To be vulnerable is needed most of all, if you intend to truly fall apart

uległa opowiadanie erotyczneTo be vulnerable is needed most of all, if you intend to truly fall apart – megaera – opowiadanie erotyczne

Czuję to. Wyraźnie czuję wilgoć rozlewającą się po moich udach. Klęczę na twardej podłodze, drętwieją mi nogi, skóra na zmianę piecze i oblewa się gęsią skórką, mięśnie drżą niekontrolowanie i cała jestem cierpieniem. Ale jedyne o czym myślę w tych krótkich momentach, kiedy jestem w stanie skupić się na czymkolwiek poza bólem i lękiem, to to śliskie, lepkie podniecenie, które wbrew wszelkiej logice dosłownie ze mnie cieknie.

Moje ciało nie jest już moje. Nie mam żadnej kontroli nad tym, co się z nim dzieje ani nad jego reakcjami. Oddałam je w całości jedną prośbą o ból, którego nawet nie lubię. Tyle wystarczyło żebym sama zrozumiała, że skapitulowałam na własne życzenie.

I równocześnie czuję się od tego ciała cudownie wolna i kompletnie przerażona tym, na co sobie pozwala. Tym jak niezgrabnie wije się i wygina we wszystkie strony, oblane potem i naznaczone czerwonymi pręgami. Jak posłusznie wraca na miejsce kaźni, z którego powinno uciekać w popłochu. Straciłam już nawet ten instynktowny odruch przywracania go do pionu. Przypominania mu, jakie powinno być, co powinno robić i jak reagować. Jak godnie i dumnie powinno mnie reprezentować. Po prostu je poddałam i przesunęłam linię obrony dalej w głąb siebie. Zaciskam tylko zęby na fragmencie pościeli i skupiam swoją uwagę na nowym froncie.

Bo moja głowa jest teraz zbyt skoncentrowana na panowaniu nad emocjami, żeby zajmować się ciałem. Czuję się jakbym przegrywała wojnę i postanowiła poświęcić część ziem żeby odwrócić uwagę agresora i skierować tę resztkę sił, która mi pozostała do obrony ostatniej bezpiecznej przystani. Ostatniego miejsca, które jest moje i nad którym nadal mam kontrolę. Wiem, że nie rozpadnę się na cząsteczki tak długo, jak długo nie pozwolę sobie na emocjonalną słabość. Ciało mogło się rozpaść, ale nie to. Tego nie odpuszczam aż do końca. Spadają ostatnie ciosy, a ja w środku ciągle jestem cała.

Moim cichym sprzymierzeńcem okazuje się własnie to zrujnowane ciało. Mogłam wstydzić się za jego niedostatki i gardzić jego poddańczą uległością, ale to właśnie dzięki nim kończy się ta bitwa. Klęczę na podłodze umazana mieszanką łez, gili z nosa i śliny wylewającej się z ust rozwartych nieustającym krzykiem i szlochem, który jest tak rozdzierający, że zapominam przez niego przełykać. Ten żałosny obrazek jest wystarczająco satysfakcjonujący dla kata, który skończył, co zaplanował i nie ma potrzeby brnąć dalej. Wystarczy. To koniec.

Nie przegrałam wszystkiego. Nie tym razem. Obroniłam najważniejsze. Oddycham spokojnie i z mojej bezpiecznej twierdzy spoglądam na pole bitwy. Umordowane ciało leży w pościeli. Powinno cierpieć, nienawidzić i nigdy nie chcieć więcej. To właśnie spodziewam się zobaczyć. Chcę widzieć jak to ciało wraca do mnie zawstydzone z podkulonym ogonem. Wybaczyłabym mu i wszystko byłoby znowu jak dawniej.

Ale ono nie chce. Ono jest zadowolone. Znowu czuję tę wilgoć spływającą po udach i ciągnącą się między nimi cienką, lśniącą strużką. Nie mogę jej zrozumieć. Jakim sposobem ta fizyczna słabość może zamieniać mnie całą w lepkie, pachnące podniecenie, przyspieszające oddech i wprawia uda w drżenie? Co jest nie tak z tym durnym ciałem?! Czemu nie chce być za wszelką cenę silne i dumne jak ja? Czemu nie jest mu wstyd za to, że nie dało rady? Czuję jakby mnie zdradziło. A ono tylko lekko się uśmiecha, jakby wiedziało coś, czego ja jeszcze nie rozumiem.

Oprawca odchodzi i zostaję sama. Gapię się w okno, za którym życie dalej biegnie swoim rytmem, jakby nic się nie stało. Jest mi dobrze, ale nie mogę opanować łez. Bo nagle dociera do mnie, co może być dalej. Skoro już tylko fizyczna kapitulacja dostarcza mi takiej przyjemności, to jaka rozkosz czeka mnie w nagrodę za poddanie tej ostatniej bezpiecznej przystani w mojej głowie?

Instynktownie czuję, że to musi być coś wyjątkowego. Może coś, co wreszcie zaspokoi to rozdzierające mnie od środka pragnienie? I czuję przerażenie, kiedy zdaję sobie sprawę, że nie dowiem się dopóki nie sprawdzę. Że w końcu będę musiała wystawić na ciosy ten wrażliwy miąższ w środku, który obudowałam wysokimi, bezpiecznymi murami i dla pewności otoczyłam fosą. I nie umiem się z tym pogodzić. Przerażają mnie moje własne pragnienia, bo są tak dalece sprzeczne z moim wyobrażeniem o sobie samej. Nie umiem świadomie pozwolić sobie chcieć być słabą. Zgodzić się na wszystkie tego konsekwencje. To jakaś niedorzeczność!

Na wszelki wypadek zasypiam. Pomyślę o tym jutro. Albo w ogóle nigdy najlepiej. Tak będzie rozsądniej. Może to odejdzie. Może minie. Może.

autorka: megaera

To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • dołączysz do naszej grupy Erotyka – Odcienie Czerwieni

Dodaj komentarz