Ten trzeci po raz pierwszy

seks z nieznajomymTen trzeci po raz pierwszy – Obsesja – seks z nieznajomym – blog erotyczny – opowiadanie erotyczne –

Co jest takiego w nas, że dobieramy się w życiu na zasadzie przeciwieństw?

On? On spokojny i opanowany. Wyważony i spolegliwy. Oddający w moje ręce wszystkie ważne decyzje. Pytający o zdanie i zgodę w najbardziej błahym wyborze. Domator, zawsze zadowolony z tego, co ma. Podążający za mną, zawsze spóźniony i dyszący zmęczeniem na mecie. Ale zanim ochłonął, mnie już na niej nie było.

Ja? Ja postrzelona, pozytywnie zakręcona trzpiotka. Niecierpliwa i gwałtowna. Energiczna, emocjonalna, nie cierpiąca sprzeciwu. Od początku krok po kroku planowałam nasze być albo nie być. Wyprzedzałam i pragnęłam, zawsze chciałam więcej.

Czy może być coś więcej, niż bliskość ukochanej osoby? Niż porozumienie, jeden świat myśli i wspólnego żartu. Jedność uścisku dłoni, spotkania jego ust i mojej skroni…

Nastał ów moment, że zapragnęłam naprowadzić go. Nie możliwe, aby nie miał tego w sobie. Aby nie widział piękna w moich kobiecych słabostkach, w moim oddaniu i poddaniu. Zwyczajnie nie wierzę w to. Zaświtało mi w głowie, że poszukam, że odnajdę Pana w moim mężu. Był czas, że szczerze w to wierzyłam.

Nie odnaleźliśmy się. Nie trafiliśmy na siebie nawet wtedy, kiedy próbowałam wedrzeć się gwałtem w jego umysł i samoświadomość… Spotkałam się z odrzuceniem, napotkałam mur. Mur zbudowany ze wstydu i pruderii. W końcu zabrakło mi siły i woli, aby mur ów forsować. Ale to już całkiem inna opowieść. Na zupełnie inny czas.

Więc wciąż tęskniłam do emocji sięgających wstydu i zatracenia. Moje myśli nigdy nie były pogodzone, nigdy nie utrzymałam ich na wodzy. Szukałam zatem i sięgać próbowałam, ale za każdym razem wracałam oszczędzona przed ostatecznym upokorzeniem siebie samej. Wychodziłam obronną ręką przed bezmiarem fałszywości i pozorów. Wciąż daleka. Wciąż niczyja. Bezimienna. Bawiąca się. Igrająca. Dająca nadzieje i odbierająca ostatnie złudzenia. Zabawa, flirt, zabicie czasu, namiastka emocji dla sycenia umysłu i świadomości. Tak miało być i tym razem.

Późny wiosenny wieczór. Tydzień wolny od pracy, jawi się, jak przyjemna obiecanka. Wraz z rozpoczęciem studiów podjęłam pracę. Od kilku miesięcy opiekowałam się dziećmi, a teraz, podczas wyjazdu rodziny, obiecałam że będę doglądać mieszkania. Wolne popołudnia i wieczory sprawiają, że mam dużo energii i chęci. Z tą świadomością łatwiej pozwolić sobie na błogie lenistwo. Zalogowałam się więc na czacie, wybierając dla siebie prowokujący nick-name, zaczepny i sugerujący zwątpienie w możliwości moich potencjalnych rozmówców.

Kolejne rozmowy kończyły się, zanim zdążyły się rozwinąć. Zawsze podobny schemat. Znam go na pamięć. Nudne i od niechcenia prowadzone rozmowy, większość z nich niemal zawsze przebiega podobnie. Łagodny i kulturalny początek dialogu, kończy się nerwowo i obraźliwie, jakoby był to krzyk niemy urażonego samca. Niektóre z nich wywołały wulgarne i żenujące reakcje moich rozmówców, które interpretowałam, potwierdzając sobie żałosny obraz męskiego grona uczestników tej nierzeczywistej schadzki. Na samym początku odrzuciłam wszystkie te rozmowy, które pachniały mi prowincjonalnym romantyzmem. W dalszej kolejności eliminowałam rozmówców, nie dbających o poprawność pisemnej wypowiedzi. Nic nadzwyczajnego. Dzień, jak co dzień. Ot tak jest.

Realna? Czy wirtualna, jakich tutaj wiele … pojawia się zdanie w nowym oknie. Marna prowokacja, nie stać go na nic więcej, myślę w duchu. Wyimaginowana, ale próbuj, jeśli starczy Ci odwagi. Odpowiadam prowokacją, na równie marnym poziomie, zostawiając sobie furtkę swobodnego zakończenia dialogu w poczuciu, że oto nie zadałam sobie trudu, by w oczach rozmówcy wypaść intrygująco. Nie przeszkadza mi, pod warunkiem, że wymyślona dla moich oczekiwań i potrzeb. Pada po chwili odpowiedź. Słucham? Co on sobie wyobraża, myślałam w duchu… dla jego oczekiwań i potrzeb… Szkoda go bardzo. Nie jestem tu po to, by spełniać czyjekolwiek oczekiwania, raczej spełniam własne, puste zachcianki. Odpowiadam, zaciekawiona po trosze tą konwersacją, ale zabrzmiało to, jak banał. Mam jeszcze podzielność uwagi, w innych oknach wpisuję pojedyncze, proste odpowiedzi. Ale jestem szczególnie zainteresowana jednym oknem. Doskonale, nie szukam dziewczynki, która chce, ale się boi. O nie. Tego już za wiele. Nie dlatego, że cokolwiek jest nie na miejscu w jego wypowiedzi, ale oto dlatego, że jestem dziewczynką, która chce, ale się boi i na domiar złego ma tego pełną, niewygodną świadomość. I jest faktem tym poirytowana dalece bardziej, niźli brakiem orgazmu w najbliższym prawego łożu. Owszem, chcę, boję się i jestem dziewczynką, ale bardzo lubię niegrzecznych chłopców, którym się wydaje, że pozjadali wszystkie rozumy. A najbardziej lubię ucierać im nosa. Zainteresowany? Na tym etapie nie jestem w stanie już wyjść o własnych siłach z tego flirtu. Zero wyuzdania, zero w nim polotu. Gra na emocjach i pożądaniu. Odnoszenie się do instynktu i ambicji jednocześnie. Tak proste, że aż mdłe, a ja zaczynam reagować umysłem i ciałem. Oczywiście. Zatem zaraz? Nie jestem desperatką, by spotykać się z obcym facetem po północy w mieście. Jutro, po 14. Skończę zajęcia i będę wolna.

Czy już jestem gotowa? Czy znów planuję grę w podchody i odprawienie z kwitkiem napalonego samca? Nie wiem. Zresztą nie potrafię odtworzyć w pamięci takich szczegółów. W oknie dialogowym pojawia się numer telefonu komórkowego, dalej prośba o dokładny adres i godzinę naszego spotkania. Będzie, jeśli dostanie sms, oto ostatnia wiadomość, która dotarła do mnie, zanim wylogował się z czatu. Co za tupet. Jego impertynencja spowodowała, że się żachnęłam. Zdałam sobie sprawę z bezczelności jego zachowania, poczułam się nawet zmanipulowana, ponieważ już pisałam sms z odpowiedzią: <<Mokotowska 20. Hol wydziału pedagogicznego. 14:00>>. Wiedziałam, byłam wręcz pewna, że sposób rozmowy, sprowadzony do minimum wymiany informacji, a dodatkowo zostawiający w moich rękach ostateczną decyzję, a właściwie obarczający mnie tej ciężarem, był świadomą grą mojego dyskutanta. Nie dał mi czasu na zastanowienie się, nie pozostawił mi przestrzeni na bunt, na sprzeciw, nawet na udawany opór i dywagacje. Ciekawa jestem czy domyślał się, że będę, czy tylko miał nadzieję. Jeśli odpiszę, że będę, będzie miał satysfakcję. Jeśli nie odpiszę, stracę możliwość poznania go i kontynuacji tej gry. Uwielbiam gry. Uwielbiam wciągać w grę, prowokować, kokietować, flirtować. Świadomie i bez niedopowiedzeń. Te nie przypadkowe spojrzenia, owe siłowanie się wzrokiem, kiedy z premedytacją krzyczę oczami o swojej naturze i ukochaniu wyuzdania. To znowu świadomie i dwuznacznie, przelotnym spojrzeniem i unikaniem kontaktu, nie daniem szansy na wspólny dialog naszych oczu. Z tryumfem pokazuję, jak bardzo nie zauważam tej usilnej próby porozumienia. Jak jestem ponad tym. Wyniosła i niedostępna.

Wciskam klawisz Yes na klawiaturze telefonu i nie ma odwrotu. Reakcja z mojej strony już zaistniała. Pierwsze koty za płoty.

Teraz czekałam i sprawdzałam telefon co pięć minut, ale odpowiedź nie nadchodziła. Zapytanie, czy to żart, przeplatało się z poirytowanym tonem zwerbalizowanych myśli – co za dupek!! Czyżby zabawił się, jak gówniarz? Owa opcja, jawi się tą najbardziej prawdopodobną. Nie zapytał ile mam lat, nie zapytał o wygląd, nic o mnie nie wie. W głowie analizuję poprzednie rozmowy. Z pewnością rozmawiał na dwóch nickach. Świetnie. Ale dałam się podejść. Smak goryczy, związany z poczuciem odniesionej porażki swojego pobudzenia, wykrzywia moje usta.

Wykąpana. Gotowa do snu. Udało mi się zrelaksować, uspokoić myśli, kiedy wibracje telefonu w sposób nagły wybudziły mnie z letargu. Czułam, że to wiadomość od niego. Pragnęłam, by był od niego. Pytanie, czy gry ciąg dalszy, czy żartów naszych koniec. Wiadomość brzmi: << Dziękuję. Wysoki, szczupły brunet, będę czekał przed wejściem głównym do budynku. Dobranoc.>> Co on sobie myśli? Napisałam w holu!! Jasno i wyraźnie. Jak zwykle, w bezpiecznym dla mnie miejscu, na moim terenie, gdzie będę mogła go wcześniej zobaczyć i oswoić się, zanim podejdę. Jak śmie krzyżować moje plany. Nie pyta. Miałabym ochotę wystawić go i utrzeć temu pewnemu siebie samcowi nosa, ale nie odmówię sobie przyjemności spotkania takiego skurwysyna i dokończenia swojej misternej gierki. Postanowiłam więc, że będę i poszłam spać.

Nie potrafię sobie przypomnieć, jak wyglądały moje przygotowania do spotkania z nim, ale jak znam siebie, zajęły mi chwilę i były zdeterminowane nagromadzonymi myślami, pełnymi buzujących emocji popadających w skrajności. Zatem nie będę tworzyć fikcji, ale mogę przyjąć, za bardziej niż pewne, że wygląd mój i samopoczucie było dobre, kokietowane ubiorem, łechtane dodatkami i dopełnione świadomością. Wszystko ze mną w porządku, jak przed randką, która jak zwykle wiele obiecuje, daje nadzieje i pozostawia przestrzeń dla wyboru między wejściem w grę, a urokliwym podziękowaniem za jego wysiłek.

Zajęcia, mimo tego, iż całkiem interesujące i wymagające wkładu umysłowego, minęły szybko. Jeszcze przed wyjściem z sali pojawiło się znajome mi uczucie niepokoju i podekscytowania, które było zapowiedzią podniecenia. Tak, jak od miłości do nienawiści, tak od niepokoju do podniecenia być może tylko jedna myśl, jedno skojarzenie. Zatem opuściłam salę pośpiesznie, by zdążyć odwiedzić łazienkę i zadbać o makijaż, odświeżyć dłonie, pokokietować siebie samą odbiciem w lustrze. Chwila zastanowienia. Namysłu. A może zadzwonić do niego? I poprosić, aby jednak wszedł do środka? Aby poczekał we wskazanym miejscu? O nie! Prosić nie będę. Może i strachliwa dziewczynka, ale wie, czego chce i dzisiaj oto chce po to coś skutecznie sięgnąć. Uświadomiona w poprawności wyglądu, pewnie ruszyłam w kierunku wyjścia na umówione spotkanie. Wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się po niewielkim dziedzińcu przed gmachem budynku macierzystej uczelni. Szukałam zbliżonego do sms-owego opisu mężczyzny. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Nie potrafię nazwać tego uczucia, doświadczenia samospełniającego się proroctwa. W momencie uświadomienia sobie spoczywającego na sobie wzroku, poczułam wręcz jego ciężar i niewygodę. Namacalnie, sensorycznie, jakoby dotyk niewidzialnym był. Odwróciłam głowę w kierunku ławki i spotkałam się z roześmianym, swobodnym wzrokiem, młodego, przystojnego mężczyzny. Usłyszałam ten wzrok.

Obserwował mnie wcześniej w milczeniu, teraz przywołał mnie do siebie w niemym zawołaniu. Ruszyłam w kierunku mężczyzny, który nawet nie wstał, kiedy idąc w jego stronę, pod obstrzałem jego wzroku, zachwiałam się na schodach tarasu. Siedział swobodnie na ławce z nogą założoną na nogę. Kiedy zbliżyłam się na odległość wyciągnięcia ręki wstał i zbierając swoje rzeczy przywitał mnie uśmiechem. Był wysoki, sporo wyższy ode mnie, szczupły, proporcjonalnie zbudowany. Wyglądał na około dwadzieścia parę lat. Ciemna karnacja, średnio długie włosy, zaczesane niedbale na bok z finezyjnie opadającą na skroń grzywką. Ubrany w ciemne dżinsy, jasną koszulę w odcieniu błękitu, której monolit kolorystyki złamały ciemne, wąskie prążki. Na ramionach ciemna, sztruksowa marynarka dopełniała całości. Jego ciemne, brązowe oczy jawiły się teraz wielkimi. Mogłabym w nich utonąć. Zatracić się dla samego nie cierpiącego sprzeciwu wzroku. Ale to nie był czas na wyjawienie mu moich żądz i moich fetyszy. Wiedziałem, że będziesz, chcąca i bojąca się dziewczynko. Grał ze mną nadal. Prowokował teraz jawnie i bez skrępowania. Nie odmówiłabym sobie takiej okazji. W końcu rozmowa nasza była krótka i na temat. Kokietowałam. – Proponuję łazienki. Dajmy sobie kwadrans na rozmowę, a to najbliższe miejsce, jakie kojarzę w tej okolicy. Rzucił jakoby ignorując moją odpowiedź na zadane wcześniej pytanie. Chwilę poczekał, po czym wskazał dłonią kierunek i ruchem ramienia wymusił, bym ruszyła się z miejsca.

Poszliśmy zatem w stronę ogrodu. Może osiem, może dwanaście minut spaceru upłynęło nam w zupełnej ciszy. Być może milczenie wynika ze mnie. Zdarza się bardzo często. Oznacza dwa stany mojego ducha. Niepokój lub zadowolenie. Tym razem zdecydowanie niepokój. Szliśmy więc obok siebie w milczeniu, układając zapewne swoje własne plany i pytania do krótkiego wywiadu, który w kwadransie powinien był się zakończyć, najlepszym z możliwych dla nas finałów. Nie czułam jego bliskości, czułam wręcz pustkę. Nie byłam przyzwyczajona do podobnego zachowania w mojej obecności. Nie czułam się dobrze będąc ignorowaną … zostawioną samą sobie. Ta sytuacja spowodowała, że się speszyłam. Ten stan, jak zwykle bardzo szybko zaowocował w podniecenie i pożądanie.

W ogrodzie wskazał ruchem dłoni alejkę, wskazał ławkę, gdzie spoczęliśmy. Czy chciałabyś mnie o coś zapytać? Cholerny tupeciarz! Ma czelność sugerować, że jestem zniecierpliwiona i głodna o nim wiedzy. Twoje niedoczekanie. Nie mogłam opanować buntu. Chciałam rozmawiać, chciałam pytać, ale nie potrafiłam. Duma, to coś znacznie gorszego, niż choroba. Niż dolegliwość. – Nie. Nie mam pytań – chcąc być złośliwą, skierowałam rozmowę na mój temat. On miał pytania, być może wcześniej ułożone w głowie, być może pojawiły się spontaniczne. Nasz dialog potoczył się spokojnie, bez naciskania, ale również bez uników. Rozmawialiśmy o zainteresowaniach, o tym, czym się zajmujemy na co dzień. O tym, czego chcemy …o naszych oficjalnych związkach… Sfera mroku szczelnie okryta tabu. Cały ten czas siedzieliśmy obok siebie, w pewnym momencie na przeciwko. Z każdą minutą moje myśli były coraz bardziej zaborcze i odczuwałam coraz większe podniecenie. Zadawałam i odpowiadałam na pytania, skupiona na swoich własnych myślach, oczami wyobraźni przekraczając granice przyzwoitości.

Moja dłoń, miotana skurczami pożądania sięgnęła jego uda. Powoli przesuwając ją w górę, ściskałam zebraną pod palcami skórę. Opuszkami palców już czułam zgrubienie, oddzielone jedynie cienką warstwą tekstyliów od mojego dotyku. Masowałam palcami całą długość wypuklenia, patrząc mu prosto w oczy. Byłam coraz bardziej podniecona i nie mogłam doczekać się jego dotyku. Ale ręce jego nie skore były do oddania przyjemności. Nieruchomo trwały obok, nie drgnąwszy nawet pod moim mocnym uściskiem jego męskości, która prężyła się na spotkanie ze mną. Z chwilowego zatracenia umysłu we własnych myślach, wyrwały mnie jego słowa. Myślę, że tematy wyczerpaliśmy, a czas na decyzję, czy chcemy siebie teraz, właśnie nastał. Milczałam, szukając w popłochu interpretacji jego słów, chociaż ta nie była mi w zupełności potrzebna. Szukałam swoich własnych słów, na tę okoliczność właściwych. I pomimo tego, że odpowiedź już wcześniej była przeze mnie w stu procentach określona, nie udzieliłam jej od razu. To niewygodne, drażniące uczucie powinności, a raczej świadomość tego wszystkiego, czego nie powinnam była, czego nie wypada… W tej jednej chwili pogwałciłam ów świat sztucznych ram i uprzęży, będącej moim wychowaniem. Możemy pojechać do mnie do pracy. Tylko drobny uśmiech był potwierdzeniem naszego porozumienia.

W niedalekiej odległości, na dolnym Mokotowie znajdowało się mieszkanie, pozostawione pod moją pieczą. Tylko kilka przystanków i wezmę dla siebie to wszystko, co było ograniczone do moich fantazji. Nie czekając długo, mężczyzna wstał, podał mi pomocną dłoń, a de facto była to dłoń oswajająca mnie z nim. Ów pierwszy niewinny z pozoru dotyk wprawił mnie w stan podekscytowania. Poczułam gorąco napływające do mojej głowy, przed oczami pojawiły się drobne, jasne punkciki dające znać o podnieceniu. Skierowaliśmy się ku wyjściu, do bramy głównej. Szliśmy w stronę autobusu pośpiesznym krokiem, chociaż czas nas nie naglił. Znów milczeliśmy. Znów wystarczała wymiana myśli. Czy zastanawiałam się nad ucieczką? Nad dobrze znaną mi strategią odprawiania z kwitkiem? Nie pamiętam, ale jest to bardziej niż pewne. Przekraczałam rubikon po raz pierwszy.

Do mieszkania dotarliśmy po mniej więcej dwudziestu minutach. Zaprosiłam go do środka, zamknęłam drzwi i poprosiłam o zachowanie względnego wyciszenia. Podejdź proszę – padło. Pojawiły się we mnie rozterki i pytania. Pragnienie i żądza walczyły z niepokojem i onieśmieleniem. Nie ruszyłam się z miejsca. Przez głowę przelatywało mi mnóstwo scenariuszy. Co, jeśli ktoś przyjedzie. Czułam niemoc i nie miałam żadnej pewności. Była tylko zachcianka i zapraszająca woń bliskiego wyuzdania, która sprawiała, że byłam coraz bardziej bezwolna. Bezwolna swoim pożądaniem i swoim podnieceniem. Podszedł do mnie, objął mnie w pasie, jedną ręką ujmując za łopatki, bym nawet w wygięciu była na tyle blisko, by nie było dla mnie odwrotu. Pierwszy dotyk skóry mojego policzka spowodował, że nogi ugięły mi się w kolanach, a ja chciałam coraz większej bliskości. Pragnęłam, by mnie całował i oto jego usta wylądowały na moich, by łapczywie i gwałtownie wdzierającym się językiem rozwierać je do granic ich rozciągłości. Oddawałam pocałunki silnie i zachłannie. Okalałam całe jego usta swoimi wargami. Czubkiem języka wnikałam coraz głębiej, drążąc każdy zakątek jego ust. Nie pamiętam obrazów, nie pamiętam dźwięków.

Pamiętam dotyk i uścisk na pośladkach, na piersiach, na twarzy. Nasz wspólny splot uścisku był coraz mocniejszy i rozgrywał się coraz szybciej. Gwałtowność i jego, i mojego zachowania zaskakiwała mnie. Nagle jego dłonie uniosły mnie za pośladki na wysokość blatu. Posadził mnie na blacie, pozwalając naszym dłoniom na ostateczną swobodę. Moje dłonie błądziły w jego gęstych włosach. Jego dłonie jednym ruchem pozbawiły mnie koszulki. Palce sprawnie pozbyły się  odsłaniając sutki ciemne i sterczące. Każde ich spotkanie z tekstyliami powodowało jeszcze silniejsze podniecenie. W szamotaninie błądzących po naszych ciałach rąk, szybko dotarł do rozporka. Sięgnął jednocześnie obu moich ramion, by jednym, zamaszystym ruchem położyć mnie na blacie. Biodrami tańczyłam już na stole z podniecenia. Unosiłam pośladki, kiedy ściągał materiał krępujący moje ruchy i opadłam, by swobodnie pozbył się nogawek z moich łydek. Byłam w stanie, kiedy oczekiwanie sprawiało już ból psychiczny i fizyczny. Z podniecenia do granic możliwości zaciśnięte mięśnie Kegla rozluźnił dotyk jego szorstkich palców. Nie drażniły mnie, od razu wniknęły do środka, jakoby upewniając się, skąd wydostaje się moja wilgoć. Przez krótką chwilę posuwał mnie placami, pod których naporem wiłam się i jęczałam. Dłońmi ściskałam swoje nabrzmiałe piersi, sprawiając sobie jeszcze więcej przyjemności.

Palcami sięgnęłam jego dłoni, które przyciągnęły mnie teraz do siebie. Siedząc na końcu blatu, oplotłam go w pasie nogami, czyniąc zeń zaczep dla całego mojego ciała. Uściskiem ud ograniczałam jego ruch i możliwość oddalenie się ode mnie. W uścisku, najpierw siedząc na końcu blatu, potem zawieszona na jego dłoniach, całowałam się z nim, zostawiając mokre ślady podniecania na jego twarzy. Kiedy uwolniłam się z uścisku, osunęłam się na podłogę, by mieć pełny dostęp do jego męskości. Zgrubienie przypominało obraz z parku, ale tym razem pozbawiłam go dzielących od mojego dotyku tekstyliów. Oczom moim ukazał się średniej wielkości penis, okazały w swoim obwodzie, naznaczony wieloma uwypuklonymi żyłami. Był okazały i pachnący. Ciepły i wilgotny. Krople śliskiego, przezroczystego płynu zachęcały do skosztowania. Nie odmówiłabym sobie, nawet w stokroć mniej intensywnym pobudzeniu, tym bardziej teraz.

Objęłam dłonią całą jego szerokość i zanurzyłam go w swoich ustach. Spokojnie, powoli i delikatnie. Milimetr po milimetrze zaciskały się na całej jego długości ścianki moich ust. Wessałam całe powietrze, które znalazło się w tym erotycznym uścisku, a język począł muskać każdą wypukłość z osobna. Lizałam i ssałam go, nie wypuszczając z ust. Sięgnęłam ustami samej końcówki, by nasycić zmysły słonym smakiem. W tym samym momencie ujęłam go dłonią u samej nasady, puściłam uścisk ust i języka i powoli zajmowałam się nim dłonią. Nasz wzrok spotkał się na chwilę. Z kieszeni wyjął małe, zielone opakowanie z prezerwatywą. To napinając, to ściągając jego skórę, pieściłam dłonią jego przyrodzenie, kiedy on sprawnie przygotował się do spotkania z moją kobiecością. Gotowy pociągnął mnie w górę, a ja ociekałam już podnieceniem. Lepka i gotowa oparłam się łokciami o blat stołu, unosząc się na palce, wypięłam się w oczekiwaniu. Najpierw pojawił się uścisk dłoni na moich biodrach. Zaraz za tym pojawił się pierwszy kontakt mojej skóry i chłodny dotyk lateksu. Kontakt ów sprawił, że pociekłam po udach. Nie czekałam długo na przyjęcie mojego kochanka. Wślizgnął się gwałtownie, a moment jego przyjęcia sprawił, że moje mięśnie najpierw zacisnęły się do granic bólu, by rozluźnić się, osiągając maksymalną szerokość.

Pierwsze ruchy wolne i głębokie, wypełniające całą moją szerokość, rozpychając ścianki. Do rytmu miarowych i mocnych pchnięć, moje ciało zaczęło tańczyć, odpowiadając na każdy jego ruch. Trwałam w tym spotkaniu nienasycona, a napięcie powoli dosięgało szczytu. Byłam nagannie głośna i rozedrgana. Przez chwilę chwycił moje włosy, by unieruchomić tańczące me ciało. Z kolejnymi pchnięciami zmieniało się tempo i siła nacisku. Ucisk i ból napierającego prącia spowodowały zaciśnięcie się moich mięśni, a bardzo intensywne pocieranie spowodowało, że poczułam gwałtownie rozlewające się gorąco na całe podbrzusze. Nogi drżały mi w swojej miękkości, a skurcze wywołały drgawki całego organizmu. Chciałabym się wyswobodzić, próbowałam się podnieść na łokciach, ale w reakcji poczułam tylko silną dźwignię na karku i brutalne pchnięcia napierające na moją pupę. Trwałam w oczekiwaniu na zakończenie naszego splotu, przyjmując ból powodowany brakiem odpoczynku po odprężeniu mięśni po szczytowaniu. Niedługo po tym poczułam nacisk jego ciała na moje, przyciskający mnie do krawędzi stołu. Chwilę miotany spazmami całego ciała, potem wyswobodził mnie ze swojej uwięzi. Opadłam z sił, osunęłam się na podłogę i oparta o nogę stołu, dochodziłam do siebie zwalniając oddech.

Mężczyzna usiadł na krześle. Znów milczeliśmy. Potrzebowałam dużo więcej czasu, niż zwykle, aby dojść do względnego spokoju. Po pierwsze zmęczenie fizycznie, po silnym, mocnym seksie, który wprawił mnie w stan totalnego odlotu. Po wtóre rozedrganie emocjonalnie, ponieważ poczucie spełnienia fizycznego nie godziło się we mnie z myślą zbrukania i kłamstwa, które tak głęboko się we mnie osadziło, na dużo wcześniej, niźli dzisiejsze doświadczenie, a które dzisiaj zostało wyciągnięte na światło dzienne. Schowałam się w kapturze własnych ramion, by osłonić się przed światłem, echem niewygodnych myśli, przed nim. Minęło kilka dobrych minut. Siedzieliśmy w jednym pomieszczeniu, obok siebie, a jednak osobno, milcząc. To była najbardziej charakterystyczna cecha tej krótkiej znajomości. Cisza. Odreagowywałam ów seks, odreagowywałam teraz wszystkie jałowe razy.

Poczułam ciepło dłoni opartej na mojej głowie. Duża, głęboka dłoń leżała na mojej zwichrzonej fryzurze. Podniosłam wzrok, a druga dłoń ujęła mój podbródek i uniosła go w kierunku ust. Nasze usta po raz kolejny się spotkały. Tym razem dotyk i pocałunek były spokojne i delikatne. Mniej łapczywe, mniej zachłanne. Dotyk ów wyznaczył niemal wszystkie sfery erogenne. Tego popołudnia kochaliśmy się jeszcze kilak razy. Każdy raz był oddzielnym wzlotem wszystkich moich zmysłów i osiągał apogeum pożądania. Pozwalałam mu brać w bólu i sile, kiedy na mnie napierał, brałam, kiedy tylko poluzował swój uścisk.

Pożegnaliśmy się najzwyczajniej w świecie bez zbędnych pytań, bez dziękowania, bez obiecywania, bez deklaracji. Po wyjściu z mieszkania rozeszliśmy się w dwie różne strony świata. Nie odwróciłam się, by zobaczyć go ostatni raz. Wracałam do domu okrężną drogą. Nie spieszyłam się nigdzie. Nie miałam planów na nadchodzący wieczór. Wracałam do domu spełniona i nasycona fizycznie. Rozluźnione mięśnie przypominały mi o minionym szale naszych ciał. Wracałam zbrukana i fałszywa. Daleka. Niczyja. Zaczerpnęłam z tego, czego sama przed sobą się wstydziłam i do czego sama przed sobą przyznawać się nie chciałam. Zaczerpnęłam w samotności i egoizmie. I tylko czerwień policzków przypominała mi o intensywności pragnień, które codziennymi być nie mogły.

Wieczór spędziłam samotnie. Być może na rozmyślaniu, być może zatopiona myślami w lekturze. W ciszy i półmroku oswajałam się z nową sobą.

Po kilku dniach zadzwonił telefon. Bardzo chcę spotkania i bliskości z Tobą. Czy chcesz się ze mną widzieć? – zaskoczona jego głosem w poruszonych emocjach odpowiedziałam przecząco. Poprosiłam o zaniechanie jakichkolwiek kontaktów. Wykasowałam sms-y i połączenia telefoniczne. Bałam się przyszłości, bałam się zmian. Tak bardzo, że byłam gotowa zrezygnować z siebie. Bałam się utraty kontroli i pogwałcenia schematów, które przez lata dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Już nigdy nie usłyszałam jego głosu, ledwo pamiętam regularne rysy jego twarzy. Nie mam w pamięci ani zapachu, ani głosu. Nie przypomnę sobie jego imienia. Zresztą nie wiem, czy w ogóle zapytałam o nie. Nie było mi potrzebne. Imię niesie ze sobą potencjał emocjonalny. Niesie ze sobą energię i odcisk duszy. Zatem zawsze, kiedy chcę ominąć duszę, omijam imię. Czuję się wtedy wolna od emocji. Zachowuję pozorny dystans. Czuję względne bezpieczeństwo w tej namiastce anonimowości. Narodziłam się nowa ja po raz pierwszy.

ze specjalną dedykacją…

Obsesja


To może być również interesujące:

Erotyczna kobieta Ossowskiej – galeria na Odcienie Czerwieni

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Dotyk i zmysłowość w serii XConfessions Erika Lust

Inkuby, koszmary i „Nocna mara” Füssliego

Walery, hrabia Ostroróg, erotyka retro i akty naszych prababek


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

Jedna myśl na temat “Ten trzeci po raz pierwszy

Dodaj komentarz