cię chciał brać. Najchętniej bez idioty Toniego, w ogóle. Od tyłu, z przodu, pod stołem, na łące. Chciałbym wylizać ci stopy i pot z powiek. – Powiedziałem jednym tchem.

Cicho stuknąłem koniuszkami obu dłoni w krawędź stołu, na dowód swojej stanowczości, bo Amelka wciąż milczała.

Kiedy podniosłem wzrok patrzyła na mnie z wpół otwartą buzią. Zanim jej usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, dwa zielone stawy tęczówek zatrzepotały wachlarzem doklejanych jeden do jeden rzęs.

– Pieprzysz. – Powiedziała w końcu. Próbowała się zaśmiać. Nerwowo sięgnęła do imbryczka z resztkami zielonej herbaty.

– Nie. – Przesunąłem kilka miękkich, jasnych kosmyków włosów. Odsłoniłem ucho. Uszko. – Stoi mi odkąd usiedliśmy. – Szepnąłem.

Zanim przełknęła herbatę, dłonią sięgnęła pod moją kurtkę.

Podałem jej chusteczkę, bo cała się opluła. Wzruszyłem ramionami.

– Nigdy ci nie mówiłem, że jestem gejem.

– Jak to możliwe, że nie jesteś?!

– Nie wszyscy styliści to od razu geje.

– Ale ty lubisz same babskie rzeczy. Nie znam żadnego hetero, który potrafiłby mi powiedzieć jakie trendy z dwutysięcznego piętnastego roku w pedicure są nadal aktualne.

– Czerwień, połysk, odwrócony frencz w kolorach… – Mówiąc to rozłożyłem reprezentacyjnie ręce – znasz.

 

Jestem kobietą w ciele mężczyzny.

Tak stwierdziła Amelka, kiedy spotkaliśmy się na drinka po pracy. Trzy noce i dwa dni, po tym jak uciekła w popłochu z Cofee Heaven. Ja zostałem. Musiałem chwilkę odczekać. Uspokoić duszę.
Po nachalnej i niemal mistycznej wizji koniuszka Amelki języka wolno sunącego od jajek w górę prącia. Wilgotnego oddechu na moim rozgrzanym napletku.

Gotowość na wszystko z jaką sięgnęła pod kurtkę była katalizatorem. Kiedy minęło ciepłe, błogie rozprężenie, jak ostygłem, po Amelce nie było śladu. Przyszła straszna myśl. Co jeśli ja „hetero” nie będę dla niej atrakcyjny?

Co jeśli podobałem jej się tylko jako gej? Niedostępny, przystojny, wrażliwy przyjaciel, któremu mogła się modnie wypłakać na ramieniu. Przytulić i opowiedzieć swój ostatni sen?

W odruchu rozpaczy i zażenowania postanowiłem jej wysłać wiadomość.
„Żartowałem. Skoczymy po pracy na piwo?”. Załączyłem zdjęcie z maseczką błotną na twarzy. Tak na wszelki wypadek.

– Wiem, że nie żartowałeś. – Powiedział siadając przy stoliku. Ja przyglądałem się kropli spływającej po wierzchu szklanki z jasnym, pszenicznym piwem. – Jeszcze nie słyszałam o geju, który tak by eksplodował pod dotykiem kobiety.  Musisz być naprawdę skołowany. Biedaku.

Położyła rękę na moim ramieniu. – Ale wydaje mi się, że ja już wszystko rozkminiłam.

Chwilę milczała, taktownie czekając na moją reakcję.

– Może ty nigdy nie byłeś gejem.

Zaczęło się bardzo dobrze.

– Może jesteś kobietą w męskim ciele?

Wziąłem głęboki oddech.

Do tego lesbą.

Pomyślałem.  Nie taka głupia ta Amelka. Na jej logikę, to mogłoby się udać.

Złapałem ją za rękę.

– To wszystko tłumaczy. – spojrzałem prosto w oczy, uśmiechając się od ucha do ucha, bo nagle poczułem się najszczęśliwszym facetem na świecie. Przepraszam, najszczęśliwszą na świecie lesbijką w ciele mężczyzny.

–  Jestem kobietą w męskim ciele. To tłumaczy, dlaczego mam cię ochotę Amelko ordynarnie zerżnąć od tyłu, ciągnąć za włosy, zatykać usta. Wypychać je swoim penisem. A jednocześnie krzywię się na tę myśl, jak na zgagę.

Bo coś mi mówi Amelko, że tam w środku, gdzieś głęboko, w perłowej poświacie swojej muszelki, jesteś skrytą marzycielką. Że tam gdzie mogę cię dotknąć tylko jako mężczyzna jesteś jeszcze piękniejsza niż twoje pełne usta, obłędna talia i wielkie zdumione oczy.  Że pachniesz imbirem, piżmem i sandałowcem.

– Fascynujące! – Szepnęła Amelka zaraz po tym jak splądrowała językiem moje gardło.

.

autorka: Moomu Moo


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • polajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

4 myśli na temat “Stokrotka

Dodaj komentarz