Suicide is painless

masochizm opowiadanie erotyczne Suicide is painless – megaera – miniatura erotyczna

Stoję przed lustrem i patrzę na swoje ciało. Wyglądam jakbym przeszła na golasa przez te wielkie szczotki w samochodowej myjni. Niektóre pręgi są ledwie różowe, inne fioletowo czerwone, kolejne zaczynają podchodzić krwią i już wiem, że jutro rozleją się na bladym ciele wielkimi, wielobarwnymi sińcami.

Gapię się na nie wszystkie i próbuję ustalić, kiedy i jak powstały. Niektóre pamiętam dobrze, ale inne są zupełną zagadką. Jak to możliwe, żeby tego nie pamiętać? Jak dalece można się odłączyć żeby nie mieć w rejestrze każdej pojedynczej krzywdy? Kilka godzin temu każdy strzał wyrywał z mojego gardła desperacki krzyk i wyciskał z oczu łzy, a teraz większości z nich nie potrafię sobie przypomnieć.

Dotykam obolałych miejsc i zastanawiam się, co ucierpiało najbardziej. Nie tyłek, który w chaotycznym pląsie uciekał od kolejnych razów, nie udo, które zdrętwiało od kopniaka, nie sutki, które rozlewają się dokuczliwym bólem przy najmniejszym ruchu piersi pod bluzką i nawet nie wnętrza ud, które cały czas pulsują gorącem uniemożliwiającym złączenie nóg.

Najbardziej ucierpiało moje ego. Albo duma. Albo po prostu ta część mnie, dzięki której potrafię wierzyć, że jestem silna i daję radę. Ta część dynda ciągle zawieszona na sznurze upiętym pod sufitem. Postrzępiona jak majtki, których pocięte nożem skrawki zwisały z mojego tyłka. Rozpadła się na kawałki na dźwięk hasła bezpieczeństwa wykrzyczanego w chwili niekontrolowanej słabości.

Cały czas nie potrafię tego zrozumieć i nie umiem sobie wybaczyć. Weszłam w to sama. Jechałam tam taka gotowa. Nie szukałam wymówek, nie stawiałam zasieków, byłam pogodzona i poddana. Byłam gotowa zmierzyć się z każdym swoim lękiem, każdą paranoją i każdą granicą. Podjęłam tę decyzję świadomie i nie zamierzałam protestować. I nie protestowałam. Przynajmniej nie w zakresie, nad którym umiałam świadomie zapanować. Nie intencjonalnie. Nie irracjonalnie. Nie na wszelki wypadek. Nie dlatego, że tak jest bezpieczniej. Nie tak, jak robię to zazwyczaj.

Ale pokonał mnie ból. Pokonała mnie smutna, słaba fizyczność. Coś, co wydawało mi się najłatwiejsze do opanowania. Wygrałam z lękami, wygrałam z paniką, a zdradziło mnie ciało.

Odwracam się plecami do lustra i patrzę przez ramię na to miejsce, na które spadł cios, który mnie złamał. Który pierwszy raz w życiu wyrwał z mojego gardła słowo, które nigdy nie powinno z niego wypaść. Wiem, że było sprowokowane, ale mam nadzieję, że chociaż uzasadnione. Przyglądam się, szukam, ale nie ma tam kurwa nawet śladu. Nic. Nic, co chociaż wizualnie mogłoby mnie usprawiedliwić. Zrozumiałabym rozerwaną skórę. Przyjęłabym choćby krwistą pręgę. Cokolwiek, co mogłoby pozwolić mi myśleć, że miałam rację, że mogłam nie wytrzymać, że to nie słabość, nie porażka, że każdy by zrozumiał.

Ale jest tylko lekko zaróżowiona skóra, która wygląda lepiej niż kolana czerwone od klęczenia czy oczy przekrwione od spermy. Nic mnie nie tłumaczy. Czuję tylko wściekłość. Zaczynam rozumieć, czemu pokłóciłam się z taksówkarzem, który wiózł mnie do domu, dlaczego bez powodu nakrzyczałam na psa, który powitał mnie zbyt entuzjastycznie i czemu tak wkurwił mnie niesmaczny obiad.

Jestem na siebie taka wściekła, że łzy cisną mi się do oczu. Próbuję opanować absurdalność tej złości. Próbuję terapeutycznie tłumaczyć sobie, że ludzie mają prawo do słabości. Że mogą nie dawać rady. Że nie ma w tym nic złego. I rozumiem to w teorii. Potrafię zrozumieć to w innych. Logicznie i wspierająco wytłumaczyłabym to każdemu na moim miejscu. I tylko dla siebie nie mam tej samej litości. Czuję się złamana i pokonana.

Nie umiem zwinąć się w kłębek i głaskać się z czułością i zrozumieniem. Nie potrafię pozwolić na to komuś. Nie mam mechanizmów radzenia sobie ze słabością. Nic, co mogłoby mnie przekonać, że nic się nie stało. Sięgam więc po jedyną znaną mi metodę. Wybiję to sobie z głowy orgazmem i zapomnę chociaż na chwilę. Skupię się na tym, co zniosłam. Na tym, co wytrzymałam. Nagrodzę się za to rozkoszą.

Układam ciało na kanapie i wsuwam masażer między uda. Dotykam obolałej cipki i od razu pamiętam, że zniosła te wszystkie razy, które na nią spadły. Przez chwilę znowu czuję się dumna i robi mi się cieplej. Ale nagle znowu dociera do mnie zapach mojego własnego podniecenia, który czułam wyraźnie w swoich najgorszych, najniższych momentach tego spotkania. Wszystko we mnie umierało, a moja cipa pachniała wilgotną ekstazą tak wyraźnie, że drażniła nozdrza mocniej niż odrażający aromat papieru toaletowego, którym wycierałam zasmarkany nos. Nie umiałam zrozumieć jej wtedy i nie umiem teraz. Czuję jakby mnie zdradziła.

I znowu czuję złość. Na nią, na siebie, na to wadliwe ciało, które nie działa tak, jak bym chciała, jest słabe. Orgazm oddala się ode mnie. Rozkręcam więc masażer na pełne obroty i próbuję wymusić na sobie przyjemność. Próbuję na siłę wmówić mojemu ciału, że na to zasłużyłam. Ale ono zdaje się wiedzieć lepiej. Nie reaguje, nie współpracuje, jest poza moją kontrolą.

Cipka zaczyna dokuczliwie piec od intensywnych wibracji. Czuję wyraźnie, że przegrałam dzisiaj nie tylko z sadystą i jego szatańskimi narzędziami męki. Przegrałam z własnym poczuciem zajebistości, z ułudnym przekonaniem o własnej sile i o tym, że mogę kontrolować wszystko, co dzieje się ze mną i moim ciałem.

Wyłączam masażer i odkładam go na stolik. Rozlewa się we mnie jakiś spokój, bo wiem już na pewno, że nie wygram i niczego sobie nie udowodnię. Nie mam już w sobie walki z tym poczuciem bezsilności. Nie jestem niezniszczalna. Nie wszystko mogę kontrolować. Nie zawsze daję radę. Nie przekonam siebie na siłę, że jest inaczej. Mogę tylko spróbować się z tym pogodzić. Poddaję się po prostu tej kojącej myśli, zawijam ciało w koc i zasypiam.

 .

autorka: megaera


To może być również interesujące:

Stealthing, to nie był gwałt

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

Dodaj komentarz