Sylwester

sylwesterSylwester – Barman-Raven – opowiadanie erotyczne

Podniosłem się na łokciu. Zmrużyłem oczy. O co chodzi do jasnej cholery? Cały pokój zalany był jasnym światłem. Jasne… Pieprzona pełnia.

Już miałem się zawinąć z powrotem w kołdrę, kiedy dostrzegłem utkwione we mnie spojrzenie. Dwa nieruchome, ciemne punkty, które w dziennym świetle jaśniały na brązowo. Nutka. Pod kołdrą ledwie było widać zarys jej filigranowego ciała.

– Jak długo nie śpisz?

– Już jakiś czas…

Wciąż zaskakiwało mnie jej zachowanie. Gdybym to ja się obudził w środku nocy i nie mógł zasnąć, wytrzymałbym w łóżku nie dłużej niż kwadrans. Ale nie byłem Nutką. Moja kochanka wciąż zachowywała się u mnie jak gość. Bez pytania nie przestawiła nawet świecznika. Poruszała się między łazienką a pokojem, jakby wciąż nie czuła się swobodnie w naszym mieszkaniu. Bo było nasze, odkąd wprowadziła tu swój uśmiech.
Włosy na szczotce i w odpływie wanny, jasnoniebieska szczoteczka do zębów, zapas zielonej herbaty w kuchni, musli śniadaniowe, a przede wszystkim woń. Delikatny jak zwiewna mgiełka, ulotny, ale wyczuwalny aromat kobiecej obecności. Trafiałem na niego w pościeli co rano, towarzyszył mi przy porannej kawie i w czasie, gdy wybierałem się do pracy.

Wiecznie odsunięte krzesło przy kuchennym stole, porzucony kubek z niedopitą herbatą, powieszony do wyschnięcia ręcznik w łazience – moje mieszkanie „kawalera z odzysku” znów ożyło dzięki jej obecności.

– Chodź tu do mnie… – wsunąłem ramię pod jej głowę i przytuliłem drobniutkie ciało mojej tancerki. Nie minęła chwila kiedy poczułem jak jej oddech się wyrównuje i zwalnia. Zasnęła tuż po wtuleniu się we mnie.

* * *

Wszystko zaczęło się w grudniu. Zima tego roku nie była łaskawa. Marne opady śniegu i siarczysty mróz. Cierpiałem podwójnie, czekając na koniec tego feralnego roku jak na zbawienie. Miałem go już serdecznie dość. Zmiany, zamieszanie, chaos i postępujące z dnia na dzień zniechęcenie. I zdarzył się wieczór z Nutką. Czemu właśnie „Nutka”? Na biodrze mojej kochanki widniała wytatuowana ciemnym tuszem mała nuta. Biorąc pod uwagę to, że była tancerką, wszystko układało się w spójną całość.

To miał być czysty układ – ona masochistka i ja z ciągotami sadystycznymi, a obydwoje z dość swobodnym podejściem do seksu – umawialiśmy się, by korzystać z naszych ciał i zboczonych umysłów.

W przeddzień Sylwestra jeszcze nie wiedziałem gdzie i z kim przywitam Nowy Rok. Mówi się „jaki Sylwester taki cały rok”. To był impuls. Zanim pomyślałem, byłem już umówiony z moją młodziutką kochanką. „Co ja wyprawiam? Przecież prawie się nie znamy…” pomyślałem, odkładając telefon.
Wieczór sylwestrowy zastał mnie na zmywaniu podłóg. Popatrzyłem na  zegarek. Ledwie godzina na prasowanie.

Większość osób w kraju przygotowywała eleganckie stroje, jedzenie, alkohol i napoje. Tymczasem ja przygotowywałem liny, wibratory, bambusowe trzcinki i prasowałem satynowe chusty, które miały posłużyć do wiązania kochanki, bądź jako kneble, albo zasłona na oczy. Uśmiechnąłem się do swojego odbicia w czarnym lustrze szyby w oknie. Dobry spontan to przygotowany spontan.

Kiedy zadzwonił domofon byłem pachnący, elegancki i gotowy na zabawę seksem. Otworzyłem drzwi i oniemiałem. Tak eleganckiej Nutki jeszcze nie widziałem. Mocny makijaż odcinał się na tle czarnej sukienki. Zmarznięta jak zwykle. Napalona jak zawsze.
Łagodny pocałunek zmienił się w pokaz mojej siły. Jakby w tym pierwszym kontakcie od razu rysowały się nasze role. Jeszcze chwila i podnosiłbym ją z kolan. Ulegała i nie było to poddanie się pożądaniu, ale bezwiedne wchodzenie w uległość, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Oderwałem usta od jej warg. Podtrzymałem filigranową figurę. Nie panowała nad drżeniem kolan. Nieprzytomne oczy szkliły się, jakby pod wpływem narkotyku. Potrząsnęła głową powoli dochodząc do siebie.

– Dobry wieczór – przywitałem się. Podniosła wzrok.

– Wszystko w porządku? – Przytaknęła.

– Dobry wieczór… – odpowiedziała prawie szeptem.

Odgarnąłem z czoła dziewczyny falę włosów opadających na twarz. „Przełamałem zaklęcie – pomyślałem. – Jeśli się zakocham, to nie w niesfornym kosmku, ale w całej fali”. Uśmiechnąłem się pod nosem. Pomyślała, że to do niej. Odpowiedziała  z początku nieśmiałym, a później pełnym uśmiechem. I aż pojaśniało wokół. Była urzekająco piękna. Emanowała pozytywnymi emocjami, wobec których byłem bezbronny. Znałem wszystkie kobiece triki, miny, zmarszczenia brwi, grymasy i wykrzywione usta, ale na taką bezpośredniość nie byłem przygotowany. Ze zdumieniem spostrzegłem, że ja też się uśmiecham.

Poprowadziłem ją do kuchni. Usiadła przy stole – tym samym, na którym „odleciała” ostatnim razem pod wpływem lania, jakie jej sprawiłem. Kolejne zaskoczenie z Nutką. Zaufała mi intuicyjnie już na pierwszym spotkaniu wyczuwając, że z mojej strony nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo. W moim przypadku rzeczywiście była bezpieczna. Ale gdyby trafiła na kogoś ze światka warszawskich bedeesemowców, prawdziwych tru–masterów, sprawa mogłaby wyglądać zgoła inaczej. Ale być może gdybym to nie był ja, ona zachowałaby większą ostrożność. W tej chwili nie miało to już żadnego znaczenia. Nieledwie tydzień temu mogłem ją zmasakrować i zgwałcić. Była związana, naga, bezbronna i bez możliwości ucieczki. Niemniej zdałem egzamin z powściągliwości i odpowiedzialności.

– Zmarzłaś?

– Tak, odrobinę.

– Gorącej herbaty? Czy wina od razu? Czy jedno i drugie?

– Herbaty, jeśli masz zieloną…

Krzątałem się w kuchni, czując się nieswojo pod czujnym spojrzeniem ciemnobrązowych oczu. W końcu postawiłem przed nią i kubek z herbatą i kieliszek wina. Pozwoliłem sobie na papierosa. Lubię palić. Zwłaszcza w jej obecności. Fetyszyzowała moje palenie. Zwierzyła mi się w którejś z rozmów, że patrząc jak palę, natychmiast robi się mokra. Niewytłumaczalny fenomen: „Nie wiem, na czym to polega, może to jak trzymasz papierosa, może to sposób, w jaki mrużysz oczy, kiedy się zaciągasz, a może sposób w jaki wydmuchujesz dym… sama nie wiem”

Patrzyłem poprzez kłęby dymu na kobietę, z którą miałem spędzić najbliższe klika godzin na upojnym seksie. Wzrokiem badałem to, co za moment miałem poczuć pod palcami. Wysportowane, młode ciało, którego świeżość obiecywała intensywną noc. Speszyłem ją tym spojrzeniem.

– Dlaczego tak mi się przyglądasz?

– Mam na ciebie ochotę… – wychrypiałem przez wyschnięte gardło. Przełknąłem ślinę i już normalnych głosem spytałem zaczepnie: – Nie mogę?

– Mhm…– Odpowiedzią był rozogniony wzrok. Nie zwracała uwagi na to, co mówiłem. Jej oczy uważnie śledziły każdy ruch papierosa.

– Nutka! No, ale nie rób tego tak otwarcie… – Roześmiałem się, strzepując do popielniczki papierosowy popiół.

– Nie mogę? – odcięła się kochanka.

– Możesz, możesz… A teraz już chodź do pokoju.

Kilka chwil później stanęła przede mną w oczekiwaniu na to, co będzie się działo dalej. Chwyciłem ją za podbródek. Uniosłem jej głowę. Ta mała całowała jak szatan. Potrafiła napierać językiem, by tuż po tym wycofać się, oddając inicjatywę. Przyjmowała mnie głęboko, jakbyśmy uprawiali seks, łagodniała pod moim naporem i za chwilę to ona gwałciła moje usta. Zatrzymałem się, przygryzając jej język. Pisnęła, ale nie mogła się wyrwać. Oddech przyspieszył, a oczy skryły się pod trzepotem rzęs. Masochistka złapana w potrzask. Czułem, jak uginają się jej nogi. Wypuściłem język spomiędzy zębów. Dyszała ciężko, próbując odzyskać kontrolę nad sobą.

Dwa kroki w tył i popchnąłem ją na łóżko. Kiedy pochyliłem się nad nią i wsunąłem nos pomiędzy wargi sromowe, odsuwając na bok czerń majtek, już wiedziała, czego od niej chciałem. Ten zapach oszałamiał i upajał. Nie wiem, czy to zasługa jej feromonów, czy perfum, ale jej ciało wydzielało aromat, od którego kręciło mi się w głowie. Z każdym naszym spotkaniem pragnąłem go więcej i za każdym razem pozostawałem nienasycony. Uprzedzałem, że jestem zapachowym fetyszystą.
Oderwałem się na chwilę od kobiecości.

– Mam świra na punkcie twojego zapachu.

– Nie przeszkadzaj sobie…– wyszeptała spierzchniętymi wargami.

Zanim udało mi się dobrze posmakować jej smak i zapach, zadrżała, zachłysnęła się powietrzem, zamarła, napięta i pulsująca. Podniosłem zalaną kobiecym sokami twarz. Pocałowała mnie gwałtownie i zachłannie.

– Czy to był…? – Wytarłem płyn, kapiący po brodzie.

– … – Odpowiedziała skinieniem głowy.

Przeczytałem gdzieś, że naprawdę niebezpiecznie jest, kiedy kobieta milczy, nie rusza się i ma uśmiech na twarzy. W tym przypadku powinienem był zachować wzmożoną czujność. Jej wizytówką były milczenie i uśmiech. I cieknące po udach podniecenie.

Patrzyła wielkimi, brązowymi oczami, jak zapalam papierosa. Zaciągnąłem się i odgoniłem myśl, która zakiełkowała w głowie. Zauważyła tę krótką chwilę zamyślenia.

– O czym pomyślałeś?

– Nie powiem – uśmiechnąłem się do swoich myśli. Nic z tego. Nie przyznam się z własnej woli do swojej słabości.

– A jeśli… zajmę się tobą?

– Zajmiesz się i tak – rozpiąłem rozporek, wydobywając na wierzch penisa. Klęknęła przed łóżkiem z uśmiechem grającym na ustach. Ujęła kutasa w dłoń. Polizała tak, jak małe dziewczynki liżą loda. Włożyła go sobie głęboko w gardło. Język zawibrował wokół męskości.

Zamknąłem oczy. Już miałem zatracić się w odczuwaniu, kiedy przerwała stymulację.

Trzymając zaciśniętą dłoń na penisie zapytała:

– O czym pomyślałeś?

– O nie, nie, nie… Nie dam się… – słowa uwięzły mi w gardle, bo znów język otoczył moje wyprężenie. Dziewczęca głowa opadała i unosiła się w szybkim tempie. Już byłem na skraju, kiedy po raz kolejny powstrzymała wszelkie pieszczoty.  I znowu po chwili objęła ustami kutasa. Wspaniałe fellatio. Uznałem, że zasłużyła sobie na szczerość. Nie mogąc skupić się na mówieniu, wydukałem:

– Nie u–to–pię się w tym brązie. To po–my–śla–łem.

Odrywając usta od  kutasa odpowiedziała z szerokim uśmiechem:

– Już to zrobiłeś, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

Roześmiałem się na głos w odpowiedzi. Nie doceniała mnie. A może przeceniała? Nie byłem gotów na normalną relację, z tymi wszystkimi powinnościami, emocjami i przede wszystkim z tym całym zaufaniem, jakiego wymaga związek dwojga dorosłych ludzi.

Chwilę później, paląc kolejnego papierosa, zażądałem:

– Rozbierz się.

Bez wahania sięgnęła do zapięcia sukienki. Kilka sekund później była naga, jeśli nie liczyć pończoch.

Łyk wina i kolejny raz tego wieczoru zanurzyłem się między kształtne uda mojej tancerki. Ledwie chwila mojej zabawy i znów całe ciało wyprężyło się i napięło. Zabawne. Zazwyczaj wyczucie miejsc najwrażliwszych, sposobu w jaki powinienem pieścić kobietę, by doprowadzić ją do orgazmu samym językiem i ustami zajmowało mi chwilę. Z Nutką musiałem, wprost przeciwnie, uczyć się sprawiania przyjemności w seksie francuskim, nie odbierając sobie rozkoszy z długotrwałego delektowania się tego rodzaju pieszczotą. Ale ta umiejętność miała dopiero przyjść z czasem.

Po trzecim orgazmie w niespełna kwadrans, moja uległa uciekła spod moich dłoni i złożywszy uda razem spytała:

– Idziesz na rekord?

Roześmiałem się w odpowiedzi. Nigdy nie zwracałem na to uwagi – wystarczało mi, by partnerka była usatysfakcjonowana, a mój głód wrażeń dotykowych zaspokojony.

– Ile najwięcej miałaś orgazmów? – Siedzieliśmy już na kanapie obok siebie, popijając wino.

– Hmmm.. siedem.

– Dawno?

– Jakieś trzy miesiące temu.

Dziwny dialog – przyznaję. Jedynym wytłumaczeniem było to, że dopiero się poznawaliśmy.

Nigdy nie miałem problemu z mówieniem o swojej seksualności. Z mojej młodej kochanki trzeba było wszystkie informacje wydobywać cierpliwie i z wyczuciem. Zadziwiała mnie ta rozpustna introwertyczka. A przecież komunikowanie się, dzielenie wrażeniami, doświadczeniem i emocjami to, wydawać by się mogło, naturalne cechy osób eksperymentujących w sferze seksualności. Jednak Nutka była otoczona szczelnym kokonem, przez który przebicie się stanowiło nie lada wyzwanie.

Popatrzyłem na kochankę. W świetle świec jej ciało miało jasnozłoty kolor. W jednej chwili wyglądała jak dojrzała kobieta, z pełnym biustem, ładnie wykrojoną pupą i całym arsenałem gestów dorosłego pożądania, a w drugiej jak mała, zagubiona dziewczynka, z nogami podkulonymi pod brodę, rozpuszczonymi włosami i niewinną miną Czerwonego Kapturka. Czasem czułem się przy niej jak Zły Wilk.

Bałagan w głowie postanowiłem utopić w rozpasaniu erotycznym. Tu czułem się pewnie, tu nie było domysłów i wątpliwości, tu nie musiałem roztrząsać moralności zachowań ani wspomnień minionych zauroczeń – miałem jej ciało, żeby tej nocy dać rozkosz fizyczną. Poprosiłem, by uklękła na łóżku. Z zawahaniem spełniła moją prośbę.

W głośnikach moi ukochani Depeche i rosnąca z każdą chwilą ekscytacja. Piękne ciało przede mną i pozwolenie na pastwienie się nad nim. Zapaliłem wcześnie przygotowaną długą świecę. Podszedłem do wypiętego tyłka Nutki.

Czerwony wosk wokół płomienia delikatnie chybotał się przy każdym poruszeniu mojej dłoni. „Zobaczymy, jaka z ciebie masochistka” pomyślałem przechyliwszy świecę nad jej plecami. Drgnęła jak rażona prądem. Jedna za drugą gorące krople spadały na skórę. Wiedziałem, jakie to wrażenie. Najpierw jak dotknięcie płomienia, powoli ochładzające się do łagodnego gorąca i już kiedy skóra miała się odprężyć, czując delikatne ciepło, tuż obok lądowała kolejna kropla płynnego wosku.

Poprowadziłem dłoń w górę pleców, znacząc linię kręgosłupa czerwonymi kropkami. Z każdą z nich ciało Nutki drżało, a oddech przeradzał się w stłumione jęki. Zmieniłem kolor na białą świecę. Następne kropeczki parzyły skórę dziewczyny. Trafiałem dokładnie w te miejsca, które były najbardziej wrażliwe. Sadystyczna frajda z zadawania bólu, powodująca  mrowienie w całym ciele.

Kiedy pokryłem już większość pleców woskiem, sięgnąłem po nóż. Pierwszy dotyk ostrza był tak delikatny, że niemalże czuły. Przejechałem gładką stroną po plecach kochanki, zbierając na nożu część wosku. Zadrżała od dotyku stali na swoim ciele. Obróciłem klingę ząbkowaną stroną. Brutalna czerń noża wyraźnie odcinała się na jasnych, delikatnych plecach Nutki. Mocno przyciskając, zdzierałem wosk wraz z naskórkiem. Jęknęła, zacisnęła dłonie w pięści,  ledwie zapanowawszy nad odruchem skulenia się. Kolejna warstwa kolorowych kropek spadła na podłogę. Słyszałem jej przyspieszony oddech. Przyłożyłem nóż do pleców. Już nie uciekała spod dotyku. Wygięła się w łuk, napierając na kłujące ząbki. Koci grzbiet masochistki.

– Wystarczy tego dobrego – przerwałem te pieszczoty, pragnąc wykorzystać obudzone na nowo masochistyczne podniecenie. Znów ciekło jej po udach.

Obróciłem ją na plecy. Tak jak się podziewałem: miała zupełnie nieprzytomny wzrok. Sięgnąłem po różdżkę. Zawahałem się, szukając miejsca na nóż. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo boi się stalowego ostrza. Uśmiechnąłem się do swojej przewrotności i rozchyliwszy wargi tancerki wsunąłem klingę pomiędzy zęby. W rozdziawionych ustach nóż opierał się o kąciki warg, uniemożliwiając jakikolwiek protest. Nie widać było strachu. Raczej oszołomienie i odlot na endorfinach. Jeśli dotychczas było jej przyjemnie, teraz miała naprawdę poczuć rozkosz.

Włączyłem masażer. Odezwało się ciche buczenie. Nutka jeszcze nieświadoma, co mam zamiar jej zafundować, spojrzała z niepokojem pomiędzy swoje uda. Pierwsze dotknięcie i aż odskoczyła, jednocześnie starając się utrzymać ostrze w ustach i nie pokaleczyć się przy tym.

Wibrująca gałka zanurzyła się między nogi uległej, która jęknęła i ze świstem wciągnęła powietrze. Śluz wyciekał spomiędzy warg sromowych, nadając urządzeniu doskonały poślizg. Cudowny widok – kobieta uwiązana jak ćma na niewidzialnej nici do źródła rozkoszy. Nie minęła chwila i zatrzepotała rzęsami, naparła biodrami na śliską obłość i zadygotała całym ciałem dając tym samym do zrozumienia, że osiągnęła orgazm. Już chciała uciekać spod wibrującego dotyku, kiedy na powrót rozłożyłem jej nogi i delikatnie wzmocniłem moc różdżki.

Potarłem głowicą o srom kochanki, odsłaniając nabrzmiałą perłę łechtaczki. Jeszcze nie ucichło echo poprzedniego uniesienia, gdy wibracje zaczęły skupiać energię na tym najczulszym miejscu. Nutka z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się we mnie szukając… Litości? Pozwolenia? Sam nie wiem, czy pragnęła jeszcze więcej, czy błagała o przerwanie stymulacji. Kiedy kolejny kielich rozkoszy zaczął się przepełniać, zamknęła powieki i wygięta w łuk, oczekiwała na przelanie się orgazmu przez brzegi jej ciała. Przyjemność przeszła przez nią falami. Nie skuliła się tym razem, lecz otworzyła się jeszcze bardziej.

Upajałem się jej ekstazą. Karmiłem się każdym grymasem twarzy, każdym napiętym mięśniem, każdym stojącym ku górze włoskiem na jej skórze. Zasłuchałem się w tę symfonię graną kobiecym ciałem, odnajdując satysfakcję w byciu jej sprawcą. Ponownie dotknąłem kobiecości. Jeszcze nie wybrzmiał ostatni akord.

Kochanka intensywnie pokiwała głową na boki, zaprzeczając temu, co miało nastąpić. Pławiłem się w jej emocjach – współodczuwałem strach przed kolejnym dotknięciem diabelskiej różdżki, czerpałem radość z torturowania obolałej łechtaczki i nakręcałem się jej pożądaniem. Patrzyłem jak zapada się w sobie, by po kilku sekundach rozkwitnąć w niekontrolowanych spazmach, które uniosły ją wysoko ponad łóżko. Z gardła wydobył się przeciągły jęk. Wytrąciła mi różdżkę z dłoni i podkuliła kolana pod brodę, głośno dysząc. Wyjąłem nóż spomiędzy jej ust. Objąłem ramieniem. Wtuliła się w moje udo i zamarła. Wyglądała tak niewinnie, a  przecież sam byłem świadkiem tego, jak pozwalała się porwać rozpuście jeszcze chwilę temu.

Wino w kieliszkach i ciekawskie spojrzenie Nutki na to, jak palę.

Poprowadziłem ją do kuchni. Położyłem na stole, krępując ręce linami, a nogi ściśle związując czarną taśmą, tak że przylegały do drewnianych nóg stołowych. Wypięte ciało nie miało przede mną tajemnic. Obnażona wypukłość łona i ciemniejsza sfera sromu. Nie wiedziałem, czy najpierw zerżnąć ją dla swojej egoistycznego zaspokojenia fizycznego, czy pokarmić emocjami, znęcając się nad jej ciałem. „Znęcać się”. Lubiłem ten zwrot, oddawał w pełni spektrum wrażeń, jakie miałem ochotę jej zafundować.

Jęknęła i poruszyła głową. Gęste włosy rozsypały się po twarzy. To ona podjęła decyzję. Pochyliłem się nad jej kobiecością. Intensywnie pachniała podnieceniem. Zaprotestowała, gdy zobaczyła w mojej dłoni ponowne różdżkę. Drżąca głowica, dzięki unieruchomieniu ciała, mogła bezkarnie przesuwać się wzdłuż, w poprzek i dookoła clitoris. Bawiłem się jej nakręceniem, tym, jak szybko dochodziła do szczytu. Kolejne orgazmy zlewały się w jedne wielkie igrzyska cielesności.

Chwila oddechu. Odłożyłem zbędny już teraz masażer. Zanurzyłem w niej usta. Nie wiedziałem, kto odbiera więcej; ja – fetyszysta cunnilingusu, czy ona – zwolenniczka szybkich orgazmów.

Zaledwie kilka liźnięć i po wargach sromowych zaczął ściekać śluz. Jej ciało reagowało na każde muśnięcie, na każdy dotyk języka. Delikatnie, mocno, gwałtownie, subtelnie – balansowałem na krawędzi orgazmu, zmieniając tempo i intensywność. Nutka jęczała i wiła się na stole.

Podniosłem na chwilę usmarowaną podnieceniem twarz. Ponownie dotknąłem ustami jej sromu. Zakwiliła jak zraniony ptak i przez jej ciało przebiegły dreszcze.

Wstałem znad jej ciała. O mały włos poślizgnąłbym się w kałuży, jaka utworzyła się na drewnianej podłodze. Jeszcze nigdy nie widziałem tak intensywnie nawilżającej się kobiecości. Ale w głowie zaświtał mi pewien pomysł. W moim osiedlowym sklepiku natrafiłem na coś niecodziennego. Zwykle, by uzyskać taki efekt, polegałem na piekących właściwościach imbiru. Ale to była okazja, której nie mogłem się oprzeć. Duży korzeń chrzanu natychmiast trafił do koszyka sklepowego, by zakończyć swoją podróż w mojej lodówce. Nie planowałem jego użycia. Seks w moim wykonaniu był raczej podróżą od jednego pomysłu do drugiego, niż zaplanowaną całością. Wyjąłem biały korzeń z lodówki. W asyście świec obranie go było nie lada sztuką, ale już po chwili piekący stożek wypełnił pochwę kochanki.

Teraz wystarczyło tylko odrobiną poczekać. Zapaliłem papierosa obserwując efekt swoich działań. Wargi sromowe i łechtaczka w miękkim świetle nabrały koloru burgunda. Rozrzucone ramiona, z każdą chwilą coraz bardziej drżące nogi, gwałtownie unoszący się przy każdym oddechu biust. Wyglądała jak ofiara zboczeńca – sadysty. A przecież nic poza orgazmami jej nie robiłem.

W tym czasie chrzan zaczął spełniać swoje zdanie. Prawie niedostrzegalnie jej oddech przyspieszył. Drobne piersi sterczały brodawkami wypiętymi na baczność. Wyobraziłem sobie, co teraz odczuwa. Wypełniający ją korzeń już ogrzał się na tyle, by puścić soki. Soki piekące, jak żywy ogień. Próbowała zmienić ułożenie ciała, ale to tylko wzmocniło pieczenie. Zastygła nieruchomo. Ale już po chwili zaczęła się wiercić.

Uruchomiłem kolejną zabawkę. Burczący wibrator zamienił piekące warzywo. Brzęczenie to cichło, to wzmacniało się, kiedy rżnąłem kochankę plastikową zabawką, imitując ruchy frykcyjne. W jednej chwili odpłynęła. Kilkadziesiąt sekund i cichy oddech zmienił się w przeciągły skowyt, kiedy kolejny raz szczytowała tego wieczoru. Straciłem już rachubę, który to był orgazm.

Im częściej dochodziła, tym bardziej rosła we mnie ochota, by podarować kolejną porcję rozkoszy. Jej pobudzenie nakręcało i powodowało przypływ żądzy.

Odrzuciłem na bok mokrą od soków zabawkę. Wpiłem się ustami w obolały srom. Język szaleńczo przebiegł po spuchniętej łechtaczce, wargach sromowych, jeszcze raz zahaczył o kapturek osłaniający to najczulsze miejsce i wbił się w głąb pochwy. Nutka aż uniosła się nad stołem. Gdyby nie krępujące ją więzy, zostałbym kopnięty, ale czarna taśma wytrzymała kolejny raz. Zasysałem, lizałem i gryzłem. Wszystko to w wariackiej próbie zastąpienia mojego szczytowania zadowoleniem partnerki. Cały kunszt, całe doświadczenie jako kochanka, cała znajomość punktów erogennych, wszystkie sztuczki i triki skumulowane w jednej chwili. Straciłem poczucie rzeczywistości, byłem ustami, byłem językiem – zatraciłem się kompletnie.
Wygięła ciało w łuk, napinając sznury wiążące ręce. Nie przerywałem, mimo wyraźnie wyczuwalnego pulsowania wewnątrz. Krzyk przeszedł w przeciągły jęk. Cała drżała. Zacisnąłem zęby na łechtaczce. Zadygotała i zastygła nieruchomo. Wypięta, naprężona, spięta.

Wiedziałem, że każde dotknięcie może być bolesne, że każdy ruch może wytrącić ją z tego stanu całkowitej ekstazy. Oderwałem się od kochanki. Jakieś światło zwróciło moją uwagę za oknem. Podniosłem się i stanąłem przy szybie. Właśnie minęła północ. Sztuczne ognie rozświetlały niebo. Zaczął się nowy rok. Odwróciłem się do dziewczyny.

– Szkoda że tego nie widzisz…

Odpowiedziała mi cisza. Nutka powoli wypuściła powietrze. Opadła na blat stołu pozbawiona sił.

Kiedy zdjąłem więzy i odciąłem taśmy, musiałem ją podtrzymać, żeby się nie przewróciła. Popatrzyła na mnie błędnym wzrokiem.

– Przegapiłaś fajerwerki.

– Ja miałam swoje własne… – odpowiedziała i wtuliła się we mnie.

 

autor: Barman-Raven


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka – fotografie

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

14 myśli na temat “Sylwester

  1. Twoje opowiadania zazwyczaj zostawiają mnie z otwartą buzią… Nie zawiodłam się i tym razem. Jedno z lepszych, jakie czytałam.

  2. Jest to jedno z moich ulubionych twoich opowiadań. Zawiera w sobie wszystko, bohatera który fascynuje oraz kobietę, która dopełnia jego fascynację. Poza tym sceny seksu, w których de facto nie dochodzi stosunku, ale koncepty (chrzan?!) zapadające w pamięć. Zaś sposób, jakim nakreślono napięcie między postaciami, ich wrażenia mnie ujmują.
    Niemniej jednak czekam na coś nowego, dotychczas nie publikowanego gdzieś w czeluściach internetu.

    1. Dzięki.
      Czasami – czytając na nowo – mam wrażenie, że w tym opowiadaniu barkuje właśnie mocniejszego akcentu – i mógłby nim być sam akt kopulacji. Bo rzeczywiście tym razem mój bohater „poszedł na rekord” :)

      Co do nowych tekstów… cóż może Muzy mi brak, albo… albo się „wypisałem”.

  3. W tym tekście są największe bzdury, bajki, banialuki jakie do tej pory dane mi było czytać w opowiadaniach erotycznych…

    1. „Każdy, nawet najbardziej wydawałoby się genialny tekst, potrzebuje czasu. Właściwie nie tekst, lecz autor. To co na pierwszy rzut oka wydaje się fenomenalne, po kilku dniach może okazać się grafomańskim bełkotem. ”

      (Czy cytowanie samego siebie to już przesada, tylko bufonada a może narcyzm?)

  4. Raven – nic nowego 😉
    Skoro potrzebujesz czasu…ile tylko zechcesz…czekanie wzmaga apetyt…chociaż to już dużo więcej, niż kilka dni…

  5. Opowiadanie czeka na swoją kolejkę.

    Hmmm… Przecież to we mnie pokochałaś ;) No i jeszcze ten zachwyt i uwielbienie w spojrzeniu. Ale do tego , jak mniemam, już przywykłaś.

Dodaj komentarz