Trzy noce z Ritą

trzy noce z Rita

Trzy noce z Ritą – Barman-Raven – opowiadanie erotyczne

Ile to już lat? Każdy kwiecień, który przemijał obok, oddalał jej postać i zamazywał pragnienie, by spróbować zakazanego owocu. Przypadkiem rzucona uwaga, jedno zaproszenie – nieudana prowokacja.

Czemu tak bardzo wryła mi się w pamięć? Przecież takich kobiet miałem dziesiątki. Zauroczonych słowami, które przychodziły mi z łatwością, bo opisy seksualnych wygibasów mogłem tworzyć niemalże na zawołanie.

Mówi się, że mężczyzna zdobywa kobietę słowami. Codziennie znajdowałem potwierdzenie tej tezy. Rita była wyjątkiem, Jednorożcem, który oparł się mojej magii słów. Wszystkie pochlebstwa, opisy marzeń, erotycznych wizji – wszystko to na nic.

I kiedy już straciłem nadzieję…

– Przyjdziesz do mnie? – wyświetliło się na ekranie komunikatora.

– Co się stało, że tak nagle zmieniłaś zdanie? – jedyne na co było mnie w tym momencie stać, to głupie pytanie.

– Wcale nie nagle. Chciałam już wcześniej, ale byłeś zainteresowany kimś innym w tamtym momencie.

– Ale teraz…?

– Mój mąż wyjeżdża na delegację. Będę miała kilka dni tylko dla siebie.

– Czy ty wiesz co chcesz zrobić? To będzie… – Słowo “zdrada” zawisło w przestrzeni.

– Wiem, ale jeśli nie teraz to kiedy? Nie chcę do końca życia zastanawiać się, jak by to mogło być, nie chcę mieć takiego niespełnionego marzenia. Chcę się dowiedzieć, czy to co opisujesz… czy to jest warte grzechu. Przecież w tej chwili nie masz nikogo. Sam mówiłeś, że kochanka odstawiła cię na boczny tor.

„Jeszcze moment i zacznie mnie prosić o to, żebym się z nią przespał” – pomyślałem. Niedostępna, zdystansowana i niezależna Rita na kolanach przede mną… Kusząca wizja. W dodatku miała rację. Byłem sam. Bez perspektyw na szybką zmianę tego stanu. Idealny moment, żeby przejechać pół Polski dla zaspokojenia jej fantazji o dominacji. I kolejna pożywka dla mojej wewnętrznej bestii. Siły, która pchała mnie przez prawie dwadzieścia lat z jednego łóżka do drugiego, z ramion jednej kochanki do kolejnej. Wciąż nienasycony, wciąż szukający ciekawych ludzi i sytuacji, w której otrzymam kolejną dawkę wrażeń. Ja – emocjonalny narkoman i ona – niezdobyta twierdza, nieznane pole eksploracji.

Szybki prysznic. Wiem, że Rita już czeka na mnie w hotelowym foyer.  “Wiecznie na wariata” – myślę, zatrzaskując drzwi do pokoju. Jeszcze winda i jestem na dole.

Przede mną pojawia się sylwetka kobiety. Obraca się w moją stronę. Widzę jej twarz, w której uwagę przykuwają duże, wyraziste oczy.

“Ja pierdolę, ale jesteś ładna” – kołacze mi się w głowie, kiedy prowadzi mnie do hotelowej restauracji, kusząco kołysząc biodrami. “Pieprzona kokietka” dodaję w myślach i podążam w ślad za nią.

Sadowimy się w fotelach odgrodzeni blatem szerokiej ławy. Po kilku godzinach w InterCity w końcu mogę usiąść wygodnie. Kątem oka rejestruję zaciekawione męskie spojrzenia. Nic dziwnego – szerokie rozcięcie spódnicy odsłania długie, opalone nogi mojej towarzyszki.

W dodatku uświadamiam sobie jak wygląda nasza dwójka w oczach postronnych osób. Ja – utykający brzydal i ona – pełna gracji piękność. Piękna i bestia. W hotelowej restauracji wyglądamy jak klient i kurwa negocjujący cenę, zanim pojadą do pokoju na górze.

– Czuję się lekko skrępowana… – przekłada nogę na nogę, siadając w pozycji prezenterek telewizyjnych. – Ty nie… panie? – Roześmiała się perlistym śmiechem. Pięknie i naturalnie.

Uśmiecham się i kiwam przecząco głową. To chyba kwestia wprawy, bo nie po raz pierwszy rozpoczynam relację seksualną od kawy zapoznawczej.

– Daj spokój z tym “panie”. Przecież widzę, że to bardziej cię rozśmiesza niż podnieca…

Zamawiamy napoje. Kobieta plecie trzy po trzy na temat różnicy między espresso a latte. Wpatruję się w nią intensywnie. Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że ją to peszy. Nie chcę, żeby była spięta, dlatego spuszczam wzrok. Gapię się więc teraz na jej biust, talię i nogi.

Jest atrakcyjna. Pod względem urody bije na głowę większość moich partnerek. Wiem, że jest starsza ode mnie. Badam wzrokiem ciało, a potem twarz w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak starzenia się. Oprócz nieznacznych zmarszczek mimicznych wygląda na niewiele ponad trzydziestkę.

Niezobowiązująca wymiana zdań. Rezygnujemy z zamówienia jedzenia. Uświadamiam sobie, że to decydujący moment. Podchodzimy do baru. Staję pół kroku za kobietą, która płaci rachunek. Wdycham nosem zapach jej ciała i delikatną nutkę perfum. Zagranie va banque – kładę dłoń na osłoniętym spódnicą pośladku. Nie umyka dotykowi. Wręcz przeciwnie, oddaje nacisk. Już wiem, że jest moja.

Pierwszy pocałunek ukradziony w windzie stawia wszystkie zmysły na baczność. Prowadzę ją w stronę wynajętego pokoju, próbując ukryć wzwód sterczący w spodniach.

Trzask automatycznego zamka w drzwiach obwieszcza ostateczną decyzję. Jesteśmy tylko my.

Fascynacja wyglądem i obietnica seksu pchała mnie ku gwałtownej zaborczości. Z trudem panowałem nad sobą, by nie zedrzeć z niej ubrania i nie zgwałcić tuż za progiem.

Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że jeśli spuszczę swoją wewnętrzną bestię z uwięzi, nie wskóram nic oprócz zamknięcia i strachu partnerki. A planowałem przez następne trzy dni taplać się w rozpuście i zepsuciu. Chciałem przy tym, by oprócz ciała oddała mi we władanie swój umysł. Chciałem, by ochoczo podążyła w mój świat erotycznych fantazji, by czerpała z naszego zbliżenia radość z bycia ubrudzoną, by razem ze mną aktywnie tarzała się w seksie, który większość normalnych ludzi uważała za dewiację. Ona – do niedawna ortodoksyjna katoliczka, która przegrała walkę ze swoim libido i wybujałą wyobraźnią. Ja – bezustannie poszukujący pobudzenia BDSM’owy łowca.

Przecież nie mogłem sobie odmówić takiej zdobyczy.

Przez otwarte okno, przy którym kazałem jej stanąć, widać było dachy kamienic i daleko w tle zarys gór. Opuściłem spódnicę Rity do połowy ud. Rozpoczęliśmy od niespiesznych pieszczot. Zapatrzona – jak na obrazie Salvadora Dali – w przestrzeń za oknem, poddawała się moim zabiegom. Napawałem się dotykiem skóry jej nagich pleców. Zlizywałem krople jasnego wina z opalonych pośladków. Bawiłem się ociekającymi śluzem wargami sromowymi. Poprzez łagodność i delikatność dotyku budowałem kontrapunkt do nadchodzącej brutalności. Jak burzowe chmury nad horyzontem, czułem gromadzącą się chuć – specyficzną energię, która powoli kumulowała się w napięciu mięśni, w łaskotaniu podbrzusza, w coraz bardziej przyspieszonym oddechu. Dotyk. Mój fetysz. Zatraciłem się na moment w odczuwaniu. Wróciłem myślami do obrazu mistrza Salvadore. Zawsze zastanawiałem się, co mógłbym zobaczyć, gdyby kobieta z obrazu spojrzała w moje oczy. Kierowana moimi dłońmi Rita powoli obróciła się przodem do mnie. Napotkałem nieprzytomne z podniecenia szmaragdowe spojrzenie.

– Rozbieraj się – polecenie zabrzmiało twardo i stanowczo.

Zawahała się, ale sięgnęła do zapięcia spódnicy.

– Nie spiesz się. Mamy dla siebie mnóstwo czasu.

Uśmiechnęła się nieznacznie w odpowiedzi i łagodnym ruchem odsłoniła swoją nagość.

Pchnięta na łóżko, odkryła przede mną swoją mokrą waginę. Przywarłem ustami do kształtnych warg sromowych. Po raz kolejny zachwyciła mnie swoją cielesnością. Widziałem wiele różnych cipek. Biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do seksu oralnego, zasługiwałem na miano konesera. Przyznaję, tak ładnej wulwy jeszcze nie spotkałem. Idealnie symetryczne, delikatnie zarysowane wargi, mały kapturek i nabrzmiała perła łechtaczki. Cud natury w pięknej formie.

Wyrachowanie przeważyło nad zachwytem. Oderwałem usta od sromu, rozrzucając na boki kobiece nogi. Chciałem ją mieć. Ale przedtem…

Różdżka-wibrator zamruczała basowo, zbliżając się do zaślinionej kobiecości. Ciało wygięło się w łuk, a z gardła wydobył się zduszony jęk. Patrzyłem z zachwytem na to, jak powoli zatracała się w przyjemności. Jeszcze kilka westchnięć. Jeszcze kilka sekund. Odsunąłem okrągłą głowicę na bok.

Przed spotkaniem zasugerowała wyraźnie kolejność stymulacji jaka zwykle prowadziła najkrótszą drogą do orgazmu. Ale ze mną nie miało być jak zwykle. Odłożyłem wibrator na bok. Zostawiłem kochankę rozpaloną na pustym, białym prześcieradle. Zszedłem z łóżka i siadając w fotelu, odpaliłem kolejnego papierosa. Jednego z tych, które poprzedniej nocy, jeszcze przed moim przyjazdem, skręcała specjalnie dla mnie.

Zaciągnąłem się aromatycznym dymem. Kontemplowałem już obudzone pożądanie. Syciłem wzrok smukłością łydek, jaśniejszych ud i płaskiego brzucha, aż po sporej wielkości, sterczące piersi z delikatnie zaznaczonymi brodawkami.

Rysów twarzy mogłaby jej pozazdrościć niejedna topowa modelka. Dodatkowo, kiedy kochanka przestawała w erotycznym uniesieniu panować nad sobą, twarz wyrażała niezwykłe połączenie piękna i zepsucia.

Tysiąc myśli na sekundę. Kochanka dyszała pożądaniem.

Pragnąłem jej każdą komórką ciała i jednocześnie zachwyt, który we mnie wzbudzała, powodował ukłucie strachu. Irracjonalna obawa przed emocjami, które, oprócz wszechogarniającego pożądania, kiełkowały prawie niepostrzeżenie na dnie mojej świadomości.

Uciekłem w odczuwanie erotyczne. Nakazałem, by sama się dotykała. Bez sprzeciwu spełniła moją zachciankę. Cóż to był za widok! Kurewskość w pełnej krasie.

Chciałem zagrać na jej upodobaniach – podnieceniu, które wynikało z zawstydzenia, obnażenia i nagości wystawionej na ogląd przed niemal obcą osobą – a okazało się, że karmię swoje fetysze. Uwielbiałem patrzeć. Tym razem trafiłem idealnie – lubiłem się gapić, a Rita kochała być oglądaną i podziwianą.

Niesamowite było to dopasowanie, wzajemne uzupełniające się pożądliwości, kontakt spaczonych umysłów, poziom porozumienia, który rozmowę potrafił ograniczyć do uśmiechu.

Przywołałem ją do siebie. Posłusznie uklęknęła przede mną. Dmuchnąłem dymem w jej twarz. Drobna złośliwość, która tylko podkreślała status kochanki. Była w mojej mocy. Mogłem zrobić z nią, co chciałem. Uprzedmiotowienie. Sprowadzenie do roli, o której marzyła, a której nikt nie był w stanie jej zapewnić. Nikt dotąd nie potrafił się oprzeć urodzie i wyrazistemu charakterowi. Przekleństwo pięknej i silnej kobiety, która pragnęła ulegać. Teraz była w końcu szczęśliwa.

Kiedy wysupłałem penisa ze spodni aż wstrzymała dech. Zawsze zastanawiało mnie skąd się to bierze, ta kobieca tęsknota za brakującym organem.

Objęła go ustami, nie odrywając wzroku od mojej twarzy. W oczach migotały iskierki niekłamanej radości. Sprawienie przyjemności ustami miała opanowaną do perfekcji. Z każdym ruchem warg na penisie, jej ciało reagowało coraz większym podnieceniem. Jak aktorka z filmów porno, pojękiwała i wiła się na kolanach obdarowując mnie niesamowitym fellatio.

Przypomniałem sobie, że wulgaryzmy również ją nakręcały.

– Jesteś dobra w te klocki. Lubisz to robić. Jak najlepsza kurwa. Jak prawdziwa suka. Bardziej poczułem niż zobaczyłem, jak się uśmiecha. Wyjęła na chwilę ociekającego śliną fallusa.

– Jak rasowa suka. Jak twoja suka.

Znów nabiła się na sterczącą męskość.

Piękność na kolanach przede mną, która sama sobie robiła dobrze, perfekcyjnie ssąc i oblizując mojego kutasa. Czego mogłem chcieć więcej? A jednak chciałem. Chciałem jebania. Wulgarnego pierdolenia. Z uśmiechem na ustach uświadomiłem sobie, że mam przed sobą trzy dni sam na sam z Ritą. I że będę ją miał na każdy możliwy sposób, jaki przyjdzie mi do głowy.

Wyjąłem penisa z chętnych ust. Popatrzyła nie mnie zaskoczona. “Tak, moja mała. Nie jestem tym, który wystrzeli po kilku minutach robienia loda. Nawet tak dobrze wykonanego” pomyślałem.

– Chodź na łóżko. Chcę cię pierdolić. Jak kurwę. – Powiedziałem na głos.

Zanim podniosłem się z fotela już leżała na plecach na łóżku z  rozsuniętymi nogami, eksponując gotową do spółkowania waginę.

– Panie… a mogę iść siku?

– Jasne. – Zanim pomyślałem, wyrwało mi się w odpowiedzi. Tym razem to “panie” w jej ustach zabrzmiało tak naturalnie, jakbyśmy bawili się w dominację codziennie.

– Ale się nie wycieraj. Twoja cipka należy do mnie. A z resztą chodź… – Popchnąłem ją przed sobą do hotelowej łazienki.

Usiadła z zadowoloną miną na sedesie. Zanim poleciały pierwsze krople wepchnąłem kutasa w jej gardło. Zakrztusiła się zaskoczona, ale już po chwili język rozpoczął taniec wokół fallusa. Po sekundzie usłyszałem jak strumień moczu uderza w białą porcelanę. Tak właśnie chciałem. Bez skrupułów korzystać z kobiety, podczas kiedy spełnia swoje czynności fizjologiczne. Brud i perwersja. Urzeczywistniona z mojej woli. Chwilę później Rita na czworakach wpełzła na pościel i położyła się obok mnie.

– Daj mi swoją cipkę. Muszę cię umyć.

Po pierwszej chwili niezrozumienia czego żądam, stanęła u wezgłowia łóżka tak, że moja twarz znalazła się dokładnie na wprost zroszonych moczem warg sromowych. Tym razem zaspakajałem tylko swoje fetysze, bez oglądania się na jej potrzeby, wylizując jej łono. Język gładko sunął po ogolonym łonie, zbierając kropelki wydzielin wprost do ust. Eksplozja endorfin. Takiej jej chciałem. Lekko słodkiej. Wyuzdanej. Nie wahającej się oddać nawet najbardziej intymnej cząstki siebie. Ściągnąłem kochankę w dół. Na już czekający wzwód. Westchnienie. Jakby ulgi. Uniosłem ją za biodra. Nabiłem ponownie. Głębiej. Zatrzymałem ruch. Zaskoczona po raz kolejny próbowała się poruszyć.

Ciiii… To ja cię pierdolę a nie ty mnie. Powoli.

Zatrzymała się w oczekiwaniu na mocne pchnięcie. Cudowna istota zawieszona w powietrzu między moim przyrodzeniem a dłonią trzymającą w uścisku jej włosy. Uwielbiałem pozycję na jeźdźca właśnie z powodu tego paradoksu. Mogła przecież mocno naprzeć na mnie udami, ale świadomość, że to ja dyktuję warunki powstrzymywała przed podyktowaniem własnego tempa. Uległość i dominacja.

– Powoli. – Powtórzyłem –  Mamy mnóstwo czasu.

Czułem na ramieniu gorący, przyspieszony oddech wyprężonej jak struna partnerki. I jej wnętrze, które pulsowało, coraz ściślej obejmując zanurzonego w brzuchu członka.

Lekko przesunąłem biodra. Mocno chwyciłem za pośladek. Uniosłem powoli Ritę o kilka centymetrów w górę. Kontrolując tempo, pozwoliłem jej łagodnie opaść w dół. Jeszcze raz, góra i dół. Bez pośpiechu. Wyczuwając wszystkie porowatości pochwy. Góra i dół. Z rozmysłem sterowałem naszym wspólnym odczuwaniem. Ponownie do góry i do dołu. Przez ciało kochanki przechodziły dreszcze. Jeszcze raz. Odrobinę szybciej. Zajęczała, wciskając twarz w moje ramię. Góra i dół. Powoli rozpędzaliśmy się, nie tracąc ani na moment bliskiego odczuwania naszych złączonych w jedno ciał. Jeszcze szybciej. Jak nieprzytomna poddawała się moim dłoniom, które teraz już nadawały coraz szybszy rytm. Pośladki zaczęły klaskać o moje biodra. Ramię obejmujące moją szyję napięło się odbierając dech. Zwolniliśmy, na powrót dochodząc do intensywnego odczuwania wnętrzem przyklejonych do siebie warstwą potu brzuchów. Odchyliłem głowę Rity, szukając spojrzenia. Oczy, dotychczas wyraziste, zasnute były jakby mgiełką. Kochanka “odleciała”, zatracając się w odczuwaniu, mimo że nie osiągnęła jeszcze orgazmu.

– Co ty ze mną robisz?

– Pierdolę cię, moja kurwo…

Nie pozwoliła mi dokończyć zdania. Pocałunek był głęboki i zaborczy. To kolejna cecha, za którą uwielbiałem Ritę. Jej pocałunki nie były pozbawionym wyrazu kontaktem warg. To było szaleńcze branie z fizyczności tego, co najbardziej elektryzujące.

Uniosłem jej ramię. Kolejny raz  chciałem wykorzystać fizyczność swojej uległej do nakarmienia swoich żądz. Przejechałem językiem przez spoconą pachę. Powstrzymałem bezwiedny odruch ręki, którą chciała cofnąć spod moich ust.

– Co robisz? – spytała, gdy jeszcze raz dotknąłem językiem mokrej skóry. Wetchnąłem jej zapach. Zawrót głowy.  Feromony uderzyły do mózgu. Sztywność i wyprężenie wewnątrz pochwy. Wybuch podniecenia jak przy orgazmie. Oszołomiony spojrzałem w uśmiechniętą twarz Rity.

– Jesteś zboczony i to w tobie uwielbiam.

– Zamknij się. Ręka w górę. Chcę cię wąchać.

Zapach, łaskotał dokładnie te części mojego umysłu tak, jakby ktoś specjalnie dobrał składniki aromatyczne, żeby podniecać do granic poznania.

Opadliśmy na pościel, ciesząc się bliskością. Patrzyłem na piersi unoszące się w rytm zwalniającego oddechu. Niezwykły widok rozluźnionej kobiety, zmęczonej aktem miłosnym. Kobiety, która wiedziała, że to zaledwie początek, preludium do kolejnych uniesień. Zachwycające stworzenie. Przewróciła się na bok, wplotła się rękoma i nogami w moje ciało, nastawiając policzki do całowania. Właśnie tak, jak tego chciałem.

Odczytywaliśmy wzajemnie swoje myśli nie na zasadzie świadomego zgadywania, ale czegoś co można określić słowem “jednomyśl”. Te same potrzeby, te same pragnienia, widziane jak w lustrzanym odbiciu. Rita potrzebowała dominacji, ja poszukiwałem uległości. Kiedy czuliśmy ochotę na przytulenie, nasze ciała instynktownie układały się tak, że tworzyliśmy jedność. Ja byłem wypełnieniem, którego potrzebowała jej kobiecość. Decyzje, te najprostsze i prozaiczne, podejmowaliśmy w tym samym ułamku sekundy, całkowicie się ze sobą zgadzając. Zaskakujące. Odświeżające. Budzące igiełki niepokoju. Przecież to miała być jednorazowa przygoda. Bez angażowania się ponad miarę. Zauroczenie? Jasne, że tak. Fascynacja? Jak najbardziej. Ale to, co działo się między nami, daleko wykraczało poza standardową iskrę pożądania. To uczucie było niepokojące tym bardziej, że obydwoje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie mamy szans na normalne bycie ze sobą. Dziesięć lat temu… Gdyby tylko można było cofnąć czas.

Westchnąłem. Podniosła głowę, szukając kontaktu wzrokowego.

– Wiesz, wtedy, gdy mieliśmy się spotkać… Wystraszyłam się ciebie.

– A teraz się nie boisz?

– Nie. Teraz jest inaczej. Jesteś jakby stworzony dla mnie.

Uśmiechnęła sie i pocałowała mnie w usta. Zupełnie inaczej niż poprzednio. Teraz całowała mnie czule, z uwagą i z zasłuchaniem w emocje, krążące wokół nas jak niewidzialna mgiełka.

– Tylko się nie zakochaj… – nie wiedziałem, czy mówię to do niej, czy do samego siebie.

Podniosłem się z łóżka. Usiadłem w fotelu, tłumiąc nikotyną to nagłe rozczulenie.

– Po co ci to palenie? Przecież mówiłeś, że nie musisz… – Rita przeciągnęła się w pościeli.

– Mówiłem, nie muszę. Palę bo lubię.

Popatrzyła na mnie niedowierzająco.

– Całe szczęście, że ten tytoń ładnie pachnie.

– Tak… Dziękuję za to – wskazałem papierosa. Zaciągnąłem się po raz ostatni.

Ułożyłem ją na środku wielkiego małżeńskiego łoża. Usadowiłem się pomiędzy udami. Kilka muśnięć i z kobiecości pociekła lepka smużka śluzu. Widok, który na nowo rozbudził pożądanie. Naładowany nową energią nabiłem kobietę na wyprężonego fallusa. Tym razem nie stopniowałem siły. Bralem z całą mocą. Z brutalną siłą. Do końca. Przewróciłem ją na bok. Wciągnąłem pod siebie. Otwarta i mokra pizda mlasnęła, kiedy zanurzyłem się w środku. Rita jak bezwolna marionetka dawała się posuwać. Z zamkniętymi oczami przyjmowała każde pchnięcie. Mokre od potu pasemka włosów przykleiły się do jej twarzy.

– Boli? – Wychrypiałem w kobiece ucho.

– Tak, nie… Nie przestawaj.

Objąłem jej głowę. Przycisnąłem do łóżka. Zakryłem jej usta dłonią. Z uwagą obserwowałem, jak twarz mojej partnerki nabiega czerwienią. Pozwoliłem na nabranie oddechu. I ponownie odebrałem dostęp do powietrza. Nie buntowała się, nie wyrywała. Tuż nad wyraźnie zaznaczonym obojczykiem coraz wyraźniej pulsowała żyła dostarczająca tlen do rozgorączkowanego mózgu. Mimo to ciało Rity okazywało całkowitą uległość. W łóżku kochanka była zupełnie poddana mojej woli.

– Obejmij mnie nogami – nakazałem.

Poczułem jak posłusznie zahacza pięty o moje biodra.

– To teraz będziemy się pierdolić.

Poczułem jak pod wpływem moich słów zaciskają się mięśnie Kegla. Fetyszystka słów. Im bardziej wulgarnie odzywałem się w czasie seksu, tym większa przyjemność była jej udziałem. Ruszyłem ze zdwojona siłą. Penis pracował jak tłok – w przód i w tył. Miałem wrażenie, że jebię tak mocno, że za chwilę przerżnę na pół ciało kobiety pode mną. Zduszone jęki były wyraźnym sygnałem zbliżania się orgazmu. Odchyliłem się w poszukiwaniu różdżki, która wciąż włączona wibrowała na pościeli. Wypadłem z ociekającej śluzem pochwy. Włożyłem wibrator w dłoń Rity. Posłusznie przycisnęła zabawkę do łechtaczki. Poniosłem się z łóżka. Obszedłem je dookoła i zapakowałem przyrodzenie wprost pomiędzy półotwarte wargi. Niepowstrzymany spazm przeszył ciało kochanki. Ciemne włosy rozsypały się omiatając podłogę. Z głową wychyloną za krawędź łóżka dawała się gwałcić w usta. Zassała mnie głęboko. Stałem zanurzony w jej gardle obserwując z góry, jak dochodząc wije się i rzuca po łóżku. Zduszony kutasem przeciągły krzyk.

Wibrator wypadł z jej dłoni. Skuliła się w pozycji embrionalnej. Moja uległa właśnie szczytowała.

Usiadłem w fotelu zapalając kolejnego papierosa. Za oknem świeciły się latarnie. Rzut oka na zegarek. Kwadrans po trzeciej. Letnia noc zaczęła już jaśnieć brzaskiem wstającego dnia.

– Rano będę nieprzytomny – pomyślałem na głos, gasząc peta na spodku od kawy. – Kładziemy się.

Wspólnie myliśmy zęby w wąskiej łazience. “Jak stare dobre małżeństwo” – przemknęło mi przez myśl. “Czy tak mogłoby wyglądać nasze wspólne życie razem?” – Odgoniłem te myśli z wypłukując je wraz z pastą do zębów nad zlewem.

Kochanka zmywała makijaż, co chwila potrącając wciąż sterczący wzwód.

Już w pościeli przytuliła się do mnie, po raz kolejny zawadzając o nabiegłego krwią penisa.

– A ty…?

– Nie skończę, zbyt długo wstrzymywałem…

Nie miałem już siły na tłumaczenie, ale nim skończyłem zdanie odkryła kołdrę i ujęła moją męskość w dłonie. Chwilę później dołączyły usta. Kolejne minuty zlały się w jedno. Połączone ruchy drobnych, lekko chłodnych rąk i gorącego języka wywindowały przyjemność na poziom wcześniej niewyobrażalny. Byłem pewien, że nie skończę i dawało mi to swobodę w odczuwaniu. Rita wyczyniała cuda. Delikatne liźnięcia, zasysanie, drapanie zębami – ze zdziwieniem poczułem że obolałe jądra sprężyły się jeszcze bardziej a w podbrzuszu zaczęła gromadzić się kula energii. Jak supernowa tuż przed rozbłyskiem. Zachodzące w moim ciele reakcje termojądrowe były podsycane ofiarnością kochanki, która sama, bez jakiejkolwiek sugestii z mojej strony, bezwstydnie zafundowała mi głębokie gardło. Kula podniecenia w brzuchu zaczęła zapadać się w sobie. Jak biały karzeł kumulowała energię. Jeszcze sekunda stymulacji i pod powiekami wybuchło światło. Orgazm posłał całość energii w usta kochanki, zalewając jej gardło mgławicą nasienia. Przeżycie równe kosmicznej eksplozji.

Podciągnąłem moją uległą do góry spijając z jej języka i warg swój własny ejakulat. Byłem spełniony. Znalazłem swoje erotyczne dopełnienie.

Przez następne dwa dni brałem ją ze wszystkich stron. Pieprzyłem od tyłu, zachwycając się dużym tyłkiem, wciskałem się do każdego możliwego otworu w jej ciele, brutalnie zmuszałem do fellatio na granicy odruchu wymiotnego i na powrót penetrowałem kutasem wciąż cieknącą podnieceniem waginę. A im bardziej pozwalała mi znęcać się nad jej ciałem, tym bardziej jaśniały jej oczy. Kiedy zmęczeni przytulaliśmy się na skotłowanej pościeli Rita zasypiała wtulona w moje ciało. Słuchałem jej oddechu, nie mogąc się nadziwić temu, że nawet przez sen uśmiech nie schodził z jej twarzy.

Budziła się za każdym razem zaskoczona bliskością naszych ciał.

Tym razem, wciąż wtulona we mnie po obudzeniu zapytała:

– Jak ty to robisz, że śpisz tak nieruchomo? Dzięki temu zasypiam przy tobie jak dziecko. Mogę się przytulić i po prostu zasnąć. Niesamowite.

– To jak śpisz z mężem?

– Mamy osobne kołdry…

O więcej nie pytałem, moja mina świadczyła o tym, co myślę.

– Nie, to nie tak jak myślisz. On jest dobry w łóżku. Zna mnie. Za każdym razem trafia w mój punkt G. Jest naprawdę… Ale nie czuje dominacji. Stara się, ale to nie to samo, bo wiem, że jego to nie podnieca.

Przerwałem tę mowę obrończą pocałunkiem.

– Dobrze. To nie moja sprawa. Moją sprawą jesteś natomiast ty. Wstawaj.

Jeszcze nie do końca rozbudzona podniosła się z łóżka. Zatrzymała się na skraju, oczekując dalszych poleceń.

– W czarnym pudełku jest łańcuch. Przynieś mi go.

Kołysząc biodrami podeszła do półki, na której stało wypełnione zabawkami pudełko. Nawet w takiej sytuacji emanowała nieprzyzwoitą seksualnością. Jeszcze chwila takich prowokacji i wziąłbym ją ponownie tego dnia, niwecząc tym samym plan, który przed chwilą narodził się w mojej głowie. Na szczęście już wracała do mnie, pobrzękując srebrnymi ogniwami.

Stanęła przede mną z niepewną miną, obracając w dłoniach obrożę przypiętą do łańcucha.

– Załóż – wydałem polecenie.

Chwilę mocowała się z odpięciem delikatnej obroży, którą nosiła od wczoraj. Już po chwili zapinała nową. Zmieniłem swoją uległą w sukę, łańcuchowego psa, moją własną dog-woman.

– Ślicznie.

Pociągnąłem ją przez cały pokój. Jak niewolnica z siedemnastowiecznych rycin, podreptała za sterującym jej ruchami naciągiem. Całkowicie uzależniona ode mnie. Cała kokieteryjność znikła jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

– Stój.

Zatrzymaliśmy się przed dużym lustrem, w którym odbijały się nasze nagie ciała.

Przełożyłem łańcuch między nogami kobiety, z premedytacją dotykając zimnym metalem rozpalonych warg sromowych. Kochance z wrażenia aż ugięły się kolana. Wsparła się o moje ramię. Zapiąłem maleńkim karabińczykiem łańcuch do obroży na karku i ponownie przeciągnąłem zimną srebrzystość pomiędzy nogami Rity.

Odszedłem krok w tył, by podziwiać ujarzmioną rozwiązłość. Rozsypane ciemne włosy, opalone ciało wsparte na kolumnach długich nóg z dwoma pasami srebrnych kółeczek zbiegającymi się w pachwinach. Pożerałem ją oczami, ale moja uległa nie dostrzegała tego zapatrzona w swoje odbicie.

Pierwszy raz mogła naocznie przekonać się, jak wygląda ona sama w roli, o której śniła i marzyła od lat. Stojąc za nią, sięgnąłem do sromu. Posłusznie rozstawiła szeroko nogi, by zapewnić mi swobodę ruchu. Łańcuch dotykający warg sromowych ociekał sokami.

Sięgnąłem po raz kolejny po magic-wand. Odnalazłem jej rękę. Zmusiłem palce do zaciśnięcia się na różdżce. Nakierowałem głowicę w najczulsze miejsce. Jęk przypominał bardziej skowyt. Sucze wyznanie oddania. Po kilku sekundach stymulacji zwiesiła głowę. Ledwie panowała nad drżeniem nóg. Swobodna ręka bezskutecznie szukała punku podparcia. Ugięła kolana, by utrzymać równowagę. Zachwycający widok. Narcystyczna natura złamana podnieceniem. Pieprzyła się sama. Samogwałt na moje żądanie. Z zaciśniętymi powiekami i szeroko otwartymi ustami, spazmatyczne łapiąc powietrze, poddawała swoją pożądliwość pod mój ogląd.

Poprowadziłem ją na łóżko. Ułożyłem delikatnie na prześcieradle.

Po raz kolejny wypełniłem kobiece usta męskością.

– Teraz możesz skończyć.

Nie zajmowała się mną. Mój kutas tkwił w jej gardle jak zatyczka. Po prostu. Nieprzytomny wzrok. Kilka sekund. Falujący brzuch. Wgięte w łuk ciało. Stłumione wycie. Nie pozostało w niej nic z wyniosłej i niedostępnej kobiety. Zmieniłem ją w zwierzę. Seksualne zwierzę, które pragnęło jedynie spełnienia. Przez ciało Rity przeszedł impuls. Jakby ktoś poraził ją prądem. Sekunda naprężenia wszystkich mięśni. Opadła na łóżko bez sił. Spocona, zziajana, wyczerpana. Spełniona.

Chwilę później powoli wyplątywałem ją z łańcucha. Poddawała się moim dłoniom jak kot łaknący dotyku. Za ten jej głód głaskania dałbym się pokroić. Znów idealnie się uzupełnialiśmy.

Resztę dnia, całą noc i następny poranek wypełniły erotyczne wygibasy, przerywane momentami ciszy, rozmów i śmiechu. Nie wychodząc z łóżka jedliśmy, piliśmy wino, kochaliśmy się i zasypialiśmy w swoich objęciach, a po przebudzeniu znów uprawialiśmy seks.

Z każdą chwilą tonąłem coraz bardziej w naszej relacji. Ktoś mógłby zapytać, czy trzy dni wystarczą na zbudowanie związku. Wcześniej sam zadawałbym podobnie niedorzeczne pytania. Trzy dni. I trzy noce.

Wsiadając do pociągu powrotnego do Warszawy poczułem wibrowanie telefonu.

Usadowiłem się w przedziale. Wrzuciłem bagaż na półkę.

W końcu odczytałem wiadomość.

“Piję nasze wino i chyba się dziś upiję. Siedzę na łóżku i ryczę. Dobrze, że męża jeszcze nie ma. Czuję, że w końcu spotkałam swoją drugą połówkę i mam świadomość tego, że nigdy już się nie spotkamy… “

.
autor: Barman-Raven

 


To może być również interesujące:

Erotyczna kobieta Ossowskiej – galeria na Odcienie Czerwieni

Kobiety Brodziaka – galeria na Odcienie Czerwieni

Giles Vranckx i jego kobiety – galeria na Odcienie Czerwieni

Dotyk i zmysłowość w serii XConfessions Erika Lust

They cannot see me naked – opowiadanie erotyczne

Naznaczona przez niego – opowiadanie erotyczne 


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zalajkujesz albo dodasz do obserwowanych nasz profil,

12 myśli na temat “Trzy noce z Ritą

  1. Zastanawiałam się jakiś czas temu, co napiszę, kiedy już opublikujesz to opowiadanie. I chyba nawet coś wymyśliłam…a teraz mam kompletną pustkę. Czytam za każdym razem z przyklejonym uśmiechem do twarzy i nie wiem, kiedy i jak zaczynają płynąć łzy po policzkach. I tak jest za każdym razem… nic więcej nie potrafię napisać…

  2. Trudno czytać bez emocji :) … różnych.
    Bardzo ładne metafory jak już się znajdą. Zawsze fajnie pisałeś. Jednak po odrzuceniu emocji … miałeś lepsze teksty. :)

  3. Winien jestem edit poprzedniej opinii. :)
    Tekst jest super, ale pisząc o lepszych tekstach miałem ma myśli lepsze technicznie. W tym Twoją „twoją” technikę pisarską trochę wyparły emocje. Co nie oznacza, to krytyka. :)
    To raczej stwierdzenie faktu, ze pokazałeś „ludzką twarz” :)

  4. Raven budzisz emocje. Różne. Czasem skrajne. Za to nigdy nie pozostajesz obojętny. To dar. Czasem przekleństwo. Dla mnie najważniejsza cecha pisarza, jak i każdego artysty.

    1. Cóż, muszę przyznać, że tym razem byłam nieco rozczarowana, bo tekst nie wzbudził we mnie żadnych emocji, ale to może bardziej wina mojego stanu ducha niż autora… oby, bo liczę jeszcze na wiele dobrych opowiadań! :)

Dodaj komentarz