VHS Volume 3

OPOWIADANIE EROVHS Volume 4 – Ferrara- opowiadanie erotyczne

Przeczytaj poprzednią część VHS Volume 3

Wzniósł rękę, żeby zapukać, ale zawahał się przez chwilę.

Przecież nawet jej nie lubił.

Owszem, była atrakcyjna. Więcej nawet. Umiała poruszać się i mówić w kuszący, seksowny sposób. Po prostu miała taki nawyk. A może robiła to zupełnie nieświadomie. Cóż, na pewno nie robiła tego wszystkiego po to, żeby przypodobać się jemu czy innym facetom z klubu VHS. Gardziła nimi otwarcie, choć dosyć subtelnie. Estera. Na ile ją znał, była rozpuszczoną, bogatą suczką. Wysokie stanowisko w jakiejś korpo-wieży, pensja wystarczająca na apartament na Złotej. W jej oczach byli pewnie bandą obdartusów, których tolerowała tylko dlatego, że dzielili jej dziwaczne hobby. Unikała kontaktu jak tylko mogła. Odzywała się tylko, kiedy polowała na jakąś szczególną taśmę, albo kiedy psuł się jej stareńki Thomson.

Daniel pokręcił głową. Nie lubił jej, ale była tak cholernie atrakcyjna, że kiedy zadzwoniła prosząc, żeby przyszedł w czwartek nie zdołał jej odmówić. Przeklął parszywy, męski los, przesunął dłonią po zarośniętej szczęce i już miał zapukać, kiedy drzwi się otworzyły.

Estera założyła szare, dresowe spodnie i sweter, który w jej mniemaniu pewnie był najmniej atrakcyjną rzeczą, jaką miała, choć i tak zmysłowo odsłaniał jej ramię i zwykłe, białe ramiączko stanika, choć poprawiała go raz po raz. Włosy, po domowemu związała w zwykły, wygodny kucyk. Zero makijażu. Właściwie pierwszy raz widział, żeby wyglądała tak zwyczajnie i stwierdził uczciwie, że jest naprawdę ładna.

Nie spodziewał się, ze przyjmie go w czarnych koronkach, złapie za krocze i wciągnie do sypialni, ale widząc, że ubrała się w zestaw „nie ruszaj!” poczuł lekki zawód. Uśmiechnął się.

– Cześć.

– Cześć – nie uśmiechała się. Coś było nie tak. Odsunęła się, wpuszczając go do środka. Daniel chrząknął wchodząc do jej drogiego, minimalistycznego salonu z imponującym widokiem na noc w centrum Warszawy. Thomson, wielki telewizor (Daniel uważał, że VHSy powinno się oglądać tylko na starych kineskopach), kanapa, miękki dywan, światło, stolik. Na stoliku pusty kieliszek. I kaseta.

– Co tam, twój Thomson znowu świruje? – kucnął przy magnetowidzie i wsunął czubek palca do środka.

– Nie. Mówiłam ci. Chodzi o taśmę – zamknęła drzwi i usiadła ciężko na kanapie. Wyglądała na zmęczoną i zdenerwowaną. Faktycznie, coś wspominała o jakiejś kasecie, którą znalazła czy coś. Ale zero konkretów.

– To ta? – Daniel podniósł kasetę ze stolika. Wyglądała zwyczajnie.

– Maxell, E-120, mocno zużyta, ewidentny retail… Co to… „Vol. 3”? – Zerknął na Esterę pytająco, ale tylko wzruszyła ramionami.

– Są też „vol.1” i „vol.2”. Ktoś przysyła mi jedną na tydzień – utkwiła spojrzenie w twarzy Daniela, jakby szukając śladów rozbawienia. Szybko przybrał pokerową twarz.

– No dobra. I co na niej jest?

– Włącz. – Estera wstała z kanapy i zaraz wróciła na miejsce, z pełnym kieliszkiem.

Magnetowid przyjął plastikowe pudło z wdzięcznym chrzęstem.

* * *

Daniel się spocił.

Najpierw, kiedy skończyły się typowe dla wypożyczalni trailery i pojawiło się to przedziwne porno zaśmiał się głośno i nawet zaczął się zastanawiać, czy Estera nie robi sobie jaj. Albo czy przypadkiem nie próbuje go wciągnąć w jakiś dziwaczny, seksualny układ. Ale gdy kuriozalny kalejdoskop scen wciąż trwał jej twarz pozostawała zimna, blada i bez wyrazu. Ona jest naprawdę zdenerwowana – pomyślał sobie. Nie śmiał się już.

Mimo zdenerwowania Estery Daniel musiał przyznać, ze materiał był dobry. Mocny i podniecający. Ujęcia były statyczne, ale często zmieniały punkt widzenia. Kiedy przez dobre siedem minut oglądał jakąś seksowną, młodą kobietę w od dawna niemodnej fryzurze i makijażu, która klęczała na dywanie i przyjmowała na twarz i plecy kolejne wytryski ukrytych w półmroku mężczyzn, czuł, że robi mu się o wiele za ciasno w spodniach. Zerknął na Esterę niespokojnie. Zobaczył lód.

– I cała taśma tak wygląda?

– Patrz jeszcze – rzuciła tylko beznamiętnie.

Więc patrzył.

Aż krzyknął z zaskoczenia, kiedy scena ponownie się zmieniła. To był salon Estery! Ta sama kanapa. Ten sam stolik i dywan. Był dzień a na kanapie siedziała młoda kobieta w ciąży. Związana, z kneblem w ustach.

– Co, kurwa? – spojrzał na Esterę. Wzruszyła ramionami.

– Mnie nie pytaj. To nie mój film. Nie mam pojęcia, jak to możliwe.

Zmarszczył brwi. Wciąż był podniecony (ta scena sprawiała, że jego penis pulsował ciasno przyciśnięty do uda materiałem slipów) ale teraz poczuł niepokój. Wstał i w akompaniamencie jęków podszedł do miejsca, gdzie powinna znajdować się kamera, która nagrała ten materiał. Ani śladu. Nie musiał dotykać sufitu, żeby poczuć tynk i suchą, białą farbę pod palcami. Mimo to podniósł rękę, trochę, jakby spodziewał się natrafić na niewidzialny sprzęt.

Spojrzał znów na Esterę. Odwzajemniła spojrzenie. Oczy miała wilgotne.

– Powiedz mi, Daniel, czy to jest dziwne? – spytała.

– Bardzo dziwne. Dziwaczne. Pojebane.

Wrócił na kanapę. Mężczyzna siedzący na twarzy ciężarnej jęczał właśnie głośno i zamierzał wytrysnąć na podłogę, kiedy Daniel włączył przewijanie w przód na podglądzie. Aktorzy… czy kto to tam był, wyglądali teraz jak zabawne marionetki na koksie. Scena szybko zmieniła się w kolejną. Dziwaczne ujęcia, okolice Pałacu Kultury, tłum mężczyzn i znów ta ruda. Play.

Daniel poczuł, jak pot zaczyna perlić mu się na czole i podwinął rękawy.

– Cała taśma? – spytał cicho.

– Do końca. Uważaj teraz – wskazała na telewizor.

Mężczyźni pieprzyli rudą na wszystkie sposoby, kamera raz po raz zmieniała punkt widzenia, a każdy kolejny zdawał się być równie niemożliwy jak poprzedni. Daniel patrzył bardzo uważnie, ale ledwo dostrzegł kolejną zmianę. A gdy ją dostrzegł otworzył usta.

Ruda przemieniła się w Esterę.

Daniel patrzył, jak tłum mężczyzn w różnym wieku spuszcza się na nagie ciało Estery. Spojrzał na nią. Łza spływała po jej policzku. Wiedział, że nie powinien, ale musiał spytać.

– Czy ty… Czy to jest…

Pokręciła głową, oczywiście.

– Nigdy w życiu, Daniel. Rozumiesz? Nigdy w życiu nie robiłam czegoś takiego i nigdy w życiu nikt mnie nie nagrywał.

– Przepraszam, musiałem… – złapał się za głowę. Przez chwilę jeszcze siedzieli w tak, a światło z ekranu błyskało na ich blade twarze przy wtórze sapnięć, jęków i mokrych dźwięków. Dopiero po chwili Daniel drżącą ręką sięgnął po pilota i nacisnął pauzę.

Z ekranu spozierało na nich oko łani.

* * *

– Jest jeszcze coś – powiedziała cicho. Daniel poprosił o drinka a Estera miała już tylko Whisky, więc siedział i sączył ze szklanki. Siedzieli na kanapie, daleko od siebie. Estera owinęła się w sweter, jakby czuła się brudna. On głównie milczał. Dawał jej czas, żeby opowiedziała wszystko. Kaseta leżała na stoliku, rzucona byle jak.

Rozmawiając oboje patrzyli na czarne pudełko jak na bombę.

– Ci ludzie na filmie… To wszystko ludzie, których znam. Albo znałam. Różni, przyjaciele, współpracownicy, rodzina – Daniel wytrzeszczył oczy i wyraźnie zadrżał – ale też byle kto… Ta ruda? Baristka w kawiarni u mnie na dole. Niektórych nie kojarzę, może zapomniałam, a może to ludzie, których spotkałam zupełnie przypadkowo. Wiesz, minęłam na ulicy, czy coś. I te filmy… one ich mieszają. Mieszają czas, ludzi… – kręci głową energicznie, zastanawiając się, jak to dobrze przekazać.

– Chłopak na początku? Ten sam, co potem z tą w ciąży…? Kolega z liceum. Nie żyje od pięciu lat – wznosi rękę, żeby powstrzymać okrzyk protestu Daniela – na filmie wygląda tak, jak go zapamiętałam. Ta w ciąży? Sąsiadka. Tak, mieszka tu. Kobieta na podłodze? Moja mama. Jak była młoda, mam jej zdjęcia – głos jej się łamie, kiedy sięga pod stolik i wyciąga stare fotografie, które musiała sobie przygotować.

Daniel wpatruje się w fotografię. To prawda. Odkłada ją i kręci głową.

– Ale kto… – znów kręci – jak, kurwa?

Cisza.

– CGI? Nie zauważyłem nic – mówił teraz jakby sam do siebie. – jakość podejrzanie dobra. Zakłócenia i artefakty to efekt nagrania tego nowego materiału na starą taśmę… – Potarł szczękę.

– Pomóż mi, proszę – powiedziała Estera cicho.

Daniel patrzyl na nią dłużej.

– Postaram się. Nie powinniśmy iść na policję? Tak tylko pytam! – uniósł ręce w obronnym geście, widząc gniew na jej twarzy.

– Polska policja? Ta banda debili nie będzie wiedziała od czego zacząć! Kto mi tam uwierzy?!

– Dobra, sorry, masz rację, przepraszam.

– Nie mogę.

– No rozumiem, okej.

– Po prostu nie mogę.

Znów cisza. Daniel podniósł kasetę i odchylił osłonę. Bezceremonialnie złapał taśmę i wyciągnął jej tyle, żeby móc popatrzeć na nią pod światło. Zmarszczył brwi.

– Dziwny kolor.

– Masz coś? – spytała kobieta z nadzieją.

– Może. Musiałbym obejrzeć ją na swoim sprzęcie.

Nagle dzwoni telefon. Oboje podskakują. Daniel śmieje się nerwowo, Estera klnie. Wyciąga telefon z kieszeni spodni. Najwyraźniej nastawiła alarm. Znów wygląda blado.

– Coś się stało? – Daniel odkłada kasetę, zaalarmowany tym, co widzi w oczach Estery.

– Jest za piętnaście dziesiąta. Kolejne kasety przychodzą w czwartki. O dziesiątej – patrzy na niego tymi swoimi wilgotnymi, brązowymi oczami i Daniel ma wrażenie że patrzy w oczy zwierzęcia sparaliżowanego strachem na ruchliwej drodze – za piętnaście minut.

Oczy łani.

* * *

O dziesiątej stoją więc pod drzwiami i nasłuchują.

Gdy tylko słyszą dzwonek windy, Daniel przy wtórze okrzyku zaskoczonej Estery, otwiera drzwi na oścież i wychodzą na korytarz.

Drzwi od windy zasuwają się a w ich stronę idzie młody człowiek, ledwie dwudziestoletni. Ma na sobie firmowy, nieco sfatygowany garnitur i niesie reklamówkę z żabki. Uśmiecha się do nich niepewnie.

Estera spogląda na Daniela, zdezorientowana i przestraszona. Daniel zaciska szczękę. Wyrostek w garniturze spokojnie podchodzi bliżej.

– Dobry wieczór – rzuca, sam lekko zdezorientowany. – To dla pani – mówi i podaje jej reklamówkę.

Ale Estera nie sięga po nią. Daniel powoli, jak w transie, zabiera siatkę z rąk chłopaka. Zagląda do środka.

Vol.4.

Daniel upuszcza pakunek i rusza do przodu. Łapie szczyla za poły marynarki i uderza jego plecami o ścianę.

– Co jest…! – mówi chłopak, zanim uderzenie wydusza z niego powietrze.

– Kim ty kurwa jesteś, pierdolony zboku?! Co to za gówno przynosisz?! – Daniel jest wściekły. Czuje, jak alkohol, niepokój i podniecenie mieszają się jego trzewiach w eliksir dziwny eliksir agresji. Przecież ja nie jestem agresywny – myśli sobie. No i co? Dobrze mu tak.

– Ale o co chodzi? Ja tylko… ja tylko…

– Daniel, poczekaj – mówi Estera.

– Skąd to masz?! – krzyczy Daniel.

– To jest tylko pracownik… On tu pracuje, Daniel! – Estera odzyskuje energię i łapie Daniela za łokieć. Ale on nie odpuszcza.

– Ze skrytki na dole, dobra?! Po prostu roznoszę pocztę! – mówi chłopak, bardziej wkurzony niż przestraszony.

Daniel zerka to na niego, to na Esterę, potem patrzy na garnitur z wyszytym logiem budynku. Puszcza.

– Przepraszam – mamrocze. Estera przejmuje sprawę.

– Przepraszamy… Ale na tych kasetach są straszne rzeczy, rozumie pan? Boję się. Nie wiem, od kogo są. Ma pan jakiś adres zwrotny, cokolwiek?

Wyrostek poprawia garnitur i marszczy czoło.

– Nic. Paczki przychodzą od jakichś czterech tygodni. Ktoś wkłada kasetę w torbie prosto do skrzynki…

– Kto?! – Pyta Daniel. Oczy Estery błyszczą.

– Nie… nie wiem. Nigdy nie widziałem. Po prostu roznoszę pocztę od dziewiątej czterdzieści pięć, w każdy czwartek! – chłopak mówi szybko, jakby chciał już sobie iść. – To znaczy, jak coś jest, bo zazwyczaj nic nie ma, ale do pani zawsze jest kaseta, nie zastanawiałem się nad tym, ale to faktycznie dziwne, nie?

Cisza.

– Może… Mam zadzwonić na policję?

– Nie – mówi Estera. – Już to zgłaszałam. Dziękuję i jeszcze raz przepraszam.

– Nie ma sprawy… Może… Dam znać, jak zobaczę, kto przynosi kasety, dobrze?

– Jeśli by pan mógł, bardzo proszę. To jakiś wariat. Jeśli będzie pan coś miał, proszę się ze mną skontaktować. Przekażę wszystko policji.

– No dobra, dobrze. W porządku. I proszę się nie przejmować, nikt niepożądany nie przekroczy nawet lobby budynku, ochrona czuwa.

– Dziękuję.

Chłopak skinął głową Esterze, uśmiechnął się niepewnie do Daniela, po czym ruszył dziarskim krokiem w stronę windy. Patrzyli jak wsiada.

Ding.

* * *

– Idiotka ze mnie – Estera chowa twarz w dłoniach.

– Myślałam, że to on.

– Okej Estera, spokojnie, to zrozumiałe – mówi Daniel uspokajająco, ale w dłoniach obraca kasetę.

– Tylko teraz wiem jeszcze mniej niż przedtem…

– Wiemy więcej. No i jest nowa taśma.

Estera podnosi głowę. Gniew odciska się na jej twarzy.

– Wyjeb to do zsypu! – Warczy.

– Zaraz. Może coś znajdę… Coś jest nie tak z kolorem… – mruczy do siebie. Potem pokazuje jej kasetę. – Zobacz: Kodak, T-120.

– Taka sama?

– Właśnie zupełnie inna. Tak jakby materiał początkowy nie miał znaczenia, jakby ktoś nagrywał na tym, co ma pod ręką. Wiesz, różne wypożyczalnie czasem zostawiały jakiś ślad na swoich kasetach… Może gdzieś coś zostało? Zobaczę dokładnie na moim sprzęcie, w porządku?

Estera kiwa głową.

– Włącz – dodaje po chwili umęczonym głosem.

– Na pewno? Widzę, że to trudne dla ciebie…

– Włącz. Może coś znajdziesz. Tylko kawałek. Wszystko mi jedno.

* * *

Magnetowid chrupie i chrzęści, zadowolony, że znów został nakarmiony.

Estera i Daniel wbijają wzrok w śnieżący ekran i w bladym świetle wyglądają jak zombie.

Śnieg. A potem krzyk. Daniel szybko sięga po pilota żeby ściszyć, ale to krzyk radości. Dziewczynka, na oko sześcioletnia, niesie wielki prezent. Tata nagrywa urodziny swojej córki. Dużo gości. Wszyscy się cieszą. Lata dziewięćdziesiąte, sądząc po ubraniach.

– Coś twojego…? – pyta Daniel niepewnie.

Estera kręci głową.

– Pewnie oryginalny materiał. Czyjaś kaseta pamiątkowa.

Materiał trwa jakieś trzy minuty, a potem… pstryk.

Rodzina znika. Jest ciemno. Na łóżku leży dziewczyna. Leży na brzuchu, nie widać jej twarzy. Chyba jest młoda. Nastolatka. Na niej siedzi okrakiem młody chłopak. Trochę starszy od niej. Ujęcie pokazuje jego plecy, jej nogi i tyłek. Daniel czuje podniecenie; krew nagle zmienia kierunek, żeby zaliczyć nagle istotny dla organizmu układ… Estera nagle wciąga głośno powietrze.

– Poznajesz…? – Daniel nawet nie kończy pytania. Estera unosi dłoń do ust.

– To… mój pierwszy raz. Tak było… To ja… Ale… Ale to nie był ten chłopak.

Daniel marszczy brwi i zerka na ekran. Chłopak obraca się, żeby zerknąć na pośladki dziewczyny i przez chwilę widać jego profil. Daniel naciska pause.

– Jesteś pewna? – pyta. E odpowiedzi Estera tylko rzuca mu gniewne spojrzenie. Oczywiście, kurwa, że jest pewna. To jest jej pierwszy raz, debilu. Play.

Chłopak odwraca się jeszcze bardziej i daje młodziutkiej Esterze siarczystego klapsa. Słychać szloch. Estera na filmie chyba cichutko popłakuje… Daniel boi się spytać.

– O kurwa! – krzyczy nagle, zrywając się z kanapy i wskazując na ekran.

– To ten chłopak! To ten szczyl z ochrony! To on!

– To on… – potwierdza Estera zasłaniając wciąż usta.

– Ale jak to jest możliwe?! – Daniel znów łapie się za głowę.

Portier-nieportier zsuwa się nieco, po czym chwyta swojego sterczącego fiuta. Kilka ruchów i napletek zsuwa się całkiem, odsłaniając błyszczącą główkę. Unosi się nieco i palcami drugiej ręki rozchyla pośladki Estery… Celuje, a potem powoli, przy akompaniamencie szlochu dziewczyny wsuwa członek w ciasną dupkę. Udaje mu się wejść do połowy, a potem przyspiesza, posuwając nastolatkę tak, ze całe jej ciało a nawet łóżko rzuca się w przód i w tył.

Penis Daniela znów wyprężył się na całą długość i pulsuje mu w slipach, śliniąc się na jego udo.

Estera, ta prawdziwa, dorosła szlocha. Daniel spogląda na nią, kiedy zrywa się z kanapy i szybkim krokiem odchodzi i zamyka się w łazience.

– Wszystko… – chce spytać.

– Zaraz wrócę, po prostu nie mogę… – odpowiada mu już przez drzwi.

Daniel patrzy znów na ekran. Czując że jest sam, odruchowo dotyka nabrzmiałego kutasa przez spodnie, ale czuje się jak intruz. Nie może się jednak powstrzymać. Ściska swoje krocze i patrzy, jak chłopak pieprzy płaczącą dziewczynę w tyłek. Nagle robi się ciemniej.

Dźwięk zanika. Przerywa. Na obrazie pojawiają się pasy śniegu. Scena wygina się dziwacznie. Pojawia się biały napis, dobrze znany fanatykom VHSów. TRACKING.

Potem śnieg. Nic.

Daniel nie rozumie. Przewija taśmę kilka minut do przodu. Nic. Śnieg.

Nagle rozumie. To oczywiście niemożliwe, ale rozumie.

– Estera! – krzyczy. – Chodź tu szybko! Natychmiast!

Kobieta przybiega momentalnie i patrzy przerażona na Daniela pytającym wzrokiem. Daniel zerka na nią. Potem na ekran. Śnieg.

No pewnie. To by było niemożliwe. Otwiera już usta, żeby gromko się zaśmiać i wytłumaczyć przestraszonej Esterze swoją pomyłkę… Kiedy na ekran znów błyska.

Kobieta w wieku Estery siedzi na toalecie i masturbuje się, jęcząc bezwstydnie głośno. Majtki, rajstopy i spódniczkę ma spuszczone do kolan. Zwyczajna, zielona bluzka jest w nieładzie i faktycznie, kobieta od czasu do czasu unosi dłoń i wsuwa ją pod materiał, żeby pieścić sutki.

Estera patrzy na ekran. Zimna obojętność znów wraca na jej twarz.

– Moja siostra. Mieszka w Sydney.

Mężczyzna stara się nie zwracać uwagi na jęki kobiety, ale widząc, jak rozkłada nogi i palcami rozchyla wargi sromowe, i jak po chwili przy wtórze jęku tryska z niej struga moczu… Daniel na chwilę zapomina o odkryciu. Jakość obrazu jest fantastyczna w najdrobniejszym detalu. Żadnych zakłóceń.

Powstrzymując się resztkami woli, żeby nie wyciągnąć fiuta i nie zwalić sobie prosto na śliczny stoliczek Estery, odwraca się do niej.

– Estera, przed chwilą nic nie było.

– Kiedy? – pyta, jakby nieobecna.

– Jak wyszłaś na chwilę.

Cisza.

– Idź jeszcze raz.

– Gdzie? Co? Gdzie mam iść? – ocknęła się.

– Gdziekolwiek. Z dala od magnetowidu.

Dziwi się, ale robi to, o co prosi. Zamyka za sobą drzwi łazienki. Obraz zaczyna się psuć, kiedy siostra Estery ssie swoje wilgotne palce. A po chwili…

– No i co? – krzyczy Estera z łazienki.

To niemożliwe – myśli Daniel.

TRACKING.

* * *

Pause.

Na ekranie kolejna wizja rodem z głowy Estery – trzy koleżanki z pracy wymieniają się właśnie śliną.

Daniel gryzie oba kciuki. Mózg prawie mu paruje.

– Taśma, która nagrywa się sama, kiedy ktoś ją ogląda.

Powtarza to od piętnastu minut. Za każdym razem brzmi to coraz bardziej prawdopodobnie. Jeszcze tydzień i będzie w stanie w to uwierzyć.

– Telepatyczna taśma.

Estera stoi przy oknie. Jest bardzo zmęczona.

– Ale ja nie myślę o takich rzeczach, Daniel. Naprawdę, może Ci trudno w to uwierzyć, ale kobiety nie myślą non stop o seksie wszystkich ze wszystkimi. – ona też już to mówiła.

– Może te kasety wyłapują to z podświadomości… Wiesz, Freud i te takie… Kurwa. Sam nie wierzę w to co mówię, ale to najprostsze wyjaśnienie. Powtórzyliśmy to dwanaście razy, Estera! Kiedy nie patrzysz, nie skupiasz się na obrazie, taśma jest czysta!

– Wiem! Wierzę. – mówi gniewnie kobieta. – Pewnie bym nie uwierzyła, gdybyś nie nagrał tego swoim telefonem i mi nie pokazał, ale teraz ci wierzę.

Cisza.

– Chcę spróbować jeszcze jednego, zanim pójdę… – mówi Daniel.

– Chcę iść spać – mówi Estera nieprzejednanym tonem. – Może to wszystko tylko sen.

– To nie sen. To jest… bardziej niesamowite, niż sen. Obiecuję, ostatnia rzecz. I nawet przy tym nie będziesz. Chcę coś sprawdzić. Zostaw mnie samego, tym razem na piętnaście minut. I wiesz co, może wyjdź na korytarz, nie wiem, zjedź do lobby, oddal się.

– Dobrze. Ale potem zabierzesz to gówno do siebie.

– Zgoda.

– W porządku.

Estera zakłada trampki i wychodzi. Staje w drzwiach.

– Zabieram klucze, wiec się nie zamkniesz… Mam nadzieję, że nie zostajesz żeby…

– Zwariowałaś?! Myślisz, że będę walił konia do… do tego czegoś?

Estera kręci głową, ale nie przeprasza. Jest zbyt zmęczona.

– Piętnaście minut – Daniel zostaje sam.

* * *

Drżącymi rękami chwyta kasetę.

Ogląda ją bardzo uważnie, zachowuje się, jakby trzymał święty graal. Wreszcie włącza ją i zasiada na kanapie. Zamyka oczy. Stara się skupić, choć jest mu ciężko. Sam jest zmęczony a jego mózg czuje się zwyczajnie wyruchany.

Słyszy szum. Na powiekach tańczy mu białe światło. Śnieg. Skupia się bardziej. Śnieg. Zaciska zęby. Śnieg. Cholera, czemu nic nie ma? Czemu to działa tylko na tę sukę? Przepraszam – myśli. Tylko na Esterę. Śnieg. Kurwa! Powinno…

Nagle cisza.

Otwiera oczy.

Śnieg. Ulica w śniegu. Cisza. Latarnie świecą. Zimowa noc. Daniel wstrzymuje oddech. Kamera porusza się płynnie. Płynne ujęcie, tak zwana dolly w prawo i w dół, pnie drzew, park. Śnieg.

Uliczką ktoś idzie. Elegancko ubrana kobieta. Ładne futro. Spieszy się. Ale między drzewami jest jeszcze ktoś… Chwyta ją szybko, brutalnie. Jeden cios, jak głuchy wystrzał. Kobieta zatacza się. Mężczyzna popycha ją na drzewo. Kamera obraca się, żeby Daniel mógł zobaczyć jej twarz. To Estera. Z nosa sączy się strużka krwi.

Mężczyzna rozsuwa jej nogi, zadziera płaszcz i sukienkę. Gwałci ją szybko, brutalnie, porykując jak dzikie zwierzę. Daniel nie chce widzieć jego twarzy. Nie musi.

Gwałciciel kończy w środku, a potem ucieka. Estera przewraca się w śnieg. Na tle bieli jej nagie pośladki wyglądają prawie śniado.

Daniel już nie jest podniecony. Jest przerażony.

– Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił – mamrocze pod nosem. – Nie jestem agresywny. Nie jestem agresywny. Nie jestem…

Estera na ekranie zaczyna się śmiać. Podciąga nogi do siebie i zaczyna szybko się masturbować. Sperma (moja sperma!) wycieka z niej, kiedy wkłada sobie dwa palce w cipkę. Śnieg pada. Oprócz cichego chichotu nie słychać nic.

* * *

– Weźmiesz trzy pozostałe…?

– Ta wystarczy. Jest jeszcze dużo nieobejrzanej taśmy – Daniel wrzuca vol.4 do torby. Cokolwiek tam zobaczył, mocno nim wstrząsnęło. I dobrze, myśli Estera!

Wreszcie! Wreszcie zrozumiał. Wreszcie ktoś inny poczuł, jak to jest, kiedy niewidzialne palce wydłubują ci z głowy wspomnienia, montują z nich najgorsze świństwa a potem odtwarzają ci to w jakości PAL/SECAM! Jezu, czy to znaczy że jest okropna, skoro poczuła się lepiej?

Daniel włożył już buty i stoi przy drzwiach. Zacisnął palce na powiekach, jakby chciał się pozbyć powidoków. Byłby całkiem przystojny, myśli Estera, gdyby był tak z pięć lat młodszy i gdyby się ogolił. Jest zmęczona i nie może się doczekać, aż Daniel wyjdzie. On też wygląda, jakby się spieszył.

Estera dopiero teraz nie żałuje, że go zaprosiła, że… pokazał mu to. Może uda mu się coś odkryć. Warto było zdzierżyć ten czas. Warto było czekać, aż zmięknie mu ten twardy kutas, którego widziała ukradkiem przez spodnie, podczas gdy nieznani faceci na ekranie spuszczali się na jej matkę. Daniel był fachowcem. Jeśli ta jego szalona teoria ma jakikolwiek sens, to on to odkryje. Może nie będzie musiała już nigdy oglądać żadnej z tych taśm.

– Idę. Zadzwonię jak tylko coś będę wiedział. W najgorszym razie… Widzimy się w czwartek? – spytał niepewnie.

Przemyślała to.

– Mam nadzieję, że znajdziesz coś wcześniej. Ale w najgorszym razie… tak. Czwartek.

– Dobrej nocy – mówi na odchodnym.

Żartowniś. Dokładnie zamyka za nim drzwi.

* * *

Toaleta, łazienka, koszula nocna, łóżko.

Ale Estera nie może spać. Kiedy zamyka oczy widzi śnieg. Od ostatniego razu, tydzień temu, nie dotykała się w ten sposób… Teraz wie, że to był kiepski pomysł. Całe ciało jej płonie. Zastanawiała się, czy Daniel zauważył jej sztywność, a jeśli tak, to czy domyślał się, że skupia całą wolę na tym, żeby nie myśleć o masturbacji… Raczej nie.

Szkoda, myśli. Dałabym mu się dzisiaj zerżnąć ile razy tylko by chciał. Wszystko. W usta, w pizdę, w dupę. Cokolwiek, żeby tylko dojść… Oczy jej wilgotnieją.

Prawie zdziera z siebie koszulę nocną. Oplata nogami kołdrę i ociera się o nią. Wkrótce kołdra jest mokra. Estera gryzie i liże poduszkę, jęcząc jak zwierzę. Wbija w siebie palce, wszystko jest mokre od jej soków i śliny. Jest tak skrajnie podniecona, że nie może dojść, mimo ze szczypie sutki i wpycha sobie dwa palce w odbyt. Masturbuje się i masturbuje, kolejne krople zraszają jej uda, ale nic nie pomaga.

Zamyka oczy i pod powiekami maluje jej się obraz: Daniel wali konia oglądając z nią taśmę. Jest cały czerwony z wysiłku, szarpie swojego fiuta na bezdechu. Estera jęczy i czuje, że mokra pościel zmienia konsystencję… To już nie bawełna. To taśma. Leży zaplątana w zwoje taśmy. Celuloid trzeszczy cicho przylepiając się do jej cipki.

Daniel podchodzi do magnetowidu, zrzuca telewizor i chwyta oburącz jej Thomsona. Wbija się weń zdecydowanym ruchem i zaczyna go posuwać. Co za niedorzeczny obraz, myśli Estera, owijając się szczelnie w kokon z taśmy. Wszystko jest śliskie i lepkie. Taśma wpełza jej do ust, wypełnia wnętrzności i wychodzi z drugiej strony. Wszystko jest taśmą. Wewnątrz i na zewnątrz. Daniel spuszcza się do jej magnetowidu, który chrzęszczy zadowolony i wtedy dochodzi i ona.

Zasypia natychmiast potem.

TRACKING.

 

autor: Frank.Ferrara


To może być również interesujące:

BDSM wprowadzenie

Jak zwiększyć częstotliwość orgazmów?

Seks w ciąży

Kobiety Brodziaka

Brudna gra – opowiadanie erotyczne o zdradzie 

Pusta sala – opowiadanie femdom

Never more – opowiadanie erotyczne o dominacji 

Public relations – opowiadanie erotyczne BDSM


Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz że jeszcze komuś może się przydać?  BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zalajkujesz go albo udostępnisz na swoim profilu na Facebooku,
  • dasz nam o tym znać komentarzem,
  • dołączysz do naszej grupy Erotyka – Odcienie Czerwieni

4 myśli na temat “VHS Volume 3

  1. Frank, przyznaję – opowiadanie niemal doskonałe. Jestem pod wrażeniem.
    Klimat Philipa K. Dicka , prawie jak „Trzy stygmaty”.
    Mógłbym czepnąć się kilku niezgrabności w tekście, ale to i tak nie zmieni oceny. Bardzo mi się podobało.

    Wiki – to własnie końcówka nadaje smak całemu opowiadaniu.

  2. Widocznie ta końcówka mi nie smakowała.
    Wpełzająca do ust taśma, wychodząca drugą stroną… budzi raczej mój niesmak, ale jak kto lubi 😉

Dodaj komentarz