Upał

Upał – Boober – opowiadanie erotyczne

– Ten piekielny upał wyżera ludziom rozumy…– Dino siedział w saloniku w samych slipach, pił zimnego Carlsberga i zastanawiał się, za jakie zbrodnie ludzkość została pokarana tym piekielnym upałem. – Zdechnąć można z gorąca…

– Masz absolutna rację – odezwał się z kuchni damski głos.

Dino odwrócił się i spojrzał w otwarte drzwi kuchni. Pusta butelka poleciała na miękki dywan. W kuchni nie było nikogo. Wentylator dalej mielił lepkie od upału powietrze, bezskutecznie próbując wyprodukować choć odrobinę chłodu. Z kratki zepsutego klimatyzatora smętnie zwisały tasiemki. Zamknięte okiennice chroniły przynajmniej przed wściekłym słońcem. A nawet jeśli byłyby otwarte, to i tak nikt nie wszedłby przez okno do mieszkania na piątym piętrze.

– Cholerny świat, zaczynam mieć z tego upału jakieś przywidzenia…

Klapiąc bosymi stopami po kafelkowej podłodze, mężczyzna przeszedł przez kuchnię i wyjął z lodówki kolejną butelkę zimnego piwa. Zerwał zębami kapsel i niemal duszkiem ją opróżnił. Zimny płyn na chwilę odebrał mu oddech.

Sapnąwszy głośno, cisnął butelkę do śmietnika i wrócił do pokoju. Sięgnąwszy po pilota, włączył telewizor. Trafił akurat na wiadomości. Spiker monotonnym głosem czytał prognozę pogody.

– Temperatura w dzień około trzydziestu siedmiu stopni na północnych krańcach kraju, do czterdziestu dwóch na południe od Neapolu. Ciśnienie około tysiąca czterdziestu hektopaskali, stałe. Brak zachmurzenia. Według opinii synoptyków susza w tym roku jest największą od ponad stu lat. Od siedemdziesięciu czterech dni na terenie całego półwyspu nie spadła ani kropla deszczu. Nic nie zapowiada także radykalnej zmiany pogody. Rząd zastanawia się nad…

Telewizor zgasł. Dino ze złością rzucił pilota na stół i z nienawiścią popatrzył w kierunku okien, za którymi upał rozpalał się coraz mocniej.

– Nie masz się co wściekać, od tego chłodniej się nie zrobi… – Znów damski głos rozległ się w mieszkaniu.

– Kto tu jest?

Dino zerwał się z fotela. Przeszedł przez kuchnię do sąsiedniego pokoju, a potem wyjrzał na korytarz. Nie było tam nikogo. Zajrzał do sypialni. Także była pusta. W drodze powrotnej sprawdził jeszcze zamek w drzwiach. Był zamknięty, czyli nikt przez drzwi nie uciekł. Oparłszy się plecami o drzwi, Dino zaczął się zastanawiać, co przy tym upale przychodziło mu z trudem. Jeżeli nikt nie wszedł przez zamknięte drzwi i nie spuścił się z dachu przez zamknięte okiennice, to jakim cudem w mieszkaniu już dwa razy odezwała się do niego jakaś kobieta? Tego, że głos ów słyszał, Dino był pewien.

– Chyba wezmę zimny prysznic, zanim do reszty zwariuję od tego skwaru…

Myśl o kąpieli w zimnej wodzie od razu poprawiła mu nastrój. Poszedł w stronę łazienki. Kiedy jednak stanął w otwartych drzwiach, zamarł w pół kroku. Wanna była pełna wody. Nie to jednak było przerażające. W wodzie leżała jakaś kobieta.

– Czego się gapisz?! – Osoba siedząca w wannie z wściekłością chwyciła za kotarę i zasłoniła ją.

Dino z przerażeniem przetarł oczy. Spodziewał się wszystkiego, ale nie kobiety kapiącej się w jego wannie. Z wrażenia aż usiadł na podłodze.

– Spokojnie… – powiedział do siebie. – Coś ci się przyśniło. Nikogo nie ma w wannie, jesteś w domu sam, po prostu upał rzuca ci się na rozum… Jest gorąco, wypiłeś może o jedno piwo za dużo, masz jakieś halucynacje… Spokojnie, podejdź teraz do wanny, odkręć wodę i weź zimny prysznic…

Pomrukując w podobnej tonacji, Dino podszedł do wanny, drżącą ręką chwycił za kotarę i zaczął ją powoli przesuwać. Dla bezpieczeństwa patrzył gdzieś w bok. Kiedy wreszcie zdecydował się na spojrzenie w stronę wanny, poczuł na twarzy pięć palców i usłyszał donośne plaśnięcie.

– Nie jestem, do cholery, żadną halucynacją! I daj mi się wykąpać! – Głos był coraz bardziej zirytowany. – Podglądacz! I świnia na dodatek!

Kotara znów została zasunięta. Dino stał nadal oszołomiony. Po kilku chwilach dał się w łazience słyszeć odgłos wody spływającej z wanny, a potem głos:

– Od razu znacznie lepiej…

Dino nadal stał, nie zmieniwszy pozycji. Po prostu nie był w stanie znaleźć w sobie odwagi i siły na wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Mrugał tylko oczyma i z trudem oddychał. Niemal nadludzkim wysiłkiem woli zdobył się na przyłożenie dłoni do piekącego policzka. Jednak nie dane mu było dojść do siebie.

– Ty, czarniawy, jesteś tam jeszcze? Jak jesteś, to z łaski swojej podaj mi ręcznik!

Mężczyzna niczym automat podszedł do szafki, wyjął z niej gruby ręcznik frotte i przewiesił go przez uchwyt kotary, tak by stojąca za nią osoba mogła chwycić go bez problemu. Po chwili kotara została odsunięta władczym ruchem ręki i oczom Dina ukazała się owinięta ręcznikiem dziewczyna, z mokrymi blond włosami opadającymi na ramiona.

– Jeszcze tu jesteś? Zjeżdżaj i daj mi się ubrać!

Dino obrócił się na pięcie i w tym samym momencie jego wzrok padł na leżące na szafce części damskiej garderoby. Przysiągłby, że jeszcze minutę temu nie było tu ani błękitnej sukienki, ani koronkowych majtek. I że obok szafki nie leżały niedbale ciśnięte sandały. Nie dane mu jednak było przemyśleć tej sprawy w spokoju. Ledwo bowiem zdążył zarejestrować obecność owej garderoby, kiedy poczuł na siedzeniu tęgiego kopniaka wymierzonego kolanem, i został bezceremonialnie wypchnięty za drzwi, które dziewczyna z hukiem zamknęła za jego plecami. Nie zastanawiając się długo, niemal pobiegł do kuchni, wsadził głowę do zlewu i odkręcił zimną wodę. Powoli zaczynał dochodzić do siebie, odzyskując jako takie władanie nad szarymi komórkami. Po kilku chwilach wyjął głowę spod kranu, zakręcił wodę i sięgnął po papierowe ręczniki. Wycierając nimi mokrą głowę, zaczął rozmyślać, mrucząc pod nosem:

– Po pierwsze, od upału dostałem udaru i mam halucynacje, pogłębione przez wypite piwo. To oczywiste i nie ulega żadnej kwestii. Po drugie, przywidziało mi się, że w wannie ktoś jest i że na szafce leżą jakieś ciuchy. W takim razie dlaczego nadal piecze mnie twarz, a na siedzeniu czuję kopniaka? Do jasnej cholery, halucynacje nie kopią w dupę!

– A pewnie, że nie! – odpowiedział mu głos spod lodówki. – Czyś ty się wściekł z tą halucynacją? Masz otwieracz?

Dino odwrócił się i ujrzał właścicielkę głosu. Stała oparta o lodówkę i trzymała w ręku butelkę piwa. Nie miał bladego pojęcia, jakim cudem przeszła mu za plecami, nie zwracając na siebie najmniejszej uwagi. Patrzyła na niego z mieszaniną rozbawienia i irytacji w oczach. Teraz przynajmniej mógł się jej lepiej przyjrzeć. Była na oko dwudziestoletnia, może ciut starsza, ubrana w letnią błękitną sukienkę. Miała rewelacyjną figurę, długie nogi i niemal zupełnie białe włosy, co w tych stronach nie było częstym przypadkiem. W ogóle nie wyglądała na Włoszkę, raczej na Szwedkę, a może Niemkę. Uśmiechała się drwiąco, kiedy tak się na nią gapił.

– Kim ty, u diabła, jesteś? – Z trudem wystękał Dino.

– Na imię mam Anna. Dasz mi ten otwieracz czy mam ten napój otworzyć o framugę?

Dino wstał, chwycił leżący na stole otwieracz, podszedł do dziewczyny i otworzył butelkę. Odzyskawszy trochę pewność siebie, powiedział:

– Pytam się, kim jesteś, jeżeli nie moją halucynacją?

– A kim mam być, do cholery? Wiedźmą! Wiedźmy też cierpią z powodu upału!

– Wiedźmą? – Dino tym razem nie stracił rezonu. – Zawsze myślałem, że wiedźmy nie grzeszą urodą, czego o tobie raczej powiedzieć nie można. No ale cóż, jeśli ty jesteś wiedźmą, to ja w takim razie jestem aniołkiem.

– Idiota – powiedziała bezceremonialnie Anna i pociągnęła długi łyk wprost z butelki. – Jesteś najwyżej żałosnym podrywaczem, zaliczającym panienki niczym alpinista szczyty. Choć fakt, przystojny nawet jesteś. Ale aniołek to z ciebie żaden.

Dopiła piwo i cisnęła butelkę w stronę okna. Dino już słyszał brzęk rozbijającej się o ścianę butelki. Nic takiego jednak się nie stało. Pusta butelka przeleciała przez ceglaną ścianę, jakby jej tam nie było. Po chwili usłyszał, jak szkło rozbija się o chodnik, pięć pięter niżej.

– To cześć. Ja znikam.

– Moment! – Dino złapał ją za ramię. – Musimy sobie parę rzeczy wyjaśnić.

– A co tu wyjaśniać?

– Jak na przykład dostałaś się do mojego domu i jak zrobiłaś ten numer z butelką?

– Normalnie, jedno i drugie tak samo. Przenikanie przez ścianę. Żadna filozofia. Byle smarkula ledwo obeznana z magią potrafi akurat takie numery. Posłuchaj, jeśli zdenerwowała cię moja wizyta, to przepraszam. Było mi gorąco, miałam ochotę wejść do wanny z zimną wodą i polecieć dalej swoją drogą. Prawdę mówiąc, nie zauważyłam, że ktoś jest w domu, moja wina, powinnam lepiej sprawdzić. A teraz, skoro już się ochłodziłam i napiłam piwa na twój rachunek, przykro mi, ale mam parę spraw do pozałatwiania. Więc miłego dnia!

– Zaraz, przez jaką ścianę? – Dino złapał dziewczynę za rękę. – Przestań mi zasuwać drętwe kawałki. Powiedz lepiej, jak otworzyłaś drzwi.

– Oj, jakiś ty nudny… Puść łaskawie moja rękę, zanim zrobię ci krzywdę – to po pierwsze, a po drugie – to naprawdę nie jest problem dla wiedźmy przejść przez ścianę, mówiłam ci już.

Ale Dino nie miał zamiaru jej puścić. Anna nagle rzuciła dwa słowa w jakimś nieznanym mu języku. Potem poczuł na ręce coś jak kopnięcie prądem i poczuł, że leci na zamknięte w tej chwili drzwi bezpośrednio łączące kuchnię z pokojem. Już szykował się na bolesny kontakt z twardym drewnem i brzęk tłuczonego szkła, kiedy stało się coś, czego się całkowicie nie spodziewał. Po prostu przeleciał przez drzwi, tak jakby były tylko rysunkiem, hologramem wiszącym w powietrzu. Albo nie było ich wcale. Wyhamował dopiero w salonie, na oparciu fotela. Kiedy uniósł głowę, Anna stała oparta o zamknięte drzwi, przez które dopiero co przeleciał, znowu z kpiąco-lekceważącym uśmiechem.

Dino podniósł się z podłogi. Nagle poczuł się dziwnie, stojąc naprzeciwko tak atrakcyjnej kobiety w samych gaciach. Jeszcze raz obrzucił ją badawczym spojrzeniem. Była bardzo atrakcyjna. Krótka sukienka podkreślała tylko długie i zgrabne nogi. Idealnie ukształtowana twarz podkreślona była delikatnym makijażem. Chcąc nie chcąc Dino wyobraził sobie noc spędzoną w towarzystwie tej blond piękności. Zaraz też postanowił zaryzykować. W końcu nawet jeżeli dziewczyna była stuknięta, to nie na tyle, by nie dać się poderwać. A najprawdopodobniej zwyczajnie chciała strugać z niego wariata. Tajemniczy przelot przez drzwi zwalił na karb wypitego alkoholu – po prostu były otwarte, a on tego nie zauważył.

– To może tak. Napijemy się teraz czegoś, a ty spokojnie opowiesz mi, jakim cudem wylądowałaś w mojej łazience.

Dino zmienił nagle tonację głosu, starając się, by zabrzmiał on jak najbardziej nonszalancko.

– Nie mam ochoty. Cześć!

I rozpłynęła się w powietrzu.

Stał jeszcze dobrą chwilę na środku pokoju, zastanawiając się, czy na pewno wszystko z nim w porządku. Uszczypnął się w ramię. Zabolało, więc chyba mu się to nie śni. Otarł wierzchem dłoni pot z czoła i poszedł do kuchni. Wyjął z lodówki kolejne tego dnia piwo. Opróżnił je prawie duszkiem.

– Uspokój się, chłopie, upał rzucił ci się na mózg… Nic się nie wydarzyło… Nikogo tu nie było, to tylko jakieś twoje przywidzenia – mruczał jak mantrę, wędrując w stronę łazienki.

Kiedy jednak do niej wszedł, odrobina pewności siebie, która powoli się w nim odbudowywała, prysła jak mydlana bańka. Mokre ślady stóp na podłodze, wilgotny ręcznik, ciśnięty niedbale na krawędź wanny… Wszystko się zgadzało. Ona jednak tu była!

Zrezygnowany poszedł do sypialni. Oklapł na szerokie wodne łóżko, na którym gościła zresztą już niejedna kobieta, i pogrążył się w ponurych rozmyślaniach nad stanem swojego umysłu. Wypite piwo w połączeniu z upałem zadziałało nad wyraz skutecznie i zasnął, nawet nie wiedząc kiedy.

Obudził go dotyk chłodnej dłoni na brzuchu. Z trudem otworzył oczy. Kiedy zobaczył nad sobą błękitną sukienkę i blond włosy – natychmiast je zamknął. „Znowu te halucynacje” – pomyślał.

– Przestań bredzić, żadne halucynacje – dotarło do jego skołowanego umysłu. – Przystojny jesteś, a ja mam kawałek wolnego wieczoru. Nabrałam ochoty na odrobinę radości… A ty wydajesz się przystojny i doświadczony…

Teraz to już zgłupiał zupełnie. Powoli jednak zmusił się do ponownego otwarcia oczu. Błękitna sukienka zniknęła – jej miejsce zajęły dwie niczym nieosłonięte piersi, o niemal białej skórze i ledwo od niej ciemniejszych sutkach. Poczuł, jak chłodna dłoń wsuwa się w jego slipki.

– Ale wiesz co… Nie podoba mi się to miejsce. Chodź, polecimy w jakieś milsze miejsce…

– Co?

– Polecimy. Mam ze sobą transport. Wiem, nie latałeś nigdy na niczym, ale wierz mi, do przemieszczania się można użyć czegokolwiek. Chociażby miotły. Masz chyba jakąś w domu?

Dino sam nie wiedział, co ma zrobić. Jakaś siła, której nie kontrolował, kazała mu wstać, pójść na korytarz i ze schowka wyciągnąć mopa na długim trzonku. Anna tymczasem podeszła do okna w salonie i otworzyła na oścież okiennice. Wsadziła w usta dwa palce i przeciągle gwizdnęła. Nie wiadomo skąd na wysokości parapetu pojawiła się… miotła. Normalna, z gałązek, taka jaką dozorca codziennie rano sprzątał chodnik przed domem. Dino patrzył jak zahipnotyzowany.

– To jak, lecisz?

Dopiero teraz popatrzył dokładniej na Annę. Była całkowicie naga. Stała na parapecie, przytrzymując jedną ręką szarpiącą się lekko miotłę.

Podszedł do okna. Anna tymczasem usiadła na kiju od szczotki, obejmując koniec jedną ręką. Jasne włosy poruszała delikatna, wieczorna bryza. Dino niepewnie stanął na parapecie. Dziewczyna na miotle strzeliła palcami, coś zamruczała pod nosem i pstryknęła palcem w trzonek mopa. Poczciwe narzędzie porządkowe zaczęło nagle delikatnie drżeć w ręce Dina. Odruchowo mocniej ścisnął je w dłoni.

– To jak mam to zrobić? – zapytał z niedowierzaniem.

– Normalnie. Siadasz na kiju, chwytasz za koniec. Podciągniesz koniec w górę to się wznosisz, w dół to opadasz. Jak chcesz skręcić, musisz pochylić się do wewnątrz zakrętu, jak na motocyklu. Nie bój się, nie spadniesz. W razie czego ten twój mop sam wyrówna lot.

– A to jest na pewno bezpieczne? – odparł i zaraz pożałował pytania.

– Tchórzysz?

– Nie… Lecimy.

Stanął na parapecie. Przełożył nogę nad mocniej teraz podrygującym mopem i popatrzył w dół. Pięć pięter niżej dwa metry od ściany domu stał rząd zaparkowanych samochodów. Podniósł głowę, szukając wzrokiem Anny. Wisiała w powietrzu jakieś dwa metry od niego. Zauważył w jej oczach dziwny blask – chłodny, nienaturalny. Dziewczyna odrzuciła włosy do tyłu i przejechała koniuszkiem języka po wargach.

Chwycił mocno trzonek w dłonie i podciągając go w górę, skoczył przed siebie. Sekundę później wbił się głową w dach czarnego audi. Wycie alarmu i wrzask kobiety, która stała niedaleko, zlały się w jeden dźwięk. Dino już go nie słyszał…

.

Autor: Boober


To może być również interesujące:

Consent musi być – o bezpieczeństwie w relacjach BDSM cz. 2

Merz: Jestem całkiem spokojną wariatką

Kobiety Brodziaka

Never more opowiadanie erotyczne 

Public relations opowiadanie erotyczne 


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz nasz funpage, żeby być ze wszystkim na bieżąco.

5 myśli na temat “Upał

  1. A mogło być tak pięknie ?
    Poczułam się jak bohater – na koniec otrzymałam solidnego kopa w tyłek. Cóż, czasami bywa i tak.

  2. Boober potrafi wylać kubełek wody z lodem na rozgrzaną emocjami głowę, oj potrafi. Tutaj nie tylko chłodzi ale i boli. Podoba mi się nęcąco-kpiąca fabuła. I przychodzi do głowy pytanie czy to współczesna parafrazy „Satyry na leniwych chłopów”?

  3. Ogólnie szybko i przyjemnie się czyta, ale muszę pomarudzić. Główny bohater albo jest przez cały czas akcji pijany, albo używa nie tej głowy, której powinien. Konkretnie czepiam się tego, że koleś, który najpierw zachowuje się trochę jak pizda, odkrywając, że obca baba bierze u niego kąpiel (strasznie wolno myśli i daje się rozstawiać po kątach), potem skacze z piątego piętra, bo panienka oferuje mu seks w plenerze. Dodaj do tego, że jest bardzo sceptyczny jeżeli chodzi o magię („prawdopodobnie mam halucynacje, a one proponują mi skok z okna i seks… no, to lecimy!) . Generalnie usprawiedliwia go tylko wypity alkohol. Anna też parę razy zachowuje się bez sensu. Po pierwsze czemu pchała się akurat do jego mieszkania, skoro było na piątym piętrze? Ok. Mogła ewentualnie przylecieć na miotle, więc to idzie jakoś zrozumieć. Drugie to to, że wróciła go przelecieć i zachowywała się wtedy już mniej sukowato (swoją drogą, są ludzie, którzy serio biorą każdą byle ładna? Bo ona włamała mu się do domu, zachowywała się jak totalna, roszczeniowa zdzira, skopała go, strzeliła z liścia, okradła, a potem zniknęła, ale jak przyszła na seks to „tak, już, skoczyć z dachu? Nie ma problemu” xD ). Całościowe wrażenie bardzo przyjemne, bardzo naturalna, niewymuszona narracja, ale mam wrażenie niekonsekwencji w ich zachowaniach

Dodaj komentarz